reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

Nim o samym meczu jeszcze raz chcielibyśmy złożyć wielkie gratulacje drużynie EXC Mobile Ochota za zdobycie złotych krążków w Lidze Mistrzów Socca. Przed rozpoczęciem pojedynku zespoły grające na pobocznych boiskach utworzyły symboliczny szpaler, aby uhonorować wielki sukces mistrzów Polski.

Wracamy na ziemię i do pojedynku ligowego, w którym mierzyły się druga i czwarta aktualnie drużyna ligowej tabeli. Jedni i drudzy ospale weszli w sezon, ale z meczu na mecz wyglądali coraz lepiej, co znalazło odzwierciedlenie w zdobyczach punktowych. Na początku spotkania widać było dużo wzajemnego respektu, bo mało działo się w strefie bramkowej.

W 7. minucie pojedynku wynik otworzył niezawodny w ostatnim czasie Yakovenko. W ciągu kilku minut rezultat odwrócił się jednak na korzyść gospodarzy za sprawą duetu Miłosz Nowakowski – Jan Grzybowski. Najpierw ten drugi strzelił gola po podaniu od tego pierwszego, a chwilę później panowie zamienili się rolami. Do przerwy nieco więcej „z gry” mieli faworyci i zasłużenie prowadzili 2:1.

Tuż po rozpoczęciu drugiej odsłony, po błędzie Krzysztofa Jabłońskiego, na 2:2 trafił ponownie Yakovenko. Kolejne minuty upływały na próbach sforsowania dobrze ustawionej defensywy Otamanów przez EXC Mobile Ochotę. Udało się to dopiero na około kwadrans przed zakończeniem meczu, kiedy to bramkarza rywali po raz drugi w tym spotkaniu pokonał Miłosz Nowakowski. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo bardzo szybko na 3:3 trafił Nievdakh. Ostatnie fragmenty pojedynku to prawdziwe Cetlin show - to właśnie Kacper Cetlin w samej końcówce strzelił aż trzy gole i dorzucił jedną asystę, dając swojemu zespołowi bardzo ważne zwycięstwo.

Końcowy rezultat: 7:3 dla EXC Mobile Ochota.

2
18:00

Mecz 6. kolejki Ekstraklasy Ligi Fanów pomiędzy KSB Warszawa a Turem Ochota był pojedynkiem o wyjątkowym ciężarze gatunkowym. Obie drużyny znajdowały się na dnie tabeli – KSB zajmowało przedostatnie, a Tur ostatnie miejsce, mając po zaledwie trzy punkty na koncie. Zarówno jedni, jak i drudzy przystępowali do spotkania z dużą presją, wiedząc, że porażka może mocno utrudnić im walkę o utrzymanie.

Początek meczu lepiej ułożył się dla gości. Już w 7. minucie Augustyniak popisał się mocnym i precyzyjnym uderzeniem, które dało Turowi prowadzenie. KSB szybko odpowiedziało. Indywidualną akcję skutecznym strzałem zakończył Ruciński, doprowadzając do remisu. Chwilę później znów błysnął Augustyniak, który po efektownym dryblingu ponownie wyprowadził Tur na prowadzenie. Gospodarze jednak nie zamierzali się poddać. Ponownie Ruciński doprowadził do wyrównania, a następnie Szczerbowski, po dynamicznym rajdzie z głębi pola, dał KSB pierwsze prowadzenie w meczu. Radość gospodarzy trwała krótko, ponieważ Hankiewicz wyrównał, a tuż przed przerwą Jantarski celnym, płaskim uderzeniem ustalił wynik pierwszej połowy na 4:3 dla Tura Ochota.

