Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 10 Liga
Oba zespoły punktów potrzebowały jak tlenu. Gospodarze ponieważ dotąd, po pięciu rozegranych meczach, nie mieli ani jednego zwycięstwa na swoim koncie. Goście ponieważ od kilku kolejek prezentowali się szaleńczo blado, nijako i zdecydowanie poniżej swojego poziomu. Jeśli oba zespoły w tym sezonie liczyły jeszcze na cokolwiek więcej w kontekście tabeli, konkretniej – mając na myśli ligowe podium – trzeba było brać się do roboty natychmiast. Spoilerując: FC Polska Górom bardziej wzięła sobie to do serca.
Sam mecz od początku układał się świetnie dla FCPG. Już gol na 1:0 po zabójczej kontrze ustawił ton spotkania, a wyrównanie Husarii IV na 1:1 zostało szybko spuentowane trzema kolejnymi, równie bolesnymi ciosami. Po tych kilku gongach obie drużyny udały się na przerwę. Jeśli komuś wydawało się, że w drugiej odsłonie czwarty zespół mokotowskiej Husarii stanie na równe nogi – nic bardziej mylnego.
Gracze z Mokotowa, którzy tego dnia wystąpili w zaledwie sześciu, bez możliwości zmian, najwyraźniej wciąż byli oszołomieni, bo chwilę po wznowieniu gry stracili bramkę na 1:5. Husarię IV było stać tylko na krótki zryw i w krótkim odstępie czasu zdobyli dwie bramki i zbliżyli się na dystans 3:5. Wydawało się, że to punkt kulminacyjny spotkania. Gol na 4:5 mógł jeszcze realnie odwrócić jego losy. Tak się jednak, jak wiemy, nie stało.
Polska Górom przetrwała chwilowy impas, a jej niemoc przerwało trafienie na 6:3. Ten gol de facto zamknął temat zwycięzcy. Ekipa z Mokotowa, która już wcześniej była tylko cieniem samej siebie, teraz stała się wręcz półcieniem, ginącym w jesiennej szarudze.
Podsumowując: FC Polska Górom wykazała większą determinację, wolę walki i pokazała więcej konkretów. Ich wygrana była w pełni zasłużona, a nam pozostaje jedynie pogratulować pierwszego kompletu trzech oczek.
Gawulon FC i Wczorajsi FC stworzyli widowisko, które idealnie oddaje charakter 10. ligi — pełne emocji, zwrotów akcji i bramek z obu stron. Choć zapowiedzi wskazywały, że spotkanie może być wyrównane, początek należał zdecydowanie do gospodarzy. Już w pierwszej minucie wynik otworzył Igor Marciniak, który wykorzystał podanie Tomasza Maruszewskiego. Ten gol tylko nakręcił Gawulon. Chwilę później ekipa z Zielonki dołożyła dwa szybkie trafienia i wydawało się, że mecz może zakończyć się bardzo jednostronnie.
Wczorajsi jednak nie zamierzali odpuszczać. Niedługo później kontaktową bramkę zdobył Krystian Łączny, a jego gol dodał drużynie odwagi. Jeszcze przed przerwą goście wykorzystali moment dekoncentracji rywali i zdołali zbliżyć się na jedno trafienie, dzięki czemu wynik 4:3 do przerwy zapowiadał emocjonującą drugą połowę.
Po zmianie stron Gawulon ponownie przejął inicjatywę. Świetnie funkcjonowała współpraca w ofensywie, a koncertowe zawody rozegrał Patryk Niemyjski, który nie tylko sam wpisał się na listę strzelców, ale też zaliczył aż pięć asyst, będąc prawdziwym mózgiem zespołu. Duże wrażenie zrobił także debiutujący Maciej Rajkowski, który idealnie wkomponował się w styl gry drużyny i od razu zaznaczył swoją obecność.
Mimo ambitnej postawy Wczorajszych, gospodarze potrafili utrzymać wysokie tempo i kontrolę nad meczem do końca. Ich częste rotacje i wzajemna motywacja okazały się kluczowe, bo to właśnie te detale przesądziły o końcowym wyniku. Ostatecznie Gawulon FC wygrał 8:5, odnosząc w pełni zasłużone zwycięstwo i pokazując, że jest gotowy powalczyć o najwyższe cele w tej lidze.
Przed tym meczem obie drużyny miały na koncie zaledwie jedno zwycięstwo, jednak to Fuszerka była uznawana za faworyta. W poprzednich kolejkach prezentowała bardzo wyrównany futbol, zanotowała dwa remisy i tylko jedną minimalną porażkę, zawsze tocząc zacięte pojedynki. Górka Kazurka natomiast przegrywała swoje spotkania z wyraźną różnicą bramek, choć kilkukrotnie była blisko zdobycia punktów. Dobrym przykładem był mecz z Husarią, w którym prowadziła, ale ostatecznie wypuściła zwycięstwo z rąk. Warto też dodać, że Fuszerka ma znacznie większe doświadczenie w rozgrywkach Ligi Fanów, co również stawiało ją w roli drużyny lepiej przygotowanej do tego starcia.
Boisko tylko potwierdziło te przewidywania. Fuszerka od pierwszego gwizdka przejęła pełną kontrolę nad grą, dominując w każdym elemencie. Już w pierwszej połowie wypracowała sobie wyraźną przewagę – szybko objęła prowadzenie 3:0 i schodziła na przerwę przy wyniku 4:1, który dawał jej pełen komfort. Po przerwie nie pozostawiła żadnych złudzeń, konsekwentnie powiększała prowadzenie, najpierw do 6:1, a ostatecznie aż do 9:2.
