Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 8 Liga
W niedzielne przedpołudnie na Arenie Grenady doszło do interesującego pojedynku w ramach 14. kolejki 8. Ligi Fanów. FC Fenix, lider tabeli i główny kandydat do mistrzostwa, podejmował Tornado Squad – zespół balansujący niebezpiecznie blisko strefy spadkowej. Stawka była wysoka dla obu stron, ale od pierwszych minut było widać, kto rozdaje karty.
Fenix od początku narzucił swój rytm i całkowicie zdominował grę. Ich ofensywne ustawienie, precyzja w rozegraniu i duża intensywność szybko przełożyły się na wynik. Już do przerwy gospodarze prowadzili 2:0, pokazując, że kontrolują sytuację na boisku.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Gospodarze dołożyli dwa kolejne trafienia, wychodząc na komfortowe prowadzenie 4:0. Warto zaznaczyć, że niemal każdy zawodnik FC Fenix miał udział przy jednej z bramek – to była prawdziwa demonstracja zespołowej siły. Tornado próbowało jeszcze odmienić losy meczu – dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Nataniel Kuźmicki, który najpierw zdobył gola kontaktowego na 4:1, a w końcówce spotkania ustalił wynik na 5:2. Między jego trafieniami Fenix odpowiedział jednak kolejnym celnym uderzeniem, nie pozwalając rywalom na złapanie oddechu.
Końcowy rezultat 5:2 dla FC Fenix nie pozostawia złudzeń – gospodarze w pełni zasłużyli na komplet punktów i utrzymują pozycję lidera. Tornado Squad musi teraz oglądać się za siebie, bo margines błędu w walce o utrzymanie staje się coraz mniejszy. Przed nimi nerwowa końcówka sezonu.
Zgodnie z przewidywaniami, w tym spotkaniu niespodzianki nie było. Mareckie Wygi błyskawicznie objęły prowadzenie, którego nie oddały już do końca meczu, a z każdą minutą coraz wyraźniej widoczna była różnica klas między obiema ekipami. Ofensywa gospodarzy zagrała koncertowo – Szymon Pietrucha, Oleksandr Kuzmov i Artur Jesionowski sprawiali przeciwnikom mnóstwo problemów.
Już w 3. minucie wynik otworzył Pietrucha, dwie minuty później podwyższył na 2:0, a w 12. minucie do siatki trafił Patryk Marchewka. Choć Oldboys Derby II nie prezentowali się najlepiej, to nawet w słabszym dniu potrafią znaleźć drogę do bramki – czego dowodem było trafienie Łukasza Łukasiewicza w 13. minucie. Jeszcze przed przerwą debiutujący w barwach Wyg Igor Zuchora wpisał się na listę strzelców, dzięki czemu gospodarze zeszli do szatni z bezpiecznym prowadzeniem 4:1.
Po zmianie stron szybko gola dołożył Artur Jesionowski, ale tym razem Oldboys błyskawicznie odpowiedzieli bramką Dariusza Sierawskiego. To jednak był ich ostatni skuteczny akcent – bramkarz Wyg, Mateusz Bucior, później nie miał już zbyt wiele pracy. Goście grali zbyt statycznie i bez pomysłu, a większość ich ataków była rozbijana w środku pola.
Mareckie Wygi natomiast prezentowały świetny, zespołowy futbol. Dokładały kolejne trafienia i przy wyniku 7:2 w 33. minucie było już właściwie po meczu. Gospodarze byli po prostu lepsi w każdym aspekcie gry – dołożyli jeszcze kilka goli i zakończyli spotkanie pewnym zwycięstwem 11:3, zgarniając kolejne trzy punkty w pełni zasłużenie.
Zamykająca tabelę 8. ligi drużyna TRCH podejmowała piątą siłę rozgrywek - Sirius II. Przed pierwszym gwizdkiem faworyt był jasny: goście przyjechali na to starcie z serią trzech zwycięstw i realnymi ambicjami na dalszy marsz w górę tabeli. Dla TRCH był to z kolei mecz ostatniej szansy — jeśli mieli myśleć o utrzymaniu, musieli w końcu zacząć punktować.
