Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 2 Liga
W zapowiedziach tego meczu prognozowaliśmy, że może paść mało bramek ze względu na dobrze funkcjonujące defensywy obu zespołów. O dziwo wynik był dość wysoki, a strzelanie zaczęło się już od pierwszych minut. W 2 minucie debiutujący w tym spotkaniu bramkarz Energii przy piąstkowaniu nie trafił w piłkę, a w zawodnika rywala i sędzia podyktował „jedenastkę”, którą pewnie wykorzystał Grzegorz Dybcio. Początek nie był więc zbyt dobry dla gospodarzy, ale szybko zabrali się za odrabianie strat. Sygnał do lepszej gry dał Igor Petlyak, który co prawda najpierw obił poprzeczkę, ale chwilę później był bardziej skuteczny i dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Energia poszła za ciosem, a świetną robotę w tym czasie wykonał Aidyn Yessaly, który najpierw minął paru rywali i wyłożył piłkę do pustej bramki Oleksandrowi Yakubiakowi, a następnie kapitalnym podaniem, które minęło całą obronę przeciwnika, znalazł w polu karnym Volodymyra Oksaka. Gdy na 5:1 podwyższył Dmytro Stetsiuk wydawało się, że jest już po meczu, ale Tylko Zwycięstwo w samej końcówce wróciło do gry. Dwie bramki tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część dawało nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Niestety dla gości druga część storpedowała te plany, bo Energia podwyższyła prowadzenie i miała ten mecz pod kontrolą, nie dając rozwinąć się oponentom. Coraz lepiej wyglądała współpraca gospodarzy z bramkarzem i choć nie dawał on tyle w ofensywie co Volodymyr Slobozheniuk i nie zapędzał się na połowę rywali, to często brał udział w rozgrywaniu akcji. Tylko Zwycięstwo musiało uznać wyższość rywala ulegając ostatecznie 8:4. Energia wygrywała większość przebitek i stykowych piłek i to też miało spory wpływ na taki wynik. Energia wciąż walczy o tytuł z GGS-em, natomiast Tylko Zwycięstwo musi się teraz skupić na obronie trzeciego miejsca.
Gracze Bonito Warszawa oraz Orlika Mokotów nadal liczą się w walce o medale, a jako, że w tabeli dzieliło ich raptem parę punktów, ten mecz zapowiadał się na bardzo zacięty. Nie za bardzo wiemy, co stało się z graczami gospodarzy w pierwszej połowie, ale zupełnie w niej oddali inicjatywę rywalom. Zaczęło się od ładnej akcji dwójkowej Tomka Hubnera oraz Oskara Barusia, po której spokojnie piłkę do bramki skierował drugi z wymienionych graczy. Przy akcji na 0:2, po dośrodkowaniu Patryka Urmanowskiego do piłki wystartował ponownie Oskar Baruś, tym razem pokonując Lucjana Barana strzałem głową. Świetne podanie od Tomka Hubnera do Arka Urmanowskiego i mamy bramkę na 0:3! Kiedy po zamieszaniu w polu karnym na listę strzelców wpisał się Patryk Kramek wynik brzmiał 0:4 i wszyscy się zastanawiali, dlaczego gracze Bonito pozwolili na tak gładkie przejęcie inicjatywy. Strzelecką niemoc gospodarzy przełamał Wiktor Mądry, który nie zmarnował podania Leona Hendigery. Jednakże wynik pierwszej odsłony ustalili goście, którzy po bramce Tomka Hubnera zakończyli tę część rezultatem 1:5. Wydarzenia z pierwszej odsłony nie napawały optymizmem graczy gospodarzy. Jakże miłym zaskoczeniem dla obrazu gry była postawa Bonito w drugiej połowie! Genialne zawody rozgrywał Leon Hendigery, który przeprowadził istną remontadę niemalże w pojedynkę. Brał udział przy kolejnych pięciu trafieniach, wyprowadzając swój zespół z deficytu 2:5 do stanu 7:5! W tym czasie trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców, a także dwukrotnie asystował. Gracze Orlika niedowierzali w obrót spraw na murawie i tylko łapali się za głowę przy kolejnych bramkach strzelanych przez rywali. Ostatecznie gospodarze odwrócili losy tego meczu i wygrali potyczkę 9:7, dzięki czemu zachowali szansę nawet na złoto!
