reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

Obecnie każdy mecz w 2 lidze jest niezwykle ciekawym widowiskiem, ale to co działo się w starciu Ukranian Vikings z GGSem było istnym, futbolowym teatrem. Było to jedno z ciekawszych i najbardziej emocjonujących spotkań jakie ostatnio oglądaliśmy na Arenie AWF i choć nie zabrakło nerwów, oglądaliśmy świetne, piłkarskie zawody. W poprzednim spotkaniu tych ekip górą byli goście i dla Wikingów była to szansa na rewanż, choć początek meczu zdecydowanie nie poszedł po myśli gospodarzy. W 3 minucie fatalne zagranie bramkarza Eduarda Vakhidova zostało zablokowane przez Mateusza Grabowskiego i piłka wtoczyła się do siatki. Gdy wydawało się, że GGS pójdzie za ciosem w 7 minucie gola wyrównującego ustrzelił Vasyl Pidluzhnyi, a inicjatywa zdecydowanie przeszła na stronę gospodarzy. Nie minęły trzy minuty a drugą bramkę zdobył Vasyl, po kwadransie miał już na koncie hat-tricka, a po chwili było już 4:1 po trafieniu Victora Yaremiego. Zdecydowanie coś nie działało w ekipie Adriana Kanigowskiego, brakowało koncentracji i klarownych sytuacji strzeleckich. Na dodatek w jednej z ostatnich akcji pierwszej połowy po niefortunnej interwencji Arkadiusza Waszaka piłka wpadła do bramki i na tablicy mieliśmy wynik 5:1, a goście schodzili do szatni ze spuszczonymi głowami. W przerwie musieli powiedzieć sobie kilka męskich słów, bo po wznowieniu gry mecz nabrał zupełnie innych kolorów. Mogło się wydawać, że Vikings mają już zwycięstwo w kieszeni i druga połowa będzie spacerkiem, ale Gracze Gorszego Sortu nie raz i nie dwa pokazali niezłomny charakter i tak było i tym razem. Powoli przejmowali inicjatywę i grali coraz śmielej, czego efektem było doskoczenie z wynikiem na 5:3 po dwóch golach Arkadiusza Waszaka. Vasyl Pidluzhnyi golem na raty uspokoił nieco grę swojego zespołu, ale GGS nie ustępował i gonił wynik. Najpierw hat-tricka skompletował Arkadiusz Waszak, po chwili trafił Michał Wierzchoń, a na pięć minut przed końcem był remis 6:6, gdy bramkarz gości Patryk Kieszkowski huknął z dystansu i piłka zatrzepotała w siatce. Obie drużyny poczuły, że nie mają nic do stracenia i rzuciły się do rozpaczliwych ataków. Fortuna była tego dnia po stronie Ukraińców – w 48 minucie rozmontowali obronę gości i Arsen Oleksiv wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a po chwili Yeugen Sirotenko pogrzebał nadzieje GGSu na odrobienie strat i ustalił wynik na 8:6. Choć to Vikings wyszli z tego meczu zwycięsko, obu ekipom należą się brawa za męską walkę do samego końca.   

2
11:00

Zespół Energii po porażce na inaugurację sezonu kolejne swoje trzy spotkania zakończył z kompletem zwycięstw i przewodzi ligowej stawce. Zespół Dzików Młochów zagrał natomiast na odwrót - bardzo dobrze rozpoczął wiosenną kampanię zdobywając trzy punkty, jednak w kolejnych spotkaniach schodził z boiska w roli przegranych. Sądząc po pozycji w tabeli oraz serii zwycięstw i porażek faworyt mógł być tylko jeden. Jednak już w pierwszych minutach przekonaliśmy się, że różnie z tym typowaniem jest, bo po 10 minutach mieliśmy trzybramkowe prowadzenie zespołu gości. Chwilę później stratę zmniejszyć mogli gospodarze, ale piłka po ich strzale wylądowała na poprzeczce. Doskonałą sytuację na podwyższenie wyniku miał zespół z Młochowa, ale piłki do pustej bramki nie trafił napastnik tego zespołu. Zamiast wyniku 4:0 mieliśmy do czynienia z odrabianiem strat przez zespół Energii, który ostatnie 10 minut pierwszej części meczu zagrał bardzo skutecznie i nie dość, że dogonił rywala to i dołożył kolejne trafienie, w wyniku czego faworyt zakończył prowadzeniem pierwszą połowę w stosunku 4:3. Początek drugiej połowy był bardzo równy, ale trochę lepiej wyglądali zawodnicy gości, którzy doprowadzili do wyrównania. Kilka minut później grali z przewagą jednego zawodnika, jednak nie potrafili tego wykorzystać. Ostatnie fragmenty meczu to ataki obydwu drużyn, jednak w tej części spotkania bardzo dobrze prezentował się bramkarz gości Arkadiusz Żyznowski i nie dał się ani razu pokonać przeciwnikom. Dodatkowo jego koledzy dwukrotnie oszukali golkipera rywali i mecz zakończył się niespodziewanym zwycięstwem Dzików Młochów 6:4. Zespół ten dopisuje sobie w końcu kolejne punkty i nadal ma realne szanse na miejsce w pierwszej trójce na koniec rozgrywek ligowych. Zespół Energii pomimo porażki i straty punktów nadal zajmuje pierwsze miejsce w ligowej tabeli i końcowe zwycięstwo cały czas zależy tylko od nich. 

