Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 8 Liga
Przed BRD Young Warriors stało bardzo trudne zadanie, gdyż w minioną niedzielę gracze FC Polski Górom dali pokaz siły, gromiąc swoich rywali. Tym razem jednak nie mieli w składzie głównego bohatera zeszłotygodniowego triumfu, Kacpra Kowalskiego, więc wiedzieliśmy, że gościom będzie bardzo ciężko o punkty. Niemniej, widowisko było zacięte, chociaż na początku gra toczyła się głównie w środku pola. Worek z bramkami otworzyła akcja dwójkowa gospodarzy, w której Mateusz Adamiec obsłużył ładnym podaniem Maćka Karczewskiego i mieliśmy 1:0. W odpowiedzi zobaczyliśmy kontrę gości, a konkretnie rajd Łukasza Bryka, którego podanie otworzyło drogę do bramki Jakubowi Korpyszowi, a ten pewnie strzelił, dając remis. Bramka ustalająca wynik pierwszej połowy również była współautorstwa Jakuba Korpysza, tym razem w roli asystenta, a jego dokładne zagranie na gola zamienił Kamil Krysian. Po zmianie stron widowisko nie straciło na wartości i nadal oglądaliśmy bardzo zacięty pojedynek. Świetny okres gry zaliczył Maciek Karczewski, który najpierw wpisał się na listę strzelców, wykorzystując dogranie Rafała Dobrosza, a następnie asystował przy golu na 3:2 autorstwa Marka Saneckiego. Skoro o doświadczonym graczu BRD mowa, to trzeba przyznać, że Marek po lekkiej kontuzji, jakiej doznał w pierwszej odsłonie, powrócił odmieniony na drugą połowę. Po golu gości na 3:3, autorstwa Jakuba Korpysza, obejrzeliśmy istny "Sanecki-Show". Marek najpierw dał swojej ekipie prowadzenie 4:3, po tym jak wykorzystał świetne podanie Rafała Dobrosza. Był także był autorem gola ustalającego wynik meczu na 6:3, dzięki któremu zanotował na swoim koncie hat-tricka. Zasłużone zwycięstwo gospodarzy, FC Polska Górom tym razem bez punktów.
Drużyny, które dzieliła różnica tylko dwóch punktów przed niedzielnym spotkaniem, nastawiały się na zgarnięcie kompletu punktów. Okazało się jednak, że los bywa przewrotny, a mecz można opisać jednym słowem – remontada. Gospodarze w pierwszej połowie byli skuteczni do bólu, a świetne zawody rozgrywali – Kuba Wieteska, Robert Afifi i Valentine Chekwube. Mimo to, należy wyróżnić wszystkich zawodników, bo defensywa była wyjątkowo szczelna, a jak Shot DJ już się przedarł, to świetnie interweniował Krzysztof Wiśniewski. Tymczasem goście mieli ogromny problem z grą zespołową, oddawali dużo strzałów, ale te były nieskuteczne i oddawane z nieprzygotowanych pozycji. Na przerwę schodziliśmy z wynikiem 4:1 i wydawało nam się, że Kozice chyba znalazły patent na francuski zespół. Tymczasem w drugiej odsłonie mieliśmy zupełnie inny obraz gry. O ile początek należał jeszcze do Kozic, to ostatni kwadrans był w pełni pod kontrolą Shot DJ, który gonił, gonił i w ostatecznym rozrachunku, na 2 minuty przed końcem meczu dogonił. Świetnie grał Jeremi Szymański, a bardzo ważne interwencje w obronie zaliczał Chris Rodil Kalaba. Szkoda, że w trakcie drugiej połowy Kub Wieteska z zespołu Kozic musiał zejść z powodu rozbitej wargi, bo być może obraz meczu byłby inny. Ostatecznie drużyny podzieliły się punktami, co spowodowało, że nadal jeden wygrany mecz w tej lidze może zmienić ich sytuację diametralnie, a takie rozstrzygnięcia powodują, że zespoły muszą być w pełni skoncentrowane.
W starciu pomiędzy liderem 8.ligi Saską Kępę a drużyną zajmująca ostatnie miejsce w tabeli faworyt mógł być tylko jeden. Spotkanie już od pierwszych minut toczone było pod dyktando podopiecznych Korneliusza Troszczyńskiego. Pierwsza i zarazem druga szybko strzelona bramka były autorstwa Dawida Frączka. Wynik 0-2 mocno uspokoił grę gości, którzy już do końca pierwszej połowy grali swoją grę, dominując rywali głównie w środku pola. Przy wyniku 0-5, pierwszą bramkową okazję skonstruowali gospodarze, a dokładnie Marcin Grodziński, który obsłużył podaniem kolegę i na przerwę schodziliśmy przy stanie 1-5. Druga połowa przebiegała ponownie pod dyktando lidera 8 ligi. Saska Kępa regulowała tempo, a gdy trzeba było to przyspieszała, co często kończyło się utratą bramki przez graczy Hiszpańskiego Galeonu. W końcówce spotkania mecz się otworzył z obu stron i bramki zaczęły padać hurtowo. Niezagrożona Saska Kępa oddała piłkę rywalom, co w rezultacie skończyło się utratą dwóch kolejnych goli. Przy stanie 4-7 na boisko LF wrócił po kontuzji dawno niewidziany kapitan gości, popularny Koras. Bardzo ciszy nas powrót Korneliusza do zdrowia i gry, warto również zaznaczyć, że to właśnie on dwukrotnie w końcówce meczu pokonał bramkarza gospodarzy i spotkanie ostatecznie zakończyło się wynikiem 4-9. Saska Kępa notuje kolejne 3 punkty i już spokojnie może przygotowywać się do spotkania w ramach 7.kolejki Ligi Fanów. Hiszpański Galeon natomiast ponosi kolejną porażkę i to właśnie oni jako czerwona latarnia ligi, wydają się być głównym kandydatem do walki o utrzymanie w 8 lidze.
