Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 5 Liga
BM w imponującym stylu zapewniło sobie srebro w V Lidze Fanów. Strzelanie w meczu rozpoczął w 5minucie Yeuhen Mushnin, po fantastycznym uderzeniu z dystansu. W 7 minucie szansę by wyrównać mieli goście, ale najpierw piłka trafiła w słupek, a potem fantastyczną formą popisał się Danylo Artemenko. Patrząc z boku widać było, że ta akcja po części rozstrzygnęła losy meczu - przegrywający 1:0 i borykający się w ostatnich tygodniach z falą kontuzji Georgian Team, po prostu musiał wykorzystywać takie akcje, by zachować szanse na korzystny wynik. Tak się jednak nie stało, zespół gości powalczył jeszcze jakieś 5 minut, po czym BM zdominował mecz. W ciągu kolejnych dwunastu minut, gospodarze zdobyli aż 6 bramek, w dużej mierze wyprowadzając zabójcze kontry. Dwie z nich wykorzystał Heorhii Parnitskii, który wyróżniał się na boisku warunkami fizycznymi. Co gorsza, w jednej z ostatnich akcji pierwszej połowy, przy bramce na 7:0, kontuzji doznał Giorgi Gauashelashvili, który był bramkarzem gości. Zawodnicy Georgian Team schodzili na przerwę zirytowani i zmotywowani do odmienienia losów meczu, jednak niestety to było zdecydowanie za mało. W drugiej połowie BM ograniczył się do kontrataków, natomiast goście próbowali zachować twarz, co udało im się całkiem nieźle. Gruzini strzelili w w finałowej odsłonie aż 5 bramek, a powiew świeżości dał drużynie Lasha Gabrichidze, który strzelił bramkę, mimo iż nominalnie występował jako bramkarz. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 12:5, przez co Georgian Team spadł aż na piąte miejsce. Nic nie jest już w jego rękach, ale dalej mają niewielkie szanse na medale. Aby tak się stało, zarówno Deluxe Barbershop, jak i Old Eagles Koło muszą stracić punkty w ostatniej kolejce.
W tym meczu sprawdziło się stare boiskowe porzekadło, że zmarnowane sytuacje się mszczą, a ekipą, która boleśnie to poczuła było Bartolini. Drużyna Michała Cholewińskiego wchodziła w ten mecz z dużo większym komfortem, bo gospodarze zapewnili już sobie utrzymanie, ale wciąż zachowywali matematyczne szanse na wskoczenie nawet na 4 lokatę w tabeli, więc było o co powalczyć. Dla Old Eagles sytuacja nie wyglądała już tak spokojnie, bo walka o brązowe medale zrobiła się w końcówce sezonu wyjątkowo zacięta i to ekipa z Koła była pod większą presją i po prostu musiała wygrać. Paradoksalnie to Bartolini rozegrało początek meczu jakby ciążyło na nim jakieś widmo, bo ilość zmarnowanych sytuacji jest trudna do wytłumaczenia. Już w 2 minucie gospodarze praktycznie rozklepali obronę Orzełków, ale nie udało się trafić do pustej bramki, a niewiele potem sytuacja powtórzyła się. I tutaj wracamy do przywołanego na początku przysłowia, bo Bartolini powinno prowadzić przynajmniej 2:0, a w 7 minucie zrobiło się 0:1 po golu Pawła Lewandowskiego. O tym, jak zacięta była pierwsza połowa świadczy to, że kolejnego gola oglądaliśmy dopiero w 21 minucie, a kapitalnym kontratakiem popisał się Michał Skalski, który wyłuskał piłkę, przegalopował przez całe boisko i nie dał szans Piotrowi Szczypkowi. O ile na początku meczu mogliśmy mówić o nieskuteczności napastników Bartolini, o tyle pod koniec fenomenalnymi interwencjami popisał się Jan Drabik i w krótkim czasie obronił dwie, praktycznie 100% okazje do zdobycia gola. Gospodarze mogą mieć pretensje tylko do siebie, bo niewykorzystana inicjatywa z pierwszej połowy zemściła się potwornie w drugiej części meczu. Choć w 28 minucie niemoc strzelecką swojego zespołu przełamał Piotr Winek, to skromna zaliczka z pierwszej połowy okazała się dla Orzełków trampoliną do ostatecznego zwycięstwa. W 31 minucie Michał Skalski znów popisał się błyskotliwym kontratakiem, ale tym razem asystował i na 1:3 trafił Mariusz Żywek. W 35 minucie było już 1:4 po golu Krzysztofa Józefiaka i goniąc wynik Bartolini musiało otworzyć się w obronie. A to wykorzystał Paweł Lewandowski, który kilkukrotnie zmusił zawodników gospodarzy do popełnienia błędu i w efekcie dwukrotnie pokonał golkipera Bartolini i zaliczył asystę. Końcówka meczu to koncert w wykonaniu Old Eagles, które ostatecznie wpakowało jeszcze dwa trafienia i wywiozło z tego starcia trzy punkty, wygrywając pewnie 2:8.
