Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Spotkanie między Tanatosem Husarią Mokotów a Lakoksami CF przyniosło prawdziwy rollercoaster i aż dziesięć bramek. Obie drużyny, walczące o utrzymanie w lidze, od pierwszego gwizdka pokazały, że każdy punkt ma dla nich ogromne znaczenie.
Mecz rozpoczął się w imponującym tempie, bo już do 12. minuty kibice zobaczyli pięć trafień. Gospodarze prowadzili wówczas 3:2, a obie strony bezlitośnie wykorzystywały każdy błąd rywala. W kolejnych fragmentach tempo nieco spadło, choć nadal nie brakowało okazji strzeleckich. Tuż przed przerwą Tanatos Husaria zdołała jednak ponownie trafić do siatki. Cegiełka podwyższył wynik na 4:2, dając swojemu zespołowi pewniejsze prowadzenie przed przerwą.
Po zmianie stron to Lakoksy musiały częściej atakować, starając się odrobić straty. Paradoksalnie jednak to gospodarze pierwsi zdobyli gola, kiedy w 35. minucie Koszela wykorzystał swoją szansę i zrobiło się 5:2. Wydawało się, że Tanatos Husaria dowiezie spokojne zwycięstwo, tym bardziej że na około pięć minut przed końcem goście otrzymali żółtą kartkę i musieli radzić sobie w osłabieniu. To jednak tylko dodało Lakoksom determinacji. Grając w osłabieniu, zaskoczyli rywala i w krótkim odstępie czasu strzelili dwa gole, doprowadzając do stanu 5:4. Rozpędzeni do granic możliwości, w samej końcówce spotkania zdołali jeszcze raz pokonać bramkarza gospodarzy, ratując cenny remis 5:5.
Dla obu drużyn zdobyty punkt może okazać się kluczowy w walce o utrzymanie.
W niedzielę w ramach rozgrywek Ekstraklasy zmierzyły się ze sobą dwie ekipy z Ochotą w nazwie - GWA Media oraz Tur. Spotkanie zakończyło się zdecydowaną dominacją zeszłorocznego triumfatora Ligi Mistrzów na Krecie. GWA Media wygrało aż 13:2, przerywając tym samym znakomitą serię zwycięstw drużyny Tura.
Początek meczu wcale nie zapowiadał tak jednostronnego widowiska, a wręcz przeciwnie. Gracze Tura postawili twarde warunki i często, bazując na indywidualnych umiejętnościach swoich zawodników, potrafili stwarzać groźne sytuacje pod bramką rywali. Taki stan rzeczy nie utrzymał się jednak długo. Pomimo wielu roszad w składzie i braku kilku podstawowych zawodników, GWA Media Ochota po raz kolejny pokazało, że jest niezwykle mocną i jakościową ekipą. W niedzielę cały zespół zagrał koncertowo, choć największy ciężar ofensywy wzięło na siebie dwóch zawodników - Michał Kępka i Krzysztof Wingralek.
Panowie zanotowali imponujące liczby. Michał zdobył aż sześć bramek i dołożył jedną asystę, natomiast Krzysztof pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców oraz zanotował jedno kluczowe podanie. Same statystyki nie oddają jednak ogromu pracy, jaką wykonali dla drużyny.
Tego dnia stanowili oni prawdziwą siłę napędową ofensywy GWA Media. Jak pokazują zarówno wynik, jak i indywidualne osiągnięcia, wywiązali się ze swojej roli perfekcyjnie, dzięki czemu GWA Media Ochota w pełni zasłużenie dopisuje do tabeli kolejne trzy punkty.
W meczu 14. kolejki Ligi Fanów FC Otamany podejmowały KSB Warszawa. Spotkanie miało ogromne znaczenie szczególnie dla gospodarzy, którzy desperacko potrzebują punktów w walce o utrzymanie. Goście z kolei pozostają w grze o medale i od początku sezonu należą do ścisłej czołówki rozgrywek.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem doszło do problemów w ekipie gospodarzy. Mecz rozpoczął się z opóźnieniem, gdy okazało się, że awizowany bramkarz Otamanów jest zawieszony i nie może wystąpić w spotkaniu. Między słupkami musiał stanąć zawodnik z pola, co znacząco wpłynęło na przebieg meczu. Gospodarze nie tylko zostali bez nominalnego golkipera, ale mieli również zaledwie jednego rezerwowego na ławce.
Od pierwszych minut inicjatywę przejęli goście, którzy szybko ruszyli do ataku. W 7. minucie wynik otworzył Maciej Grabicki, dając KSB prowadzenie. Cztery minuty później do wyrównania doprowadził Yakovenko, jednak radość gospodarzy nie trwała długo, bo kilka minut później ponownie trafił Grabicki i goście odzyskali przewagę. Końcówka pierwszej połowy była bardzo wyrównana. Obie drużyny stworzyły sobie sporo sytuacji strzeleckich i mecz mógł podobać się kibicom dzięki wysokiemu tempu oraz otwartej grze.
Początek drugiej części był prawdziwym festiwalem bramek. W ciągu pierwszych pięciu minut padły aż cztery gole - po dwa dla każdej ze stron - i w 30. minucie KSB prowadziło 4:3. Otamany próbowały jeszcze wrócić do gry i miały swoje okazje, jednak większą skutecznością wykazywali się goście. W 33. minucie Ruciński podwyższył wynik na 5:3.
