Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 5 Liga
Przed spotkaniem pomiędzy zespołami Munja oraz Inferno Team trudno było wskazać faworyta. Gospodarze ostatni sezon skończyli tuż za strefą medalową, natomiast ich rywal to debiutant na naszych boiskach. Lepiej spotkanie rozpoczęli gospodarze, którzy po upływie pięciu minut wyszli na prowadzenie. Ich radość trwała tylko chwilę, ponieważ dwie minuty później ponownie mieliśmy wynik remisowy. Kolejne minuty to ataki obydwu zespołów, ale dopiero po upływie pierwszego kwadransa gry byliśmy świadkami następnych bramek. Najpierw dwukrotnie golkipera gości pokonali zawodnicy Munji, następnie po dwóch błędach bramkarza gospodarzy do wyrównania doprowadził zespół Inferno Team i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 3:3. Druga połowa zaczęła się od ataków zespołu gospodarzy, czego efektem były trzy strzelone bramki. Chwilę później ich rywale raz zdołali skierować piłkę do bramki strzeżonej przez golkipera Munji, ale to był ostatni pozytywny akcent dla nich w tym spotkaniu. W ostatnich minutach zespół gospodarzy stopniowo powiększał swoją przewagę i ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 9:4. Munja bardzo dobrze rozpoczęła sezon, a na uwagę zasługuje bardzo dobra gra Dawida Orzechowskiego, który do czterech zdobytych bramek dorzucił trzy asysty. Zespół Inferno Team tylko w pierwszej połowie dotrzymywał kroku swoim rywalom, ale w drugiej połowie opadł z sił i pierwszych punktów musi szukać w następnej kolejce.
Niezwykle ciekawie było w starciu Bartolini Pasta z Georgian Team. Gospodarze pozostali na tym poziomie rozgrywkowym na kolejny sezon. Gruzini natomiast zostali przesunięci z siódmej ligi, ale wiemy że ich potencjał jest naprawdę spory. Początek meczu to sporo walki i długo czekaliśmy na pierwszego gola. To pokazywało, że te ekipy prezentowały zbliżony poziom. Goście po kilku szybszych sprintach złapali małą zadyszkę, co nie mogło dziwić, bo według tego co mówili od końca poprzedniego sezonu po prostu nie grali, co stawiało pytanie jak wytrzymają trudy tego niełatwego pojedynku. Wreszcie po strzale z dystansu Nika Tsertsvadze pokonał golkipera rywali. Bartolini Pasta jednak szybko wyrównała i mecz zaczął się na nowo. Przed przerwą Gruzini ponownie wyszli na prowadzenie i po 25 minutach rywalizacji mieliśmy wynik 1:2. Po zmianie stron wydawało się, że gospodarze rzucą się do odrabiania strat. Tymczasem to goście strzelili dwie bramki i odskoczyli z wynikiem. Przy stanie 1:4 myśleliśmy, że emocje się skończyły. Ale nic z tych rzeczy - mamy dwie akcje gospodarzy i sędzia dwa razy wskazuje na wapno! Raz po faulu a w drugim przypadku za wślizg w polu karnym. Oba stałe fragmenty wykorzystał pewnie bramkarz Bartolini Piotr Szczypek i zrobiło się 3:4. Chwilę później mieliśmy już remis. Niespełna minuta do końca i wynik 4:4 na tablicy. Ostatnia akcja meczu i niezawodny Lasha Gabrichidze strzela na 4:5 i szał radości w ekipie z Gruzji. Niesamowity mecz, sporo zwrotów akcji i co najważniejsze emocje do końca - to podsumowanie pierwszego meczu w wykonaniu tych drużyn. To się naprawdę dobrze oglądało!
