Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 8 Liga
W spotkaniu o tzw. sześć punktów stanęły naprzeciwko siebie ekipy TRCH oraz FC Po Nalewce. Znajdujące się w strefie spadkowej zespoły czekały na ten dzień z ogromną nadzieją. W końcu mecz z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie to niepowtarzalna szansa na podbudowanie morale oraz zdobycie jakże cennych - w kontekście pozostania w lidze - punktów.
Pierwsi do głosu doszli goście, którzy dzięki trafieniu Yakubiva wyszli na prowadzenie, które dość szybko stracili po bramce Fiksa. Gospodarze od tego momentu weszli w lepszy okres gry, dzięki czemu za chwile byli o bramkę z przodu. Potem co prawda dali się zaskoczyć, lecz podnieśli się kolejny raz, aplikując rywalom dwa kolejne ciosy. Pozorny spokój przy wyniku 4:2 zmącił Balysh, przywracając gościom nadzieję tuż przed przerwą.
W drugą część spotkania minimalnie lepiej weszła ekipa z Tarchomina. Kamil Pasik strzelił bowiem na 5:3. Niestety od tego momentu w ich grę defensywną wkradło się wiele niedociągnięć, przez co najpierw goście doprowadzili do remisu, by później wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Tuż przed końcowym gwizdkiem TRCH ponownie doszło do głosu. Najpierw gola zdobył kapitalny tego dnia Fiks. W momencie, gdy wydawać się mogło, że spotkanie zakończy się rezultatem 6:7 po irracjonalnym i bezpardonowym wślizgu na wapno wskazał sędzia Szczytniewski. Rzut karny pewnie wykorzystał bramkarz gospodarzy, czym doprowadził do remisu i do relatywnie sprawiedliwego podziału punktów.
FC Fenix - Bulbez Team Bemowo to kolejne starcie, które miało miejsce w zeszłą niedzielę na naszych obiektach piłkarskich. Spotkanie lidera z drużyną znajdującą się w środku tabeli dostarczyło nam wielu bramek i jeszcze więcej emocji. Lider miał proste zadanie, któremu podołał po bardzo dobrej pierwszej połowie tego meczu. Trzy gole, jakie wpakował Dmytro Artyugin, dały początek pięknemu zwycięstwu lidera 8. Ligi Fanów. Zdominowana pierwsza połowa zakończona 7-2 totalnie nie zwiastowała wyrównanego starcia w drugiej części tego spotkania.
Podrażniony Bulbez chciał zrewanżować się za słabą pierwszą część i wygrał drugą połowę. Niestety przewaga oponentów po pierwszej odsłonie okazała się zbyt duża a drużyna Fenixa mogła po końcowym gwizdku cieszyć się z kolejnych trzech punktów, które dopisali na swoje konto. Są oni zdecydowanym faworytem do końcowego triumfu w tej lidze i takimi meczami tylko potwierdzają swoją dominację na tym poziomie rozgrywkowym.
Z kolei Bulbez to drużyna, która potrafi grać w piłkę. Wiele zależy od tego, jak zbiorą się na każde kolejne spotkanie, ale jeżeli im się to tylko uda, to są w stanie pokazać się z dobrej strony nawet przeciwko liderowi tej ligi. A to zwiastuje tylko tyle, że pokażą nam jeszcze wiele i dostarczą jeszcze więcej emocji w kolejnych starciach, czego im serdecznie życzymy!
Cóż to były za emocje! A ich apogeum odczuliśmy na własnej skórze w samej końcówce! Wtedy mieliśmy prawdziwe trzęsienie ziemi na Arenie Grenady! Drugi zespół Sirius, choć ewidentnie faktycznie "drugi", to jednak podczas ostatniego turnieju Pucharu Ligi Fanów udowodnił nam, że "kumaty" i z pewnością chłopcem do bicia być nie będzie. Tym samym byliśmy pewni, iż w ten niedzielny wieczór (mecz był rozgrywany w okolicach 20:00) będziemy świadkami ciekawej i zaciętej batalii. I rzeczywiście, tak właśnie było. Do przerwy T. Squad zszedł na przerwę z dwubramkową przewagą, ale po przerwie ukraińskie Sirius narzuciło jeszcze większe tempo! Szczególnie robił to Maksym Kalenskyi, autor hat-tricka dla ukraińskiej bandy oraz MVP tego teamu. Po stronie nominalnych gospodarzy z kolei robotę zrobili… wszyscy. Tam gole i asysty rozkładały się totalnie na każdego. Ostatecznie MVP zgarnął Arek Sajnog, autor jednego trafienia. O tym, jak ważna była wygrana w tym spotkaniu (TS jest w realnej walce o podium ósmej ligi), niech świadczy pomeczowe kółeczko i taniec radości! Okrzykom nie było końca. Wracając do nomenklatury z początku opisu i żywiołowości tego spotkania, można podsumować to tak, że wpierw mieliśmy trzęsienie ziemi, a następnie tornado – wielkie i potężne Tornado Squad!