Czwarta w tabeli 2.ligi drużyna Ukranian Vikings podejmowała szóstą drużynę ligowej stawki Dziki Młochów. Już w 3 minucie gospodarze trafili na 1-0. Yeugen Sirotenko (5 bramek i 3 asysty) trafił po długim rogu po bardzo ładnym podaniu Vasyla Pidluzhnyi (3 bramki i 1 asysta). Dwie minuty później Vikingowie z Ukrainy prowadzili już 2-0 i to ponownie za sprawą wyżej wymienionego duetu. Dziki oczywiście starali się atakować, mieli swoje okazje, mieli sam na sam, mieli nawet 3vs1, ale na drodze do zwycięstwa stanął im bramkarz gospodarzy, popularny "Eduardo" Eduard Vakhidow. To co wyczyniał na bramce ten golkiper przechodzi ludzkie pojęcie. Pięć obronionych sytuacji sam na sam oraz jeden karny w pierwszej połowie mogły zdołować każdego przeciwnika. Patrząc na grę tego golkipera na myśl przychodzą człowiekowi występy najlepszych bramkarzy na świecie. Ściana a nie bramkarz. Brawo! Vikingowie dzięki grze zespołowej oraz indywidualnym wyczynom swojego golkipera do końca pierwszej połowy nie oddali już prowadzenia i schodzili do szatni z wynikiem 4:2. Druga odsłona meczu to można powiedzieć dominacja gospodarzy. Celne podania, sprytne zagrania, szybkie kontry. To jest to cechowało zawodników Vikingow. Zdominowali oni środek pola i Dzikom bardzo ciężko było przebić się i stwarzać sobie okazje. Oczywiście goście nie ziewali i trafili do bramki rywala dwa razy w drugiej połowie, lecz było to o wiele za mało na świetnie dysponowaną drużynę gospodarzy. Mecz zakończył się wynikiem 10-4 dla Ukranian Vikings i było to zasłużone zwycięstwo. Tabela w 2.lidze na szczęście jest bardzo wyrównana w tym sezonie, wiec tak naprawdę siedem ekip ma jeszcze szansę na awans i każde 3 punkty są na wagę złota.
W poprzedniej rundzie Orzeły Stolicy miały często spore problemy z zebraniem składu, co bezpośrednio przekładało się na słabe wyniki. Obecnie team Jana Wnorowskiego wykazuje się wzorową wręcz frekwencją, za to FC Górka już na wstępie podkręciła sobie poziom trudności tego meczu, stawiając się raptem w sześciu. Szybko dało to o sobie znać, bo nie minęły nawet 2 minuty gry, a Orzeły wyprowadziły trzy, bardzo groźne ataki, w tym jeden zakończony golem Aleksandra Szarkowskiego. Goście to jednak waleczna i doświadczona drużyna, która potrafi wykorzystać nawet chwilowy brak koncentracji u przeciwnika i w 7 minucie gola wyrównującego zdobył Krzysztof Syty. Górka szanowała posiadanie piłki i mądrze rozgrywała od swojej bramki i Orzeły miały spory problem z rozgryzieniem takiego stylu gry. Co ciekawe taktyka ta przyniosła też niespodziewany obrót spraw, bo po kwadransie goście prowadzili już 1:3, a Krzysztof Syty miał na koncie hat-tricka. Napad gospodarzy obudził się jeszcze przed przerwą i gola kontaktowego strzelił Aleksander Szarkowski. W drugiej połowie powoli dawało znać o sobie zmęczenie w zespole niebieskich, ale kiedy trzeba było, skutecznymi paradami wykazywał się golkiper Cezary Łobodziński. Skapitulował w 33 minucie po golu Maxa Mahora, a gol ten uskrzydlił Orzeły, które szybko wbiły kolejną bramkę, a na listę strzelców wpisał się wracający po dłuższej przerwie Damian Długosz. Gospodarze wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końca spotkania, choć niewiele zabrakło, aby Górka mimo wszystko odwróciła losy tej potyczki. W 43 minucie na 5:3 trafił Aleksander Szarkowski, ale goście odpowiedzieli trafieniem Krzysztofa Sytego. Do końca meczu pozostało jeszcze 5 minut, jednak zawodnikom Górki jakby zabrakło determinacji, aby rzucić się w ostatnią pogoń za wynikiem. Nadzieje na wyrównanie w ostatniej minucie meczu rozwiał Damian Długosz i wygrywając 6:4 Orzeły wciąż pozostają niepokonane w tej rundzie.
Wicelider drugiej ligi zespół Gracze Gorszego Sortu tydzień temu nie wykorzystał potknięcia lidera, z którym ma taką samą liczbę punktów i chcąc pozostać w walce o pierwsze miejsce musiał pokonać drużynę Eternisu, dla której brak punktów w tym spotkaniu zwiastował tylko matematyczne szanse na opuszczenie strefy spadkowej. Gospodarze od samego początku przeważali na boisku dyktując własne warunki. Pierwsza bramka na konto GGs-u padała już w 3 minucie spotkania, a jej autorem był najlepszy snajper na boisku - Arkadiusz Waszak, który rozwiązał worek z bramki dla siebie i swojej drużyny. Goście nie byli w stanie postawić się rywalowi tracąc pięć goli i nie zdobywając ani jednego w pierwszej połowie. Druga odsłona tego jednostronnego meczu nie przyniosła zbyt widocznych zmian w grze zawodników Eternisu. Gospodarze natomiast nie zwalniali tempa, regularnie pokonując bramkarza rywala. Dziewięć zdobytych goli (łącznie 7 Arkadiusza Waszaka) i zero straconych ustaliło końcowy wynik meczu aż 14:0, co na tym poziomie rozgrywek zdarza się niezwykle rzadko. Wygrana daje szanse zawodnikom GGS-u na sięgnięcie po mistrzostwo, a zbliżający się mecz pomiędzy nimi a liderem zapowiada się niezwykle ekscytująco. Natomiast porażka Eternisu bardzo utrudniła opuszczenie „czerwonej” strefy, pozostawiając szanse na poziomie iluzorycznym.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)