Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 6 Liga
Mecz sąsiadów w ligowej tabeli – tak możemy nazwać pojedynek pomiędzy zespołami Crimson Boys oraz Więcej Sprzętu niż Talentu. W nieco lepszej sytuacji byli gospodarze, którzy na swoim koncie uzbierali do tej pory dwa oczka więcej od swoich rywali. Sytuacja w tabeli w pełni odzwierciedlała przebieg tego spotkania. Od początku nieznaczną przewagę miał zespół gospodarzy, który stworzył sobie kilka niezłych sytuacji. Jednak celowniki zawodników tej drużyny były kiepsko nastawione i piłka po ich strzałach nie chciała trafić do bramki rywali. Bardziej skuteczni byli oponenci, którzy w 10 minucie objęli prowadzenie. Po stracie bramki Crimson Boys ruszyli do ataku, ale mimo kilku kolejnych świetnych sytuacji wynik nie ulegał zmianie. Dodatkowo jedna z nielicznych kontr zespołu gości zakończyła się bramką i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 2:0 dla WSnT. Druga połowa spotkania rozpoczęła się bardzo dobrze dla gospodarzy, którzy po obijaniu słupka i poprzeczki w pierwszej części meczu w końcu znaleźli sposób na pokonanie golkipera rywali i zdobyli bramkę kontaktową. Na kolejne trafienie czekaliśmy prawie dziesięć minut i ponownie była ona autorstwa gości. W kolejnej akcji kapitalnym strzałem z połowy boiska popisał się Damian Kucharczyk, który zmniejszył straty swojego zespołu do jednego gola. Odpowiedź rywali była natychmiastowa, z kolei ostatnie trafienie było autorstwa gospodarzy, którzy skutecznie wykorzystali rzut karny. Po bardzo zaciętym spotkaniu zespół Więcej Sprzętu niż Talentu pokonał swoich rywali 4:3 i dopisał do swojego dorobku trzy punkty. Zawodnicy Crimson Boys mogą czuć wielki niedosyt, bo stworzyli sobie dużo sytuacji strzeleckich a mimo tego z boiska schodzili pokonani...
Trzecia w tabeli drużyna FC Vikersonn grała przeciwko KS Iglica Warszawa, która walczy o opuszczenie strefy spadkowej. Początkowe minuty spotkania były dość wyrównane. Oba zespoły starały się objąć prowadzenie, nie ryzykując straty gola. Dopiero w 13 minucie gospodarze po raz pierwszy zdołali pokonać bramkarza Iglicy. Dzięki tej bramce mecz nabrał „rumieńców”. Goście częściej bywali pod polem karnym Vikersonna, lecz ich ataki okazywały się nieskuteczne. Gospodarze dopiero na trzy minuty prze końcem pierwszej połowy zdołali trzykrotnie wykończyć swoje akcje i na przerwę schodzili z czterobramkową przewagą i zerem po stronie strat. Druga część meczu była nieudaną pogonią Iglicy za wynikiem. Dużo lepsza gra w obronie sprawiła, że FC Vikersonn nie był w stanie aż do 41 minuty umieścić piłki za plecami golkipera, który wcześniej musiał opuścić boisko na trzy minuty za wślizg poza polem karnym. Coraz lepsza dyspozycja w ataku gospodarzy przyniosła im dwie zdobycze bramkowe pod koniec meczu, a niekorzystny wynik dla gości zwieńczył w ostatniej akcji gol samobójczy. Dzięki wygranej FC Vikersonn awansował na drugą pozycję w tabeli, natomiast KS Iglica Warszawa spadła o jedną w dół, mając trzy punkty straty do bezpiecznych rejonów.
Znakomity mecz zaserwowali nam zawodnicy After Wola i Mikstury, przychodząc w ten weekend w szerokich składach i z dużymi nadziejami. Niestety czasami na boisku było nerwowo i niektórym graczom puszczały nerwy, a sędzia miał sporo pracy i musiał zapanować nad gorącą atmosferą tego pojedynku. Od początku widać było w obu obozach determinację i chęć walki o komplet punktów. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy Mikstury. Wszystko zaczęło się jak zawsze od Patryka Zycha, który rozprowadził akcję, po której team z Bielan mógł się cieszyć z bramki. Radość nie trwała jednak długo, bo kapitalny strzał Kamila Ptaka dał wyrównanie. Goście jednak potrafili ponownie wyjść na prowadzenie. Od tego momentu mieliśmy trochę mniej piłkarskich emocji. Zawodnik After Wola domagał się faulu, którego sędzia nie widział i jak często w takich sytuacjach bywa, zamiast gry zaczęły się przepychanki słowne pomiędzy zawodnikiem, a arbitrem. Konsekwencja to czerwona kartka i gra w osłabieniu gospodarzy przez dziesięć minut. Cała ta sytuacja będzie poddana weryfikacji VEO, bo nie ukrywamy, że to mógł być kluczowy moment meczu. Do przerwy Mikstura prowadziła 1:2. Po zmianie stron After Wola grając w osłabieniu wyrównała. Przy stanie 2:2 mecz się wyrównał a gospodarze mieli co najmniej dwie dobre okazje, by być o gola z przodu. Mikstura przetrwała słabszy moment i dzięki doświadczeniu swoich kluczowych zawodników to ona strzeliła bramkę na 2:3. W końcówce nie było już czego bronić i ekipa z Woli odsłoniła się licząc na chociażby remis. Wykorzystał to team Mateusza Jochemskiego, zdobywając dwie bramki i ustalając wynik na 2:5. After Wola mimo porażki nadal będzie walczyć o podium. Mikstura samodzielnie prowadzi i jeśli w rundzie rewanżowej będzie miała taki skład jak w ten weekend, to będzie głównym kandydatem do mistrzostwa na tym poziomie rozgrywkowym.
