Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 5 Liga
Sportowe Zakapiory są na idealnej drodze do mistrzostwa 5.ligi. Po pokonaniu Georgian Team ten zespół nabrał dodatkowej pewności siebie i w roli murowanego faworyta przystępował do potyczki z Bartolini Pasta. Ale nie należało tutaj oczekiwać spacerku, bo rywale regularnie zdobywają punkty w tej rundzie i zamierzali postawić się aktualnemu liderowi tabeli. I wychodziło im to bardzo dobrze. Długo utrzymywał się tutaj wynik 0:0, który stanowił niemal gwarancję, że będziemy świadkami sporych emocji. Gole zaczęły padać w samej końcówce pierwszej połowy. Najpierw Mateusz Brożek świetnie wykorzystał dalekie podania od własnego bramkarza i pokonał Andrzeja Groszkowskiego, ale tej minimalnej przewagi nie udało się Makaroniarzom utrzymać do przerwy. Dosłownie w ostatniej akcji tej odsłony Piotrek Szczypek nie złapał - wydawało się - dość prostego strzału Daniela Lasoty i mieliśmy remis. Ten gol być może dla niektórych stanowił początek demontażu Bartolini, ale chłopaki dobrze się trzymali. Tyle że w 31 minucie został podyktowany przeciwko nim rzut karny, który w opinii piszącego te słowa był co najmniej kontrowersyjny. Owszem – Przemysław Sierpiński trącił będącego w powietrzu Daniela Lasotę, ale miało to miejsce już pod oddaniu strzału i tutaj chyba należało puścić grę. Arbiter był innego zdania, a rzut karny skutecznie wyegzekwował sam poszkodowany. To nie był koniec pecha Bartolini, bo lada moment nie udało się wykorzystać okazji na 2:2, co zemściło się wkrótce, gdy po źle rozegranym rzucie rożnym, poszła kontra Zakapiorów i Daniel Lasota skompletował hat-tricka. Wynik ustaliły trafienia Krzysztofa Westenholza oraz Mateusza Brożka i mecz zakończył się przy stanie 4:2. Gracze Bartolini mogą sobie pluć w brodę, bo pierwszego i drugiego gola można było spokojnie uniknąć i kto wie, jak wtedy potoczyłyby się losy tej potyczki. To jednak tylko gdybanie. Zakapiory wygrywają, umacniają się na pozycji lidera i w wyniku kolejnej porażki Georgian Team, nie mają prawa oddać pierwszego miejsca. Sytuacja Makaroniarzy jest trochę bardziej skomplikowana, chociaż porównując ich grę oraz wyniki do zespołów będących za nimi w tabeli, to utrzymanie się w 5.lidze powinno być formalnością.
A.D.S. Scorpion’s od dawna nie mają okazji zasmakować zwycięstwa w Lidze Fanów. Wcale nie lepiej sytuacja wygląda w obozie FC Patriot, przez co obydwie ekipy mocno uwikłały się w walkę o uniknięcie spadku. A skoro tak, to nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak istotnym było, aby zgarnąć tutaj całą pulę. W lekko uprzywilejowanej sytuacji stawialiśmy Patriotów, zwłaszcza po wzmocnieniach jakich dokonał Dmytro Bobyr w ostatnim czasie, z kolei Artur Kałuski nie mógł w niedzielę skorzystać choćby z Pawła Poniatowskiego. Ale mimo braku swojego lidera, to Skorpiony podobały nam się w tym spotkaniu bardziej. Chłopaki grali konsekwentnie, skutecznie punktowali przeciwnika i praktycznie cały mecz prowadzili. Po pierwszej połowie wynik brzmiał 2:1. Podczas gdy Patrioci za bardzo w swoich akcjach kombinowali, tak nominalni gospodarze grali dość prosto, może bez fajerwerków, ale to wszystko przynosiło zamierzony efekt. W drugiej połowie obraz gry się nie zmieniał. Ekipa z Ukrainy biła głową w mur, zawodnicy się frustrowali, a Skorpiony zbudowały sobie dwubramkową przewagę i myśleliśmy, że spokojnie dowiozą tę różnicę do samego końca. I wtedy zaczął się ich dramat. Najpierw błąd popełnił Jakub Rudnik. Golkiper ADS nie złapał piłki po strzale jednego z rywali, dopadł do niej Vitaliy Kram i zmniejszył straty. Z kolei tuż przed końcem spotkania, sędzia podyktował rzut wolny dla Patriotów. Sprawy w swoje nogi wziął Mykyta Davydenko, który posłał piłkę obok muru i zmusił do kolejnej kapitulacji golkipera ADS. Te bramki dzielił niewielki dostęp czasu, a ponieważ sędzia odgwizdał za chwilę koniec spotkania, to trudno inaczej zinterpretować te okoliczności, aniżeli jako stratę dwóch punktów przez zespół Artura Kałuskiego. Być może zabrakło kogoś takiego, jak właśnie Paweł Poniatowski, który potrafiłby przetrzymać piłkę, zagrać na czas i wówczas udałoby się zgarnąć całą pulę. Ale abstrahując od wyniku, to sam mecz w wykonaniu ADS był niezły i daje nadzieję na przyszłość. Co do Patriotów, to ich gra podobała nam się mniej. Dużo chaosu, dużo sztucznego zamieszania, z którego jednak niewiele wynikało. Los uśmiechnął się jednak do tej ekipy i pozwolił uratować się przed porażką. Ale gdybyśmy na bazie tego meczu mieli oceniać, która z tych drużyn ma większe szanse na utrzymanie, to wskazalibyśmy na A.D.S. Scorpion’s.
