Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 5 Liga
Starcie Bartolini Pasta z Munją było bardzo wyrównaną konfrontacją. Pierwsze 10 minut drużyny się nawzajem badały, bezpiecznie rozgrywając piłkę i tworząc ataki pozycyjne. W 11 minucie oglądamy premierowe trafienie. Mateusz Brożek pokonuje bramkarza Munji strzałem z dystansu. Na kolejną bramkę nie czekaliśmy długo, ponieważ po 6 minutach Kuciszewski zdobywa gola dla Munji na wyrównanie. Na koniec pierwszej połowy ponownie Bartolini Pasta wychodzi na prowadzenie za sprawą Przemysława Sierpińskiego. Do przerwy mamy więc 2:1. W drugiej części spotkania drużyna gości ciągle atakuje i spycha przeciwników na własną połowę, co w 33 minucie skutkuje wreszcie długo oczekiwaną bramką. I wcale nie zamierzają się tym zadowalać. Zdobywają kolejne dwie bramki, dając sobie spokojne prowadzenie, które teraz trzeba już tylko utrzymać do finałowego gwizdka. Bartolini potrzebuje dwóch trafień, jednak zdobywa tylko jednego gola i to w samej końcówce, a na więcej nie starcza już czasu. Spotkanie kończy się wynikiem 4:3 dla Munji.
Chyba nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że już po dwóch kolejkach 5.ligi ekipa BM wyrosła na jednego z kandydatów nawet do mistrzostwa tego poziomu rozgrywkowego. Chłopaki zaczęli bowiem sezon od dwóch efektownych zwycięstw i przeciwko FC Patriot również byli faworytami. W tej ekipie widać dużą determinację, mają bardzo szeroką kadrę i stać ich na to, by z każdym rywalem narzucić wysokie tempo. Nie inaczej było w niedzielę, gdzie błyskawicznie postawili swoje warunki gry i równie szybko wyszli na prowadzenie. Ale rywale, mimo iż początek mieli trudny, to z minuty na minutę prezentowali się coraz lepiej i nie dali się stłamsić. Doprowadzili do stanu 1:1, a potem ciągle trzymali dość bliski kontakt z przeciwnikiem. Widać było jednak, że kosztuje to ich bardzo dużo i że nadejdzie moment, w którym nie będą w stanie utrzymać tempa narzuconego przez BM. I o ile pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 5:3 dla faworytów, to w drugiej lider tabeli nie pozostawił złudzeń, kto jest lepszy. W tej fazie meczu zaczęło się od dwóch z rzędu goli dla BM i chociaż Patrioci byli w stanie odpowiedzieć tym samym, to potem przyszła seria aż czterech kolejnych goli dla nominalnych gospodarzy, co zamknęło dywagacje dotyczące trzech punktów. Trzeba przyznać, że zespół BM dobrze wyglądał w każdej formacji. Bardzo solidnie prezentował się bramkarz, w obronie dobrze działał Faizen Rahmatshoev, z kolei z przodu było wielu graczy, którzy posiadali duże umiejętności indywidualne. Co ciekawe – jednym z nich był Yeuhen Mushnin, który jeszcze w sezonie Lato 2023 grał w… FC Patriot. No i w niedzielę przyczynił się do porażki swojej byłej ekipy, natomiast oddajmy Patriotom, że naprawdę robili co mogli. W tym składzie osobowym po prostu nie było szans na ugranie czegoś więcej, aczkolwiek drobne zastrzeżenia można mieć do bramkarza, który w wielu sytuacjach mógł się zachować lepiej. To jednak niewiele by zmieniło, bo w rywale byli lepsi i zasłużenie zgarnęli trzeci komplet punktów z rzędu. I według nas – ich seria szybko się nie skończy.
Skorpiony po dwóch porażkach liczyły na przełamanie z Inferno Team. Goście jak dotąd zdobyli trzy punkty i mieli nadzieję na marsz w górę tabeli. Od początku gospodarze wyglądali lepiej i wyszli na prowadzenie. Po kilku minutach mieli znakomitą okazję, bo bramkarz rywali faulował w polu karnym i sędzia wskazał na wapno. Bartek Filip nie wykorzystał szansy i dosłownie chwilę później Inferno wyrównało. Od tego momentu ciężar gry wziął na siebie Paweł Poniatowski. Znakomicie grał w destrukcji, a jak już miał okazję to zdobywał gole. Głównie dzięki niemu A.D.S. Skorpion's wyszli na prowadzenie i do przerwy było 3:1. Po zmianie stron nastąpiła zmiana między słupkami gospodarzy. Do bramki wszedł Patryk Szewczuk i od razu musiał kilka razy interweniować. Gospodarze mając korzystny wynik czekali na swojej połowie na rywali i skutecznie kontrowali. Przy stanie 5:1 Inferno zdjęło bramkarza, by mieć przewagę w polu. Ten manewr dał bramkę po strzale z dystansu Rafała Grzywacza. Goście dążyli do odwrócenia losów tego meczu, ale mimo ambitnej walki udało się tylko zmniejszyć rozmiary porażki. Ostatecznie team Artura Kałuskiego wygrywa spotkanie 6:4 i zdobywa pierwsze cenne punkty w tej kampanii. Inferno mimo ambitnej walki musi szukać "oczek" w kolejnych meczach. Mamy wrażenie, że zespół Igora Patkowskiego musi popracować nad defensywą, bo ta w niektórych momentach potrafi robić sporo błędów co rywale w ten weekend skutecznie wykorzystali.
