Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Spotkanie Tura z Narodowym Śródmieściem miało zdecydowanego faworyta. Gospodarze po wygranej z Anonimowymi przesunęli się w tabeli i obecnie są w strefie medalowej. Aby pozostać tam na dłużej muszą w kolejnych meczach zdobywać punkty, bo reszta stawki nie ma dużej straty. Goście nieuchronnie chyba pożegnają się z Ekstraklasą, ale przed nimi jeszcze sporo spotkań i dobrze by było w dobrym stylu opuścić najwyższą klasą rozgrywkową. Początek spotkania to niespodziewanie dobra postawa teamu Marka Szklennika, który już w pierwszych minutach miał okazje do strzelenia bramki, jednak w bramce świetnie spisywał się Mikołaj Bondar zastępujący nieobecnego Pawła Wysockiego. Po okresie wyrównanej gry na prowadzenie wyszedł Tur. Składną akcję zespołu wykorzystał Kamil Kudelski i było 0:1. Goście nie rezygnowali ze swojej gry i to się opłaciło. Po błędzie w obronie i prezencie od Konrada Kowalskiego, który stracił piłkę pod własną bramką Narodowe Śródmieście wyrównało. Wydawało się wtedy, że team Marka Szklennika może tutaj coś ugrać. Niestety błędy w obronie i niefrasobliwość na przestrzeni ostatnich dziesięciu minut pierwszej połowy dały trzy bramki gospodarzom. Wynikiem 1:4 zakończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron goście nadal starali się wywierać presję na rywalach licząc na ich błędy w defensywie. Ta sztuka się udała i Marcin Banasiak mocnym strzałem z dystansu dał nadzieje na remontadę. Jednak doświadczenie mistrza Ligi Fanów wzięło górę. Ponownie w rolach głównych wystąpił Kamil Kudelski zdobywając bramkę i asystując kolegom przy kolejnych trafieniach. W końcówce Piotr Leśniewicz przypieczętował zwycięstwo 3:7 kapitalnym strzałem w okienko i to gracze z Ochoty zgarnęli komplet punktów. Goście zasługują jednak mimo porażki na pochwałę bo zagrali chyba jeden z najlepszych swoim meczy w sezonie.
Contra nieźle zaprezentowała się w poprzedniej kolejce i jej zawodnicy pełni optymizmu przystępowali do pojedynku z East Windem. Goście tym razem nie mieli kilku swoich kluczowych zawodników. Brakowało chociażby Damiana Patoki czy Filipa Junowicza ale i tak skład, którym dysponował Sebastian Dąbrowski wydawał się gwarantować sukces. Początek to wyrównana gra i żadna z drużyn nie osiągnęła znaczącej przewagi. Obaj bramkarze byli często wykorzystywani do robienia przewagi i przynajmniej na początku gra opierała się na takich właśnie schematach. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście. Pokazujący świetną formę Mateusz Olszak znakomicie znalazł się w polu karnym i było 0:1. Gdy po chwili East Wind podwyższył prowadzenie wydawało się, że będzie miała mecz pod kontrolą. Jednak tuż przed przerwą Adrian Bucki sprytnie wypuścił po skrzydle Radka Parszewskiego, a ten nie dał szans bramkarzowi gości. Do przerwy było 1:2 i sprawa ostatecznego wyniku otwarta. Na drugą połowę gospodarze wyszli z nadzieją, że odrobią stratę. Próbowali atakować, ale dość szybko East Wind potrafił odskoczyć na bezpieczną przewagę. Szybkie dwa trafienia podcięły skrzydła teamowi Michała Raciborskiego. Gracze Sebastiana Dąbrowskiego mając korzystny wynik grali na przysłowiowym luzie i w zasadzie zdominowali drugą odsłonę spotkania. W końcówce Contra potrafiła jedynie zmniejszyć rozmiary porażki, a mecz zakończył się wynikiem 3:8. Gospodarze w kolejnych meczach muszą szukać punktów dających utrzymanie ale już po dwóch kolejkach widać, że skład jest coraz lepszy, tylko potrzebne jest zgranie zawodników, którzy dołączyli do zespołu. East Wind pokazuje, że jest w formie i czekamy na ich starcia z drużynami z czołówki co zweryfikuje ich prawdziwy potencjał.
Spotkanie 11 kolejki Ekstraklasy Ligi Fanów pomiędzy drużynami FC Impuls UA, a In Plusem & Pojemną Haliną w obrazie nie odbiegał od naszych przedmeczowych spekulacji. Gospodarzy bez dwóch zdań nie rozpieszcza terminarz rundy rewanżowej. Najpierw spotkanie z Gorlicką, następnie przyszło im się zmierzyć z zespołem goniącym lidera najwyższej dywizji. Mimo, że skład z Ukrainy potrafi sprawiać niespodzianki – o czym przekonali nas niejednokrotnie – to wyzwanie pokonania Pojemnej Haliny wydawało się na samym starcie misją niemalże niemożliwą. Mimo takiego toku rozumowania, to właśnie FC Impuls UA otworzył wynik spotkania za sprawą trafienia Vladyslav’a Budza. Niestety dla nich był to tylko jednorazowy wybuch euforii, który bardzo szybko spotkał się z odpowiedzią gości. Szybkie trzy bramki i kontynuacja dominacji w pierwszej odsłonie tego widowiska przyniosła wynik 2:7. Warto nadmienić, że ogromny udział przy większości bramek miał kapitalny tego dnia Bartosz Przyborek. Cztery trafienia i dwie asysty to wynik godny pozazdroszczenia przez wielu, koncertowa gra nie opierała się jednak tylko na jednym bohaterze. W drugiej części meczu do głosu doszedł Łukasz Stanisławski, który z absolutnym boiskowym luzem dołożył cegiełkę do finalnego sukcesu. Ponadto należy podkreślić, że dzięki remisowi Gorlickiej, to właśnie In Plus & Pojemna Halina zameldował się na pierwszym miejscu naszej Ekstraklasy.
