Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 6 Liga
Ciamajdy coraz lepiej radzą sobie w Lidze Fanów i z nadziejami na kolejny dobry mecz podchodziły do starcia z Więcej Sprzętu niż Talentu. Gospodarze liczyli na więcej w tym sezonie i dwie ostatnie porażki zapewne jeszcze bardziej zmobilizowały zespół Łukasza Krysiaka do walki o punkty. Początek spotkania to ataki zespołu w zielonych trykotach. Jednak Ciamajdy ustawione na swojej połowie dobrze się broniły i czekały na kontry. Więcej Sprzętu niż Talentu w końcu przełamali niemoc w ofensywie i wyszli na prowadzenie. Po chwili podwyższyli prowadzenie i gdy padła bramka na 3:0 wydawało się, że będzie to mecz do jednej bramki. Od tego momentu Ciamajdy nagle zaczęły grać coraz lepiej w ofensywie. Najpierw Łukasz Gembarzewski strzelił gola na 3:1, a po chwili sędzia podyktował rzut karny za wślizg w polu karnym. Konrad Kulesza nie pomylił się i było już 3:2. Do przerwy nic się nie zmieniło i drugie 25 minut zapowiadało się niezwykle ciekawie. Po zmianie stron gospodarze ruszyli, by podwyższyć wynik. Jednak tego dnia skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Dodatkowo dobrze dysponowany był Grzegorz Hałaburdo i kilka razy znakomicie interweniował. Gdy Kamil Pietrzykowski przełamał w końcu niemoc i strzelił na 4:2 wydawało się, iż Więcej Sprzętu niż Talentu pójdą za ciosem. Jednak ponownie Ciamajdy zdołały strzelić gola kontaktowego. Od stanu 4:3 wynik pozostawał sprawą otwartą. Końcówka to ponowne trafienie gospodarzy na 5:3 i goście nie mieli już nic do stracenia. Rzucili się, by odrabiać straty, ale stać ich było tylko na gola zmniejszającego rozmiary porażki. Po zaciętym meczu to zespół Łukasza Krysiaka zgarnął cenne trzy punkty, co wciąż pozwala im wierzyć, że będą się liczyli w walce o medale do samego końca.
Zespół Mikstury po słabym początku sezonu, gdzie w dwóch pierwszych meczach nie zdobył nawet punktu kolejne dwa zakończył zwycięsko. Ich przeciwnik, Crimson Boys lepiej zaczęli sezon inkasując w poprzednich spotkaniach o trzy oczka więcej i tylko raz schodzili z boiska jako drużyna pokonana. Początkowe minuty to badanie przeciwnika i żadna ze stron nie chciała jako pierwsza stracić bramki. Pierwszy kwadrans nie przyniósł nam większych emocji i dopiero w końcowych fragmentach pierwszej części meczu obydwie drużyny odważniej zaatakowały bramkę rywali. Pierwsi drogę piłki do celu znaleźli gospodarze, jednak chwilę później to samo zrobili przeciwnicy i z wynikiem 1:1 drużyny schodziły na kilkuminutową przerwę. Druga połowa zaczęła się od bardzo mocnego uderzenia zespołu Mikstury, którzy w ciągu sześciu minut zdołali aż czterokrotnie pokonać golkipera gości i jak się później okazało – był to kulminacyjny fragment spotkania. Od tego momentu zespół gospodarzy wyraźnie przejął inicjatywę, a goście pojedynczymi atakami nie byli w stanie zagrozić bramce przeciwników. W końcówce obóz Mateusza Jochemskiego jeszcze trzykrotnie umieścił piłkę w siatce rywali i mecz zakończył się ich wysokim zwycięstwem 8:1. Gracze Mikstury koncertowo zagrali drugie 25 minut, a prym w tym wiedli dwaj zawodnicy – Patryk Zych, który strzelił dwie bramki i zanotował dwie asysty oraz bramkarz Kuba Mezglewski, którego debiut w Lidze Fanów zaowocował tytułem MVP tej serii spotkań. Zespół Crimson Boys bardzo dobrze radził sobie w pierwszej części meczu, jednak druga połowa była słaba w ich wykonaniu i tym razem trzeba się było obejść smakiem.
Siódma w tabeli 6 ligi KS Iglica Warszawa podejmowała dołujących w ligowej hierarchii Kanonierów. Zebrani kibice byli świadkami bardzo wyrównanego spotkania. Pierwsza bramka padła szybko, nawet jak na ligę szóstek. Sebastian Szczygielski rozpoczynał ze środka boiska, kątem oka zobaczył jak bramkarz przeciwnika poprawia rękawice i silnym strzałem umieścił piłkę w bramce. Kanonierzy niewiele myśląc rzucili się do huraganowych ataków i bardzo szybko wyrównali. Zawodnik gospodarzy sfaulował jednego z przeciwników tuż przed polem karnym za co arbiter podyktował rzut wolny. Do piłki podszedł Oskar Nowicki i celnym strzałem zmienił wynik na 1-1. Pierwsza połowa charakteryzowała się dużą fizycznością, próbami ładnych i sprytnych strzałów oraz konstruowaniem swoich akcji. Atakowali raz jedni, raz drudzy a obaj bramkarze mieli dużo roboty, ale wynik w tej części gry już się nie zmienił. Druga połowa to ponownie wyczekiwanie obu ekip na błąd przeciwnika. Udało się to w 29 minucie ekipie gości. Po jednym z bardzo mocnych strzałów bramkarz Iglicy nie sparował piłki na bok, tylko "wypluł" ją przed siebie a tam już czyhał Mateusz Nejman, który bardzo szybko skorzystał z tej okazji i trafił na 2-1 dla Kanonierów. Podrażniona ekipa gospodarzy nacisnęła mocniej i już chwilę później, bo w 30 minucie Jakub Kieczka trafił na 2-2 po ładnym podaniu Daniela Szmańdy. Sytuacja momentalnie odwróciła się i to zawodnicy Kanonierów nacisnęli bardzo mocno, co przyniosło wymierny efekt w postaci zdobytej bramki na 3-2. Bardzo aktywny Mateusz Nejman wykorzystał ładne podanie z klepki od Amadeusza Obzejty i bez problemu trafił do bramki rywala. Goście prowadzili i chcieli ten satysfakcjonujący dla nich wynik dowieść do końca meczu. Jednak ekipa Iglicy nie zgadzała się z tym pomysłem i huraganowo atakowała bramkę rywala. Opłaciło się, bo w 44 minucie dopięli swego i trafili na 3-3. Jakub Kieczka ładnie zgrał klepką do Sebastiana Szczygielskiego a ten drugi bez problemu trafił w tej sytuacji. Więcej bramek w tym meczu już nie padło, obydwie ekipy były mocno niepocieszone, ale trzeba się było pogodzić z takim obrotem spraw, a zwycięstwa poszukać za tydzień.
