reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
16:00

Gladiatorzy Eternis w tym sezonie jeszcze nie przegrali i na starcie z Otamanami wyszli z zamiarem zdobycia kolejnych punktów. Otamany, po dobrych występach, liczyli na wyrównany pojedynek i od początku niezwykle zmotywowani przystąpili do rywalizacji z mistrzem Ligi Fanów.

Pierwsze minuty to dobre sytuacje dla drużyny z Ukrainy, ale w bramce kapitalnie spisywał się Bartek Gwóźdź. Gdy gospodarze pozwolili rywalom się „wyszumieć”, sami przystąpili do strzelania bramek, a głównym architektem trafień był Borys Ostapenko, były gracz Otamanów. To właśnie jego gole dały spokój w grze i kontrolę nad meczem.

Zespół Olega Bortnyka atakował i walczył, ale bramki zdobywali przeciwnicy. Do przerwy było już 6:0 i trudno było przypuszczać, że goście zdołają odwrócić losy spotkania. Po zmianie stron szybko zdobyta bramka dawała nadzieję na bardziej wyrównany mecz, jednak Gladiatorzy błyskawicznie wrzucili wyższy bieg, a kolejne trafienia jasno pokazały, że o emocje w tym starciu nie będzie łatwo. W końcówce spotkania, przy wysokim wyniku, Otamany zdołały jeszcze trafić trzykrotnie, ale ostatecznie to zespół Michała Dryńskiego wygrał 11:4 i pozostaje niepokonany w lidze.

Otamany muszą szukać punktów w kolejnych potyczkach – jeśli poprawią grę w defensywie, która w niedzielę zupełnie im nie wychodziła, mogą realnie myśleć o miejscu w środku tabeli na koniec rundy jesiennej.

2
17:00

W 7. kolejce na najwyższym poziomie rozgrywkowym doszło do spotkania pomiędzy dwoma zespołami z dołu tabeli. FC Impuls UA do tej pory wygrał tylko jedno spotkanie, podobnie jak Tur Ochota, jednak wyprzedzał ekipę z Ochoty, mając jeden rozegrany mecz mniej – to efekt przełożenia jednego starcia przez drużynę gospodarzy. Od początku rywalizacja stała na bardzo wysokim poziomie piłkarskim i już po kilku minutach obydwie drużyny stworzyły sobie bramkowe sytuacje. W kolejnych fragmentach spotkania bardziej skuteczni byli gospodarze, którzy trzy razy pokonali golkipera rywali i mieliśmy 3:0. Świetnie na boisku czuł się duet Budz – Petlyak, który wspólnie rozbił obronę gości.

W dalszej części pierwszej połowy to przyjezdni częściej stwarzali groźne sytuacje, jednak nie potrafili pokonać Pawła Wysockiego. Bramkarz Tura ponownie zabłysnął tuż przed przerwą, gdy świetnie wypatrzył Szymona Mazurka, a ten pewnie pokonał bramkarza zespołu z Ukrainy i drużyny schodziły na przerwę przy wyniku 3:1.

Początek drugiej połowy zaczął się od trafienia graczy Impulsu, którzy powiększyli swoją przewagę do czterech bramek i było 4:1. Kilka minut później tablica wyników wskazywała już rezultat 5:1 i wydawało się, że emocje w tym spotkaniu dobiegły końca. Nic bardziej mylnego – od tego momentu w doświadczony zespół z Ochoty wstąpiły nowe siły i panowie zaczęli odrabiać straty. Sygnał dał Konrad Kowalski, który najpierw mocnym i precyzyjnym strzałem zdobył bramkę na 5:2, a chwilę później dobił odbitą piłkę i było już 5:3.

Warto wspomnieć, że Tur Ochota zdecydował się na grę z lotnym bramkarzem, co poprawiło rozegranie piłki i dało możliwość grania z przewagą. Takie rozwiązanie przyniosło kolejne trafienie dla gości i przy wyniku 5:4 emocje wróciły na boisko. Drużynie Impulsu długo zajęło przestawienie się na taki styl gry rywala, jednak doświadczenie gospodarzy zrobiło swoje – poradzili sobie z presją, a efektem było trafienie Danila Kuznetsova.

