Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 8 Liga
Wiele sobie obiecywaliśmy po spotkaniu Saskiej Kępy z Kozicami. Byliśmy przekonani, że to nie będzie starcie do jednej bramki i nie ma opcji na scenariusz, w którym jedni odjeżdżają drugim z wynikiem. Wręcz przeciwnie – zakładaliśmy, że sytuacja może się zmieniać jak w kalejdoskopie i przeczucie nas nie zawiodło. Obejrzeliśmy starcie, gdzie obydwie strony miały swoje argumenty, swoje okazje i o wszystkim musiały zdecydować detale. Zacznijmy jednak od początku. W pierwszej połowie bardziej podobała nam się gra Kozic. Wydawała nam się bardziej poukładana, co zresztą potwierdziło się w wyniku, bo to ten zespół objął prowadzenie. Saska wyrównała w sytuacji, gdy grała z przewagą jednego zawodnika, ale gdy na placu gry mieliśmy równą liczbę graczy, to znów Kozice wyszły na bramkę z przodu. I nic nie zapowiadało katastrofy. Tymczasem finałowe fragmenty premierowej odsłony to obrót sytuacji o 180 stopni. Ni z tego ni z owego Saska Kępa zdobyła dwie bramki z rzędu i to ona schodziła na przerwę w lepszych humorach. Kolejna dobra wiadomość była taka, że na mecz dojechał Sebastian Sitek, co miało wzmocnić siłę ofensywną ekipy Korneliusza Troszczyńskiego. I zanim faktycznie ten zawodnik przesądził o losach meczu, to Kozice za wszelką cenę próbowały wyrównać. Miały jednak podstawowy problem – nazywał się on Bartek Gebhardt. Golkiper Saskiej bronił rewelacyjnie i nie będzie żadnym przekłamaniem stwierdzenie, że w sposób znaczący przysłużył się do zwycięstwa swojej ekipy. Tym samym z przewagi optycznej i tej w posiadaniu piłki nic nie wynikało. To sugerowało, że za chwilę możemy obejrzeć bramkę po drugiej stronie boiska, bo tak często bywa w podobnych przypadkach. No i właśnie wtedy przypomniał o sobie Sebastian Sitek, który w dwóch kolejnych akcjach zanotował dwie asysty, z wyniku 3:2 zrobiło się 5:2 i było po meczu. Przegrani wyglądali na mocno rozczarowanych, na pewno liczyli tutaj na więcej, ale zwłaszcza pod kątem skuteczności, to nie był ich dzień. Saska Kępa w tym względzie była znacznie wydajniejsza i w naprawdę trudnym dla siebie spotkaniu zanotowała ważny komplet punktów. Dodajmy jednak, że końcowy wynik nie oddaje w pełni przebiegu meczu, bo gdyby skończyło się jedną bramką różnicy, to wydaje nam się, że lepiej oddałoby to przebieg boiskowych wydarzeń.
Czasami jest tak, że przechodzący obok nas zawodnicy lub kibice pytają, która to liga gra akurat na tym boisku, bo poziom wydaje się bardzo wysoki. Nie inaczej było w przypadku spotkania pomiędzy zespołami FC Polska Górom i Na2Nóżkę. Obie drużyny występują w tym roku w 8 lidze, co mogłoby sugerować, że tempo gry nie będzie najwyższe. Tymczasem, od początku spotkania obie drużyny nie oszczędzały się i rozgrywały szybkie akcje, a piłka bardzo często zmieniała położenie. Lepsze wejście w mecz mieli zawodnicy N2N, którzy wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Najpierw trafił Mateusz Rosłanowski, a podwyższył Sebastian Roguski i wydawało się, że N2N bezpiecznie dowiozą to do przerwy. Nic bardziej mylnego, bo uaktywnił się Jakub Korpysz, który strzelił na 1:2, a przed przerwą wyrównał jeszcze Karol Skubisz, który zaliczył prawdziwe wejście smoka z ławki i na odpoczynek zeszliśmy z wynikiem 2:2. Co ciekawe, pierwsza połowa toczyła się w szybszym tempie, ale padło sumarycznie mniej bramek, niż w drugiej. Ta część spotkania rozpoczęła się od bramki Grzegorza Milewskiego, gospodarze wyszli w ten sposób na swoje pierwsze prowadzenie w meczu. Okazało się jednak, że im dalej w las, tym N2N przejmują inicjatywę i najpierw doprowadzili do wyrównania, a następnie spokojnie uciekli rywalom na odległość trzech bramek. Z całą pewnością ich głównym motorem napędowym był Sebastian Roguski, który zaliczył 3 bramki i 3 asysty w tym spotkaniu. Ostatecznie N2N pokonało FC Polska Górom 7:4. Mimo to, gospodarze mogą być z siebie bardzo zadowoleni, bo pokazali, że w tym sezonie będą grali o coś więcej, niż tylko utrzymanie.
