Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 10 Liga
Obie ekipy przystępowały do meczu w znakomitych nastrojach po udanych inauguracjach, które pokazały, że nie boją się wyzwań i mają spory potencjał.
Pierwsza połowa była bardzo wyrównana i pełna zwrotów akcji. Gra toczyła się w szybkim tempie, a walka o każdą piłkę była niezwykle zacięta. Wynik do przerwy 3:3 najlepiej oddawał obraz gry – obie drużyny grały odważnie i konsekwentnie, ale żadnej nie udało się zdobyć dominującej przewagi.
Kluczowym momentem spotkania okazała się kapitalna interwencja Łukasza Wardy, bramkarza Grajków i Kopaczy, który obronił rzut karny i kilkukrotnie ratował swój zespół przed stratą gola. To dzięki jego pewnym interwencjom gospodarze mogli złapać oddech, utrzymać wynik w ryzach i z czasem przejąć inicjatywę.
W drugiej połowie Grajki i Kopacze pokazali większą skuteczność i wykorzystali swoje okazje. Na listę strzelców wpisał się m.in. Szymon Dziuba, zdobywca dwóch bramek, który odegrał ważną rolę w ofensywie zespołu. FC Depserados również mieli swoje momenty, a najjaśniejszym punktem był Jan Szcześniak – jego dryblingi i błyskotliwe akcje kilkukrotnie siały zamieszanie w szeregach rywala, choć tym razem przyniosły jedynie jedno trafienie.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 7:4 na korzyść gospodarzy. Spotkanie udowodniło, że w tej lidze nawet drobne detale – koncentracja, pojedyncze interwencje czy walka o każdą piłkę – mogą przesądzić o losach meczu. Tym razem przechyliły one szalę na korzyść GiK.
Mnóstwo bramek mogliśmy zobaczyć w wieczornym starciu pomiędzy czwartym zespołem mokotowskiej Husarii a ekipą Wczorajsi FC. Można było odnieść wrażenie, że dla obu stron liczył się wyłącznie ofensywny futbol – stąd niezliczona liczba akcji bramkowych, strzałów z różnych pozycji i strat wynikających z ryzykownych dryblingów.
Strzelanie rozpoczęli goście – Krystian Łączny wykorzystał podanie Bartka Muzyki. Odpowiedź należała do kapitana Husarii, Tomka Hübnera, który co prawda rozpoczął mecz na bramce, ale nie przeszkodziło mu to w udziale w akcji po rzucie rożnym i wyrównaniu wyniku. Wczorajsi ponownie odskoczyli po trafieniach Krysztofika i Erbela, lecz gospodarze znów błyskawicznie odpowiedzieli – na 2:3 trafił Bartek Daniel, a do remisu doprowadził Sergio Balej, który popisał się uderzeniem z półobrotu po asyście Wojciecha Adamczaka. Tuż przed przerwą Łączny sprytnie przelobował wysuniętego Hübnera, dając gościom prowadzenie 4:3. Wydawało się, że to oni zejdą do szatni w lepszych nastrojach, jednak w polu karnym sfaulowany został Balej, a podyktowany rzut karny pewnie wykorzystał bramkarz Husarii.
Druga połowa nie różniła się od pierwszej – emocji i goli nie brakowało. Najpierw trafiali Lefek i Muzyka, wyprowadzając Wczorajszych na 6:4. Gospodarze złapali kontakt, gdy Hübner zamienił rolę z Karolem Kondratem i wszedł do gry w polu – obsłużył podaniem Kubę Skrzyniasza, a ten zdobył gola. Goście jednak szybko odpowiedzieli – Krysztofik skompletował dublet, podwyższając na 7:5. Lider Husarii IV nie zamierzał się poddawać. Najpierw wykorzystał podanie Baleja i po rykoszecie pokonał bramkarza, a chwilę później popisał się precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego w samo okienko. Remis 7:7 utrzymywał się przez kilka minut i wydawało się, że takim wynikiem zakończy się ten spektakl.
Jednak w końcówce bohaterem gości został Kuba Erbel, który mimo widocznego zmęczenia dał z siebie 200% i zanotował dwie kluczowe asysty – najpierw do Łącznego, a potem do Kiepasa. Wczorajsi ostatecznie zwyciężyli 9:7.
Choć remis mógłby być równie sprawiedliwy, jedno jest pewne – dla fanów „futbolu na tak” było to spotkanie niemal wzorcowe.
Zarówno Górka Kazurka, jak i Gawulon mogły mieć spory niedosyt po pierwszej serii gier. Gospodarze, mimo że aż siedmiokrotnie pokonywali bramkarza Husarii Mokotów IV, zeszli z boiska bez choćby punktu. Z kolei Gawulon tydzień wcześniej zdobył jedno oczko, choć zwycięstwo było naprawdę blisko.