Po przerwie na boisku zobaczyliśmy zupełnie inne KSB. Zespół gospodarzy wyszedł bardziej zmotywowany, agresywny i zdyscyplinowany taktycznie. Obrona funkcjonowała znacznie lepiej, a Tur miał coraz większe problemy z tworzeniem groźnych akcji. Świetnie w bramce spisywał się Cezary Wachnik, który kilkakrotnie ratował swój zespół. W 33. minucie Grabicki doprowadził do wyrównania, uderzając precyzyjnie z rzutu wolnego, a trzy minuty później – po błędzie obrony gości – Ruciński skompletował hat-tricka i wyprowadził KSB na prowadzenie 5:4.

W końcówce Tur postawił wszystko na jedną kartę, decydując się na grę z lotnym bramkarzem. Manewr ten jednak nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Gospodarze skutecznie wykorzystywali luki w defensywie rywala. Najpierw Grabicki, a następnie po raz czwarty tego dnia Ruciński dopełnili formalności, ustalając wynik na 7:4 dla KSB Warszawa.

To zwycięstwo było dla KSB niezwykle cenne. Nie tylko przerwało serię porażek, ale również pozwoliło opuścić ostatnie miejsce w tabeli. Tur Ochota, mimo dobrego początku meczu, po raz kolejny zapłacił za błędy w obronie i nieskuteczność w drugiej połowie.

3
19:00

Mecz pomiędzy Gladiatorami Eternis a KS Tanatosem Browarek był jednym z najciekawszych spotkań tej rundy. Starcie aktualnego lidera z zespołem walczącym o ucieczkę jak najdalej od strefy spadkowej zapowiadało się jednostronnie, jednak boisko pokazało coś zupełnie innego – emocji i zwrotów akcji nie brakowało od pierwszego gwizdka.

Spotkanie rozpoczęło się w piorunującym tempie. Już w 1. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie po błyskawicznej akcji. Dryński wykorzystał dokładne podanie Górki i umieścił piłkę w siatce. Radość Gladiatorów trwała jednak zaledwie kilkadziesiąt sekund, bo wyrównał Koszela, a chwilę później piękną bramką z woleja popisał się Kamil Modzelewski, który po podaniu Eryka Kopczyńskiego dał Tanatosowi prowadzenie 2:1. Goście nabrali wiatru w żagle i przez kilka minut zdecydowanie przeważali. Ich ofensywa jednak raz za razem rozbijała się o znakomicie dysponowanego Bartka Gwoździa, który bronił z wielkim wyczuciem i spokojem. Niewykorzystane sytuacje zemściły się w 16. minucie, gdy indywidualną akcję przeprowadził Pietrzak, doprowadzając do remisu. Dwie minuty później Zalewski wykorzystał błąd w defensywie gości i wyprowadził Gladiatorów na prowadzenie 3:2, które utrzymało się do przerwy.

Druga połowa rozpoczęła się od dominacji gospodarzy. Tuż po wznowieniu gry Radkievich podwyższył na 4:2, a chwilę później ponownie Pietrzak trafił do siatki, dając liderowi komfortowe prowadzenie 5:2. Tanatos jednak nie złożył broni – minutę później Kopczyński zdobył gola, zmniejszając stratę do 5:3. Od tego momentu to goście przejęli inicjatywę, dążąc do zdobycia czwartej bramki. Gladiatorzy musieli się bronić, ale mieli w swoich szeregach prawdziwą skałę w postaci Bartka Gwoździa, który kilkakrotnie ratował drużynę fantastycznymi interwencjami. W jednej z akcji piłkę z linii bramkowej wybił Pietrzak, potwierdzając ogromną determinację całego zespołu. Tanatos próbował jeszcze gry z lotnym bramkarzem, jednak ten manewr nie przyniósł rezultatu.

Ostatecznie Gladiatorzy Eternis utrzymali prowadzenie i pokonali ambitnie walczący KS Tanatos Browarek 5:3. To piąte z rzędu zwycięstwo lidera, który potwierdził, że potrafi wygrywać nawet wtedy, gdy rywal stawia twarde warunki. Szczególne słowa uznania należą się Bartkowi Gwoździowi – jego kapitalna postawa między słupkami była jednym z głównych powodów, dla których komplet punktów pozostał w rękach obrońców tytułu.

