reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00

Rogale wciąż zbierają cenne lekcje na poziomie Ligi Fanów, a tym razem korepetycji udzielił im Elite Team, który od pierwszego gwizdka wrzucił najwyższy bieg. Dopiero w 11. minucie spotkania, przy stanie 0:7, gospodarze oddali pierwszy celny strzał – był to jedyny moment wytchnienia dla Jakuba Sozoniuka, bo chwilę później goście znów ruszyli do ataku. Do przerwy bramkarz Los Rogalos aż piętnastokrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki, a wynik 0:15 mówił sam za siebie.

W drugiej połowie Rogale zdołali stworzyć nieco więcej zagrożenia i dwa razy skutecznie sfinalizowali swoje akcje – oba trafienia zaliczył Maciej Saniewski. Na nic się to jednak zdało, bo Elite Team, mimo gry bez zmian, kontynuował festiwal bramek. Ich dokładność, tempo gry i precyzyjne podania były dla rywali nie do zatrzymania. Mecz zakończył się wynikiem 2:27, a niektórzy zawodnicy zapisali na swoim koncie wręcz kosmiczne liczby.

Kamil Wąchocki popisał się dorobkiem 8 bramek i 8 asyst, Grzegorz Och dorzucił 3 trafienia i 6 kluczowych podań, Dmytro Hrynov zdobył 6 goli i zaliczył 2 asysty, a Rafał Polakowski – który pierwszą połowę spędził w bramce – zakończył mecz ze statystykami 5 bramek i 3 asyst.

2
14:00

Dla obu zespołów mecz rozgrywany w ramach 11. kolejki był starciem niezwykle istotnym, choć z zupełnie różnych pobudek – Husaria wciąż potrzebowała punktów, by móc marzyć o podium, z kolei Warszawska Ferajna czuła na plecach oddech strefy spadkowej, od której dzieliły ją zaledwie dwa punkty. Niestety, zwycięsko z tej rywalizacji mogła wyjść tylko jedna ekipa i tym razem bardziej zasłużyli na to gospodarze.

Sam początek zmagań należał zdecydowanie do graczy Ferajny, którzy postraszyli rywali dwoma groźnymi atakami – pierwszy z nich zakończył się strzałem Patryka Nowickiego wysoko nad bramką, a drugi pozwolił temu samemu zawodnikowi na obicie słupka. Jak to jednak na boisku bywa, niewykorzystane sytuacje lubią się zemścić: po szybkim wznowieniu gry przez Husarię, piłka dotarła do kapitana zespołu, Tomka Hübnera, który zdobył trochę wolnej przestrzeni i posłał z głębi pola idealne podanie do Krzysztofa Mamli, a ten wyprowadził gospodarzy na prowadzenie.

Sfrustrowani takim obrotem spraw goście nie przestawali szturmować na bramkę przeciwników, ale ich starania albo kończyły się fatalnymi pudłami, albo Husarię ratowało obramowanie bramki, jak miało to miejsce przy strzałach Stefaniaka i Panasiuka. Na nieszczęście dla zawodników w białych koszulkach, całe ich usilne dążenie do wyrównania podarowało drugiego gola ekipie z Mokotowa – nieporozumienie między Wojciechowskim i Stefaniakiem w rozegraniu wykorzystał Mamla, który najpierw z „fałsza” trafił słupek, ale przy dobitce był już bezbłędny.

Upragniony gol kontaktowy dla Ferajny w końcu stał się faktem za sprawą duetu Panasiuk – Dembiński, ale były to jedynie miłe złego początki. Do końca pierwszej odsłony zmagań obserwowaliśmy kolejne dwa ciosy wyprowadzone przez Husarię, po których na listę strzelców wpisali się Marek Wdowiński oraz Patryk Borowski.

Po przerwie, przez dłuższy czas byliśmy świadkami dość wyrównanego spotkania, a obie drużyny chętnie utrzymywały się przy piłce, korzystając z umiejętności swoich golkiperów w tymże aspekcie. Tę długotrwałą posuchę przerwał wreszcie Adrian Dembiński, oddając z lewego skrzydła mocny strzał, który po rękach Ostapińskiego znalazł drogę do siatki. Po wielu podobnych próbach z dystansu w wykonaniu „10-tki” zespołu gości, przyszedł czas na piątego gola dla Husarii, który był istnym pokazem indywidualnych walorów ofensywnych Krzyśka Mamli. To jednak nie wspomniana bramka, lecz jego finezyjna asysta przy trafieniu głową Hermanna była prawdziwym klejnotem koronnym tego emocjonującego starcia.

Gdy stało się jasne, że Warszawska Ferajna straciła już szanse na wywiezienie korzystnego rezultatu, na otarcie łez piłkę od Stefaniaka do pustej bramki wpakował Nowicki. Husaria nie pozwoliła jednak, by ostatni akcent meczu należał do rywali i dosłownie tuż przed końcowym gwizdkiem przeprowadziła akcję na 7:3 z udziałem Hübnera i Mamli. Taki stan rzeczy pozwolił na utrzymanie medalowych ambicji gospodarzy, a gościom otworzył drzwi do niechlubnej strefy spadkowej.