Vikersonn podchodził do tego meczu podrażniony zeszłotygodniową porażką, przez którą nie udało mu się odskoczyć od bezpośrednich rywali w ligowej tabeli. Bad Boysi są niezwykle niebezpieczni w tym sezonie i na pewno liczyli na kolejne trzy oczka dopisane do ich dorobku. Wydawało się, że postacią wiodącą w tym meczu może być Bartek Podobas, który już w pierwszej akcji zdobył - co prawda - przypadkową, ale jednak bramkę strzałem głową. Jak się jednak później okazało - była to ostatnia tak dobra akcja w tym meczu w wykonaniu tego zawodnika... Na odpowiedź nominalnych gospodarzy nie musieliśmy czekać zbyt długo, po upływie raptem dwóch minut swoje pierwsze trafienie zanotował Yevhen Syrotiuk, który pewnie pokonał robiącego co tylko się dało w bramce Krystiana Matyska. Do przerwy zespół grający w pomarańczowych strojach zdobył jeszcze jednego gola, który pozwolił na odrobinę spokoju przed drugimi 25 minutami. Druga część meczu lepiej rozpoczęła się dla Bad Boysów, którzy po dwójkowej akcji Sebastiana Kęski i Damiana Borowskiego doprowadzili do wyrównania. To jednak zadziałało jak płachta na byka na rywali, a konkretniej na Yevhen Syrotiuka, który w krótkim odstępie trzykrotnie pokonał bramkarza gości i jego zespół objął trzybramkowe prowadzenie. Bad Boysi chcąc ruszyć do odrabiania strat postawili na bramce zawodnika z pola, który miał tworzyć przewagę w rozgrywaniu swoich akcji ofensywnych, lecz niewiele z tego wyniknęło. Vikersonn pokonał Bad Boysów 8:4 i odskoczył od peletonu ekip, które traci do niego 3 punkty.
Wiecznie Drudzy po serii trzech porażek z rzędu stali przed trudnym zadaniem, by przerwać złą passę. Naprzeciw stanęła After Wola, o której mówi się, że może być czarnym koniem szóstego poziomu rozgrywek Ligi Fanów. Ta ekipa miała w swoim dorobku 9 punktów, dokładnie tyle samo co lider FC Vikersonn. Już przed pierwszym gwizdkiem można było wyczuć dozę niepewności w szeregach zawodników z Woli, bo pojawiły się problemy kadrowe, ale ostatecznie udało im się zebrać ekipę do gry. Już w 2 minucie meczu After Wola wyszła na prowadzenie po wykorzystaniu błędu obrońcy. Strzelcem bramki był Patryk Abbasi, który tego dnia stanowił motor napędowy drużyny z warszawskiej Woli. Niejednokrotnie Wiecznie Drudzy musieli uciekać się do faulu, by przerwać jego ofensywne poczynania. W 5 minucie arbiter spotkania odgwizdał rzut karny za faul na zawodniku Wiecznie Drugich i za chwilę mieliśmy już 1:1. Gospodarze przejęli inicjatywę i pozwalali sobie na coraz to śmielsze poczynania w ofensywie, co skutkowało kolejnymi trafieniami. Tak jak przypuszczaliśmy wcześniej, Piotr Kawka zagrał na swoim optymalnym poziomie i można śmiało napisać, że był wiodącą postacią na boisku. Przy jego nazwisku w protokole meczowym po końcowym gwizdku widniały trzy bramki i trzy asysty. Przez błędy w ustawieniu defensywy i brak nominalnego bramkarza ekipa gości przez dłuższy czas wyglądała na bezsilną. Przy 9-1 w szeregach Wiecznie Drugich nastąpiło rozluźnienie i przeciwnikom udało się zmniejszyć rozmiary porażki. Finalnie spotkanie zakończyło się wynikiem 10-4, co można nazwać małym zaskoczeniem. Wiecznie Drudzy przerwali passę porażek i jeśli utrzymają obecną dyspozycję, mogą na dłużej zostać na właściwych torach. After Wola przyzwyczaiła nas do lepszej gry w Lidze Fanów i szybko musi wyciągnąć wnioski po porażce, ponieważ już w najbliższą niedzielę czeka ich walka z liderem tabeli FC Vikersonn.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)