To starcie było pojedynkiem drużyn o bardzo podobnym stylu gry, co przełożyło się na twardą, fizyczną rywalizację pełną kontaktowych sytuacji. W poprzednim meczu górą był Ajaks, ale tamto spotkanie również było wyrównane, więc Mareckim Wygom zależało na rewanżu.
Początek był dla nich obiecujący – już w 2. minucie nieporozumienie w obronie rywali wykorzystał Oleksandr Hutarov. Goście jednak błyskawicznie odpowiedzieli – rajd Adama Bogusza zakończył się celnym strzałem i mieliśmy remis. W 10. minucie Jakub Zdunek obejrzał żółtą kartkę za niepotrzebny faul, a Wygi natychmiast wykorzystały przewagę liczebną, zdobywając gola. Chwilę później, w ciągu zaledwie dwóch minut, dorzuciły kolejne trafienia autorstwa Mateusza Kalety i Artura Jesionowskiego.
W 17. minucie defensywa obu ekip na moment przysnęła, bo co akcję padała bramka. Najpierw dwukrotnie Mateusza Buciora pokonał Bartek Kopacz, ale niemal od razu odpowiedział Damian Kotowski, przywracając Wygi na zwycięski tor. Do przerwy wynik nie uległ zmianie – gospodarze prowadzili 5:3.
Jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę doszło do groźnego zderzenia, w którym ucierpiał bramkarz gospodarzy, Mateusz Bucior. Pojawiła się krew, ale kontuzja nie okazała się na tyle poważna, by musiał opuścić boisko – dokończył spotkanie, a w drugiej połowie kilkukrotnie popisał się świetnymi interwencjami.
Po zmianie stron obie drużyny długo szukały sposobu na sforsowanie defensywy rywala. Mimo braku bramek emocji nie brakowało, a przełamanie nastąpiło dopiero w 43. minucie – kapitalnym rzutem wolnym popisał się Szymon Pietrucha. Chwila rozluźnienia w szeregach gospodarzy sprawiła, że Ajaks zdobył dwa szybkie gole, doprowadzając do wyniku 6:5 na cztery minuty przed końcem. Goście naciskali do ostatniego gwizdka, ale defensywa Wyg wytrzymała presję, dzięki czemu trzy punkty pojechały do Marek.
Przed rozpoczęciem meczu Oldboys Derby II - KS Driperzy faworytem w naszych oczach byli goście. Ci, bowiem plasujący się na 3. miejscu, mieli prosty tego dnia plan: pewna wygrana i widzimy się za tydzień. Tak się jednak nie stało! Co więcej, pierwsza połowa zdecydowanie była pod dyktando gospodarzy. Za strzelanie podczas tej odsłony spotkania był odpowiedzialny nie kto inny jak Łukasz Łukasiewicz, czyli jeden z... jak nie najjaśniejszy punkt Oldboysów w tym meczu. Jego pewnie ułożona noga pozwoliła na skompletowanie hat-tricka w tym spotkaniu, czego serdecznie gratulujemy.
Lecz nagle przyszła przerwa, a po niej kompletnie inne rozdanie. Podrażnieni goście, którzy przed meczem byli naszymi faworytami, wzięli się do odrabiania strat, co jak pokazał wynik końcowy, nawet nie najgorzej im wyszło. Duet Zembrzuski-Gregorczyk stanęli na czele zespołu, który po miernej pierwszej połowie chciał udowodnić, że pozycja w strefie medalowej nie była do tej pory przypadkiem i wciąż należy im się to miejsce w ligowej tabeli. Jednak niestety dla gości udany pościg zakończył się na wyniku 5-5, bo właśnie niedługo po trafieniu wyrównującym, sędzia gwizdnął w tym meczu po raz ostatni.
Driperom zabrakło już czasu na postawienie "kropki nad i" w tej szaleńczej pogoni, a gospodarze, z uwagi na mocne obniżenie lotów w drugiej połowie, mogli się cieszyć, że spotkanie nie potrwało jeszcze kilku minut, bo rozpędzeni zawodnicy w niebieskich koszulkach pewnie mogliby wpisać się na listę strzelców jeszcze kilka razy. Podział punktów pewnie żadnej z tych ekip nie satysfakcjonuje, lecz jest on sprawiedliwym wynikiem. Każda z drużyn lekko zdominowała swoją połowę, stąd remis wydaje się być uczciwym rozwiązaniem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)