Przez kolejne minuty mecz ponownie się wyrównał, ale wszystko zmieniło się po trafieniu na 6:3 w 39. minucie. Zmęczeni gospodarze, grający praktycznie bez zmian i z zawodnikiem z pola w bramce, zaczęli tracić kontrolę nad wydarzeniami na boisku. KSB bezlitośnie wykorzystało problemy rywali i w ostatnich dziesięciu minutach dołożyło jeszcze pięć trafień.
Ostatecznie KSB Warszawa rozgromiło FC Otamany aż 11:3, potwierdzając swoje medalowe aspiracje. Dla gospodarzy była to bolesna porażka, która jeszcze bardziej komplikuje ich sytuację w tabeli.
W spotkaniu 14. kolejki Ekstraklasy Ligi Fanów Gladiatorzy Eternis podejmowali FC Impuls UA. Gospodarze pewnie zmierzają po trzeci z rzędu tytuł najlepszej drużyny w Warszawie, natomiast beniaminek walczy o każdy punkt potrzebny do utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Początek meczu był dość wyrównany. Gladiatorzy częściej utrzymywali się przy piłce i prowadzili grę, jednak goście również potrafili stworzyć zagrożenie pod bramką rywali. Przełom nastąpił w 10. minucie, gdy kapitalnym uderzeniem popisał się Tula, otwierając wynik spotkania. Chwilę później prowadzenie podwyższył Stanicki i gospodarze zaczęli coraz wyraźniej kontrolować przebieg meczu.
Kolejne minuty ponownie były bardziej wyrównane, choć z lekką przewagą Gladiatorów. W 21. minucie na 3:0 trafił Kuczewski, a tuż przed przerwą drugiego gola w meczu zdobył Stanicki, ustalając wynik pierwszej połowy na 4:0.
Po zmianie stron gospodarze od razu ruszyli do ataku i szybko podwyższyli prowadzenie na 6:0. Wydawało się, że losy spotkania są już całkowicie rozstrzygnięte, jednak od około 30. minuty mecz ponownie się wyrównał. Goście ambitnie walczyli do końca i dzięki Bohdanowi Ivaniukowi zdobyli dwa gole. Gladiatorzy odpowiadali jednak kolejnymi trafieniami, nie pozwalając rywalom na zmniejszenie strat.
Ostatecznie Gladiatorzy Eternis pewnie i w pełni zasłużenie pokonali FC Impuls UA 9:4, potwierdzając swoją dominację w lidze i robiąc kolejny krok w stronę trzeciego z rzędu mistrzostwa. Dla beniaminka była to kolejna bolesna porażka, choć momentami goście pokazali charakter i wolę walki mimo bardzo trudnego przebiegu spotkania.
Idealny przykład konkurencyjności drużyn w Ekstraklasie Ligi Fanów? Mecz In Plusu z Ogniem Bielany. Odkąd na początku spotkania ci pierwsi objęli prowadzenie, nie oddali go już aż do samego końca. Niemniej jednak rywale nie odpuszczali i mimo że w pewnym momencie przegrywali już czterema bramkami, nieustannie deptali po piętach przeciwnikom.
Wynik zmieniał się na różne sposoby, lecz samo spotkanie na boisku było bardzo wyrównane. Plac gry po prostu emanował piłkarską jakością, dzięki czemu oglądaliśmy naprawdę emocjonujące widowisko. Minusem z perspektywy Ognia była nieskuteczność, bo zawodnicy tej drużyny raz po raz rozbijali swoje ataki o świetnie zorganizowaną defensywę In Plusu. A jeśli już udało się ją przełamać, ostatnią instancją był Mateusz Cichawa.
Bramkarz dwoił się i troił między słupkami, a po kolejnych groźnych akcjach na ławce przeciwników słychać było jedynie jęk zawodu. Bohaterów nie brakowało jednak po obu stronach. MVP całej kolejki został wybrany Janek Szulkowski, który miał ogromny wpływ na rezultat meczu. Oprócz świetnych liczb wyróżniał się po prostu piłkarską inteligencją. In Plus wygraną może zawdzięczać właśnie jemu, Cichawie oraz Przemysławowi Przychodzeniowi, który był głównym beneficjentem podań Szulkowskiego. Warto jednak podkreślić, że każdy z zawodników formalnych gospodarzy dołożył swoją cegiełkę do sukcesu.
Po stronie Ognia brylowało przede wszystkim dwóch zawodników. Jan Nowak i Szymon Lisiecki odpowiadali za zdobycie siedmiu z ośmiu goli i gdyby nie kapitalne interwencje bramkarza In Plusu, mogli zakończyć ten mecz z jeszcze lepszym dorobkiem.
Większość bramek padała w sposób typowy dla rozgrywek szóstek - po rozklepaniu defensywy przeciwnika i dograniu do pustej bramki. W tym meczu oglądaliśmy jednak także kilka naprawdę efektownych trafień. Nowak huknął zza pola karnego od poprzeczki po rzucie rożnym, a Patryk Szeliga również popisał się kapitalnym strzałem z dystansu. Krótko mówiąc - było co oglądać.
Takie mecze najlepiej pokazują poziom najwyższej ligi w rozgrywkach Ligi Fanów, a In Plus dzięki trzem punktom utrzymał bezpieczną przewagę nad KSB Warszawa i wciąż okupuje najniższy stopień podium.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)