Mecz pomiędzy zespołami Inferno Team a Sportowymi Zakapiorami nie miał żadnego znaczenia dla końcowego układu tabeli. Gospodarze stracili już matematyczne szanse na utrzymanie, a goście już dawno wypili szampany, świętując zdobycie mistrza w 5 lidze. Kłopoty kadrowe outsiderów oraz brak bramkarza sprawił, że od początku inicjatywę przejęli goście. Pierwsze minuty pokazały, kto z tej rywalizacji wyjdzie zwycięsko i jedynym pytaniem było, jak okazała będzie wygrana Zakapiorów. Po pierwszych dziesięciu minutach było już 3:0 i w kolejnych minutach przewaga się powiększała. Inferno było tylko tłem dla swoich przeciwników i na przerwę drużyny schodziły przy stanie 1:9. W drugiej połowie spotkanie bardzo się otworzyło, dzięki czemu gospodarze kilka razy zagrozili bramce rywali. Efektem tego były dwie zdobyte przez nich bramki. Ale goście nie pozostawali dłużni i systematycznie powiększali przewagę. Warto odnotować, że przy pewnym prowadzeniu w zespole Sportowych Zakapiorów wszedł na boisko trzynastoletni Dawid Lasota – syn kapitana drużyny Daniela, który przy delikatnej niemocy obrony i bramkarza rywali zdołał dwa razy trafić do bramki przeciwników, przez co stał się najmłodszym strzelcem w historii LF. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem Sportowych Zakapiorów w stosunku 20:3. Inferno Team ponosi kolejną porażkę w tym sezonie i szansę na poprawę humorów musi poszukać w ostatniej kolejce.
Jeśli ktoś sądził, że w tym starciu może dojść do jakiejś niespodzianki, został bardzo szybko wyprowadzony z błędu. Już w 1 minucie Deluxe wyszło na prowadzenie, a gola otwierającego wynik zdobył Asim Mirzayev, który w tym meczu był praktycznie nie do zatrzymania. Co ciekawe Scorpiony dość szybko odpowiedziały, a przez obronę Azerów przedarł się Roman Krieger i pokonał Aziza Latifova. Riposta gości przyszła równie szybko, ale zdecydowanie bardziej zabójczo, bo w krótkim czasie zrobiło się 1:4, a na protokole jako strzelcy zapisali się Hassan Huseyn, Raul Mammadov i ponownie Asim Mirzayew. Pech chciał, że kontuzji doznał Jurii Łukijanec i niestety nie był już w stanie wrócić na plac, co było katastrofalnym osłabieniem dla ofensywy ekipy Artura Kałuskiego. W 16 minucie piłkę do siatki gości zapakował Bartek Marciniak, ale był to ostatni moment, w którym gospodarze nawiązali równą walkę, a jeszcze przed przerwą obronę Scorpionów zdemolowali Asim Mirzayew, Khazar Narimanli oraz Raul Mammadow i pierwsza część spotkania skończyła się wysokim prowadzeniem Deluxe Barbershop 2:8. W drugiej połowie Azerowie kontynuowali dzieło zniszczenia i dorzucili jeszcze sześć goli, Asim Mirzayew zakończył to spotkanie z podwójnym hat-trickiem i czterema asystami, a pozostali zawodnicy Deluxe również nie próżnowali. Pewne zwycięstwo doprowadziło do ciekawej sytuacji, bo w obliczu przegranej Georgian Team Deluxe Barbershop wskoczyło na trzecie miejsce w tabeli i za tydzień zmierzy się z Zakapiorami w walce o brązowe medale.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)