4
20:00

Lakoksy po przygodzie w Lidze Mistrzów wróciły do rywalizacji w Ekstraklasie, a ich rywalem była ekipa z Bielan. Zespół Janka Napiórkowskiego miał za sobą trzy porażki z rzędu i nie mógł sobie pozwolić na kolejną stratę punktów.

Pierwsze minuty meczu wskazywały jednak, że nie będzie to łatwa przeprawa dla gości. Drużyna Bartka Królaka, choć zmęczona po weekendzie i w niepełnym składzie, z dużym animuszem przystąpiła do rywalizacji. Pierwsze trafienie w meczu padło, gdy Ogień grał w osłabieniu – Piotr Milewski przerwał korzystną akcję rywala i zobaczył żółtą kartkę. Wtedy team Janka Napiórkowskiego skutecznie się bronił, a następnie wyprowadził kontratak, po którym zdobył bramkę. Lakoksy szybko odpowiedziały, a przed przerwą oba zespoły zaliczyły po jednym trafieniu, dzięki czemu do szatni schodziły przy wyniku 2:2.

Po zmianie stron Ogień atakował, ale Lakoksy również miały swoje okazje. Świetne zawody w drużynie Bartka Królaka rozegrał Mikołaj Zawadzki, natomiast po stronie rywali wyróżniał się Damian Warmiak, który wziął na siebie ciężar ofensywy. Do 40. minuty mecz był bardzo wyrównany a na tablicy wyników widniał rezultat 4:4. Od tego momentu goście potrafili jednak odskoczyć i w ciągu kilku minut zdobyli aż cztery bramki, praktycznie zamykając spotkanie. Lakoksy były w stanie jedynie zmniejszyć rozmiary porażki.

Ogień wygrał mecz 8:5, przerywając serię spotkań bez zwycięstw. Ekipa z Góry Kalwarii musi teraz szukać punktów w kolejnych meczach, choć jej sytuacja w tabeli na półmetku rundy jesiennej nie wygląda jeszcze najgorzej.

5
21:00

Mecz pomiędzy FC Impuls UA a In Plus & Alpan rozpoczął się od wyrównanej gry i wzajemnego badania sił. Obie drużyny miały swoje momenty, jednak to goście jako pierwsi objęli prowadzenie po trafieniu Patryka Szeligi, który od pierwszych minut potwierdzał świetną dyspozycję. Impuls szybko odpowiedział, doprowadzając do remisu, ale zespół Janka Skotnickiego błyskawicznie zareagował - dwa kolejne gole pozwoliły im odzyskać kontrolę nad spotkaniem. Gospodarze zdołali jeszcze złapać kontakt, lecz tuż przed przerwą sam Skotnicki wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik pierwszej połowy na 2:4.

Po zmianie stron różnica klas między drużynami stawała się coraz bardziej widoczna. In Plus & Alpan grali z ogromną pewnością siebie, świetnie rotowali piłkę i konsekwentnie wykorzystywali błędy Impulsu. W drugiej połowie trwał prawdziwy pokaz skuteczności w wykonaniu Patryka Szeligi, który był tego dnia absolutnie nie do zatrzymania, gdyż zdobył łącznie 5 bramek i zaliczył 2 asysty, mając udział przy większości trafień swojego zespołu. Kapitalne zawody rozegrał również Janek Szulkowski, który kontrolował tempo gry i był mózgiem większości akcji ofensywnych gości.

In Plus & Alpan nie pozostawili złudzeń, kto był tego dnia lepszy, wygrywając pewnie 10:3. Impuls próbował walczyć do końca, ale brakowało im dokładności i skuteczności, by realnie zagrozić rozpędzonym rywalom. Dla drużyny gości to kolejne przekonujące zwycięstwo, które potwierdza ich wysoką formę i aspiracje do walki o najwyższe cele w lidze.

Reklama