Spotkanie sąsiadujących ze sobą w tabeli zespołów. Na2Nóżkę zgromadziło do tej pory 7 oczek a ich rywale 6, co powoduje, że jedni i drudzy są bardzo blisko strefy spadkowej. Pojedynek rozpoczął się od świetnej gry gości, którzy raz po raz zmuszali bramkarza rywali do interwencji. Próbowali wielokrotnie, aż w końcu im się udało. Po podaniu Piotra Pietruchy gola strzelił Oleksandr Hutarov. Kilka minut później mieliśmy już 2:0, świetne podanie Szymona Pietruchy na bramkę zamienił Albert Rejczak. Przed przerwą swoje drugie trafienie dorzucił Hutarov i po pierwszych 25 minutach Mareckie Wygi schodziły na przerwę z bardzo komfortowym 3-bramkowym prowadzeniem. Początek drugiej odsłony również przyniósł nam kilka sytuacji ekipie prowadzącej w tym meczu, ale świetnie dostępu do własnej bramki strzegł Aleksander Sordyl, który między innymi obronił rzut karny egzekwowany przez Piotra Pietruchę. Wszystko zmieniło się w okolicach 30 minuty, kiedy to sygnał do ataku dał Kacper Bera zmniejszając dystans do przeciwników. Kilka chwil później samobójcze trafienie zaliczył Tomasz Kąkol i mieliśmy już tylko jedną bramkę różnicy pomiędzy drużynami. Trochę tlenu swoim kolegom podał Jesionowski, strzelając gola w 40 minucie i ponownie zwiększając dystans pomiędzy zespołami do dwóch trafień. Bardzo szybko odpowiedzieli Bera oraz Szawerdak i na kilkadziesiąt sekund przed końcem pojedynku wynik brzmiał 4:4. Jeśli ktoś myślał, że to już koniec emocji to mocno się pomylił. W ostatnich sekundach spotkania prowadzenie gospodarzom dał Rosłanowski. Kiedy wydawało się, że 3 punkty zgarnie ekipa Na2Nóżkę, to ostateczny cios wyprowadził Michał Zduniak, doprowadzając do wyrównania i ustalając wynik spotkania na 5:5!
Wynik może na to nie wskazywać, jednakże starcie Legionu z Warsaw Gunners FC było bardzo zacięte, stało na wysokim poziomie piłkarskim, a o brak nudy i wysoką kulturę tego napiętego starcia dobrze zadbali kapitanowie obu zespołów. Pierwsza połowa bardzo szybko przyniosła trafienie, gdy po podaniu Illyi Polskyiego sprytnym uderzeniem piłkę do bramki skierował Vlad Barabash. "Kanonierzy" jednak błyskawicznie otrząsnęli się ze straconego gola i po wzorowo przeprowadzonej kontrze przez Kamila Anioła piłka trafiła pod nogi Sebastiana Lisockiego, a ten efektownym rajdem przedarł się przez defensywę rywali i z zimną krwią posłał piłką obok interweniującego Maksyma Popova. Warto wspomnieć, że akcja dająca wyrównanie została przeprowadzona w osłabieniu, po żółtej kartce dla Janka Kwiatkowskiego. Przez kilka kolejnych minut oglądaliśmy sporo walki fizycznej w środku pola i kilka ciekawych, chociaż niewykorzystanych akcji. Goście bardzo sprytnie i konsekwentnie przeprowadzali ataki pozycyjne, natomiast gracze Legionu byli raczej nastawieni na kontry. Lepiej na zastosowanej taktyce wyszli jednak fani Arsenalu, aczkolwiek bramka na 1:2 wpadła po stałym fragmencie gry. Celnym podaniem z rzutu rożnego popisał się Wiktor Ziółkowski, który odnalazł dobrze ustawionego na dalszym słupku Arka Trwogę, a kapitan gości co prawda z trudem, ale skierował piłkę do bramki przeciwników, ustalając wynik pierwszej odsłony. Zmiana stron przyniosła nieco inny obraz gry. Zdecydowanie odważniej grali Gunnersi, co już po kilku minutach zaowocowało bramką doskonale spisującego się tego wieczoru Wiktora Ziółkowskiego. Asystą w tej dwójkowej akcji popisał się Sebastian Lisocki i mieliśmy 1:3. Kapitana "Kanonierów" zobaczyliśmy po raz kolejny w akcji, gdy wyprowadził kontrę, po której płaskim strzałem, wynik na 1:4 podwyższył Kamil Anioł. Do końca spotkania obie ekipy miały kilka dogodnych sytuacji, z poprzeczkami i słupkami włącznie. Swój dobry występ goście przypieczętowali trafieniem na 1:5 autorstwa Wiktora Ziółkowskiego. Zawodnikiem meczu został wybrany Arek Trwoga i trzeba przyznać, że jego spokój i kontrola nad emocjami zespołu miały tutaj kluczowy wpływ na ostateczny wynik meczu i zasłużoną wygraną Warsaw Gunners FC.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)