Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 5 Liga
Przed spotkaniem Bartolini z BM mogliśmy nastawiać się na wyrównane widowisko. Z dwóch powodów – BM nie jest tak silny, jak był w poprzedniej rundzie, gdy pokonał Bartolini 8:2, z kolei ekipa Michała Cholewińskiego na pewno nie jest tak słaba, jak sugerowałaby to tabela przed tą kolejką. „Makaroniarze” chyba też wyszli z podobnego założenia, bo od początku spotkania mieli pomysł jak grać i chociaż początkowo wychodziło różnie, a musieli też odrabiać stratę jednego gola, to im dalej, tym wyglądało to lepiej. Sprawnie doprowadzili do remisu, potem zdobyli dość kuriozalną bramkę z rzutu wolnego pośredniego, który wykonał ich bramkarz, bo gdyby golkiper rywali nie dotknął piłki, wówczas gol nie mógłby zostać zaliczony, ale rywal nie był tego świadomy i próbując interweniować, przyczynił się do straty prowadzenia przez BM. I o ile dwa pierwsze gole dla Bartolini nie były efektem zespołowej gry, o tyle trafienie na 3:1 to już fajna kombinacja, gdzie całość zamykał Mateusz Pęczek a podawał Michał Miłkowski. W drugiej połowie mecz długo był wyrównany, ale to prowadzący podwyższyli stan posiadania i wydawało się, że dość swobodnie domkną temat trzech punktów. Rywale nie chcieli się jednak poddać i najpierw doszli do stanu 4:2, a potem 5:3. W końcówce BM walczył zaciekle o remis, po trafieniu Andrija Okumy był nawet o jedno trafienie za rywalem, lecz nie zdążył pokusić się o kolejną bramkę i mała niespodzianka stała się faktem. Gracze Bartolini zasłużyli jednak na taki finał, bo grali konsekwentnie, skutecznie i kompletnie nie było widać, że z tym samym przeciwnikiem potrafili kilka miesięcy temu przegrać różnicą sześciu goli. Dzięki temu sukcesowi wreszcie wychylili głowę znad strefy spadkowej. Dla BM ta porażka oznacza drugą z rzędu stratę punktów i jak tak dalej pójdzie, to z marzeń o podium pozostaną niedługo tylko wspomnienia.
Zespół Old Eagles, zanim jeszcze wybrzmiał pierwszy gwizdek w spotkaniu z Munją, już był w dobrej sytuacji wyjściowej. A to za sprawą porażki BM, która powodowała, że Orzełki – przy założeniu własnej wygranej – mogły umocnić się na trzeciej pozycji w tabeli. To zadanie nie wydawało się specjalnie trudne. I piszemy tak nie dlatego, że nie doceniamy możliwości Munji, ale nie od dziś wiadomo, że ten zespół bardziej niż z rywalami, walczy sam ze sobą i ze swoimi problemami kadrowymi. W tę niedzielę nie było z tym tak źle, chociaż do ideału też brakowało. Przede wszystkim nie dojechał Dawid Orzechowski, główny motor napędowy zespołu, a już w trakcie meczu kontuzji nabawił się Jakub Jankowiak. No i na pewno miało to jakiś wpływ na przebieg spotkania. Old Eagles byli zespołem znacznie lepszym, jakkolwiek pierwszego gola, który rozpoczął proces rozbiórki rywala, zdobyli przy pomocy oponentów, którzy przeprowadzili zmianę w złym momencie, nikt nie przykrył Krzysztofa Józefiaka i było 1:0. Kolejne gole też padły dość łatwo dla faworytów i dopiero przy stanie 3:0, Munja trochę się ocknęła. Starczyło to na pierwszego gola i kilka innych niezłych akcji, niezakończonych jednak sukcesem. W drugiej odsłonie przegrywający mieli idealną okazję na trafienie kontaktowe, lecz Robert Rząca nie wykorzystał 100% sytuacji, co spotkało się z karą w postaci bramki na 1:4. Mimo wszystko drużynie Macieja Affka nie można było odmówić ambicji. W pewnym momencie przegrywali tylko 3:5, ale właśnie wtedy stracili zawodnika po żółtej kartce, rywal zrobił z tego użytek i było po meczu. Ostatecznie Old Eagles wygrali 8:3 i zapewnili sobie miłe, niedzielne popołudnie. Munja niby robiła co mogła i nie oddała tego spotkania tak jak z Zakapiorami, ale finał był podobny – trzecia z rzędu porażka stała się faktem.
