Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 1 Liga
W szóstej kolejce na drugim poziomie rozgrywkowym doszło do spotkania pomiędzy dwoma zespołami z kompletem punktów. FC Impuls UA do tej pory wszystkie swoje mecz wygrał, jednak wyprzedzał ekipę KSB Warszawa o trzy punkty. To efekt przełożenia jednego meczu przez drużynę gości. Od początku rywalizacja stała na bardzo wysokim poziomie piłkarskim i już po pięciu minutach obydwie drużyny miały po jednej bramce na koncie. W kolejnych fragmentach spotkania bardziej skuteczni byli goście, którzy dwa razy pokonali golkipera rywali. Doskonałą sytuację na kolejne trafienie mieli zawodnicy KSB, ale ich napastnik z metra nie trafił na praktycznie pustą bramkę. Sytuacja ta zemściła się minutę później, gdy bramkę kontaktową zdobyli zawodnicy z Ukrainy. W ostatnich minutach pierwszej części meczu goście jeszcze dwa razy zdołali pokonać bramkarza rywali, na co raz odpowiedzieli gospodarze i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 3:5. Początek drugiej połowy zaczął się od trafienia graczy KSB, którzy powiększyli swoją przewagę do trzech bramek. Impuls nie zamierzał się jednak poddać. Najpierw zdobył bramkę, a chwilę później grał w przewadze jednego zawodnika. Ale nie dość, że nie udało mu się wykorzystać okoliczności, to grający w osłabieniu oponenci zdołali zanotować kolejne trafienie i mieli bezpieczną różnicę bramkową. Tę przewagę utrzymali do końcowego gwizdka sędziego i pojedynek niepokonanych do tej pory drużyn zakończył się wynikiem 6:8 dla KSB Warszawa. Dzięki temu zwycięzcy wskoczyli na fotel lidera, zrównując się punktami z FC Impuls UA.
Spotkanie Warsaw Rangers - Husaria Mokotów dwóch doświadczonych w szóstkach drużyn, których liczba bezpośrednich pojedynków jest dosyć spora. Tak więc można powiedzieć, że skoro kapitanowie znają się już tyle czasu, to nie ma możliwości, by mogli się jakoś zaskoczyć. Nic bardziej mylnego! Mecz ten miał dwie, naszym zdaniem totalnie różne połowy. Pierwsza to spora przewaga gości, którzy dwukrotnie wychodzili na prowadzenie. Wpierw po mocnym strzale w lewy dolny róg z bramki cieszył się Jakub Brzeski, natomiast później po niewykorzystanym karnym zrehabilitował się Sebastian Maśniak. Wszystko dla gości układało się po ich myśli, nawet momentami było aż za pewnie, stąd przy odrobinie pecha mieliśmy strzały, które obijały tylko słupki i poprzeczki bramki chronionej przez Jędrka Nidzgorskiego. Ale po przerwie coś się ewidentnie zmieniło. W drugiej odsłonie gospodarze zdecydowanie częściej zaczęli dochodzić do głosu. Pod przewodnictwem niezastąpionego w tym sezonie w drużynie Rangers Oskara Górki, strzelca trzech goli, odrobili stratę z nawiązką, mając nawet gola w zapasie. Dwukrotna wymiana ciosów między tymi zespołami nie zmieniła ciągłego prowadzenia drużyny z Grochowa a gościom nie pomagała niemoc w ataku i liczne strzały obok bramki. Mecz zakończył się zwycięstwem Warsaw Rangers, którzy po serii słabszych meczów ponownie podpinają się pod czołówkę stawki. Ekipa z Mokotowa musi szukać dzielnie punktów w kolejnych starciach i poprawić błędy, gdyż naszym zdaniem mieli to spotkanie pod kontrolą i zdecydowanie za łatwo je wypuścili. Należą się więc brawa dla ekipy Olafa Gontarka, że poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w tak prestiżowym meczu.
Bardzo ciekawie zapowiadało się spotkanie pomiędzy Warsaw Bandziors i Inferno Team. Obie ekipy w tym sezonie nie poznały jeszcze smaku zwycięstwa i bez zdobyczy punktowych zamykały stawkę w 1 lidze. Bardzo dobrze w mecz weszła drużyna Igora Patkowskiego. Już po dwóch minutach chopaki prowadzili po bramce strzelonej z dystansu, której autorem był Maciej Kumor. Gracze Inferno Team złapali wiatr w żagle i z biegiem czasu uwidaczniała się ich boiskowa przewaga. Miało to też przełożenie na zdobycze bramkowe, ponieważ w pierwszej połowie zanotowali aż 6 trafień. Warsaw Bandziors odpowiedzieli jedną bramką, zdobytą mocnym strzałem z dużej odległości Macieja Kiełpsza. Duża przewaga gości stawiała ich w komfortowej sytuacji przed drugą połową. Po przerwie dużo się nie zmieniło i znów Inferno dołożyło jako pierwsze trzy kolejne trafienia. Wysokie prowadzenie pozwoliło im już spokojnie cieszyć się grą, bo wynik nie był w żadnym stopniu zagrożony. W końcówce dzięki rozluźnieniu rywali Warsaw Bandziors zdołało zmniejszyć rozmiar porażki, a wynik tej potyczki to 10:4 na korzyść Inferno Team. Pierwsze punkty w tym sezonie powędrowały więc na konto gości. Dość późno, ale miejmy nadzieję, że dzięki temu przełamaniu nabiorą rozpędu i opuszczą strefę spadkową w najbliższych kolejkach. Twardszy orzech do zgryzienia mają Bandziorzy, którzy muszą jak najszybciej wrócić na prawidłowe tory. W obecnej formie niestety 1 liga wydaje się za wysokim poziomem dla tej ekipy.
