reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

KSB Warszawa przed wylotem do Grecji mierzyło się z niewygodnym zespołem Ukranian Vikings. Pierwsze minuty zdecydowanie dla gości. Gospodarze jakby nie potrafili dobrze wejść w mecz i Michał Tarczyński od pierwszych minut sporo musiał podpowiadać i mobilizować swoich zawodników. Po niespełna dziesięciu minutach było 0:2 i KSB musiało podkręcić tempo. To ostatnio wychodzi im wybitnie i nie inaczej było tym razem. Po dwóch składnych akcjach zrobiło się 2:2 i takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron gospodarze szybko wyszli na prowadzenie a kolejne bramki dały spokój tej ekipie. Jednak przy stanie 5:2, KSB Warszawa chyba poczuło się za pewnie. Dwie kontry zaowocowały dwoma bramkami dla gości. Ukranian Vikings od tego momentu ruszyło do ataku. Maciek Grabicki w tzw. międzyczasie miał stuprocentową okazję, lecz z dwóch metrów trafił w słupek. To mogło się zemścić, bo ekipa z Ukrainy przycisnęła i miała sporo okazji. Między słupkami stał jednak Cezary Wachnik. Bramkarz KSB już tydzień temu pokazał, że jest w znakomitej formie i w tę niedzielę tylko to potwierdził. To w głównej mierze dzięki jego interwencjom KSB mogło się cieszyć z wygranej i zgarnąć cenne trzy punkty.

2
17:00

Bez większej niespodzianki zakończył się mecz zamykającej tabelę drużyny Warsaw Bandziors z wyżej notowaną ekipą Fc Impuls Ua. Goście, którzy w tym sezonie są bezbłędni, od początku spotkania dominowali i można było się spodziewać, że trzy punkty padną ich łupem. Jako pierwszy na listę strzelców wpisał się Roman Sołtys, który z łatwością wykończył akcję po precyzyjnym podaniu Igora Petlyaka. Chwilę później, niemoc gospodarzy dwukrotnie wykorzystał Vladyslav Budz. Na przerwę drużyny zeszły przy wyniku 0:3 i nic nie wskazywało na to, że gospodarze złapią kontakt. Chwilę po przerwie błąd obrońcy wykorzystał Sołtys, a niedługo po nim swoje gole dołożyli Hrynov oraz bramkarz Impulsu - Slobozheniuk. Przy stanie 0:6 Warsaw Bandziors się obudzili i zaczęli częściowo odrabiać straty. Dwie świetne bramki zdobył Norbert Wilk, który tego dnia stanowił chyba jedyny pozytywny akcent w grze swojej drużyny. Mecz zakończył się wynikiem 3:7 dla Impulsu. Sytuacja gospodarzy robi się niezbyt ciekawa, ponieważ po 4 meczach nie mają nawet punktu na koncie i żeby przeciwnicy za bardzo im nie odjechali w tabeli, muszą coś zmienić w swojej grze. No i przede wszystkim zacząć wygrywać, aby móc powalczyć o coś więcej niż uniknięcie strefy spadkowej.

3
18:00

Zespół Husarii Mokotów po porażce w pierwszej serii, kolejne dwa spotkania wygrał i uzbierał do tej pory 6 punktów. Zupełnie odwrotnie wygląda w Lakoksach, którzy na inaugurację zgarnęli komplet punktów a potem zanotowali dwie porażki. Od początku mecz stał na bardzo wysokim poziomie i obydwie drużyny pokazały, że w piłkę grać potrafią na fajnym poziomie. Najbardziej aktywny w początkowych minutach był zawodnik gospodarzy Sebastian Maśniak, który dwukrotnie trafił do bramki przeciwników. W kolejnych minutach inicjatywę przejęli goście, którzy najpierw zmniejszyli straty do jednej bramki a następnie zdołali wyrównać. Ostatnie fragmenty pierwszej połowy to bardzo dobra gra gości, którzy najpierw z rzutu wolnego a następnie z akcji zanotowali dwa trafienia i ustalili wynik pierwszej połowy na 2:4. Od początku drugiej części trwała wymiana ciosów i gdy jedni strzelali, to drudzy odpowiadali. Tak się działo praktycznie przez całe finałowe 25 i trwało aż do wyniku 6:8. Ostatnie słowo należało do gości, którzy strzelając dwie bramki ustalili wynik na 6:10. Po bardzo szybkim i emocjonującym meczu drużyna Lakoksy CF przełamała passę porażek a najmocniej przyczynił się do tego Miłosz Nowakowski, który do trzech bramek dorzucił asystę. Drużyna Husarii Mokotów po czterech kolejkach posiada z kolei wyrównany równy bilans wygranych i porażkę, i zobaczymy w którą stronę pójdzie to w nastepnej serii gier.