Rywalizacja Sportowych Zakapiarów z A.D.S. Scorpion’s rozpoczęła rywalizację w sezonie 2023/24 na Arenie Grenady. Mecz zapowiadał się bardzo ciekawie, tym bardziej że Zakapiory ściągnęły do siebie kilku wartościowych graczy Junaka, co nie tylko ma spowodować, że skończą się problemy z frekwencją, ale też podniosło jakość piłkarską ekipy Daniela Lasoty. W Skorpionach także nie zabrakło nowych twarzy, jak chociażby Marek Jasiński, znany z ekipy Kubany. A jak wyglądał sam mecz? Początkowo był to festiwal niewykorzystanych okazji. Nie sposób było policzyć, ile szans zmarnowali przedstawiciele jednej i drugiej ekipy, w czym duża zasługa obydwu bramkarzy. Szczególnie Piotrek Arendt bronił niesamowicie, ale i jego dobra passa musiała się kiedyś skończyć – po upływie kwadransa strzałem z dystansu pokonał go Daniel Lasota. Do końca pierwszej połowy padły jeszcze dwie bramki, po jednej dla każdej ze stron i przy wyniku 2:1 zespoły udały się na krótką przerwę. Druga połowa zaczęła się świetnie dla Zakapiorów i znowu w roli głównej Daniel Lasota, który kapitalnym szczupakiem podwyższył prowadzenie swojego zespołu. Skorpiony, mimo że nie brakowało im chęci, to nie były w stanie zmniejszyć strat. Przewaga rywali cały czas wahała się między dwoma-trzema bramkami i trzeba przyznać, że Zakapiory bardzo skutecznie trzymały rywala na dystans. Menager przegrywających, Artur Kałuski pieklił się, że to wszystko jest efektem braku wspólnej gry w wakacje, ale prawda jest taka, że rywal był po prostu piłkarsko lepszy, a domyślamy się, że w tej konfiguracji grał ze sobą po raz pierwszy. Tutaj nie rozchodziło się więc o zgranie, ale o jakość, która tego dnia była po prostu po stronie triumfatorów. Ostatecznie Zakapiory wygrały 6:3 i jeśli utrzymają taką dyspozycję, to według nas to może być dla nich naprawdę dobry sezon. Co do Skorpionów, to oni widocznie potrzebują jeszcze trochę czasu, by wejść na swój poziom, aczkolwiek wydaje nam się, że warto aby popracowali nad sferą motywacyjną. Pewne rzeczy należy bowiem roztrząsać po ostatnim gwizdku, gdyż w trakcie spotkania nie ma to większego sensu. Co potwierdził zresztą końcowy rezultat.
Na pewno nie tak wyobrażali sobie początek tej rundy zawodnicy Deluxe Barbershop. W poprzednim sezonie Azerowie gładko wygrali 10 ligę i na pewno byli głodni dalszych sukcesów, tyle że na wyższym poziomie rozgrywek. Niestety w swoim debiutanckim występie w 5 lidze doznali pierwszej, i na dodatek dość bolesnej porażki w historii zmagań w Lidze Fanów. Deluxe musiał uznać wyższość ekipy BM, która dopiero rozpoczyna przygodę w naszych rozgrywkach, ale już po pierwszym występie widzimy, że jest to drużyna ze sporym potencjałem. Przede wszystkim gospodarze sami podkręcili sobie poziom trudności, bo najpierw pomylili boiska i na Arenie AWF stawili się spóźnieni, a ostateczna frekwencja pozostawiała sporo do życzenia. Co ciekawe to Azerowie otworzyli wynik, bo w 6 minucie trafił Elvin Namazov, ale goście bardzo szybko odzyskali animusz i w 8 minucie wyrównał Treventino Onwaeze. Gospodarzom wyraźnie brakowało atutów ofensywnych, a ich akcje były dość czytelne i mało pomysłowe, aż w końcu przerodziły się w dalekie wykopy pod bramkę przeciwnika w nadziei na stworzenie jakiejś okazji. Z drugiej strony BM powoli, ale skutecznie konstruował sytuacje ofensywne i choć broniący azerskiej bramki Amin Huseynov popisał się kilkoma dobrymi interwencjami, wychodząc nawet górą w sytuacji jeden na jednego, to boiskowa przewaga gości powoli stawała się bezdyskusyjna. W 22 minucie z rzutu wolnego trafił Yeuhen Mushnin, a w ostatniej akcji pierwszej połowy na 1:3 podwyższył Andrii Okuma. W drugiej połowie ofensywa Deluxe Barbershop zawiodła na całej linii. Parvin Pashayev dwoił się i troił próbując tworzyć akcje ofensywne, ale był bezsilny wobec podwójnego krycia ze strony ukraińskich zawodników. W 27 minucie na 1:4 podwyższył Oleh Blintsov, a po dziesięciu minutach gospodarze odpowiedzieli trafieniem Farida Abdullayeva. Końcówka meczu to już totalna dominacja ze strony BM. Gospodarzom zupełnie skończyły się pomysły na pokonanie Danylo Artemenki, a na dodatek wyraźnie opadli z sił, co przeciwnicy skrzętnie wykorzystali. Goście dokładali kolejne trafienia i wygrali gładko 2:8.