Od początku wiedzieliśmy, że pojedynek Wiecznie Drudzy kontra FC Kanonierzy będzie bardzo intensywny i spodziewaliśmy się sporo wzajemnych uszczypliwości, gdyż obie ekipy w tym starciu walczyły o tak zwane przeżycie. Wydostanie się z grupy spadkowej jest na chwilę obecną celem jednych i drugich, co tylko pozytywnie wpływało na poziom zaangażowania w ten mecz. Lepiej zaczęli Kanonierzy, którzy wykorzystali fatalny błąd bramkarza już w pierwszej akcji, a na listę strzelców wpisał się Kacper Sitko. Ten sam zawodnik był zaangażowany w kolejną akcję, kiedy to po dokładnym podaniu do Mateusza Nejmana otworzył mu drogę do bramki rywali, a etatowy strzelec ekipy gości podwyższył na 0:2. Zgodnie z przewidywaniami w pierwszej połowie nie brakowało agresji oraz prowokacyjnych rozmów, ale mieliśmy nadzieję, że krótka przerwa pozwoli graczom obu ekip ochłonąć. Po zmianie stron nadal lepiej spisywali się Kanonierzy, chociaż trzeba przyznać ich rywalom, że mieli kilka naprawdę bardzo dobrych okazji do strzelenia gola, jednak na posterunku czuwał Artur Baradziej-Szczęśniak. Niewykorzystane akcje się zemściły w postaci dwóch bramek Mateusza Nejmana, który tym samym skompletował hat-tricka. Ekipa Piotra Kawki obudziła się po golu samego kapitana, ale było to trochę za późno, gdyż wynik brzmiał już 1:4. Piotrek jeszcze raz wpisał się na listę strzelców przy golu na 2:5, jednak ostatnie słowo należało do triumfatorów, w szeregach których po raz kolejny popis umiejętności ofensywnych dał duet Kacper Sitko & Mateusz Nejman. Ostatecznie Kanonierzy zasłużenie wygrali 2:6, dzięki czemu zwiększyli swoje szanse na utrzymanie w lidze. Wiecznie Drudzy, mimo dość napiętej atmosfery w trakcie spotkania, pokazali klasę po ostatnim gwizdku, oddając rywalom należny szacunek w postaci gratulacji.
W spotkaniu 8 kolejki Ligi Fanów, drużyna Bad Boys podejmowała ostatnich w tabeli Czasoumilaczy, którzy zastępują w tej rundzie Ciamajdy. Przed spotkaniem na papierze faworytem byli gospodarze, jednak sami byliśmy ciekawi jak na tle tak doświadczonych zawodników pokaże się ekipa przeciwna. Spotkanie zaczęło się dość niespodziewanie i jako pierwsi na prowadzenie wyszli Czasoumilacze. Akcje Mateusza Musińskiego wykorzystał Piotr Cieślak. W kolejnych minutach kontrolę nad spotkaniem przejmowali Źli Chłopcy, ich gra zaczęła się zazębiać. Szczególnie aktywny w ekipie Bad Boysów był Konrad Kozłowski i to po jego akacji gospodarze wyrównują. Nie musieliśmy długo czekać, bo już po chwili było 2:1. Akcje Borowski - Podobas wykończył ten drugi. Kiedy wydawało się, że faworyci przejmują kontrolę nad spotkaniem, kolejny cios wyprowadził Mateusz Grzela i ponownie mieliśmy remis. Gospodarze kontynuowali swoją grę, często utrzymywali się przy piłce, z każdą kolejną minutą stwarzając coraz to groźniejsze akcje. Jeszcze przed przerwą Bad Boys wyprowadza kolejną bramkową akcję i mamy 3:2. W ostatnich minutach tej części spotkania ekipa Bartłomieja Podobasa poszła za ciosem, zanotowała dwa trafienia i schodziła na przerwę z trzema bramkami zapasu. Po zmianie stron obraz gry zupełnie się odmienił. To goście zaczęli przejmować inicjatywę i już w pierwszych akcjach drugiej odsłony, po faulu w „jedenastce” sędzia dyktuje rzut karny, który pewnie na bramkę zamienia Piotr Cieślak. Chwilę później było już 5:4, a gra Bad Boysów kompletnie się posypała. Brakowało dokładności i zimnej krwi, a kiedy dochodzili już do dobrych sytuacji, szwankowało ostatnie podanie. Taki stan rzeczy wykorzystali Czasoumilacze. Najpierw Mateusz Grzela doprowadził do remisu, a następnie Piotr Cieślak dał prowadzenie swojej ekipie. W końcówce gospodarze próbowali jeszcze odwrócić losy spotkania, ale zabrakło już czasu. To był prawdziwy come back, który ostatecznie dał pierwsze zwycięstwo Czasoumilaczom w Lidze Fanów. Bad Boysom taki rezultat mocno komplikuje plany, które na pewno były ambitne. Gościom gratulujemy wygranej i coś czujemy, że jeszcze sporo namieszają w tabeli 6 ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)