Tur próbował jeszcze odrabiać straty, lecz w końcówce zabrakło już precyzji i prawdopodobnie sił, bo większość kontrataków gospodarzy kończyła się utratą bramki. Swoją przewagę utrzymali do końcowego gwizdka sędziego, a pojedynek dwóch jak dotąd najsłabszych drużyn w lidze zakończył się wynikiem 8:4. Dzięki wygranej FC Impuls UA dopisał na swoje konto kolejne trzy punkty.

3
18:00

To był pokaz jakości, stylu i piłkarskiej dojrzałości. EXC Mobile Ochota, aktualni mistrzowie Europy w futbolu sześcioosobowym, zagrali dokładnie tak, jak na drużynę tego kalibru przystało – pewnie, efektownie i z ogromnym spokojem w każdym aspekcie gry. Od pierwszej do ostatniej minuty kontrolowali tempo, piłkę i sytuację na boisku, a ich zwycięstwo nad Lakoksami było w pełni zasłużone.

Gdy patrzyło się na grę EXC, widać było organizację i perfekcyjnie zgraną strukturę drużyny. Każdy zawodnik wiedział, gdzie ma być i co ma robić. Z tyłu pewnie grał Łysik, który nie tylko świetnie bronił, ale imponował również grą nogami – zanotował nawet dwie asysty, co u bramkarzy jest rzadkością. Jego podania otwierające ataki zapoczątkowały kilka kluczowych akcji bramkowych.

W polu dominowali "bracia" Nowakowscy, którzy po raz kolejny potwierdzili, że są prawdziwymi liderami drużyny – opanowani, kreatywni i skuteczni. Kacper Cetlin imponował szybkim dryblingiem i odważnymi wejściami, Władysław Oryszczuk doskonale znajdował wolne przestrzenie, a Karol Bienias z chłodną głową rozdzielał piłki i utrzymywał odpowiednie tempo gry. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Jan Grzybowski, który skompletował hat-tricka i był jednym z najaktywniejszych zawodników na boisku.

Drużyna Lakoksów, mimo wysokiej porażki, również zasługuje na uznanie. Grali ambitnie, nie chowali się za podwójną gardą i próbowali atakować, choć przeciwko takiej maszynie jak EXC Mobile trudno o przestrzeń i czas na decyzję. Ten mecz na pewno będzie dla nich cenną lekcją, która zaprocentuje w kolejnych spotkaniach.

Dla EXC Mobile Ochota to kolejne potwierdzenie, że forma rośnie w idealnym momencie. Zespół wygląda kompletnie – z tyłu stabilnie, w środku kreatywnie, a z przodu zabójczo skutecznie. To świetny prognostyk przed nadchodzącym starciem z Gladiatorami, podczas gdy Lakoksy będą szukać punktów w ważnym meczu z FC Impuls UA.

4
19:00

W niedzielny wieczór w Ekstraklasie Ligi Fanów do rywalizacji przystąpiły ekipy KS Tanatos Browarek oraz Ogień Bielany. Pojedynek zapowiadał się bardzo ciekawie i patrząc na przedmeczowe składy, trudno było wskazać zdecydowanego faworyta. Pod nieco większą presją byli zawodnicy gospodarzy, którzy zajmowali miejsce tuż nad strefą spadkową, i to oni lepiej weszli w mecz. Już w pierwszych minutach Eryk Kopczyński otworzył wynik spotkania i było 1:0. Ogień Bielany, niezrażony takim początkiem, szybko wziął się do pracy – w 8. minucie doprowadził do wyrównania, a chwilę później objął prowadzenie po dwóch trafieniach Mateusza Michalskiego.

