reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

Będący ostatnio w słabej formie zawodnicy Sante podejmowali w niedzielę “dwójkę” Husarii Mokotów, którzy ostrzą sobie zęby, żeby wskoczyć na podium jeszcze przed przerwą zimową. Przez pierwsze dziesięć minut spotkania oglądaliśmy bardzo wyrównaną grę. Obie drużyny budowały swoje akcje, ale nie miało to przełożenia na klarowne sytuacje pod bramką rywala. Dopiero w 11 minucie wynik otworzył Marek Wdowiński, który zszedł z piłką ze skrzydła do środka i strzałem zza pola karnego trafił w “okienko”. Sante próbowało szybko odpowiedzieć, ale stracili piłkę podczas wyprowadzania ataku i po chwili Husaria prowadziła już dwoma bramkami. Gospodarze nie załamali się takim obrotem spraw i dalej szukali swoich szans. Jeszcze przed przerwą Michał Aleksandrowicz próbował przywrócić wiarę swojej ekipy na dobry rezultat. Goście nie dali jednak złapać Sante wiatru w żagle i przed zmianą stron dołożyli kolejne trafienie. Na początku drugiej połowy gospodarze za sprawą Mikołaja Tokaja strzelili bramkę kontaktową na 2:3. Do tego momentu nic nie wskazywało na to, co zdarzyło się w dalszej części meczu. Ekipa Tomka Hubnera zdominowała resztę spotkania, przy czym popisali się wysoką skutecznością i dołożyli kolejne dziewięć trafień. W drugiej połowie nie dali żadnych szans Sante i zgarnęli cenne 3 punkty, przybliżające ich do upragnionej zielonej strefy premiowanej awansem. Sante przegrało mecz 4:12 i notuje niechlubną serię sześciu spotkań bez zwycięstwa. Na domiar złego po 8 kolejce trafiają do strefy spadkowej.

2
12:30

Warszawska Ferajna przed tygodniem była o krok, by sprawić nie lada sensację i zabrać punkty liderowi 3.ligi. To był dobry omen przed starciem z kolejną, wyżej notowaną drużyną, czyli Deluxe Barbershop. Barberzy w tym sezonie nie potrafią ustabilizować formy. Głównie dlatego, że ich skład nie zawsze bywa optymalny, ale to nie może stanowić jakiegokolwiek tłumaczenia. Tak naprawdę gdy wychodzisz na boisko, wszystkie wątki poboczne stają się nieistotne, a wynik idzie w świat. No i po raz kolejny rezultat nie był dla podopiecznych Amina Huseynova pozytywny. Proces katastrofy rozpoczął się błyskawicznie, bo mająca więcej z gry Ferajna, szybko wstrzeliła się w bramkę strzeżoną przez Cavida Atakishiyeva. Czasami ten zespół potrzebuje zdecydowanie za dużo okazji, by coś strzelić, a tutaj udało się w miarę szybko napocząć rywala za sprawą Kacpra Domańskiego. To nakręciło Ferajnę, która podwyższyła stan posiadania do trzech bramek i za zadanie miała dowieźć bezpieczną przewagę do końca pierwszej połowy. To się jednak nie udało, bo rywal powoli puszczał hamulec ręczny. Azerowie wreszcie zaczęli grać jak na swój potencjał przystało, od stanu 1:4 zdobyli dwie bramki i po premierowych 25 minutach przegrywali zaledwie jednym golem. Myśleliśmy, że druga połowa będzie nieco spokojniejsza. Zamiast tego, błyskawicznie otrzymaliśmy gola na 5:3, którego autorem był Patryk Stefaniak. Jednak tutaj trzeba było poszukać kolejnych trafień, bo jak pokazała pierwsza połowa – żadna przewaga nie jest nie do nadrobienia. Prowadzącym udało się wcielić myśli w czyn i po bramce na 6:3, znów mieli kontrolę nad potyczką. Ale po raz kolejny przytrafił im się słabszy moment. Najpierw stracony gol, a potem fura szczęścia, bo przy stanie 6:4 rzutu karnego dla rywali nie wykorzystał Parvin Pashayev. Ta sytuacja, oraz ta która miała miejsce chwilę później, czyli czerwona kartka dla Kenana Quliyeva spowodowały, że Barberzy stracili szansę na choćby remis. Do końca meczu musieli grać o jednego zawodnika mniej i ostatecznie musieli pogodzić się z porażką. Zasłużoną, bo Ferajna była zespołem lepszym, chociaż te wszystkie momenty roztargnienia, zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie, mogły ją naprawdę sporo kosztować.