Przed spotkaniem pomiędzy Lakoksy CF a Fair Partner wielu spodziewało się bardzo dobrego widowiska. Obie ekipy dzielił zaledwie punkt, więc wygrany miał pewność, że najbliższe kilkanaście dni spędzi wyżej w tabeli. Od samego początku tempo rywalizacji było bardzo duże, zespoły prezentowały wysoki pressing i już na początku budowania akcji, starały się uniemożliwić konstruowanie groźnych ataków. Goście dodatkowo rozgrywali piłkę z bramkarzem, czym jeszcze bardziej utrudniali życie zawodnikom Lakoksów. Gospodarze świetnie sobie jednak radzili a głośne i trafne podpowiedzi z ławki bardzo pomagały w przesuwaniu całego zespołu. Pomimo większego posiadania piłki to zawodnicy Bartka Królaka jako pierwsi wyszli na prowadzenie. Otwierającą bramkę zdobył Mikołaj Zawadzki. Chwilę później mieliśmy już 2:0, a tym razem z bramki cieszył się Andrzej Czerw. Potem jednak do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy Fair Partner. Wywodząca się z futsalu drużyna z Ukrainy w końcowych fragmentach pierwszej połowy zaczęła przejmować inicjatywę. W końcu też widać było przewagę na boisku, jaką tworzyli grając z bramkarzem. Gdy długie rozgrywanie piłki nie przynosiło efektów, do sytuacji strzeleckiej dochodził Andrii Bubentsov. Tak właśnie padła bramka kontaktowa, gdy bramkarz gości popisał się atomowym strzałem pod poprzeczkę i ustalił wynik pierwszej połowy na 2-1. Po zmianie stron widzieliśmy jeszcze bardziej intensywny mecz z dużą dawką emocji, często niekoniecznie tych sportowych. Ranga meczy powodowała, że pojawiały się nerwy. Już na początku drugiej połowy goście doprowadzają do remisu. Ponownie autorem bramki był Bubentsov i na tablicy wyników mieliśmy 2:2. Taki wynik nie utrzymał się jednak długo, bo po chwili na prowadzenie ponownie wyszli gospodarze, tym razem po składnej akcji bramkę zdobył Filip Ciara. Gracze Fair Partner kolejny raz wrzucili wyższy bieg, aby nadgonić to, co przed chwilą stracili. Sztuka ta po raz trzeci udała się za sprawą fenomenalnej grze Andriia Bubentsova. Końcówkę spotkania rozgrywaliśmy przy mocno napiętej atmosferze. Determinował to wynik, bo na stratę punktów nikt nie chciał sobie pozwolić. Ostatnie fragmenty meczu lepiej wytrzymali gospodarze, którzy najpierw wyszli na prowadzenie, by po chwili skontrować walczącą do końca drużynę z Ukrainy. Ostatecznie Lakoksy CF ograli swoich rywali 5:3, dzięki czemu przeskoczyli niedzielnych rywali w ligowej hierarchii.
Spotkanie rozpoczęło się od mocnego akcentu drużyny AK Volkswagen, która, wyciągając wnioski z poprzedniej porażki, weszła w mecz z pełnym zaangażowaniem. Już na początku bramkę zdobył Oskar Zaks, a chwilę później Eryk Agnyziak dołożył kolejne trafienie, pokazując, że goście nie zamierzają dopuścić do powtórzenia błędów z ostatnich spotkań. Zespół Volkswagena zdecydowanie kontrolował sytuację na boisku, podczas gdy Ukraińscy Vikingowie, mimo ambicji, nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki. Z każdą minutą przewaga gości rosła, a do przerwy prowadzili już 8:2, wyraźnie deklasując defensywę rywali. Gospodarze nie wyglądali na drużynę, która w poprzednich spotkaniach potrafiła przeciwstawić się silniejszym oponentom. Słabszy dzień miał ich lider, Dima Oleinikov, który dotychczas był kluczową postacią i wyróżniał się skutecznością. Tym razem jednak nie zapisał się w protokole meczowym ani jednym trafieniem, co odbiło się na grze jego drużyny. Volkswagen, z dużą przewagą, poczuł się pewnie i zdawał się sądzić, że wynik jest już przesądzony. Druga część meczu okazała się jednak niespodzianką. Gdy Volkswagen pozwolił sobie na rozluźnienie, ukraińscy zawodnicy wykorzystali moment i zaczęli przeprowadzać groźne ataki. Mimo dużej straty, pokazali charakter, wygrywając drugą połowę 6:3. Choć ostatecznie Volkswagen zachował trzy punkty, aczkolwiek ich wygrana może pozostawiać niedosyt, patrząc na dominację w pierwszej części spotkania. Jeśli chcą powalczyć o wyższe cele, w kolejnych potyczkach będą musieli unikać takiej beztroski, gdyż może to kosztować ich cenne punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)