Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 15 Liga
Niewątpliwym faworytem w spotkaniu pomiędzy FC Mocny Narket a KS Partyzantem Włochy byli gospodarze. W pierwszych trzech kolejkach zgarnęli komplet punktów i zajmowali pierwsze miejsce w ligowej tabeli. Ich rywale do tej pory zdobyli tylko jeden punkt, ale zrobili to w ostatniej kolejce i ich forma jest wyraźnie zwyżkowa. Początek meczu drużyny zaczęły skoncentrowane, ale z biegiem czasu inicjatywę przejęli gospodarze. Jednak po drugiej stronie w bramce świetnie spisywał Wiktor Stankowski, który swoimi interwencjami pilnie strzegł bramki Partyzanta. Jednym z ważniejszych momentów tego spotkania była kontuzja zawodnika gości – Ksawerego Błaszczyka, który niefortunnie upadł na murawę i nie mógł dalej grać. Ostatecznie zawodnicy obu ekip schodzili na przerwę przy bezbramkowym remisie. Druga część spotkania rozpoczęła się od straty jednego z graczy Partyzanta, przez co wynik otworzył Adam Stolarski. Najładniejsza bramka spotkania wpadła z kolei w 42 minucie, kiedy to bezpośrednio z rzutu rożnego gola zdobył Przemek Budnicki. Minutę później dosyć niespodziewanie na prowadzenie wyszli goście, jednak riposta faworytów była natychmiastowa i na pięć minut przed końcem meczu mieliśmy wynik remisowy 2:2. Ostatnie słowo należało do ekipy z Włoch, która strzelając gola na 3:2 ustaliła wynik. Po bardzo emocjonującym meczu doszło więc do sporej niespodzianki. Dla zespołu FC Mocny Narket to pierwsza strata punktów w tym sezonie i wciąż trudno nam uwierzyć, że stało się to właśnie przeciwko Partyzantowi.
W meczu 4 kolejki 15 ligi, szukający formy Niemiertelni Wojownicy podejmowali trzecich w tabeli Elitarnych Gocław. Gospodarze po 3 kolejkach zgromadzili zaledwie 3 punkty, co było dużym zaskoczeniem, ponieważ w pierwszym meczu sezonu roznieśli FC Babice aż 14:1. Początek spotkania należał do Nieśmiertelnych, którzy szybko wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Arkadiusza Słojkowskiego. Niestety równie ekspresowo je utracili, ponieważ szybką akcję przepięknym strzałem z przewrotki wykończył Marcin Bielski, który tego dnia prezentował się fenomenalnie. Niedługo później, ponownie piłkę do siatki wpakował Bielski, a minutę po nim wynik podwyższył Hou Jiuyang i mieliśmy 1:3. Mecz był bardzo twardy i niestety znacząco odczuli to zawodnicy Nieśmiertelnych, którzy poturbowani, nie byli w stanie grać na najwyższych obrotach. Po przerwie, niemoc swoich przeciwników regularnie wykorzystywali Elitarni, którzy dokładali kolejne trafienia. Niestety dla gospodarzy, brak odpowiedniej ilości zmienników spowodował, że spotkanie zakończyło się wynikiem 1:9, a zwycięzcy umocnili się na trzeicej pozycji w tabeli.
FC Babice w poszukiwaniu swoich pierwszych punktów zjawili się w bardzo szerokim składzie na boisku przy ulicy Grenady, gdzie rozgrywany był mecz z niepokonanym do tej pory Santiago Remberteu. Goście z dużą pewnością siebie wyszli na boisko, co było widać szczególnie po jakości rozgrywanych przez nich akcji. Albert Kosiński wyprowadził swój zespół na prowadzenie, na które dość szybko odpowiedział Maciek Radoń, który strzelił swoją pierwszą bramkę w tym meczu. Gracze Santiago Remberteu jakby podrażnieni okolicznościami ruszyli do jeszcze bardziej zdecydowanych ataków, które w pierwszej połowie dwukrotnie pozwoliły im cieszyć się z bramek. Po przerwie Michał Syrnyk podwyższył prowadzenie faworytów i wydawało się, że lider nie pozwoli sobie na stratę punktów. W tym momencie w nogi Maciek Radonia wszedł - zachowując odpowiednie proporcje - Leo Messi. Ten gracz w krótkim odstępie zdobył 4 bramki, zanotował asystę i w pojedynkę rozniósł zawodników Santiago Remberteu. Michał, którego dokładniejszy możecie już przeczytać w naszym podsumowaniu MVP, zapamięta ten mecz na długo. Rzadko kiedy widzimy taką remontadę i to wynikającą w dużej mierze z gry jednego zawodnika. Goście starali się jeszcze wrócić do gry i zdobyć chociaż punkt, ale nie udało się i to FC Babice mogły się cieszyć z pierwszego zwycięstwa w trwającej kampanii.
W wieczornym spotkaniu pomiędzy Warsaw Pistons a Karabakh Azerbejzan ciężko było znaleźć zdecydowanego faworyta. Obydwa zespoły nie mogły uznać startu sezonu za udany. Szansy na poprawę swojego bilansu obie ekipy upatrywały w niedzielnym meczu. A ten rozpoczął się od szybkiego prowadzenia gospodarzy, którzy za sprawą trafienia Pawła Nowaka otworzyli worek z bramkami. Niestety dla nich przeciwnicy z Azerbejdżanu natychmiast wyrównali. Mimo tego zawodnicy Warsaw Pistons nie poddali się i ponownie objęli prowadzenie, by po akcji Stanisława Wojdy wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Do końca tej odsłony jedni i drudzy dołożyli jeszcze po jednym trafieniu i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 4-2. W drugiej odsłonie tego widowiska goście dwoili się i troili, aby zbliżyć się do swoich przeciwników, chociażby na odległość bramki kontaktowej, a ta przyszła dość niespodziewanie po bramce Ravana Ramazanova. W tej części meczu gospodarze mocno opadli z sił i nie byli już tak skuteczni jak rywale, którzy z każdą minutą powiększali stan posiadania. Wydawało się że kluczem do sukcesu była szczelna obrona i świetnie spisujący się bramkarz w drugich 25 minutach. Przy stanie 4-6 przegrywający próbowali się odgryzać, jednak na jedną zdobytą przez nich bramkę zawodnicy Karabakhu zdobyli aż trzy. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 5-9 i zdecydowanie oddaje boiskowy przebieg, w którym to stroną dominującą byli zawodnicy Karabakhu Azerbejzan. Wygrana ta pozwoliła im wskoczyć na czwartą pozycję i bezpośrednio przeskoczyć swoich niedzielnych rywali.







)
)
)
)
)
)
)
)