Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Pod pewnymi względami to spotkanie przypominało mecz Impulsu sprzed tygodnia, lecz tym razem to zespół Bohdana Ivaniuka poczuł na własnej skórze, co znaczy zostać stłamszonym przez przeciwnika. Co ciekawe, początkowo nic nie zapowiadało takiego scenariusza – wręcz przeciwnie. W 9. minucie goście otworzyli wynik: dośrodkowanie z rzutu rożnego Vlada Budza na gola zamienił Danil Kuznetsov, a chwilę później supersnajper ukraińskiej drużyny urwał się obrońcom i nie dał szans Adrianowi Krasowi. Wydawało się, że Impuls będzie dyktował warunki, ale od tego momentu wszystko układało się już tylko po myśli zawodników Ognia.
W 12. minucie gola kontaktowego zdobył Antoni Sidor, a po tym trafieniu gospodarze wskoczyli na wysokie obroty i zepchnęli Impuls do defensywy. W 15. minucie wyrównał Damian Warmiak, a w 19. minucie drugiego gola zaliczył Antoni Sidor. Presja gospodarzy była tak duża, że rywale mieli ogromne problemy już z samym rozegraniem piłki od własnej bramki.
Po przerwie Ogień atakował coraz mocniej i w okolicach 34. minuty praktycznie zamknął mecz. Trzy błyskawiczne trafienia – najpierw Kuby Soleckiego z rzutu karnego, a następnie dwa gole Antoniego Sidora – sprawiły, że gospodarze prowadzili już 6:2. Goście momentami byli całkowicie zagubieni, a w ich grę wkradała się frustracja. Mimo to Impuls nie byłby sobą, gdyby nie walczył do końca. W 38. minucie trochę wiary w serca kolegów wlał Roman Soltys, ale sytuację szybko ostudził niezawodny Antoni Sidor.
W końcówce Ukraińcy trafili jeszcze dwukrotnie, jednak byli dalecy od realnego zagrożenia przewadze Ognia. Spotkanie zakończyło się wynikiem 7:5, a gospodarze zasłużenie sięgnęli po komplet punktów.
Przed sezonem powiedzielibyśmy, że w tym pojedynku faworyt może być tylko jeden – FC Otamany, czyli wicemistrzowie poprzedniego sezonu ekstraklasy Ligi Fanów. Wiedząc jednak, jakie trzęsienie ziemi zaszło w tej drużynie w aspekcie personalnym, mogliśmy spodziewać się wyrównanego meczu. Od pierwszego gwizdka to jednak goście, czyli Lakoksy, narzucili swoje tempo gry i już po 4 minutach prowadzili 3:0. Obraz gry się nie zmieniał, mimo że gospodarze ambitnie próbowali odrabiać straty. Ekipa Bartka Królaka konsekwentnie kontrowała i wykorzystywała błędy w obronie zawodników z Ukrainy. Do przerwy Lakoksy prowadziły aż 8:1, pokazując pełną dominację zarówno w ataku, jak i w obronie. Otamany próbowały wrócić do gry, ale brak zgrania nowych zawodników był bardzo widoczny. Druga odsłona dawała jeszcze nadzieję na korzystny wynik dla gospodarzy, bo tym razem to oni szybko zdobyli 3 gole. W miarę upływu czasu przewaga beniaminka tylko rosła, a wynik końcowy – 17:6 – mówi sam za siebie. Lakoksy były szybsze, lepiej zorganizowane i znacznie skuteczniejsze.
Prawdziwym bohaterem meczu był Andrzej Czerw, który rozegrał wręcz perfekcyjne spotkanie. Zanotował aż 9 bramek i 4 asysty, praktycznie samodzielnie rozmontowując defensywę Otamanów. Często sam po kolejnym trafieniu wydawał się zdziwiony, że wszystko przychodzi mu tak łatwo. Jego skuteczność była na najwyższym możliwym poziomie.
Warto podkreślić, że mimo statusu beniaminka, Lakoksy prezentują styl gry godny ekstraklasy. W ubiegłym tygodniu napsuli sporo krwi mistrzowi z poprzedniego sezonu, czyli Gladiatorom, a teraz pewnie pokonali wicemistrzów. Z taką formą i szerokim, wyrównanym składem mogą w tym sezonie powalczyć o coś więcej niż tylko utrzymanie. Z kolei Otamany muszą jak najszybciej odbudować zespół i poukładać grę, jeśli chcą pozostać w elicie na kolejny sezon. Choć to dopiero 2. kolejka, już widać, że z takim zestawem personalnym może być im o to bardzo trudno.
W drugiej kolejce Ekstraklasy Ligi Fanów doszło do niezwykle emocjonującego pojedynku pomiędzy EXC Mobile Ochota a Tur Ochota.