Ku zaskoczeniu wielu, pierwsze minuty należały do gospodarzy. TRCH stworzyło sobie kilka groźnych sytuacji, z którymi radził sobie jeszcze bramkarz Siriusa, ale w 5. minucie Kamil Pasik popisał się indywidualnym rajdem i otworzył wynik spotkania. Po objęciu prowadzenia TRCH cofnęło się, oddając inicjatywę rywalom i szukając swoich szans w kontrach. Taki plan szybko przyniósł efekt — jeden z błyskawicznych ataków zakończył się golem na 2:0. W 12. minucie Sirius odpowiedział — Yevhenii Dorokhin dał swojej drużynie kontaktową bramkę i przywrócił nadzieje na odwrócenie losów meczu. Goście ruszyli do ofensywy, ale TRCH nie zamierzało oddać prowadzenia bez walki. Jeszcze przed przerwą Pasik znów dał o sobie znać — tym razem pięknym strzałem z rzutu wolnego niemal z połowy boiska zdobył bramkę na 3:1. Do przerwy gospodarze sensacyjnie prowadzili dwoma golami.
Druga połowa rozpoczęła się od kolejnego ciosu TRCH. Wysoko ustawiona linia obrony Siriusa została zaskoczona dalekim wyrzutem bramkarza, po którym Szymon Dąbrowski znalazł się sam na sam z golkiperem rywali i podwyższył na 4:1. Choć Vlad Kyrylenko szybko odpowiedział, zdobywając drugą bramkę dla Siriusa, była to tylko chwilowa iskra. TRCH złapało wiatr w żagle i przejęło pełną kontrolę nad meczem. Kolejne szybkie ataki kończyły się bramkami, a defensywa gości kompletnie się pogubiła. Gdy Sirius zbliżał się do pola karnego, na ich drodze stawał fenomenalnie dysponowany bramkarz TRCH, który zatrzymywał niemal każdą próbę. Ostatnie słowo należało do Bartka Fiksa, który tuż przed końcem meczu popisał się efektowną przewrotką, ustalając wynik spotkania na 8:2. Był to nie tylko najładniejszy gol meczu, ale też symboliczna „kropka nad i” w tym jednostronnym, a zarazem niespodziewanym widowisku.
TRCH w końcu odpaliło i jeśli utrzymają taką formę, nie wszystko jeszcze stracone w walce o ligowy byt.
Mało kto spodziewał się takiego scenariusza – trzecia drużyna 8. ligi, Ajaks Warszawa, straciła punkty z przedostatnim w tabeli zespołem FC Po Nalewce. A jednak piłka nożna lubi pisać zaskakujące scenariusze i niedzielne starcie okazało się jedną z największych niespodzianek kolejki.
Od pierwszego gwizdka było widać, że obie drużyny grają o pełną pulę. Spotkanie toczyło się w szybkim tempie, a obie strony zaprezentowały ofensywny, zorganizowany futbol. Choć Ajaks sprawiał wrażenie bardziej dominującej drużyny, to pierwszy cios zadali goście – po faulu daleko przed polem karnym, świetnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Andrzej Garman. Gospodarze ruszyli do odrabiania strat, jednak dwukrotnie na wysokości zadania stanął Michał Piątkowski, a raz słupek uratował Nalewkę po strzale Bartosza Kopacza. W odpowiedzi Kurowski wykorzystał niecelne zagranie Trana i wyprowadził skuteczną kontrę, podwyższając prowadzenie na 0:2.
Ajaks długo nie mógł przebić się przez dobrze ustawioną defensywę gości. Dopiero po przerwie gospodarze ruszyli z impetem – najpierw Kieryło trafił po podaniu Kopacza, a później szczęśliwe trafienie zaliczył Tran, którego strzał odbił się od barku Jakuba Pastewki i zmylił bramkarza.
