Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 8 Liga
Zdecydowanie najciekawszym starciem 8 ligi, był mecz pomiędzy Mareckimi Wygami oraz FC Fenixem. Zwycięstwo gospodarzy dawało podtrzymanie pozycji lidera, zaś gości zrzucenie przeciwnika na drugie miejsce. Na papierze może i Wygi były lekkim faworytem, jednak Fenix dla wielu osób śledzących tę ligę miał podobne szanse. Z początku gospodarze weszli w mecz znacznie lepiej. Mieli wystarczająco sytuacji, aby osiągnąć prowadzenie co najmniej 2:0, ale nic nie chciało im wpaść. Sytuacja zaczęła się rozkręcać i mścić na drużynie w granatowych strojach, gdy Fenix zaczął korzystać z niewykorzystanych sytuacji oraz błędów oponenta. Gości wyszli na kilkubramkowe prowadzenie, po bardzo dobrze rozklepanych akcjach, grając na jeden kontakt, gdzie bramkarz Wyg był pokonywany strzałami z bliska i nie miał żadnych szans, by cokolwiek zrobić. Wynik do przerwy brzmiał 1:4. Druga połowa w wykonaniu gospodarzy wyglądała znacznie lepiej. Szczególnie gra w defensywie i ustawienie. Chłopaki zaczęli odrabiać straty, a Fenix przestał strzelać bramki. Jednak mimo lepszej gry w finałowej odsłonie, strat nie udało się odrobić, a mecz zakończył się wynikiem 3:5 dla Fenixa.
Oskrzydleni ubiegłotygodniowym zwycięstwem zawodnicy Ajaksu Warszawa stawili się na Arenie Grenady, by powalczyć o kolejne punkty, a ich rywalem był grający w kratkę zespół KS Driperzy. Goście tego meczu szybko objęli prowadzenie po kapitalnym strzale z dystansu w samo okienko bramki Kuby Wilka. Ajaks momentalnie odpowiedział na trafienie rywali, konkretnie uczynił to Michał Ślaza a po chwili gospodarze wyszli na prowadzenie. KS Driperzy jakby podrażnieni takim rozwojem sytuacji musieli ruszyć do odrabiania strat. I jak już wzięli się do roboty, to bramki zaczęły padać jedna po drugiej. Dzięki temu jeszcze w 1. połowie goście wyszli na prowadzenie 4-2. Druga odsłona nie była już tak wyrównana Z Ajaksu zeszło powietrze, brakowało sił, co wykorzystywali Driperzy. Kolejne bramki strzelał Kuba Wilk, który zagrał bardzo dobry mecz i to głównie dzięki jego grze udało się w pełni kontrolować przebieg drugich 25 minut meczu. Ajaks Warszawa zdołał zdobyć jeszcze jedną bramkę, której autorem był Piotr Murawski i to trafienie zamknęło mecz, który zakończył się wynikiem 8:3. Pozwolił on Driperom przesunąć się w ligowej tabeli aż na 3 miejsce, dzięki czemu chłopaki z dużymi nadziejami mogą podchodzić do kolejnych potyczek. Z kolei Ajaks Warszawa jeśli będzie grał przez pełne 50 minut tak, jak pierwszą połowę z KS Driperami, to o wyjście ze strefy spadkowej nie powinno być trudno.
Na poziomie 8.ligi może dojść w tym sezonie do wielu przetasowań. Stawka jest bardzo wyrównana i w wielu spotkaniach będziemy świadkami wyników na granicy remisu. Takiego meczu oczekiwaliśmy też w parze TRCH – Tornado Squad. Nie było tutaj zdecydowanego faworyta, jakkolwiek brak w obozie TRCH Jakuba Libery i przede wszystkim Kamila Pasika nie nastrajał optymistycznie. Początkowo nie dało się jednak poznać, że gospodarze są osłabieni. Chłopaki zaczęli od szybkiej bramki, ale im mecz trwał dłużej, to jednak ofensywa TRCH nie wyglądała tak dobrze, jak potrafi wyglądać, gdy zespół dysponuje wszystkimi swoimi najlepszymi graczami. Z kolei Tornado powoli wchodziło na swój poziom i po trafieniu Pawła Piebiaka wyrównało. Remis zdawał się być sprawiedliwym wynikiem po premierowych 25 minutach, ale wtedy sprawy w swoje nogi wziął Hubert Posacki. Jego dość zaskakujący strzał z ostrego kąta znalazł drogę do bramki Sebastiana Szajkowski i do przerwy było 2:1 dla TRCH. Tornado, na pewno niepocieszone takim obrotem spraw, na początku drugiej połowy utrzymywało niezły poziom gry. Tylko co z tego, skoro po przypadkowym zagraniu ręką Bartka Stokowca, sędzia podyktował rzut karny, który został skutecznie wyegzekwowany przez Huberta Posackiego. W tym momencie sytuacja podopiecznych Michała Nawrockiego była już trudna i należało szybko przełamać strzelecki impas. Udało się to za sprawą Nataniela Kuźmickiego, którym płaskim strzałem zmusił do kapitulacji Adriana Krasa. Przegrywający czuli, że to wcale nie musi być ich ostatni gol w tym spotkaniu. I udowodnili to, gdy gola na wagę cennego punktu zainkasował najbardziej doświadczony w ich szeregach Witek Jasiński, który tym samym miał udział przy każdej bramce swojej ekipy. Czy remis 3:3 uczciwie oddaje przebieg boiskowych zdarzeń? Mimo wszystko tak, nawet jeśli optycznie lepiej wyglądali gracze Tornado. Biorąc jednak pod uwagę, że byli o włos od pozostania z niczym, to ten jeden punkt należy docenić. Co do TRCH, to pewnie liczyli na więcej, zwłaszcza że niemal całe spotkanie prowadzili. Mimo wszystko, jak na warunki osobowe, to zaprezentowali się całkiem przyzwoicie i udowodnili, że nawet bez dwóch swoich kluczowych graczy, też można grać na niezłym poziomie.