Po niepowodzeniach sprzed tygodnia obie ekipy musiały zagrać znacznie lepiej niż w 1 kolejce, albo w niektórych przypadkach liczyć na więcej szczęścia. Warsaw Gunners od początku meczu przejął inicjatywę. Arek Trwoga pomagał, podpowiadał robił co mógł, żeby wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Hiszpański Galeon w początkowej fazie spotkania był trochę zgaszony, ale jak już weszli na właściwe tory, to mecz się wyrównał. Jedni i drudzy mieli swoje okazje do zdobycia bramki, lecz tak jak w poprzedniej kolejce, tak i teraz brakowało szczęścia pod bramką zarówno jednej, jak i drugiej drużyny Gdy zbliżaliśmy się do końca pierwszej połowy jeden z zawodników Galeonu zagrał piłkę ręką mniej więcej na wysokości środka boiska i wówczas mało kto spodziewał się, co może się za chwilę wydarzyć. Może poza Wiktorem Ziółkowskim, który podchodząc do piłki miał jasny plan. Wiktor ustawił piłkę i ile miał sił w nogach posłał futbolówkę idealnie w okienko bramki. Takich goli nie oglądamy zbyt często, więc wielkie brawa za to uderzenie i za samą decyzję. To był początek problemów Galeonu, bo chwilę po bramce Wiktora Ziółkowskiego podwyższenie Gunnersom dał Sebastian Lisiecki. 2-0 do przerwy dla gospodarzy spowodowało, że goście musieli zagrać zdecydowanie odważniej. Gospodarze byli jednak minionej niedzieli dobrze dysponowani, więc ciężko było myśleć o korzystnym wyniku. Michał Kaczyński zdołał co prawda zdobyć dwie bramki dla swojego zespołu, ale to było za mało, bo dla Gunnersów kolejne trafienie dołożył zdecydowanie najlepszy na boisku Wiktor Ziółkowski oraz Patryk Szerszeń. Warsaw Gunners zdobyli swoje pierwsze 3 punkty w tym sezonie, natomiast Hiszpański Galeon musi jeszcze trochę poczekać na swoją premierową zdobycz w sezonie 2023/2024.
Jak zawsze uśmiechnięci i głośni zawodnicy Shot DJ podejmowali w niedzielę graczy BRD Young Warriors. Gospodarze zebrali bardzo solidny skład na to spotkanie, ale początek nie należał do nich. W wydawało się dość niegroźnej sytuacji bramkarz Shot DJ – Elie Rosiński „wypluł” piłkę przed siebie, a Marek Sanecki z najbliższej odległości pokonał bramkarza gospodarzy. Okazało się jednak, że Shot DJ dokonało potężnego wzmocnienia w postaci Marcela Winiarskiego, który już w pierwszej połowie dał sygnał do ataku i wyrównał stan spotkania. Przed przerwą zdołał jednak trafić Rafał Dobrosz i BRD prowadziło do przerwy jedną bramką. Popularni Francuzi w przerwie intensywnie się naradzali i przyniosło to efekt chwilę po wznowieniu gry. Zamieszanie po strzale jednego z zawodników Shot DJ, do piłki dopadł Gabriel Kermiche i w dość szczęśliwy sposób pokonał golkipera rywali. Kolejne minuty to z całą pewnością radosny czas dla Jeremiego Szymańskiego. Blondwłosy zawodnik, który dysponuje niebywałym „gazem” udowodnił, że posiada umiejętności na grę na dużo wyższym poziomie. W dosłownie kilka chwil ustrzelił dublet i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 4:2. Atmosfera trochę zgęstniała w drugiej połowie, pojawiły się faule. Jeden z zawodników z BRD otrzymał za swój faul „żółtko”, ale to nie przeszkodziło graczom z Bródna w strzeleniu trzeciej bramki. Duet Dobrosz-Sanecki sprawił, że końcówka meczu mogła być gorąca. Emocji nie brakowało, ale wszystkich uspokoił Marcel Winiarski, który trafił na 5:3 i zamknął nadzieję gości na zwycięstwo. Ostatecznie to Francuzi zgarniają 3 punkty i mogą już szykować się do kolejnych wyzwań.
Trzecie miejsce 8 ligi Mareckie Wygi podejmowali w niedzielę dziewiąty w tabeli Legion. Początek meczu to szybko objęte prowadzenie ekipy nominalnych gości. Oleksandr Pylypenko przechwycił piłkę w środku pola i bez problemu wykorzystał sytuację sam na sam. Jednak bramka ta była woda na młyn dla zespołu z Marek. Widać było, że bardzo mocno ich ta sytuacja podrażniła. Walka trwała na każdym centymetrze boiska, ale początkowo nic z tego nie wynikało dla obydwóch ekip i tak aż do 15 minuty. W tym momencie gospodarze trafili na 1-1 za sprawą duetu Szymon Pietrucha i Michał Zduniak. Takim też wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Druga odsłona to bardzo duża przewaga ekipy gospodarzy. Od 27 minuty zdobyli oni łącznie sześć bramek a przeciwnik żadnej. Na 2-1 trafił Szymon Pietrucha po przechwycie w środku boiska i sytuacji sam na sam. Chwilę później gospodarze trafiają na 3-1. Adrian Basiuk ładnym crossem obsłużył Damiana Kotowskiego i ten drugi trafił bez problemu wpakował futbolówkę do siatki rywala. Bramka na 4-1 to zasługa Piotra Pietruchy i jego asystenta Adriana Basiuka. Kolejne gole były tylko kwestią czasu. Bramka na 5-1 to zasługa Adriana Basiuka. Dostał on ładne podanie od kolegi z drużyny, kiwnął przed polem karnym i kropnął z całej siły pod poprzeczkę bezbronnego golkipera Legionu. Goście próbowali się co prawda odgryzać, ale nie byli w stanie zagrozić bramce oponentów. Na 6-1 i 7-1 swoje trafienia zdobywa Szymon Pietrucha ( 4 bramki ) po asystach Michała Zduniaka i Damiana Kotowskiego. Mecz zakończył się wynikiem 7-1 dla Mareckich Wyg. Panowie z Marek są obecnie na trzecim miejscu 8 ligi, natomiast Legion okupuje przedostatnią lokatę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)