Niestety, mecz miał też swoje dramatyczne momenty. Andrzej Garman doznał poważnej kontuzji kolana po upadku w walce o piłkę i musiał opuścić boisko. To wydarzenie wyraźnie podcięło skrzydła Nalewce, bo chwilę później Natan Czyżewski wyprowadził Ajaks na prowadzenie 3:2. Wydawało się, że gospodarze przejmą kontrolę nad spotkaniem, ale FC Po Nalewce odpowiedziało w kapitalnym stylu. Najpierw Kurowski – stojąc tyłem do bramki – głową skierował piłkę do siatki po długim wykopie Piątkowskiego. Następnie Patryk Czajkowski i Damian Miłowicki dorzucili kolejne trafienia, podnosząc wynik na 3:5. Trafienie Trana w końcówce zmniejszyło rozmiary porażki, ale czasu na wyrównanie już zabrakło.
Dla Ajaksu to bolesna strata punktów, która może mieć wpływ na walkę o podium. FC Po Nalewce za to udowodniło, że mimo trudnej pozycji w tabeli, nie należy ich lekceważyć. Pokazali charakter, wolę walki i skuteczność – a to mieszanka, która może jeszcze niejednego zaskoczyć.
W poprzedniej kolejce drużyna z Bemowa przełamała passę porażek, efektownie pokonując FC Po Nalewce. Zwycięstwo dodało im pewności siebie i rozbudziło apetyty na kolejne punkty. Tym razem czekało ich jednak znacznie trudniejsze zadanie - naprzeciw stanęli KS Driperzy, zajmujący czwarte miejsce w tabeli, którym zwycięstwo mogło otworzyć drzwi do strefy awansu.
Spotkanie zaczęło się z przytupem. Już w 3. minucie Maks Sikora dał prowadzenie gościom. Stracona bramka podziałała na gospodarzy jak zimny prysznic — szybko ruszyli do odrabiania strat. Kilka groźnych prób zatrzymał debiutujący w bramce KS Driperów Damian Kowalski, jednak w 9. minucie musiał skapitulować po skutecznej akcji gospodarzy, którzy doprowadzili do wyrównania. Chwilę później świetnym strzałem pod poprzeczkę popisał się Leszek Zalewski, dając Bulbez prowadzenie 2:1. Driperzy nie dali się jednak zdominować. Odpowiedzieli lepszą organizacją gry i konsekwencją. Jeszcze przed przerwą najpierw doprowadzili do remisu, a później dwoma szybkimi trafieniami wyszli na prowadzenie 4:2.
Po zmianie stron obraz gry uległ zmianie. Driperzy cofnęli się, starając się kontrolować wynik, co wykorzystali zawodnicy Bulbez Team. Coraz częściej gościli pod bramką rywali i po składnej akcji duetu Górski–Zalewski zdobyli bramkę kontaktową na 4:3. W kolejnych minutach to gospodarze wyglądali lepiej – przejęli inicjatywę, grali ofensywnie, ale razili nieskutecznością. W końcu jednak dopięli swego i wyrównali na 4:4. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, w końcówce błysnął Mikołaj Owczarczyk. Jego precyzyjne uderzenie ustaliło wynik meczu na 5:4 dla KS Driperów. Bulbez Team Bemowo miał jeszcze szansę na wyrównanie, ale fenomenalna postawa Damiana Kowalskiego między słupkami zniweczyła ich wysiłki.
Dzięki tej wygranej KS Driperzy wskoczyli na trzecie miejsce w tabeli i są coraz bliżej awansu. Z kolei Bulbez, mimo ambitnej walki, musiał przełknąć gorycz porażki. Zespół z Bemowa wciąż znajduje się nad strefą spadkową, ale opuszczał Arenę AWF z wyraźnym niedosytem — ten mecz naprawdę mógł zakończyć się inaczej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)