Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 15 Liga
Mecz pomiędzy A.D.S Scorpions II a KS Partyzant Włochy od początku zapowiadał się na towarzyskie, spokojne starcie. Obie drużyny przystąpiły do rywalizacji z pozytywnym nastawieniem – przed pierwszym gwizdkiem zamiast napięcia widać było uśmiechy i luźną atmosferę. Scorpionsi byli pewni siebie, przygotowani i zmobilizowani. Partyzant, występujący w nieco okrojonym składzie, podszedł do spotkania z mniejszymi zasobami personalnymi, ale za to z widocznym nastawieniem na grę fair i dobrą zabawę.
Tym razem obyło się jednak bez niespodzianek – już w pierwszej minucie gospodarze zrobili swoje. Aleksandr Gradil otworzył wynik tuż po rozpoczęciu, a jego koledzy szybko poszli za ciosem. Na listę strzelców wpisali się następnie Piotr i Jakub Fortuna, a do przerwy Scorpions II prowadzili już 4:0.
Druga połowa przerodziła się w prawdziwą kanonadę. Zmęczenie coraz mocniej dawało się we znaki zawodnikom Partyzanta, którzy przy zaledwie jednym rezerwowym musieli umiejętnie gospodarować siłami. Mimo trudnych warunków zdołali się przełamać – około 35. minuty Ksawery Błaszczyk zdobył pierwszą bramkę dla swojej drużyny, a dziesięć minut później drugie trafienie dołożył Mateusz Gordon. Niestety, na więcej zabrakło już energii.
Gospodarze przejęli pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku i bezlitośnie wykorzystywali każdą lukę w defensywie rywala. Piotr Arendt, bramkarz Partyzanta, robił co mógł, jednak tego dnia zbyt często musiał sięgać po piłkę do siatki. Spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem Scorpions II – 12:2.
Choć przewaga była wyraźna, nie sposób odmówić serca zawodnikom drużyny gości. Szczególnie aktywna była Ola Pastuszko, która wraz z Ksawerym Błaszczykiem próbowała napędzać ofensywę swojego zespołu. Ola była bliska zdobycia pięknego gola – jej mocne uderzenie obiło poprzeczkę. Gdyby piłka znalazła drogę do siatki, moglibyśmy mówić o kandydacie do bramki kolejki.
15. kolejka w 15. lidze przyniosła start rywalizacji w grupach mistrzowskiej i spadkowej. W tej pierwszej zmierzyły się drużyny Elitarnych Gocław oraz FC Mocny Narket. Gospodarze, aby pozostać w grze o mistrzostwo, musieli bezwzględnie pokonać wyżej notowanego rywala. W poprzednich starciach tych drużyn Elitarni prezentowali się lepiej, zdobywając więcej bramek w dwumeczu.
Od pierwszych minut spotkanie było otwarte, a oba zespoły postawiły na ofensywny styl gry. Już w 5. minucie Mocny Narket miał okazję objąć prowadzenie po rzucie karnym, jednak tymczasowo stojący w bramce Marcin Bielski (zastępujący ukaranego żółtą kartką Marcina Głębockiego) obronił strzał z „wapna”. Chwilę po powrocie Głębockiego między słupki to jego vis-à-vis – Ruben Nieścieruk – zaskoczył wszystkich pięknym uderzeniem z własnej połowy, dając prowadzenie gościom. W dalszej części pierwszej połowy bramkarze na przemian wyciągali piłkę z siatki – wyrównanie, ponowne prowadzenie i kolejna odpowiedź sprawiły, że do przerwy mieliśmy remis 2:2, który dobrze odzwierciedlał przebieg meczu. Nie brakowało efektownych kontrataków i szybkich wymian ciosów, choć żadna z ekip nie potrafiła przechylić szali na swoją stronę.
Po przerwie mecz nie zwolnił tempa. Obie drużyny grały bardzo ostrożnie w defensywie, ale jednocześnie angażowały całe zespoły w ataku. Przez długi czas brakowało konkretów, aż dopiero w ostatnich 10 minutach kibice doczekali się goli. Elitarni ponownie wyszli na prowadzenie, jednak odpowiedź rywali znów była błyskawiczna. Końcówka meczu to prawdziwa wymiana ognia. Marcin Bielski zdobył gola na 4:3 dla gospodarzy, ale bohaterem wieczoru został Ruben Nieścieruk – kapitan FC Mocny Narket, który raz jeszcze opuścił swoją bramkę i po raz drugi w tym meczu wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik na 4:4.
Dla Elitarnych remis oznacza utratę szans na mistrzostwo, mimo ambitnej postawy. Mocny Narket wciąż może sięgnąć po tytuł, ale musi wygrać oba pozostałe spotkania.
Było to z pewnością – jak zresztą każde z nadchodzących spotkań – niezwykle istotne starcie dla układu tabeli. W przypadku zwycięstwa gospodarzy, sytuacja w „grupie mistrzowskiej” mogłaby się jeszcze mocno skomplikować. Stało się jednak inaczej – dziś wiemy już na pewno, że FC Babice wypisały się z wyścigu o złoto. Ba! Nie tylko o złoto, ale i o srebro. Z kolei dla gości te trzy punkty mogą finalnie okazać się absolutnie kluczowe. Z Mocnym Narketem Santiago walczy bowiem dosłownie „na żyletki”. Sytuacja jest napięta, a każdy punkt może mieć wagę mistrzostwa.
Omówiliśmy już stawkę meczu – a jak wyglądał jego przebieg? Fantastycznie rozpoczął młody zespół z Babic, który już w 18. minucie prowadził aż 4:1! Przed przerwą obie drużyny dorzuciły jeszcze po jednej bramce, a pierwsza połowa zakończyła się wysokim wynikiem 5:2. Niestety dla gospodarzy, wszystko, co dobre, skończyło się wraz z początkiem drugiej części gry. Santiago wrzuciło wyższy bieg, pokazując, że walka o mistrzostwo to dla nich coś więcej niż hasło. Przewaga Babic topniała z każdą minutą. Końcówka? Istne szaleństwo: 6:6, 7:6, 7:7… i ostatecznie – brutalne, choć efektowne – 7:8. Multum emocji, grad bramek i mnóstwo zwrotów akcji – właśnie za to kochamy sześcioosobową piłkę!
FC Babice, mimo tej porażki, wciąż liczą się w walce o podium – tam przyjdzie im się zmierzyć z Gocławiem. A Santiago? Jak już wspomnieliśmy – czeka ich bezpośrednia, zacięta walka o medale z najcenniejszego kruszczu!







)
)
)
)
)
)
)
)