4
21:00

Dla gości miał być to raczej łatwa przeprawa, a ostatecznie okazało się, że ekipa Oskara Zaksa musiała srogo się napracować, aby wywieźć z tego starcia trzy punkty. Warto na wstępie wspomnieć, że mecz toczył się w wyjątkowo fatalnej pogodzie i ślizgająca się piłka była często ciężka do opanowania, co w dużym stopniu przełożyło się na ograniczenie umiejętności zawodników obu ekip. Również i z tego powodu na pierwszego gola musieliśmy czekać aż kwadrans i - co ciekawe - to Inferno wyszło na prowadzenie po przejęciu piłki przez Macieja Kumora. Po chwili było nawet 2:0, a Maciej Kumor asystował przy golu Jana Szklarzewicza. Goście dość szybko zabrali się do odrabiania strat i po chwili zapunktował Damian Klapacki, a tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę do remisu doprowadził Konrad Szałek. Po zmianie stron pierwsi zapunktowali goście, a konkretnie Maciej Wojciechowski. Od tego momentu mecz przyjął dość przewrotny charakter – Inferno było drużyną zdecydowanie bardziej kreatywną w ataku i zawodnicy Igora Patkowskiego stopniowo przełamywali obronę Volkswagena tylko po to, aby dosłownie akcję później stracić gola z akcji oskrzydlającej. W 31 minucie zapunktował Marcel Winiarski, ale już po chwili goście znów prowadzili po golu Damiana Klapackiego. Inferno potrzebowało aż dziesięć minut, aby ponownie pokonać broniącego bramki gości Jakuba Skowrona, a zaledwie minutę później Volkswagen powrócił na zwycięskie tory, gdy hat-tricka zgarnął Damian Klapacki. Inferno wciąż szukało okazji do wyrównania i naprawdę niewiele zabrakło, aby goście wyszarpali remis, jednak defensywa Volkswagena pozostała nieugięta do ostatniego gwizdka i goście ostatecznie wyszli z tego spotkania zwycięsko, a my jesteśmy pewni, że rewanż w rundzie wiosennej będzie nie lada widowiskiem.

5
22:00

Fair Partner - Warsaw Rangers. Czy to nie jest idealny mecz na zakończenie dnia? Brzmi super dla wszystkich oglądających. Spotkanie zapowiadało się na niezwykle emocjonujące, a fakt, że obie drużyny w poprzedniej kolejce przegrały swoje mecze zaledwie jednym trafieniem, nadawał dodatkowej pikanterii. Goście narzucili sobie dodatkowy trud, przyjeżdżając bez ani jednej zmiany, ale jak się później okazało - wcale nie wpłynęło to na jakość ich gry. Rozpoczęli oni bowiem to spotkanie bardzo dobrze, gdy gola zdobył Niemyjski. Potem do głosu przeszli gospodarze, aż trzykrotnie karcąc rywali. Następnie role ponownie się odwróciły i kluczowe zdanie miał Alan Małecki - autor trzech trafień w tym spotkaniu. Finalnie końcowy rezultat nikogo tutaj nie satysfakcjonował, bowiem remis na tym poziomie to strata punktów dla obydwu drużyn. Fair Partner nie wykorzystali faktu podmęczonych rywali w drugiej połowie, a pewnie mieli takki zamiar. Z kolei drużyna gości, stawiana w roli faworyta do wygrania ligi po zeszłotygodniowej porażce, gubi po raz kolejny punkty. Samo spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie, ale za styk nikomu nie daje się dodatkowych punktów. Dlatego jedni i drudzy muszą poszukać całej puli w przyszłych kolejkach i tego im życzymy.

Reklama