Od pierwszej minuty to goście prezentowali się lepiej. Wynik otworzył Jakub Urban po podaniu Kacpra Pawłowskiego, a chwilę później asystent zamienił się w strzelca i podwyższył na 2:0. Pawłowski mógł szybko powiększyć swój dorobek, lecz z rzutu karnego obił tylko poprzeczkę. Dopiął jednak swego jeszcze przed przerwą i Gawulon w pełni zasłużenie prowadził do przerwy.
Po zmianie stron przebudziła się Górka Kazurka – szybkie dwa trafienia pozwoliły złapać kontakt z rywalem. Niestety dla gospodarzy nie poszli oni za ciosem, a przeciwnik wytrzymał napór i odpowiedział kontrą. Kluczowe były stałe fragmenty gry – najpierw Urban trafił po rzucie rożnym, a następnie Jarosław Czeredys pewnie wykorzystał rzut karny. W odpowiedzi Michał Mazur również nie pomylił się z „jedenastki”, podtrzymując nadzieję Górki.
I kto wie, jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby pięć minut przed końcem piłka wpadła do siatki, a nie w słupek Gawulonu. Goście odpowiedzieli jednak strzałem w poprzeczkę, a w samej końcówce Kacper Pawłowski przypieczętował zwycięstwo, dwukrotnie pokonując bramkarza gospodarzy.
Gawulon wygrał zasłużenie 7:3 – był tego dnia zespołem lepszym i bardziej jakościowym. Tym samym awansował na trzecie miejsce w tabeli, podczas gdy Górka Kazurka wciąż pozostaje bez punktu, zamykając stawkę.
W niedzielny wieczór na Arenie Grenady zmierzyły się ekipy FC Polska Górom i Fuszerki. Od pierwszych minut na boisku iskrzyło – w pozytywnym sensie – bo obie drużyny podeszły do meczu z ogromną determinacją i wolą walki. Momentami słychać było narzekania na zbyt agresywną grę, ale właśnie takie starcia są miłe dla oka – pełne emocji i wydarzeń na murawie.
Strzelanie rozpoczął Maciej Chrzanowski, pewnie wykorzystując rzut karny dla gości. Gospodarze szybko odpowiedzieli po składnej akcji całego zespołu, lecz chwilę później Fuszerka znów objęła prowadzenie. Jeszcze przed przerwą Polska Górom najpierw wyrównała, a następnie wyszła na prowadzenie, jednak radość nie trwała długo – kolejny błąd w defensywie wykorzystali rywale i do przerwy mieliśmy remis 3:3.
Po zmianie stron lepiej funkcjonowała Fuszerka, która wypracowała sobie dwubramkową przewagę i wydawało się, że trzyma kierownicę w swoich rękach. Gospodarze jednak nie odpuszczali, konsekwentnie dążąc do odrabiania strat. Gol na 4:5 tchnął w nich nadzieję, choć rywale znów odskoczyli na dwa trafienia. Kiedy wydawało się, że losy meczu są przesądzone, Polska Górom odpaliła w samej końcówce – dwa kapitalne strzały Kuby Kucharskiego sprawiły, że spotkanie zakończyło się remisem 6:6.
W obozie Fuszerki panowało niedowierzanie, że punkty uciekły im sprzed nosa, ale patrząc na całe widowisko – remis wydaje się uczciwym rozwiązaniem.
O godzinie 21:00 mogliśmy oglądać spotkanie pomiędzy Bulbez Team Bemowo a FC Po Nalewce. Od pierwszego gwizdka to goście przejęli inicjatywę – byli bardziej aktywni, częściej dochodzili do sytuacji strzeleckich, lecz brakowało im skuteczności i postawienia przysłowiowej „kropki nad i”. Gospodarze również tworzyli okazje i oddawali celne strzały, ale na ich drodze stał świetnie dysponowany tego dnia Michał Piątkowski. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniało 1:2 na korzyść gości.
Druga część meczu była prawdziwą sinusoidą wydarzeń. Lepiej rozpoczęła ją ekipa FC Po Nalewce, która szybko zdobyła dwie bramki i odskoczyła na 1:4, mocno przybliżając się do kompletu punktów. Wtedy jednak do głosu doszli zawodnicy Bulbez Team – złapali kontakt i odrobili większość strat. Wydawało się, że remis jest już tylko kwestią czasu, ale Nalewka nie dała sobie wyrwać zwycięstwa. Strzelili kolejne dwa gole i mimo ambitnej pogoni gospodarzy utrzymali przewagę aż do końcowego gwizdka, wygrywając ostatecznie 6:4.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje Michał Kurowski, który był nie do zatrzymania – zdobył 3 gole i 2 asysty, będąc głównym architektem zwycięstwa swojej ekipy. Jego ofensywna postawa i aktywność na całym boisku przesądziły o cennych 3 punktach dla FC Po Nalewce.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)