Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 15 Liga
Podbudowany powrotem na fotel lidera YUG.BUD podejmował w 15. kolejce grających sezon życia Pogromców Poprzeczek. Z pewnością byłoby to starcie o wiele ciekawsze i bardziej wyrównane, gdyby nie cała lista absencji w szeregach PP. Wśród nieobecnych znaleźli się między innymi Marcin Kowalski, Olek Markowski oraz Norbert Plak. Posiadający tylko jednego zmiennika Pogromcy i tak przez długi czas trzymali się na nogach, nie pozwalając napierającym rywalom na zdobycie bramki. Nawet mimo kolejnego świetnego występu Adama Maja między słupkami porażka – i to całkiem wysoka – wydawała się jednak nieunikniona. Duża w tym zasługa nowego nabytku ukraińskiej ekipy, Daniila Slisarenki, który już w 9. minucie dał swojej drużynie cenne prowadzenie.
Choć gospodarze bronili się bardzo głęboko, nie rezygnowali całkowicie z ofensywnych wypadów. Niestety dla nich, więcej korzyści z takich sytuacji czerpali zawodnicy YUG.BUD-u. To właśnie po źle rozegranym rzucie z autu narodził się kontratak, po którym – po asyście Volodymyra Kharina – piłkę do siatki skierował Yurii Humeniuk.
Bramkarz Pogromców skutecznie utrudniał zdobywanie kolejnych goli zmotywowanym piłkarzom w błękitnych koszulkach. Świetnym przykładem była sytuacja, w której zatrzymał wychodzącego już sam na sam Slisarenkę. Odrobina szczęścia oraz brak odpowiedniego doskoku przy rzucie rożnym sprawiły jednak, że wynik podwyższył Vladyslav Ostrovskyi, który położył defensorów rywali i pewnie wykończył akcję. Kiedy zawodnikom PP udało się wreszcie stworzyć naprawdę dogodną sytuację bramkową, na posterunku czuwał niezawodny w tym sezonie Dmytro Czui. Jeszcze przed przerwą Ostrovskyi odwdzięczył się Slisarence za wcześniejszą asystę, obsługując go podaniem przy trafieniu na 0:4.
W drugiej odsłonie spotkania gra Pogromców „kleiła się” już tylko momentami, a coraz większe zmęczenie dodatkowo utrudniało im walkę. Przy golu na 0:5 wykorzystał to Kharin, który otrzymał piłkę z autu od Korobki, zanim zdążył przeciąć ją Michał Kowalski. Później gospodarze mieli jeszcze sytuacje, które po prostu powinny zakończyć się bramkami, jednak klarowne okazje zmarnowali Peszko oraz Kozłowski. W odpowiedzi zawodnicy YUG.BUD-u wykorzystali błąd w rozegraniu przeciwnika – po niecelnym podaniu Maja futbolówkę przejęli goście, a po asyście Morochenki drugiego gola w meczu zdobył Slisarenko. Na zakończenie dominacji liderów 15. Ligi z prawego skrzydła uderzył jeszcze Kharin, ustalając wynik spotkania na 0:7 i przybliżając swoją drużynę do upragnionego mistrzostwa.
Dla Pogromców Poprzeczek był to natomiast „wyjątkowy” mecz z zupełnie innego powodu – po raz pierwszy od wiosny 2019 roku przegrali spotkanie, nie zdobywając ani jednej bramki.
Mecz pomiędzy Szeregiem Homogenizowanym a KP Syrenką był prawdziwym widowiskiem dla kibiców ofensywnego futbolu. Od pierwszych minut oba zespoły postawiły na otwartą grę, a tempo spotkania praktycznie ani na chwilę nie spadało.
Spotkanie rozpoczęło się kapitalnie dla Szeregu. Już na początku kibice zobaczyli jedną z najładniejszych akcji meczu - po świetnym dograniu z rzutu rożnego od Kuby Myszóra efektowną przewrotką popisał się Janek Mitrowski, otwierając wynik spotkania. Chwilę później Szereg dołożył kolejne trafienie i wydawało się, że szybko przejmie pełną kontrolę nad meczem. Być może gospodarze zbyt wcześnie poczuli się zbyt pewnie, bo KP Syrenka błyskawicznie wróciła do gry.
Pierwsza połowa była niezwykle wyrównana i obfitowała w piękne akcje oraz gole. Drużyny wymieniały się trafieniami praktycznie co kilka minut, a wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie. Emocji nie zabrakło również przy rzucie karnym, którego nie wykorzystał Adrian Zaraś. Mimo to tempo spotkania ani na moment nie zwalniało, a pierwsza część zakończyła się prowadzeniem Szeregu Homogenizowanego 6:5.
Po przerwie obraz gry długo się nie zmieniał. Nadal oglądaliśmy wymianę ciosów - bramka za bramkę, akcja za akcją. Oba zespoły grały odważnie i ofensywnie, nie kalkulując nawet przy minimalnych różnicach w wyniku. Kluczowy moment nastąpił jednak w końcówce, kiedy Szereg Homogenizowany zdołał odskoczyć na dwie bramki przewagi i przejąć pełną kontrolę nad spotkaniem. Ostatni cios zadał Piotr Baran, który pewnie wykorzystał rzut karny i ustalił wynik meczu na 10:7, zamykając tym samym prawdziwy festiwal strzelecki. Brawa należą się obu drużynom za ogromną walkę, ofensywną grę oraz mnóstwo efektownych bramek, które stworzyły jedno z najbardziej widowiskowych spotkań kolejki.