Wśród zwycięzców błyszczała ofensywna trójka, która całkowicie rozbiła defensywę rywala. Piotr Cheba był prawdziwym katem przeciwnika – zdobył aż sześć bramek, trafiając na wszelkie możliwe sposoby. Świetnie wspierali go Maciej Chrzanowski, który zanotował cztery asysty i jednego gola, oraz Piotr Jastrząb, który dołożył trzy asysty i jedno trafienie. Cała trójka zaprezentowała się znakomicie, a ich liczby mówią same za siebie – to była absolutna dominacja Fuszerki.
Dzięki temu przekonującemu zwycięstwu Fuszerka dopisała do swojego konta trzy punkty i zbliżyła się do podium, mając ją teraz w zasięgu ręki. Górka Kazurka z kolei wciąż pozostaje w strefie spadkowej, jednak do bezpiecznego, siódmego miejsca traci zaledwie trzy punkty – więc w kolejnych meczach wszystko może się jeszcze odwrócić.
Mecz pomiędzy FC Po Nalewce a Grajkami i Kopaczami, był jednym z najbardziej wyrównanych spotkań tej serii gier. Ostatecznie zakończył się wynikiem 4:5, choć przebieg meczu wskazywał, że remis byłby rezultatem najbardziej sprawiedliwym. Obie drużyny zaprezentowały wysoki poziom zaangażowania i ogromną determinację, a spotkanie mogło się podobać kibicom dzięki licznym zwrotom akcji oraz emocjom do samego końca.
Pierwsza połowa należała do gości, którzy po skutecznych kontratakach i lepszym wykorzystaniu sytuacji prowadzili 3:1. Wyróżniał się przede wszystkim Tomasz Kowalski, który nie tylko zdobył dwie bramki, ale również imponował dryblingiem i odwagą w pojedynkach jeden na jeden. Był napędem ofensywy Grajków i Kopaczy, często brał na siebie ciężar gry i stwarzał zagrożenie niemal przy każdym kontakcie z piłką.
Po przerwie gospodarze FC Po Nalewce ruszyli do odrabiania strat. Świetne zawody rozegrał duet Wojtek Tworzydło i Kacper Konowrocki, którzy zanotowali po dwa gole i jednej asyście. Ich współpraca w ofensywie była wzorowa – doskonale rozumieli się bez słów, często wymieniali pozycje i skutecznie naciskali rywali. Na szczególne wyróżnienie zasłużył również Michał Piątkowski, bramkarz gospodarzy, który kilkukrotnie uchronił swój zespół przed stratą kolejnych goli. Jego interwencje dawały nadzieję na korzystny wynik aż do ostatnich minut.
Mecz zakończył się minimalnym zwycięstwem gości, ale obie drużyny zasłużyły na słowa uznania – za walkę, charakter i prawdziwie sportową postawę.
Dla Bulbezu obecny sezon to prawdziwa droga przez mękę. Dalecy jesteśmy od stwierdzenia, że zasługują na to, by zamykać ligową stawkę – zwłaszcza że patrząc na wyniki ich meczów, często są blisko oponentów, ale zawsze czegoś brakuje. Tym razem również nie zapowiadało się, że coś się w tym temacie zmieni. Po drugiej stronie boiska stanęli bowiem młodzi i gniewni zawodnicy FC Depserados. Piszący te słowa widział nominalnych gospodarzy w akcji po raz pierwszy, więc zakładał, że ten ostatni mecz dnia – zwykle najtrudniejszy dla koordynatora, bo każdy już myśli o powrocie do domu – da jednak tyle emocji, by warto było zostać skoncentrowanym do końca.
I faktycznie, zaczęło się całkiem nieźle. Choć przewaga w posiadaniu piłki była wyraźnie po stronie Depserados, Bulbez – trochę w swoim stylu – przeczekał oponenta i w odpowiednim momencie poczęstował go golem. To były jednak tylko miłe fatalnego początki. Bardzo szybko odpowiedział Daniel Kłos, a chwilę później, po wrzutce w pole karne, zupełnie niepilnowany Czarek Pawlak dał faworytom pierwsze prowadzenie. I właściwie na tym emocje się skończyły. Depserados w krótkim czasie dorzucili kilka szybkich trafień i jeszcze przed upływem pierwszej połowy mieli już sześć goli zapasu.
Mimo wszystko podobała nam się postawa Bulbezu. Wiedzieli, że przegrają, ale – jak sami mówili – „zróbmy wszystko, żeby to jakoś wyglądało”. I rzeczywiście, robili co mogli. To był mecz drużyn o zupełnie różnej prędkości, ale ekipa z Bemowa walczyła do końca, nie odpuszczając żadnej piłki. Wystarczyło to tylko i aż do porażki 5:16.
W pewnym momencie usłyszeliśmy nawet od Michała Rychlika, że „taki zespół jak Depserados nie powinien grać na tak niskim poziomie”. I coś w tym jest. Ciężko było jednak ocenić ich potencjał. To nowa drużyna, ale jeśli będą przyjeżdżać w takim składzie jak teraz, to faktycznie ciężko będzie ich zatrzymać.
Dlatego Bulbez niech się nie zraża. Trzeba spokojnie szukać meczów, które pozwolą wreszcie opuścić czerwoną strefę. Bo choć punkty nie chcą jeszcze przyjść, to serducha do gry tej ekipie odmówić się nie da.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)