Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 8 Liga
Drużyna BRD Young Warriors po bardzo dobrym pierwszym meczu, kiedy to zdobyła komplet punktów kolejne dwa zakończyła porażkami. Ich przeciwnik, Saska Kępa to jedyna drużyna na tym poziomie rozgrywkowym z kompletem zdobytych oczek. I to właśnie ona otworzyła w 3 minucie wynik spotkania. Riposta rywali była niemal natychmiastowa i już dwie minuty później po dwóch trafieniach na prowadzenie wyszła drużyna gospodarzy. Po bardzo intensywnym i żywym początku kolejne minuty upływały na walce w środkowej części boiska i nieliczne sytuacje bramkowe nie zmieniły wyniku spotkania. Dopiero końcowe minuty pierwszej części przyniosły podwyższenie prowadzenia i drużyny schodziły na przerwę z wynikiem 3:1 dla gospodarzy. Druga odsłona zaczęła się od mocnego uderzenia zawodników z Saskiej Kępy, bo pierwsza ich akcja zakończyła się zmniejszeniem deficytu. Kolejne minuty to przewaga gości, jednak pomimo kilku dobrych sytuacji bramkowych wynik nie ulegał zmianie. Drużyna „młodych wojowników” bardzo umiejętnie się broniła a dodatkowo w ostatnich minutach tego pojedynku zdołała dwukrotnie pokonać golkipera oponentów i mecz zakończył się wynikiem 5:2 dla BRD Young Warriors. Należy zaznaczyć, że drużyna ta zagrała zespołowo i to był klucz do zdobycia kolejnego kompletu punktów. Zawodnicy Saskiej Kępy ponoszą pierwszą porażkę w tym sezonie, ale mimo tej wpadki utrzymali pozycję lidera w ligowej hierarchii.
W meczu 8 ligi rozgrywanym na Arenie Picassa Kozice Warszawa podejmowały Hiszpański Galeon. Początek spotkania to całkowita dominacja gości, którzy już po kilku minutach prowadzili 0-3. Kozice grały niedokładnie i bez pomysłu, a niektórzy zawodnicy często starali się rozgrywać akcje indywidualnie, co mocno frustrowało kolegów z drużyny. Do przerwy goście strzelają jeszcze jedną bramkę i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 0-4. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił, Hiszpański Galeon całkowicie panował nad przebiegiem i wydawało się, że zawodnicy gości kontrolują wydarzenia na boisku. Szybko zdobywają 5, 6 oraz 7 bramkę i chyba nawet najwięksi optymiści nie widzieliśmy szans na odrobienie takiej straty. Co prawda przy wyniku 0-7 goście za sprawą Valentina Chekwube strzelają jeszcze dwie bramki, jednak na nic więcej nie było ich stać w tym spotkaniu. Mecz ostatecznie kończy się wynikiem 2-8 i po bardzo dojrzałej grze Hiszpański Galeon pewnie pokonuje Kozice Warszawa. Goście dalej znajdują się w strefie spadkowej, ale z taką dyspozycją z pewnością mają duże szanse, aby już w najbliższy weekend wydostać się z niej na dobre.
Minionej niedzieli, na boiskach warszawskiego AWF-u stanęły naprzeciwko siebie ekipy, które bezpośrednio sąsiadują ze sobą w tabeli. Gospodarze, czyli Legion, na trzy spotkania zdobyli dwa punkty. Goście natomiast raz wygrali, dzięki czemu FC Polska Górom minimalnie wyprzedzała ostatni zespół ze strefy spadkowej. Tym samym, mogliśmy się spodziewać nie lada emocji. Nie pomyliliśmy się, ale wszystko po kolei. Goście rozpoczęli pierwszą połowę ze sporym przytupem. Szybkie prowadzenie ekipie w białych strojach dał im bowiem etatowy snajper, Grzegorz Milewski, który kilka chwil po tym wydarzeniu podwyższył wynik na 0:2. Pierwsza połowa tym samym malowała się nam pod znakiem dominacji Polski Górom. Opinia ta została dobitnie potwierdzona, kiedy to sędzia Szczytniewski zakończył pierwszą połowę przy wyniku 1:3. Należy podkreślić, że wszystkie cztery bramki zdobyli goście, co oznacza, że honorowe trafienie gospodarzy wpadło za sprawą nieszczęśliwego zagrania Jakuba Kucharskiego. Druga odsłona tego widowiska była jednak o wiele bardziej interesująca. Szalona pogoń za wynikiem ukraińskiej drużyny doprowadziła w końcowym etapie do celu. Gracze Legionu wyszli wreszcie na upragnione prowadzenie 5:4. Radość nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ Grzegorz Milewski i spółka podwyższyli tempo swoich akcji, co zaowocowało ponownym przejęciem inicjatywy. Finalnie mecz ten zakończył się wynikiem 6:7 na korzyść Polski Górom. Dzięki tym arcyważnym punktom goście mogą odczuwać radość, ponieważ udało im się wskoczyć ex aequo na trzecią lokatę, premiowaną awansem do wyższej klasy rozgrywkowej.