Tydzień temu Old Eagles Koło wysoko pokonało swojego rywala, a Deluxe Barbershop po raz drugi poczuło smak porażki. Gospodarze od pierwszych minut do końca pierwszej połowy przeważali na boisku, nie pozwalając rywalowi na swobodne rozgrywanie piłki. Szybkie tempo rozgrywania i dokładne podania były kluczem do zdobycia trzech bramek w czasie trzech minut. Autorem tych trafień był Przemek Długokęcki, który zdobył swojego pierwszego hat-tricka w tym sezonie. Goście w tej części meczu zdołali tylko raz pokonać Jana Drabika i po dość jednostronnej połowie gospodarze schodzili z dwubramkowym prowadzeniem. Ciąg dalszy spotkania po krótkiej przerwie lepiej rozpoczął się da zawodników Deluxe Barbershop. Szybko zdobyta bramka kontaktowa przywróciła nadzieję na pierwsze punkty w sezonie i nie było już widać tak dużej różnicy pomiędzy oboma zespołami. Kiedy do końca pozostało pięć minut rozpoczął się prawdziwy festiwal strzelecki. Na początku gospodarze dwukrotnie umieścili piłkę w siatce, następnie goście poszli w ich ślady. Deluxe próbował jeszcze odrobić jedną brakującą do remisu bramkę, lecz zabrakło im czasu. Wygrana 5:4 uplasowała Old Eagles Koło na najniższym stopniu podium, a Deluxe Barbershop bez jakiejkolwiek zdobyczy zamyka tabelę piątej ligi.
Pewnie mało kto spodziewał się, że notująca w poprzednich sezonach dość przeciętne wyniki ekipa Sportowych Zakapiorów będzie tak wysoko po dwóch kolejkach nowego sezonu. Ale to nie jest przypadek, bo Daniel Lasota i spółka porobili ciekawe transfery i widać, że zależy im, by wreszcie w Lidze Fanów nie tylko być, ale też powalczyć o coś cennego. A w ostatnią niedzielę czekał ich fajny sprawdzian, bo mierzyli się z inną niepokonaną jak dotąd drużyną – Georgian Team. Bracia Gabrichidze i spółka to zespół solidny, który też mierzy wysoko, dlatego liczyliśmy na dobre widowisko. I takie też otrzymaliśmy! Początkowo trudno było ocenić, kto może tutaj wywieźć komplet punktów. Trwała bowiem wzajemna wymiana ciosów – gdy jedni strzelali, to drudzy natychmiast odpowiadali. I tak do stanu 3:3. Ale końcówka pierwszej połowy nie potoczyła się już według tego schematu. To Zakapiory zdobyły dwie bramki, z czego jedną po rzucie wolnym Pawła Groszkowskiego, gdzie lepiej mógł się zachować bramkarz ekipy z Gruzji. Dwa gole przewagi to niezła zaliczka, natomiast prowadzący wiedzieli, że jeśli chcą utrzymać ten stan, to muszą uszczelnić defensywę. I oddajmy im, że zrobili to w sposób perfekcyjny. Gruzini robili co mogli, mieli większy procent posiadania piłki, lecz dobrze usposobiona obrona przeciwników nie pozwalała im na zbyt wiele. A nawet jeśli ten mur trochę przeciekał, to wszystko asekurował Andrzej Groszkowski. Minuty mijały, a przegrywający nie potrafili zmniejszyć strat. To o mało nie skończyło się „zabiciem” meczu przez oponentów, którzy kilka razy wyprowadzili groźną kontrę, lecz nie potrafili jej wykończyć. Nie miało to jednak wielkich konsekwencji. Sportowe Zakapiory dowiozły rezultat 5:3 do końcowego gwizdka i mogły sobie pogratulować dobrze wykonanej pracy. I brawa dla nich szczególnie za drugą połowę, bo w poprzednich sezonach był to zespół, który to co wywalczył sobie z przodu, marnował w głupi sposób z tyłu. Jednak dzięki zaciągowi z Junaka, to wszystko się zbalansowało i dzięki temu mamy to co mamy, czyli Zakapiory na drugim miejscu w tabeli. Georgian Team spadł na czwartą lokatę a gdybyśmy mieli wskazać przyczynę niedzielnej porażki, to zbyt duża nerwowość i za mała ilość zawodników, bo niektórym graczom przydałby się krótki odpoczynek, ale nie było ich za bardzo kim zastąpić. Warto byłoby pomyśleć o jakichś wzmocnieniach, bo 6-7 zawodników na tak wyczerpujący sezon, to może być trochę za mało…







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)