Sportowe Zakapiory, po udanej poprzedniej kolejce, gdzie wygrały swój mecz i jednocześnie skorzystały z porażki Georgian Team, wróciły na pozycję lidera 5.ligi. Plan na ostatnią niedzielę był więc prosty – pokazać kawałek dobrej gry i utrzymać się na szczycie. A żeby tak się stało, należało zostawić w pokonanym polu FC Patriot. Ekipa Dmytro Bobyra to zespół środka tabeli, który jednak ma ostatnio swoje problemy. W obozie Patriotów dość często zmienia się skład, kapitan korzysta z możliwości dopisywania zawodników, ale wiadomo, że przy takiej rotacji trudno o zgranie, które jest podstawą do dobrych wyników. Potwierdził to mecz z Zakapiorami, które od samego początku uzyskały przewagę i kontrolowały to, co dzieje się na boisku. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo nominalni gospodarze prędko wyrobili sobie przewagę, a gdyby Daniel Lasota był odrobinę skuteczniejszy, to goli w pierwszej połowie mogło być znacznie więcej niż cztery. Patrioci w premierowych 25 minutach nie zaliczyli ani jednej bramki i nie oczekiwaliśmy, że będą w stanie napędzić konkurentom jakiegokolwiek stracha. Na szczęście finałowe 25 minut było bardziej wyrównane. Być może dlatego, że faworyci wiedzieli, iż krzywda im się nie stanie, co spowodowało, że ich szyki obronne nie były tak zwarte jak w pierwszej połowie. Ale w żadnym momencie nie było zagrożenia, że spotkanie wymsknie im się spod kontroli. Rywal nie miał wielkich atutów w ofensywie, starał się Yurii Buts, dwa gole zdobył Mykyta Rai, ale to było zdecydowanie za mało. I chociaż druga odsłona zakończyła się wynikiem 2:2, to cały mecz dość spokojnie na swoje konto zapisały Zakapiory w stosunku 6:2. W tym momencie chłopaki mają już 11 punktów przewagi nad 4 miejscem, co sugeruje, że cel minimum (czyli podium) został praktycznie zrealizowany i teraz trzeba powalczyć o złoto. Patrioci muszą natomiast skupić się na walce o utrzymanie, bo po dwóch kolejnych porażkach, ich przewaga nad strefą spadkową drastycznie się zmniejszyła…
Drużyna Deluxe Barbershop bardzo dobrze przepracowała okres zimowy, bo pierwsze dwa spotkania w rundzie wiosennej zapisał na swoje konto i to w dodatku z wyżej notowanymi rywalami. Zespół Inferno Team po długiej przerwie w końcu swoje ostatnie spotkanie wygrał i zamierzał przedłużyć swoją passę zwycięstw. Lepiej w mecz weszli goście, którzy już na początku spotkania objęli prowadzenie. Kolejna akcja przyniosła nam bramkę zawodników gospodarzy i ponownie mieliśmy remis. Następne minuty to bardzo dobra gra zawodników gości, czego efektem były strzelone dwie bramki. Pod koniec pierwszej części spotkania zawodnicy Inferno wyszli na trzybramkowe prowadzenie i nic nie wskazywało na to, że ich rywale będą w stanie coś jeszcze tutaj ugrać. W ostatniej akcji tej części spotkania zdołali jednak zdobyć bramkę i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 2:4. Druga połowa miała całkowicie inny przebieg. Szeroka kadra gospodarzy sprawiła, że to właśnie ci pierwsi zaczęli przejmować inicjatywę. Nie dość, że bardzo szybko odrobili wszystkie straty, to jeszcze z biegiem czasu zdobywali kolejne gole i powiększali swoją przewagę. Drużyna Inferno była bezradna – zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Tym samym prowadząc do przerwy 4:1, ostatecznie przegrała mecz aż 4:11. Olbrzymie słowa uznania należą się zawodnikom Deluxe Barbershop, którzy długo byli tylko tłem dla rywali, ale wierzyli w zwycięstwo i zasłużenie zdobyli kolejne trzy punkty. Zespół Inferno Team po bardzo dobrej pierwszej części meczu w drugiej był już bezzębny i na kolejną zdobycz punktową musi poczekać do następnej niedzieli.
W ostatnim czasie ekipa ADS Scorpions łagodnie mówiąc, nie najlepiej radzi sobie na naszych boiskach. Dwa poprzednie spotkania dobitnie temu dowodzą, ponieważ zakończyły się porażkami. Mimo to na rozgrzewce przed spotkaniem widać było, że być może jakiś z trybów tej niegdyś prężnej maszyny zaskoczył i będziemy mogli ponownie ujrzeć ekipę Artura Kałuskiego w dobrych nastrojach po ostatnim gwizdku. Zadanie jednak nie należało do łatwych, bo naprzeciwko stanęli gruzińscy vice liderzy tabeli, reprezentujący barwy Georgian Team. Mimo że goście pierwsi stracili bramkę, to ich wola walki sprawiła, że z tej części spotkania wyszli obronną ręką, prowadząc 2:1. Kolejny etap tego pojedynku rozpoczął się jednak dla nich dramatycznie. Sześć bramek, które naprzemiennie strzelał ofensywny tercet przeciwnika złożony z Lomii, Giorgiego Gabrichidze oraz Saginadze sprowadził ekipę ADS-ów na kolana. Mimo nawałnicy ciosów, gdy wszystko zdawało się stracone, nadzieję na odwrócenie losów spotkania, ponownie wlał w serca kolegów Bartłomiej Filip. Od wyniku 7:2 rozpoczęła się natomiast otwarta wymiana ciosów. Boiskowe wydarzenia rozpieszczały obserwatorów, którzy mieli przyjemność oglądać niezwykle pasjonujące i szybkie spotkanie. W tej bohaterskiej wymianie lepsi okazali się gospodarze, którzy mimo roztrwonienia wysokiego prowadzenia, finalnie wygrali 10:8. Należy ponadto nadmienić, że dzięki zdobytym trzem punktom zachowali oni bliski kontakt z pierwszą drużyną tabeli, Sportowymi Zakapiorami.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)