Spotkanie na szczycie Kebavity z Gorlicką trzymało w napięciu przez całe 50 minut. Trzeba przyznać, że oglądaliśmy kapitalny piłkarski mecz i mamy nadzieję, że jeszcze w tym sezonie takie perełki będzie można zobaczyć na arenie Grenady. Gospodarze borykają się z problemami kadrowymi i to do tego stopnia, że na przykład na pozycji bramkarza mają wakat, więc w tym meczu musiał z konieczności na bramce stanąć zawodnik z pola co na pewno musiało zmienić całą taktykę ekipy Buraka Cana. Gorlicka liczyła na kolejne trzy punkty i od początku spotkania to właśnie team Daniela Gello był drużyną, która prowadziła grę. Od początku w swoim stylu szeroko grając i szukając wolnych przestrzeni starali się zrobić przewagę. Wiedząc, że na bramce nie gra etatowy golkiper również strzały z dystansu w wykonaniu szczególnie Marcela Gorczycy siały postrach w szeregach rywali. Kebavita starała się kontrować mając szybkiego Kamila Majorka i Christiana Namaniego. Do przerwy mieliśmy wynik 2:4 i mieliśmy wrażenie, że po zmianie stron Gorlicka odjedzie rywalowi jak to zawsze miała w zwyczaju. Zaraz po wznowieniu Marcel Gorczyca strzelił bramkę na 2:5 i nasz scenariusz wydawał się bardzo realny. Jednak od tego momentu goście jakby zadowoleni ze swojej przewagi rozluźnili się, a to było okazją do odrabiania strat dla gospodarzy. Najpierw Kamil Majorek dwa razy trafił do siatki. Po kolejnych kilku minutach Lewis Onuigbo wyrównał, a chwilę później Christian Namani wyprowadził po raz pierwszy Kebavitę na prowadzenie. Końcówka szalona w wykonaniu obu zespołów. Najpierw żółtą kartkę obejrzał gracz gospodarzy. Gorlicka chwilę później wyrównuje. Nie mija kolejna minuta, a już ponownie prowadzi 6:7. Ostatecznie zaraz po wznowieniu Christian Namani strzela bramkę na remis i właśnie mecz kończy się takim wynikiem. 7:7 po kapitalnych zawodach i trzeba przyznać, że obie ekipy zapewniły nam sporą dawkę emocji i niewątpliwie był to jeden z najlepszych meczów w tym sezonie w ekstraklasie.
Spotkanie Anonimowych z Mixamatorem miało spore znaczenie w kontekście walki o utrzymanie w Ekstraklasie. Gospodarze mieli całkiem udaną jesień, ale wobec kilku ostatnich porażek znaleźli się dosyć blisko strefy spadkowej. Dlatego starcie z ekipą Michała Fijołka, która znajduje się w dole tabeli było bardzo ważne dla gospodarzy. Początek to zdecydowanie przewaga ekipy Maćka Miękiny. Mixamator grał tak jakby od pierwszych minut nie dotarł na mecz. W ofensywie brakowało zrozumienia, a w defensywie gracze gości zostawiali sporo miejsca napastnikom przeciwników i to powodowało, że pod bramką Grzegorza Augustyniaka co i rusz gotowało się. Początkowo AnonyMMous byli nieskuteczni, a znakomitych okazji nie wykorzystywał Grzegorz Dryka, który w dwóch stuprocentowych okazjach nie trafił do siatki. Jednak w końcu się przełamał, a nawet mimo niewielkiego wzrostu strzelił bramkę głową. Mixamator dopiero w końcówce pierwszej połowy zaczął grać swoją piłkę, ale po 25 minutach musiał odrabiać trzybramkową stratę. Do przerwy było 5:2 zatem w drugiej odsłonie wydawało się, że Anonimowi spokojnie będą kontrolować mecz. Zobaczyliśmy jednak w drugich 25 minutach odmienionych gości. Ich ataki miały rozmach i tak naprawdę widać było, że wierzą w odwrócenie wyniku. Świetnie dysponowany był Paweł Żwirbla dyrygując i nakręcając akcje swojego zespołu. To dało efekty w postaci dwóch trafień i przy stanie 5:4 mieliśmy niezwykle pasjonującą końcówkę. Goście zdjęli bramkarza i mieli kilka znakomitych okazji. Człowiekiem, który zatrzymał Mixamator w końcówce był Maciek Miękina. Kilka razy niesamowicie interweniował i to pozwoliło dowieźć Anonimowych korzystny wynik. Gospodarze mogą trochę odetchnąć bo zwiększyli swoją przewagę nad strefą spadkową. Miksy mimo ambicji będą mieli chyba niewielkie szanse na pozostanie w elicie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)