3
15:00

W miniony weekend zmierzyły się ze sobą drużyny BM oraz Laga Warszawa. Była to konfrontacja pierwszego miejsca w tabeli, z ostatnim. Tym samym ktoś, kto patrzy na potencjał drużyn wyłącznie pod kątem ligowej hierarchii, mógł oczekiwać bardzo jednostronnego starcia. My jednak znamy Lage i wiemy, że mimo trudności, to wciąż mozna ekipa. I w tym meczu chłopaki pokazali ogromnego ducha walki i naprawdę byli blisko, aby doszło do niespodzianki. Chwilę po rozpoczęciu spotkania to właśnie goście objęli prowadzenie. Do końca połowy BM gonił wynik a Laga utrzymywała minimalne prowadzenie. Sytuacji było nadmiar, aby bramek wpadło więcej, jednak stalowa defensywa oraz interwencje bramkarzy spowodowały, że wynik do przerwy brzmiał 2:3. Druga odsłona spotkania była bardzo zbliżona do pierwszej. Z początku Laga utrzymywała prowadzenie, ale nie udało się dowieźć go do samego końca. W ostatnich minutach gospodarze uratowali zwycięstwo, zdobywając dwie bramki, które dobiły Lagę i zakończyły mecz stosunkiem 7:5. Bohaterem spotkania został Yeuhen Mushnin, który zanotował aż 6 bramek i uratował swoją drużynę. Mecz był bardzo dobry i co najważniejsze - zacięty od pierwszej minuty aż do ostatniej!

4
16:30

Są taki mecze, gdzie nasza kartka z notatkami pęka w szwach i ledwo mieszczą się wszystkie informacje, jakie chcielibyśmy potem umieścić w opisie. Myśleliśmy, że spotkanie Ternovitsia – Gracze Gorszego Sortu to będzie jeden właśnie z tych przypadków, bo miały się zderzyć ekipy z dużym charakterem, umiejętnościami, które wiedzą na czym polega ten sport. Ale w rzeczywistości na mecz dojechała tylko jedna drużyna. Ternovitsia rozbiła swojego przeciwnika w pył i to wcale nie jest tak, że konkurenci nie mieli składu. Ba, mieli nawet kilku zawodników na rezerwie, ale tego wieczora bardzo szybko zostali rozstawieni po kątach. Oponenci od samego początku zaczęli ich punktować i tak naprawdę czekaliśmy na moment, w którym GGS w końcu się obudzi i pokaże, na co go stać. Tyle że ta chwila nie następowała. A Ternovitsia robiła swoje. 1:0, 2:0, 3:0, 4:0, 5:0 i tak też skończyło się do przerwy. Druga połowa była jeszcze bardziej zdominowana przez ekipę z Ukrainy. Przegrywający byli bezbronni, a ich akcje ofensywne można policzyć na palcach jednej ręki. Ternovitsia ostatecznie nie tylko wygrała, ale nawet nie straciła gola, triumfując 12:0!! Pogrom. I przy okazji kolejny sygnał w wykonaniu drużyny Romana Shulzhenko, że oni w tej edycji zamierzają się bić o medale. Z kolei dla GGS to pewnie jeden z czarniejszych dni w ich przygodzie z Ligą Fanów. Dostali straszne lanie i w najbliższą niedzielę powinni zrobić wszystko, bo tę plamę zmazać. Bo takiej ekipie jak oni, coś takiego po prostu nie przystoi.

5
22:00

Zawodnicy FC Dziki z Lasu nie zawiedli oczekiwań i odnieśli czwarte z rzędu zwycięstwo, pokonując przedostatnią w tabeli Perłę WWA 12:7. Wynik wydawał się być jednak przesądzony jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, więc tempo gry było dość leniwe i jedynie chwilowe zrywy Perły oraz indywidualne popisy Dzików nadawały kolorytu spotkaniu. Perła, grająca z zaledwie jednym rezerwowym, zdołała nawiązać walkę w pierwszej połowie, ale nie była w stanie utrzymać tempa wicelidera. Dziki szybko objęły prowadzenie, a ich bramkarz, Kamil Wiktorowicz, zaskoczył wszystkich, strzelając z dystansu na 3:1 i notując aż trzy asysty w meczu. Do przerwy było 4:2. Po zmianie stron Perła na moment zmniejszyła stratę do 5:4, co zmusiło Dziki do większej koncentracji. Kluczowym zawodnikiem okazał się Karol Bienias, powołany na Mistrzostwa Świata Socca w Omanie, który miał udział przy wszystkich siedmiu kolejnych bramkach Dzików – strzelając łącznie trzy gole i asystując przy sześciu w tym spotkaniu. Jego precyzyjna gra całkowicie przechyliła szalę zwycięstwa na korzyść gospodarzy. Końcowy wynik 12:7 podkreśla różnicę klas między drużynami. Perła walczyła ambitnie, ale wobec braku zmienników i solidnej gry Dzików, nie była w stanie zapobiec trzeciej porażce z rzędu.

Reklama