RCD Los Rogalos przystępowało do tego spotkania z nadzieją na powiększenie przewagi nad strefą spadkową i spokojniejsze miejsce w tabeli. Niedzielni, zamykający ligową stawkę, liczyli natomiast na przełamanie i zdobycie cennych punktów, które mogłyby poprawić ich trudną sytuację.
Mecz od samego początku układał się jednak pod dyktando Los Rogalos. Już w 6. minucie wynik otworzył Drumlak po podaniu Przybylskiego. Chwilę później pecha miał Wójcik, który skierował piłkę do własnej bramki, podwyższając prowadzenie rywali. W 10. minucie kolejnego gola dołożył Nahorniak, pewnie wykorzystując rzut karny. Los Rogalos nie zwalniało tempa i w 18. minucie po asyście Drumlaka na listę strzelców wpisał się Świstak. Cztery minuty później świetną akcję wykończył Przybylski po podaniu Nahorniaka, a pierwsza połowa zakończyła się wyraźną dominacją jednej drużyny.
Po przerwie obraz meczu się nie zmienił. W 28. minucie Drumlak sam odebrał piłkę rywalowi, ograł bramkarza i zdobył kolejną bramkę. Następnie trafiali jeszcze Świstak po podaniu Przybylskiego, ponownie Drumlak, Nahorniak oraz Uscilko. Niedzielni zdołali odpowiedzieć jedynie honorowym trafieniem Kaski w 47. minucie, jednak ostatnie słowo należało do Rogali. Chwilę przed końcem meczu wynik ustalił Świstak, pieczętując bardzo pewne i efektowne zwycięstwo swojej drużyny.
W zapowiedziach meczowych typowaliśmy zwycięstwo Interu, ale chyba nikt nie spodziewał się, że będzie to aż tak jednostronne widowisko. A przecież dla Oldboysów wszystko zaczęło się bardzo dobrze – już w 2. minucie klasyczną dwójkową akcję wykończył Marcin Chmielewski i gospodarze objęli prowadzenie. Nie utrzymało się ono jednak długo, bo już dwie minuty później do remisu doprowadził Bohdan Kulbashnyi. Chwilę później Artem Kolianovskyi obejrzał żółtą kartkę za legendarne zagranie „ręką Boga”, jednak Oldboys nie potrafili wykorzystać przewagi liczebnej. Gdy tylko składy się wyrównały, Inter wrzucił wyższy bieg i w ciągu dwóch minut objął prowadzenie, którego nie oddał już do końca spotkania. Najpierw na listę strzelców wpisał się Alisher Mergem, a chwilę później zrehabilitował się Artem Kolianovskyi. W 18. minucie ten sam zawodnik podwyższył wynik na 1:4 i takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że Inter mógł prowadzić jeszcze wyżej, gdyby nie kilka bardzo dobrych interwencji bramkarza Oldboys – Piotra Arendta.
Po zmianie stron goście błyskawicznie zdobyli kolejną bramkę i mecz był już praktycznie rozstrzygnięty. Mając tak dużą przewagę, Inter mógł pozwolić sobie na spokojniejszą grę i odrobinę większego luzu, co paradoksalnie przełożyło się na jeszcze większą skuteczność w ofensywie. Trio Artem Kolianovskyi - Bohdan Kulbashnyi - Alisher Mergem bezlitośnie wykorzystywało każdy, nawet najmniejszy błąd defensywy rywali. Wprawdzie w 38. minucie gola dla gospodarzy zdobył Piotr Grudzień, jednak ofensywie Oldboys wyraźnie czegoś brakowało i napastnicy tej drużyny rzadko byli w stanie poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez Zhandoza Kozymbekova.
Ostatecznie wspomniane trio dołożyło jeszcze pięć trafień, a trzecia drużyna Oldboys musiała tym razem uznać wyższość Interu.
Spotkanie Green Team z FC Wombaty było jednym z najbardziej emocjonujących meczów kolejki i bez wątpienia dostarczy materiału do nominacji na „kalafiory kolejki”. Kibice zobaczyli właściwie wszystko – szybkie bramki, zwroty akcji, trafienie samobójcze i ogromne emocje aż do ostatnich sekund spotkania. Ostatecznie po widowiskowym meczu drużyny podzieliły się punktami, remisując 5:5.
Lepiej w mecz weszli Wombaty, którzy szybko objęli prowadzenie i pokazali dużą pewność siebie w ofensywie. Ich radość nie trwała jednak długo, ponieważ Green Team błyskawicznie odpowiedział i zaczął przejmować kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Gospodarze skutecznie wykorzystywali swoje sytuacje i z każdą minutą budowali coraz większą przewagę. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3:1 dla Green Teamu i można było odnieść wrażenie, że mają ten mecz pod pełną kontrolą.
Druga część spotkania wyglądała już jednak zupełnie inaczej. Green Team zaczął oddawać inicjatywę, a Wombaty z każdą minutą coraz mocniej naciskały na bramkę rywali. Goście byli głodni kolejnych trafień i konsekwentnie szukali sposobu na odrobienie strat. Nawet pechowa bramka samobójcza Macieja Stąporka nie zatrzymała ich w pogoni za korzystnym wynikiem. W końcówce meczu było widać coraz większą frustrację po stronie gospodarzy, którzy po każdej straconej bramce tracili pewność siebie i kontrolę nad przebiegiem spotkania. Wombaty wykorzystały ten moment perfekcyjnie i doprowadziły do remisu w samych końcowych minutach rywalizacji.
Ostatecznie emocjonujące starcie zakończyło się wynikiem 5:5, a oba zespoły mogą mieć po tym meczu mieszane uczucia – Green Team po wypuszczeniu przewagi z rąk, a FC Wombaty po kapitalnym powrocie i walce do ostatniego gwizdka.







)
)
)
)
)
)
)
)
)