3
14:00

W 11. kolejce Ligi Fanów doszło do ciekawego starcia pomiędzy azerskim Deluxe Barbershop a ukraińskim zespołem BM. Od pierwszych minut spotkanie było bardzo dynamiczne i obfitowało w sporo fizycznych starć. Obie drużyny prezentowały zbliżoną skuteczność w ofensywie, dlatego przez długi czas na tablicy wyników utrzymywał się bezbramkowy remis. Dopiero w 16. minucie worek z bramkami rozwiązał Junior Bashiri, dając tym samym sygnał do ataku.

Od tego momentu inicjatywę przejęli goście, którzy w krótkim czasie zdobyli trzy kolejne gole, zapewniając sobie komfortowe prowadzenie 4:0 do przerwy. Po zmianie stron BM kontynuował swoją dominację, a napędzani przez duet Bashiri – Rahmatshoev i wspierani przez niezawodnego Yeuhena Mushnina, bezlitośnie punktowali rywala. Kolejne siedem trafień dopełniło dzieła zniszczenia, choć Deluxe Barbershop do końca nie rezygnowało z prób zdobycia honorowego gola.

W końcówce meczu sędzia Artur Bębeński podyktował rzut karny dla zespołu z Azerbejdżanu. Do jedenastki podszedł Parvin Pashaev, jednak jego uderzenie zostało obronione. Piłka spadła jednak pod nogi Raula Mammadova, który dopadł do niej najszybciej i zdobył honorowe trafienie, ustalając wynik na 1:11. Pomimo wysokiej porażki, zawodnikom Deluxe Barbershop nie można było odmówić zaangażowania do ostatniego gwizdka, aczkolwiek rezultat jest dla nich druzgocący.

4
17:00

Przed tym spotkaniem wszystko wskazywało na łatwe zwycięstwo faworytów – lider tabeli Dziki z Lasu podejmował bowiem ostatnią drużynę w stawce, Lagę Warszawa. Różnica aż 24 punktów między zespołami nie pozostawiała złudzeń, kto powinien dominować. Tymczasem boisko pokazało zupełnie inny scenariusz…

Od pierwszego gwizdka optyczną przewagę mieli gospodarze, ale świetnie zorganizowana defensywa gości z niesamowicie dysponowanym Antonim Dudą w bramce skutecznie odpierała kolejne ataki. Co więcej, Laga nie ograniczała się tylko do obrony – grała odważnie, co przyniosło efekt w postaci gola Aleksandra Egginka. Dziki zdołały odpowiedzieć błyskawicznie za sprawą Hermana, a chwilę później na boisku pojawili się ich liderzy – Karol Bienias i Konrad Adamczyk. Wydawało się, że teraz gospodarze przejmą kontrolę nad meczem.

Nic z tych rzeczy! Goście niespodziewanie przejęli inicjatywę, a błyszczał zwłaszcza Wojciech Buraś, który seryjnie wpisywał się na listę strzelców. Po pierwszej połowie sensacyjnie to Laga prowadziła 6:3.

Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Dziki z Lasu wciąż miały inicjatywę, oddawały dużo strzałów i utrzymywały się przy piłce, ale nic nie mogły wskórać wobec muru w postaci Antoniego Dudy oraz skutecznych kontr w wykonaniu outsidera. Swoje trafienia dołożyli Buraś, Wzorek i Jamroż, a ich bramkarz kontynuował swój „dzień konia”, broniąc niemal wszystko.

W rezultacie Laga Warszawa, zajmująca ostatnie miejsce w tabeli, sprawiła ogromną sensację, pokonując lidera 9:5 i pokazując, że w Lidze Fanów naprawdę wszystko jest możliwe.

5
18:00

W niedzielne popołudnie na boisku przy Grenady zmierzyły się dwie ekipy z zupełnie odmiennymi celami – Perła WWA chciała pokazać się z dobrej strony na tle silnego przeciwnika, natomiast Ternovitsia przyjechała po komplet punktów i zbliżenie się do ligowego podium. 

Już od pierwszych minut goście z Ukrainy przejęli inicjatywę i nie zamierzali jej oddać. Gra zespołowa, wysoki pressing, szybkie kontry – to wszystko sprawiło, że gospodarze mieli ogromne problemy z przedostaniem się na połowę rywala. Ternovitsia była bezlitosna, a pierwsza połowa zakończyła się miażdżącym wynikiem 0:7. Prawdziwy koncert grał Volodymyr Hrydovyi – jego finalny dorobek, to 6 bramek, 3 asysty i udział przy niemal każdej akcji ofensywnej swojego zespołu. 

Po zmianie stron Perła zdołała zdobyć dwa honorowe trafienia, ale to nadal goście nadawali ton wydarzeniom na boisku. Ich skuteczność nie malała, a gra zespołowa wciąż była imponująca. Ostatecznie Ternovitsia wygrała 11:2, pokazując klasę i jasno sygnalizując, że będzie się bić o najwyższe cele w tym sezonie – dzięki tej wygranej strata do drugiego miejsca w tabeli stopniała do zaledwie jednego punktu.

Reklama