Mecz rozpoczął się znakomicie dla gospodarzy, którzy szybko objęli prowadzenie 2:0, prezentując dynamiczną i skuteczną grę ofensywną. Wydawało się, że EXC Mobile Ochota ma wszystko pod kontrolą, jednak Tur Ochota nie zamierzał się poddawać. Jeszcze przed przerwą goście pokazali charakter i determinację, doprowadzając do wyrównania na 2:2.
Druga połowa to była już prawdziwa jazda bez trzymanki. Tempo rosło z każdą minutą, a intensywność gry sprawiała, że kibice nie mogli oderwać wzroku od boiska. W jednej z akcji aż trzech zawodników Tura otrzymało żółte kartki, co oznaczało trzyminutowe kary i ogromne osłabienie zespołu. W tym samym czasie kartonik obejrzał także Kacper Cetlin z EXC, co tylko podgrzało atmosferę. Na boisku zrobiło się sporo miejsca, a gospodarze wykorzystali przewagę liczebną (5 na 3), zdobywając kluczowego gola. EXC Mobile Ochota nie spuściło z tonu i do końca utrzymywało wysoką intensywność. Ostatecznie gospodarze wygrali 6:3, udowadniając, że nawet w trudnych momentach potrafią znaleźć w sobie siłę i skuteczność, by sięgnąć po kolejne punkty.
Na wyróżnienie zasłużyli liderzy obu ekip. W drużynie Tura najwięcej zrobił Szymon Mazurek – gol i asysta sprawiły, że był jednym z najaktywniejszych graczy swojego zespołu. Po stronie EXC błyszczeli Jan Grzybowski (2 gole i 2 asysty) oraz Kacper Cetlin (1 bramka i 3 kluczowe podania). Warto też podkreślić wkład Krystiana i Miłosza Nowakowskich oraz Karola Bieniasa, którzy wnosili stabilność i jakość do gry gospodarzy.
EXC Mobile Ochota, mimo trudnych chwil, zdołała zdominować rywala i potwierdzić swoją pozycję faworyta. Tur pokazał natomiast, że będzie groźnym przeciwnikiem dla każdego, choć musi unikać nerwowych momentów i niepotrzebnych kar.
Przed tym meczem niewielu dawało szanse KSB… włącznie z samymi zawodnikami zespołu Michała Tarczyńskiego. A mimo to chłopaki z Bródna napisali piękną historię i rozegrali spotkanie, którym odkupili wszystkie winy sprzed tygodnia. Przede wszystkim zagrali świetnie drużynowo i nie bali się – jak ostatnio – pograć dynamiczniejszymi podaniami.
Początkowo to Tanatos wyprowadzał groźniejsze ataki i zdawał się dyktować warunki gry, ale pierwszy gol padł dopiero w 14. minucie, a wynik otworzył Szymon Dąbrowski. Remis utrzymał się raptem minutę – wyrównał nowy nabytek KSB, Łukasz Szczerbowski. Goście weszli na wyższe obroty i chwilę później, po indywidualnej akcji, Maciej Grabicki wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Minutę później podwyższył Stanisław Tymiński, a ku zaskoczeniu wszystkich w 20. minucie po golu Vladyslava Voronova było już 1:4. Gospodarze byli takim obrotem spraw oszołomieni i nie mogli się pozbierać aż do końca pierwszej połowy.
Po wznowieniu gry Tanatos pokazał jednak wysoką klasę i zupełnie zmienił plan taktyczny. W rolę golkipera wcielił się Szymon Dąbrowski i grając z wysoko wysuniętym bramkarzem, gospodarze powoli, ale cierpliwie konstruowali akcje ofensywne. Szybko zaczęło to przynosić efekty. Choć KSB mądrze się broniło, a Cezary Wachnik dwoił się i troił między słupkami, napastnicy Tanatosa konsekwentnie znajdowali okazje i je wykorzystywali. W 29. minucie Piotr Jamróż trafił w samo okienko, minutę później Szymon Dąbrowski popisał się uderzeniem z dystansu, a w 34. minucie po dobitce Sebastiana Maśniaka było już 4:4.
Styl gry Tanatosa wyraźnie nie leżał KSB i można było odnieść wrażenie, że gospodarze odzyskują inicjatywę. W 39. minucie goście wrócili jednak na zwycięskie tory – Patryk Olkowicz dołożył nogę do dośrodkowania Stanisława Tymińskiego, a chwilę później sprytnym strzałem oszukał bramkarza rywali i zrobiło się 4:6. Te dwa ciosy zupełnie wybiły Tanatosa z rytmu, a po chwili Tymiński dorzucił kolejne trafienie.
Gospodarze rzucili wszystkie siły do ataku, ale efektem był gol Cezarego Wachnika, który przelobował całe boisko i praktycznie zamknął mecz przy stanie 4:8. Obie ekipy zdobyły jeszcze po jednym golu i ostatecznie KSB mogło cieszyć się z premierowych punktów w Ekstraklasie Ligi Fanów.







)
)
)
)
)
)
)
)