Różnica w tabeli pomiędzy Shot DJ, a Na2Nóżkę wynosiła zaledwie jeden punkt. Goście przystępowali do meczu jeszcze bez porażki na koncie, gospodarze po remisie z Legionem chcieli odnieść kolejne zwycięstwo. N2N od początku ruszyli z impetem na rywala, dzięki czemu mecz toczony był w szybkim tempie. Optycznie lepiej wypadli gospodarze, ale to rywale jako pierwsi objęli w tym meczu prowadzenie – Edouard Tran Van w 9 minucie strzelił na 0:1. Jak się potem okazało, było to jedyne trafienie w pierwszej części. Pomimo braku większej ilości bramek samo spotkanie oglądało się dość przyjemnie. Obie ekipy dobrze operowały piłką i dalsze trafienia wydawały się kwestią czasu. W drugiej połowie mecz jeszcze bardziej się rozkręcił. Parę minut po wznowieniu gry Francuzi podwyższyli swoje prowadzenie na 0:2. Wydawało się, że Marcel Winiarski za mocno wygonił się do linii bocznej, ale świetnie wypatrzył w polu karnym Gabriela Kermiche, który strzałem głową umieścił piłkę w siatce. Co ciekawe to kolejna bramka zdobyta głową w wykonaniu Shotów i widać, że ten element mają bardzo dobrze opanowany. Pięć minut później było już 0:3 i znów w roli głównej wystąpił Marcel Winiarski. Rywale zareagowali w najlepszy możliwy sposób. Skoro nie wychodziło im z gry, to spróbowali odrobić straty w inny sposób. Z pomocą przyszły stałe fragmenty gry, bo najpierw Wiktor Śląz zdobył gola z rzutu wolnego, a chwilę później Mateusz Gąsiorowski zaliczył trafienie kontaktowe po rzucie rożnym. Shot DJ miał jednak tego dnia w swoim składzie Marcela Winiarskiego, który zrobił w tym meczu różnicę. Jego dynamika, szybkość i umiejętność dryblingu była kluczowa i bez wątpienia, bez niego Shotom byłoby znacznie trudniej o końcowe zwycięstwo. A co możemy powiedzieć o gospodarzach? Nie grali źle, widać że jest to poukładana drużyna z dużym potencjałem, jednak tego dnia przeciwnik po prostu był lepszy.
Ósma liga w tym sezonie jest niezwykle wyrównana i taki przebieg miał też mecz między Mareckimi Wygami a Warsaw Gunners. Od początku szybkie tempo wskazywało, że sporo będzie się tutaj działo. Już po trzech minutach mieliśmy wynik 2:1 i tak szybko padające bramki sugerowały, iż możemy być świadkami niezwykle wysokiego wyniku. Z biegiem czasu jednak obie ekipy uszczelniły obronę i mimo wielu okazji z obu stron na kolejne trafienie musieliśmy trochę poczekać. Tuż przed przerwą goście wyrównali i po pierwszej połowie mieliśmy remis 2:2. To zapowiadało niezwykłe emocje w drugiej odsłonie. Po zmianie stron znakomicie funkcjonujący duet Sebastian Lisocki - Arkadiusz Trwoga rozkręcali się z każdą minutą. Mareckie Wygi mimo walki i determinacji jakoś nie potrafili przeciwstawić się gościom. którzy byli coraz skuteczniejsi i jeszcze bardziej zdeterminowani do walki. Mieli chyba w pamięci starcie z Saską Kępą, gdzie nie byli gorsi a minimalnie przegrali. Warsaw Gunners strzelając kolejne bramki odjechali z wynikiem i mimo że gospodarze starali się jak mogli, to nieskuteczność i trochę brak pomysłu na sforsowanie defensywy rywali nie mogło skończyć się sukcesem. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:8. Patrząc na tabelę w tej lidze każda z ekip ma szanse na walkę zarówno o medale, ale w przypadku kilku niepowodzeń może spaść do strefy spadkowej, bo różnica punktów po czterech kolejkach jest naprawdę minimalna. Mamy nadzieję że kapitana Gunnersów Arka Trwogę zobaczymy za tydzień, bo w końcówce naciągnął mięsień łydki i z ławki dyrygował swoimi kolegami na boisku.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)