Poprzedni sezon nie ułożył się po myśli Old Eagles Koło, ale jak mawia klasyk – nowy sezon, nowe nadzieje. Podopieczni Janka Drabika z dużymi ambicjami przystępowali do inauguracji kolejnej edycji Ligi Fanów, chociaż trudno było ich traktować w roli faworyta starcia z FC Patriot. Tym bardziej, że zespół Dmytro Bobyra całe lato rywalizował na Arenie AWF, co na pewno pomogło mu w dobrym przygotowaniu się na sezon zasadniczy. No i na boisku mieliśmy tego odzwierciedlenie. Zespół z Ukrainy już po pierwszej połowie był znaczniej bliżej zwycięstwa aniżeli oponent, prowadząc 2:0. Świetnie grał Artem Bondarenko, czarną robotę wykonywał Volodymyr Pedosiuk, a fajnie prezentowali się również nowi gracze w tej ekipie. Obronę dobrze wspierał za to Oleksandr Hrytsak, który nie tylko dobrze bronił, ale asekurował swoich kolegów z defensywy. To wszystko złożyło się na bezpiecznie, dwubramkowe prowadzenie po 25 minutach. Gdy na 3:0 po pięknym trafieniu podwyższył Dimitry Tsikhanenka, myśleliśmy że jest po meczu. Ale Orzełki nie chciały dać za wygraną. Po tym jak straty bezpośrednio z rzutu wolnego zmniejszył Piotr Parol, ekipa z Koła złapała trochę wiatru w żagle. Za chwilę było już 2:3 a nie brakowało okazji, by doprowadzić do remisu. FC Patriot wiedzieli, że jeśli szybko nie odsuną zagrożenia od swojego pola karnego, to może to się dla nich skończyć tragicznie. Na szczęście udało im się zdobyć bramkę na 4:2, która ostudziła zapały oponentów. Orzełki podjęły jeszcze jedną próbę powrotu do spotkania. Ponownie udało się zminimalizować różnicę do jednego trafienia, po czym zapadła decyzja, by Piotrek Parol wcielił się w rolę lotnego bramkarza. Ale ten zawodnik nie miał nawet okazji wykazać się swoimi możliwościami, bo za chwilę prosty błąd spowodował, że Patriot zdobyli gola na 5:3, potem jeszcze jednego i ostatecznie wygrali 6:3. Zasłużenie, bo z przebiegu spotkania byli zespołem lepszym, chociaż był moment, gdzie musieli drżeć o wynik. Tyle że Orzełki poza wspomnianym fragmentem, gdzie złapali rywala w narożniku, grali niestety poniżej oczekiwań. Przegrana nie stanowi więc zaskoczenia i sugeruje, że przed tym zespołem kolejny trudny sezon, gdzie trzeba się nastawić na ciężką walkę o każdy ligowy punkt.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)