Dla Nalewkowiczów, zajmujących ostatnie miejsce w tabeli z zerowym dorobkiem mecz z Bulbezem był jednym z ważniejszych w tej rundzie. Chociaż patrząc na sytuację gospodarzy, dla nich każde kolejne spotkanie będzie niemal o życie. Bulbez z kolei po słabszym początku wrócił na właściwe tory i wygrana z outsiderem była dla niego obowiązkiem, by podskoczyć w ligowej tabeli. Mecz zaczął się po myśli FC Po Nalewce. Wynik otworzył Andrey Bratkovskyi, ale były to miłe złego początki, bo dalsza część pierwszej połowy należała do Bulbezu. Dość szybko udało się wyrównać, a potem team z Bemowa już tylko powiększał swoją przewagę. Sam fakt, że na przerwę oba zespoły schodziły przy stanie 1:5 mówi dużo o przebiegu tego pojedynku. W drugiej połowie choć przewaga gości była spora, to zaczęła powoli topnieć, a sytuacja Bulbezu robiła się coraz bardziej nieciekawa. Jeszcze przy bezpiecznym dystansie sędzia podyktował rzut karny dla teamu z Bemowa. Do piłki postanowił podejść Marcin Osowski. Trochę to zajęło, bo popularny Osa musiał przejść z drugiej strony boiska, jak się okazało tylko po to, by zmarnować „jedenastkę”. Na szczęście odpokutował to paroma dobrymi interwencjami. Schody zaczęły się, gdy kontuzje wykluczyły dwóch zawodników Bulbezu. Szczególnie widoczny był brak Rafała Dobrosza, który kreował grę. Gracze z Bemowa widocznie opadli z sił i inicjatywę przejęli Nalewkowicze. Udało im się doprowadzić do stanu 5:7, ale zabrakło czasu, by wywalczyć coś więcej. Tym samym Bulbez dopisuje sobie do konta kolejne zwycięstwo, a FC Po Nalewce musi czekać do następnego tygodnia na kolejną okazję do przełamania.
Po niezwykle udanej kampanii letniej, sympatyczna ekipa New Samand zdecydowała się na kontynuację przygody z Ligą Fanów w pełnowymiarowej formule. Po czterech kolejkach zdobyła sześć punktów, co pozwalało plasować się na czwartym miejscu. Jej niedzielny rywal, czyli rezerwy Oldboysów z zaledwie punktem więcej okupowały natomiast ostatni stopień podium. Tym samym był to niezwykle istotny mecz, który w kontekście walki o awans mógł okazać się decydujący. Strzelanie rozpoczęli gospodarze, którzy mimo kapitalnego startu bardzo szybko roztrwonili przewagę. Mimo chwilowego wyniku 1:2, lada moment znów mieliśmy remis, by po chwili za sprawą trafienia niebywale skutecznego tego dnia Łukasza Łukasiewicza, to gracze z Osiedla Derby mieli przewagę trafienia. Przed przerwą ostatnie słowo należało do New Samand, które ponownie zdołało pokonać Rafała Wieczorka. Jeżeli komuś wydawałoby się, że na tym emocje się skończą, to był w ogromnym błędzie. Po zmianie stron w pierwszej fazie drugiej części meczu zmasowane ataki gości zaowocowały dwoma bramkami. Podrażnieni zawodnicy Oldboysów nie zamierzali jednak poddać się przy stanie 3:5. Huraganowe ataki przyniosły skutek, a gracze w żółto czerwonych trykotach cieszyli się z remisu. Przed samym końcem podopieczni Mustafo Saidova wyprowadzili zabójczy atak, który wydawało się, że przekreśli szanse gospodarzy na punkt. Wtedy sprawy w swoje ręce wziął Damian Bartosiewicz, ustalając wynik na 6:6.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)