Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 5 Liga
Obie ekipy w tabeli mają ciężką sytuację. W lepszym położeniu przed meczem były Skorpiony, ale Bartolini Pasta mimo że miała tylko punkt na koncie to dobrze grała w swoich poprzednich spotkaniach i to dawało nadzieję na premierowe zwycięstwo. Początek spotkania to niefrasobliwie wybicie piłki przez bramkarza gospodarzy wprost pod nogi napastnika gości, ale na szczęście dla Piotrka Arendta nic z tej pomyłki nie wyszło. Po okresie, w którym oba zespoły starały się narzucić swój styl gry mieliśmy mała kontrowersję. W polu karnym do piłki dobiegł zawodnik Bartolini Pasta i strzelając został trafiony w nogi przez golkipera Skorpionów. Sędzia pierwotnie wskazał na auto bramkowy, ale po konsultacji wskazał na wapno. Co prawda bramkarz wślizgiem trafił w piłkę, lecz zrobił to z impetem trafiając także w nogi rywala. Rzut karny wykorzystał Piotr Szczypek i było 0:1 dla gości. Ta bramka zmobilizowała Skorpionów, którzy szybko wyrównali i co więcej poszli za ciosem. Składne akcje i bramki Adama Wierzbickiego i Bartka Filipa dały kolejne trafienia i do przerwy ekipa Artura Kałuskiego prowadziła 4:1. Po zmianie stron goście starali się odrobić straty, lecz tego dnia oponenci byli bardzo dobrze dysponowani. W każdej formacji widać było spokój i pewność siebie. Co więcej - Skorpiony wyciągnęły wnioski z meczu z FC Patriot i nie dały sobie wyrwać zwycięstwa. Przy stanie 5:1 Bartolini Pasta strzeliło gola, który dawał jeszcze nadzieję na odrobienie strat, ale szybka riposta Skorpionów ustaliła wynik meczu na 6:2. Gospodarze z nadziejami na jeszcze lepsze wyniki podejdą do spotkań listopadowych a goście muszą szybko rozpocząć proces zdobywania oczek, bo ich sytuacja w tabeli jest coraz gorsza i perspektywa na wydostanie się ze strefy spadkowej w tej rundzie robi się coraz mniejsza.
BM w tym sezonie kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. Tak naprawdę to dla chłopaków nie ma znaczenia, kto jest po drugiej stronie boiska – zawsze liczą się dla nich tylko trzy punkty. Czy Old Eagles mieli potencjał ku temu, by ten triumfalny marsz rywali powstrzymać? Wydawało nam się, że ekipę z Woli stać na to, by tutaj powalczyć, ale że ostatecznie trzy punkty zabiorą ze sobą oponenci. Potwierdził to początek spotkania, gdzie minęło kilka minut, a faworyci uzbierali już dwubramkową przewagę. Nie był to jednak mecz do jednej bramki i wraz z biegiem czasu, zespół z Koła prezentował się na boisku coraz lepiej. Kluczowy był gol kontaktowy, który nakręcił Orzełki, a z kolei wprowadził dużą nerwowość w obozie rywali. Ekipa BM jakby nie spodziewała się tutaj żadnych problemów i na długi fragment spotkania oddała inicjatywę oponentom. A ci zrobili z tego użytek! Gracze w białych koszulkach co prawda nie wykorzystali kilku okazji, ale gdy wreszcie wstrzelili się w bramkę, to zdobyli dwa gole w krótkim odstępie. Co więcej – mogli nawet prowadzić 4:2, lecz idealnej okazji nie wykorzystał Mariusz Żywek. Faworyci nie potrafili się otrząsnąć. Dodatkowy problem był taki, że kontuzji nabawił się ich najlepszy zawodnik Treventino Onwaeze. Bez niego siła ofensywa ówczesnych liderów tabeli bardzo zmalała. Na początku drugiej połowy swojego kolegę wyręczył jednak Faizen Rahmatshoev i wynik zmienił postać na 3:3. W tym momencie trudno było przewidzieć, w którą stronę pójdzie to spotkanie. Górę wzięło jednak doświadczenie Orzełków, a bardzo ważnego gola na 4:3 wyprodukował duet Paweł Lewandowski – Piotr Parol. Niemal od razu po tym trafieniu prowadzący zdobyli trafienie na 5:3 i wydawało się, że nic im nie grozi. Wtedy na boisko powrócił Treventino Onwaeze i od razu zapisał się do meczowego protokołu, zmniejszając straty do jednego gola. Old Eagles nie wypuścili jednak swojej przewagi i po 50 minutach gry mogli sobie pogratulować pokonania niepokonanych! To był naprawdę bardzo dobry występ tej ekipy, gdzie nie było słabego ogniwa i można powiedzieć, że Orzełki zagrały jak za najlepszych lat. Brawo! Co do BM, to ta ekipa doświadczyła kubła zimnej wody, natomiast być może taka porażka wyjdzie im na dobre. Popracować muszą zwłaszcza nad sytuacjami, gdy coś nie idzie po ich myśli – w tej sferze mają najwięcej do poprawy. Ale pamiętajmy, że to jest zespół na dorobku, dlatego nie mamy wątpliwości, że szybko wyciągną wnioski i prędko wrócą na zwycięską drogę.