4
17:30

Przez kłopoty kadrowe ekipa z Mokotowa ma w tej rundzie spore problemy. Na jesieni pasmo sukcesów, a teraz sytuacja diametralnie się odwróciła. Chłopaki dwoili się i troili, ale nie byli w stanie zastąpić tych, którzy na mecz nie przyjechali. Pod koniec listopada te dwa zespoły mierzyły się już i to Orlik był górą. W niedzielnym meczu Tylko Zwycięstwo pokazało rogi i zrobiło odwet za to co wydarzyło się na jesieni. Zawodnicy obu drużyn mieli wysokie ambicje i od początku starali się zdominować przeciwnika. Pierwszy umieścił piłkę w siatce Andrzej Morawski. Po niecelnym podaniu zawodnika gości, Andrzej wykorzystał sytuację i natychmiast przejął piłkę. Był to jego pierwszy gol, ale nie ostatni. Zaliczył bowiem w tym meczu hat-tricka, a jego gra wyróżniała się na tle innych. Z biegiem czasu gospodarze zdecydowanie częściej utrzymywali się przy piłce niż rywale. Wygrywali więcej pojedynków 1v1, a co najważniejsze wykorzystywali dogodne sytuacje. Ostatecznie zawodnicy zeszli na przerwę przy wyniku 2:0. Niedługo po zmianie stron Orlik stworzył kilka niebezpiecznych sytuacji, ale nic nie chciało wpaść do bramki oponentów. Była poprzeczka, słupek i przede wszystkim bardzo solidny blok defensywny gospodarzy. To pozwoliło zachować Mateuszowi Kwaśnemu czyste konto. Spotkanie zakończyło się finalnie wynikiem 5:0. Poza fenomenalną formą Tylko Zwycięstwo uważamy, że nowe koszulki od Superbetu, w których zagrali po raz pierwszy, na pewno dodały odpowiednią ilość piłkarskiego skilla.

5
20:30

Dziesiąta w tabeli 2 ligi FC Górka podejmowała w niedzielę Eternis. Obydwie drużyny muszą w każdym meczu bić się o zwycięstwo, ponieważ obydwie dzielą powoli los spadkowicza do 3 ligi. Od początku goście narzucili mocne tempo gry i dało to wymierny efekt w postaci zdobytej w 6 minucie bramki na 1-0. Następne dziesięć minut to wymiana ciosów,  jednak ze wskazaniem na ekipę gości, która w 16 minucie potwierdziła to trafiając na 2-0. Dmytro Kravchenko, Aleksander Bendkowski i Szymon Giza - ci Panowie byli architektami sukcesu Eternisu w tym meczu. Co prawda FC Górka nie odpuszczała nawet na centymetr i dzięki temu zdobyła bramkę kontaktową na 2-1, jednak chwilę później ponownie Eternis odpowiedział. Szymon Giza trafił po solowej akcji na 3-1 i Eternis kontrolował to spotkanie. Zawodnicy z osiedla Tarchomin - jak słusznie zauważył Marcin Godlewski, nie ma osiedla "Górka" w Warszawie - jednak znowu nie odpuścili i po ładnej akcji bardzo aktywnego w tym meczu duetu Przemysław Dolega i Marcin Godlewski trafili na 3-2. Gospodarze byli więc na tzw. kontakcie i niewiele brakowało, aby zdobyli bramkę na remis, jednak w pierwszej połowie zabrakło im na to czasu. Druga odsłona to wzajemne badanie się obydwu drużyn, szukanie możliwości celnego podania albo strzału, szczególnie że każdy punkt dla tych ekip jest cenniejszy niż złoto. Skuteczniejsi jednak okazali się zawodnicy gości i w 34 minucie prowadzili 4-2. Niezawodny Dmytro Kravchenko minął dwóch rywali i ładnym strzałem przy krótkim słupku pokonał golkipera rywali. Chwilę później Eternis ponownie zdobył bramkę i mieliśmy 5-2 na tablicy wyników. Wydawało się, iż goście na spokojnie prowadzą grę, jednak po straconych bramkach gospodarze zaczęli mocniej atakować i zdobywać coraz więcej miejsca. Poskutkowało to trafieniem na 5-3 i łapaniem kontaktu z przeciwnikiem. Eternis nie pozostał dłużny i szybko zdobył bramkę na 6-3, kontrolując to spotkanie. Pod koniec drugiej połowy, serce ekipy FC Górka Przemysław Dolega zdobył bramkę na 4-6 i tym trafieniem chciał ponieść swoją drużynę. Przeciwnik widząc to co się dzieje nie pozwolił jednak rozpędzić się oponentom i niezawodny duet Dmytro Kravchenko & Szymon Giza postawił kropkę nad i. W 48 minucie Eternis zdobył ostatnią bramkę tego meczu i ustalił wynik na 7-4. Dla gospodarzy 3 stracone punkty to jest bardzo mocny cios i ciężko będzie im się podnieść już do końca sezonu, ale nie skreślajmy tych charakternych chłopaków. Natomiast Eternis wygrywając w tym starciu ma szansę zbliżyć się do miejsca, które pozwoli pozostać mu w rozgrywkach 2 ligi. 

Reklama