Kolejne minuty to ponownie dobra gra zespołu Jakuba Starosa. Świetnie w tej części meczu prezentował się dawno niewidziany na naszych boiskach Michał Knajdrowski i to głównie dzięki jego akcjom Tanatos najpierw wyrównał, a chwilę później objął prowadzenie 3:2. Choć okazji nie brakowało, a akcje przenosiły się z jednego pola karnego pod drugie, w pierwszej połowie zobaczyliśmy już tylko jednego gola – autorstwa Jana Nowaka – i na przerwę obie ekipy schodziły przy remisie 3:3.

Druga połowa zaczęła się lepiej dla Browarka. Gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie po świetnym strzale Marcina Bawolika. W kolejnych minutach przewaga gospodarzy stawała się coraz wyraźniejsza, co udokumentowali kolejnymi bramkami. W 39. minucie tablica wyników wskazywała już 6:3. Ogień Bielany co prawda zdołał jeszcze złapać kontakt i w krótkim odstępie czasu doprowadził do wyniku 6:5, jednak od tego momentu w grze młodych zawodników z Bielan widać było sporo szarpania, brakowało dokładności i przede wszystkim sił. Goście szukali swoich szans, ale tego dnia skuteczniejsi byli rywale. W końcówce doświadczony zespół Tanatos Browarek dołożył trzy kolejne trafienia, nie tracąc przy tym bramki, i to gospodarze cieszyli się z wygranej. Choć wynik był wysoki, Ogień zagrał dobre spotkanie. Decydująca okazała się końcówka, w której przeciwnicy mieli więcej energii.

Mecz był interesujący, dynamiczny i pełen akcji, a w obu ekipach widać było chęć grania w piłkę. Dzięki wygranej gospodarzy tabela Ekstraklasy mocno się spłaszczyła, co zapowiada wielkie emocje w kolejnych spotkaniach. Szansa na poprawę sytuacji w tabeli już w najbliższą niedzielę.

5
20:00

In Plus & Alpan do meczu z KSB przystępował w roli faworyta. Początek spotkania wskazywał, że zespół Janka Skotnickiego będzie tu dominował. Szybko objął prowadzenie, a nawet utrata bramki nie wybiła go z rytmu. Kolejne akcje i zimna krew pod bramką rywala pozwoliły wypracować bezpieczny, jak się wydawało, dystans.

Przy stanie 4:1 gospodarze chyba zbyt wcześnie uwierzyli, że ten mecz mają pod kontrolą. Tymczasem KSB, choć pierwsze minuty miało dalekie od ideału, konsekwentnie się rozkręcało. Efekt przyszedł jeszcze przed przerwą - goście zdobyli dwa gole i po 25 minutach rywalizacji wynik 4:3 zapowiadał spore emocje w drugiej połowie.

Ekipa Michała Tarczyńskiego wyrównała niemal zaraz po wznowieniu gry i mecz rozpoczął się na nowo. Warto podkreślić, że KSB bardzo mądrze wykorzystywało bramkarza Czarka Wachnika, który nie panikował przy pressingu rywala, a momentami wręcz zbyt odważnie zapędzał się pod bramkę przeciwników. Gospodarze, zaskoczeni dobrą defensywą rywala, mieli spore problemy ze stwarzaniem klarownych sytuacji. Goście, od stanu 5:5, po raz pierwszy objęli prowadzenie, co zmusiło ekipę Janka Skotnickiego do gry z lotnym bramkarzem. Jednak zamiast odrabiać straty, In Plus & Alpan nadziało się na kontratak i zrobiło się 5:7.

Gdy padła bramka na 6:7, jeszcze tliła się nadzieja na remis, ale ostatni strzał przez całe boisko autorstwa Maćka Grabickiego przypieczętował zasłużone trzy punkty dla beniaminka elity.

Gospodarze muszą więc szukać punktów w kolejnych meczach, natomiast KSB wygląda coraz lepiej na boisku i chyba nie będzie przesadą stwierdzić, że rozegrało swój najlepszy mecz w ekstraklasie.

Reklama