Ekipa Sportowych Zakapiorów swój mecz rozgrywała bezpośrednio po starciu z udziałem BM. Tym samym podopieczni Daniela Lasoty widzieli na własne oczy, że lider tabeli stracił punkty, a to oznaczało, że jeśli uda im się pokonać Munję, to wówczas to oni znajdą się na samym szczycie ligowej hierarchii. Zadanie nie było proste, bo Munja to rywal absolutnie nieobliczalny. Gdy przyjadą dobrym składem i mają swój dzień, to są w stanie powalczyć z każdym. W niedzielę sporo im jednak brakowało, by kadrę określić jako optymalną, a do tego zderzyli się z bardzo dobrze dysponowanym przeciwnikiem. Sportowe Zakapiory od samego początku wyglądały tutaj lepiej i to mimo, że nie dysponowały nominalnym bramkarzem. Andrzeja Groszkowskiego zastąpił między słupkami jego syn Paweł, ale trzeba powiedzieć uczciwie, że kto by tam nie stanął, to wiele pracy by nie miał. Munja atakowała bardzo rzadko, niewiele się tej ekipie udawało, z kolei faworyci skutecznie budowali swoją przewagę i do przerwy spokojnie prowadzili w stosunku 3:0. Druga odsłona to już kompletna dominacja Zakapiorów, połączona w dużej mierze z coraz mniejszym zaangażowaniem w defensywę Munji. W pewnym momencie wynik brzmiał już 7:0 i dopiero przy takim stanie przegrywającym udało się zdobyć swoje pierwsze trafienie. Oczywiście nie była to zapowiedź remontady, bo tutaj nic nie mogło się już wydarzyć. Zwycięzcy robili co chcieli, bawili się grą, a ponieważ w końcówce również zdarzało im się zapomnieć o defensywie, to doświadczyliśmy hokejowego rezultatu 14:4. Oznaczał on, że Sportowe Zakapiory są nowym liderem 5.ligi – kto by się tego spodziewał? Ale to nie jest przypadek, tylko efekt naprawdę bardzo solidnej postawy w tej części sezonu. I teraz trzeba zrobić wszystko, by ten stan utrzymać jak najdłużej. Co do Munji, to liczyliśmy z jej strony na więcej. Ale Kacper Drozdrowicz i Dawid Orzechowski to trochę za mało, żeby powalczyć o punkty z tak równo grającym rywalem. Brakuje tutaj przede wszystkim jakości w defensywie. Brak Andrzeja Denysova, nieregularna obecność Eryka Białeckiego – to nie pomaga w zbudowaniu stabilizacji. I jeśli tak to będzie wyglądało dalej, to Munję takich spotkań jak to niedzielne czeka niestety więcej…
Niewiele brakowało, a do rywalizacji Deluxe Barbershop z FC Patriot w ogóle by nie doszło. Gracze z Azerbejdżanu pomylili obiekty i zamiast na Grenady, pojechali na AWF. Na szczęście Patrioci ani myśleli brać walkower, zgodzili się poczekać na oponentów i to spotkanie rozpoczęło się z około 30-minutowym opóźnieniem. Niewykluczone też, że ten pośpiech graczy Deluxe trochę odbił się na ich początkowej dyspozycji. Fakt, że musieli niemal z marszu wejść na boisku nie ułatwiał im zadania, a dodatkowo ci najlepsi zawodnicy byli dopiero w drodze na obiekt. Wykorzystali to rywale, którzy wyglądali lepiej, częściej kreowali sobie okazje i po 25 minutach prowadzili 2:0. Myśleliśmy, że jest to przewaga, którą albo jeszcze powiększą, albo w najgorszym wypadku dowiozą do ostatniego gwizdka. I pewnie by tak było, tym bardziej że okazji na 3:0 czy nawet 4:0 nie brakowało. Świetnie bronił jednak Aziz Latifov. Gracze Deluxe musieli jednak pamiętać, że samą dobrą dyspozycją bramkarza, nie uda im się odmienić losów spotkania. No i wreszcie w ich grze ofensywnej coś zaczęło się dziać. Ogólnie cała druga połowa stała pod względem licznych okazji, lecz wynik bardzo długo się nie zmieniał. Wydawało się więc, że w życie wejdzie drugi ze scenariuszy, o którym pisaliśmy, czyli dowiezienie wyniku 2:0 do finałowego gwizdka. Jednak w samej końcówce Patrioci na własne życzenie wypuścili zwycięstwo z rąk. Najpierw ładnego gola strzelił im Mahir Quliyev, a potem fatalny błąd popełnił Eduard Vakhidov. Golkiper Patriotów do tego momentu grał świetnie, ale w niegroźnej sytuacji dał sobie zabrać piłkę, z czego ponownie skorzystał Mahir Quliyev. I z meczu, którego ekipa Dmytro Bobyra nie miała prawa zremisować, skończyło się na podziale punktów. Rozczarowanie w obozie z Ukrainy było ogromne, bo to starcie spokojnie można było rozstrzygnąć wcześniej. Niewykorzystane sytuacje srogo się zemściły i muszą stanowić nauczkę, że w ten sposób nie wolno rozgrywać decydujących fragmentów meczu. Brawa należą się za to zawodnikom Deluxe. Ze względu na okoliczności przedmeczowe to było dla nich trudne starcie, w dodatku musieli odrabiać straty, jednak los im sprzyjał, co pozwoliło zdobyć pierwszy punkt w sezonie. Co prawda to tylko jedno „oczko”, ale powinno dać motywacyjnego kopa graczom z Azerbejdżanu, którzy przecież nie zapomnieli jak się gra w piłkę. Jeśli więc wrócą do tego, co pokazywali w poprzedniej edycji, to ten kiepski początek sezonu szybko pójdzie w zapomnienie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)