W spotkaniu 13 kolejki piątej ligi mierzyły się ze sobą ekipy, które start rundy rewanżowej rozpoczęły w zgoła odmienny sposób. Gospodarze niedzielnego starcia, Inferno Team zdaje się, że powoli wychodzą z letargu. Ich rywal, Old Eagles Koło nie może natomiast pochwalić się wysoką formą. Na ostatnie cztery spotkania wygrali zaledwie raz, notując przy tym jeden remis. Z tego powodu po graczach z warszawskiej Woli można było spodziewać się ogromnego zaangażowania. Poza tym mecz pomiędzy drużynami był niezwykle ciekawy z powodu widocznych na pierwszy rzut oka różnic w doświadczeniu oraz atrybutów fizycznych. To właśnie bardziej zasłużona na boiskach Ligi Fanów ekipa rozpoczęła strzelanie. Niemalże po rozpoczęciu meczu do piłki po podaniu Mariusza Żywka, dopadł Paweł Lewandowski, który ze spokojem godnym podziwu pokonał golkipera rywali, Rafała Grzywacza. Następnie zawodnicy Inferno – wyraźnie podrażnieni utratą bramki szybko odpowiedzieli. Mimo pozornie wyrównanej gry, po raz kolejny ich rywal okazał się bardziej wyrachowany. Po nawałnicy ataków gracze w białych strojach wyprowadzili zabójczą kontrę, której autorem był wcześniej wspomniany Lewandowski. Niestety dla gości na tym etapie kończy się ich skuteczna gra. Ponownie do głosu doszli młodsi, lepiej przygotowani kondycyjnie rywale, którzy zdołali przed przerwą nie tylko wyrównać, ale nawet objąć dwubramkowe prowadzenie. W kolejnej części zawodów można było zwrócić uwagę, ile daje atut „własnego” boiska. Należy nadmienić, że nominalni goście tego spotkania większość swoich spotkań rozgrywają na boisku Areny Grenady, które w dużym stopniu odbiega wymiarami od obiektów warszawskiego AWF-u. Gracze Inferno o wiele lepiej czuli boiskową przestrzeń, dzięki czemu w sporej ilości sytuacji, wychodzili obronną ręką, zarówno z akcji defensywnych jak i ofensywnych. Zaowocowało to skromną, ale jakże cenną wygraną 5:4. Dzięki temu gospodarze mogą patrzeć z nadzieją w przyszłość, ponieważ szanse na potencjalne utrzymanie rosną z kolejki na kolejkę.
Georgian Team chyba stracił już nadzieję, że w tym sezonie powalczy o mistrzostwo 5.ligi. Porażka ze Sportowymi Zakapiorami postawiła tę ekipę w trudnej sytuacji, a zapowiadało się, że będzie jeszcze gorzej, bo drużynę braci Gabrichidze czekała bardzo trudna konfrontacja z Deluxe Barbershop. Barberzy w tej rundzie wygrywają wszystko i tak jak zdążyliśmy już napisać w jednym z poprzednich opisów ich meczu – cel na drugą część sezonu, to zwycięstwa we wszystkich spotkaniach. No i trzeba im oddać, że są konsekwentni, bo z wiceliderem tabeli poradzili sobie zaskakująco gładko. Przyczyn takiego stanu było wiele. Przede wszystkim – Georgian Team znów musiał sobie radzić bez nominalnego golkipera. Po drugie – rywale byli po prostu za szybcy i za sprytni. Reprezentanci Gruzji po prostu nie nadążali za swoimi przeciwnikami i ten mecz tak naprawdę zanim się dla nich zaczął, to już zdążył się skończyć. Deluxe bardzo szybko objęli wysokie prowadzenie i praktycznie na każdym etapie mieli przewagę 3-4 goli. Przegrywający nie byli w stanie zminimalizować strat, zwłaszcza że wszystko co wywalczyli z przodu, łatwo oddawali z tyłu. Potwierdziło się to przede wszystkim w drugiej połowie. Gracze Georgian Team popełniali masę prostych błędów, z których rywale robili użytek. A gdyby tego było mało, to powoli graczom wicelidera tabeli odechciewało się wracać do defensywy. Często zostawiali tam tylko jednego zawodnika, który nie miał szans poradzić sobie z watahą głodnych goli przeciwników. Nic więc dziwnego, że mieliśmy tutaj do czynienia z dwucyfrówką, bo gracze Deluxe jak już złapali swojego oponenta, to nie chcieli go puścić. Wynik końcowy to 11:4, który chluby przegranym nie przynosi. Bracia Gabrichidze muszą już skupić się na obronie drugiego miejsca, bo więcej nie ugrają, a z kolei przewaga nad peletonem wcale nie jest taka duża. Na szczęście z większością ekip z czołówki ten zespół już grał, a z tymi teoretycznie słabszymi powinien sobie poradzić. Z kolei Deluxe odnoszą kolejny zasłużony triumf i nie wydaje się, by mieli się zatrzymać. W tym momencie tracą już tylko cztery punkty do podium, a warto zwrócić uwagę, że rywale będący przed nimi w tabeli mają ciężki terminarz. Jeśli więc gracze Amina Huseynova nie zejdą ze zwycięskiej ścieżki, to mogą dokonać czegoś wielkiego. Nie często się przecież zdarza, że drużyna, która po rundzie jesiennej była na miejscu spadkowym, ma szansę wywalczyć medal. A tutaj jest to bardzo prawdopodobne.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)