reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Spotkanie pomiędzy Elitarnymi Gocław a Zaruby United zapowiadało się bardzo jednostronnie. Gospodarze przed tym meczem zajmowali czwarte miejsce w tabeli, tracąc jedynie punkt do podium, natomiast goście przegrali wszystkie swoje spotkania od początku sezonu i borykali się z problemami kadrowymi.

Już od pierwszych minut widać było dokładność i precyzję w grze ekipy z Gocławia. Jako pierwszy tego dnia do siatki trafił as Elitarnych Łukasz Dawid, który mocnym uderzeniem pod poprzeczkę otworzył wynik meczu. Niespełna cztery minuty później ponownie wpisał się na listę strzelców. Gospodarze nie zwalniali tempa i do 20. minuty prowadzili już pięcioma bramkami. Rezultat 5:0 utrzymał się do końca pierwszej połowy.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Elitarni Gocław wciąż prezentowali wysoką klasę i skutecznie powiększali swój dorobek bramkowy. Każdy z zawodników gospodarzy zagrał na wysokim poziomie – wymieniali się pozycjami, płynnie rozgrywali piłkę i w pełni cieszyli się grą. Zaruby United mieli swoje „pięć minut” i zdołali zdobyć bramkę honorową, lecz szczelna defensywa Elitarnych nie pozwoliła im na więcej.

Wynik 11:1 mówi sam za siebie – faworyci, mimo słabego początku sezonu, wyraźnie odbili się od dna tabeli, a to zwycięstwo umocniło ich w ligowej czołówce. W przyszłym tygodniu czeka ich jednak trudne starcie z Boiskowym Folklorem, który z pewnością będzie chciał się mocno postawić rozpędzonej ekipie z Gocławia.

2
08:00

Joga Bonito przystępowali do spotkania z Nieuchwytnymi jako lider tabeli i zespół, który w tym sezonie jeszcze nie zaznał porażki. Nieuchwytni z kolei mieli na koncie zaledwie pięć punktów po sześciu meczach. Co mogło pójść nie tak?

Pierwszy kwadrans upłynął pod znakiem wzajemnego badania i szukania sposobu na rozmontowanie defensywy przeciwnika. Okazji było jak na lekarstwo, a na tablicy długo widniał wynik bezbramkowy. Choć zespołowo lepsze wrażenie sprawiali goście, to uwagę przykuwał zawodnik gospodarzy – Oleksii Kyselov. Aktywny, ruchliwy, cały czas szukał sobie pozycji i angażował się w grę ofensywną. W pewnym momencie pokusił się nawet o efektowną przewrotkę – uderzenie nie było celne, ale sam pomysł i wykonanie pokazały jego dużą sprawność i pewność siebie.

Pierwsze punkty w spotkaniu zdobyli jednak gracze Joga Bonito. Bramkarz gości, Łukasz Krysiak, włączył się w rozegranie akcji, a jego długie podanie na głowę Sebastiana Kluczka okazało się idealne – Kluczek zamienił je na bramkę i dał swojej drużynie prowadzenie. Radość nie trwała jednak długo, bo szybko odpowiedział Ihor Malinich, wykorzystując dokładne podanie Kyselova. Przed przerwą zobaczyliśmy jeszcze dwa trafienia, które padły w bardzo krótkim odstępie czasu. Najpierw Sebastian Jary wykorzystał moment nieuwagi rywala i z rzutu wolnego posłał piłkę tuż obok nieustawionego muru. Chwilę później, niemal od razu po wznowieniu gry, Kyselov zdecydował się na potężny strzał z dystansu. Siła i precyzja uderzenia zaskoczyły Krysiaka – znów mieliśmy remis.

Druga połowa to już prawdziwy koncert Oleksiia Kyselova, który dołożył jeszcze trzy gole, kompletnie rozbijając defensywę lidera i w pełni zasłużenie zgarniając tytuł MVP kolejki.

Mimo porażki Joga Bonito utrzymali pozycję lidera, natomiast ekipa Marka Szklennika opuściła strefę spadkową i z dużo większym optymizmem przygotowuje się do nadchodzącego starcia z Cockpit Country.

3
08:00

W przedmeczowych zapowiedziach snuliśmy wizję ofensywnego trio Białych Lisów, które na papierze wyglądało całkiem obiecująco jak na realia 13. ligi. Jednak musimy jeszcze trochę poczekać, by zobaczyć je w pełnej akcji. Z tego tercetu jedynie Jeremi Wojton zagrał na swojej nominalnej pozycji. Krzysztof Oracz rozpoczął mecz na bramce wobec absencji podstawowego golkipera, a Maciek Chojnacki w ogóle nie pojawił się na spotkaniu. To od razu znacznie zmniejszyło szanse na korzystny rezultat w starciu z liderem, nawet jeżeli w ekipie gości zabrakło Kacpra Miriuka.

Początek spotkania nie wskazywał jeszcze na to, co wydarzy się później. Pierwsze minuty upłynęły na wzajemnym badaniu sił. Boiskowy Folklor przeważał, natomiast White Foxes próbowali szukać swoich szans w kontratakach. W końcu jedna z takich prób się udała - po golu Jeremiego Wojtona gospodarze objęli prowadzenie. Niestety dla nich, były to miłe złego początki, bowiem dalsza część rywalizacji należała zdecydowanie do rywali. Jeszcze w premierowych 25 minutach odpowiedzieli pięcioma trafieniami, przy czym należy podkreślić, że między słupkami bardzo dobrze spisywał się Krzysztof Oracz.

Zawodnik ten, nieco podirytowany nieskutecznością kolegów, postanowił włączyć się do akcji ofensywnej. Ito zdało egzamin, bo ustalił wynik do przerwy na 2:5. W drugiej części doszło do zmiany na bramce w zespole Białych Lisów, ale chyba nie wyszło to na dobre. Boiskowy Folklor dość łatwo zdobył kolejne cztery gole i przy wyniku 2:9 gospodarze nie mieli już czego szukać a strata była zbyt duża, by przy tak dysponowanym rywalu udało się ją odrobić.

Lisy wróciły do początkowego ustawienia, jednak nie zrezygnowały z ofensywnego nastawienia. To miało swoje konsekwencje, bowiem zespół gości czuje się jak ryba w wodzie, gdy może kontratakować. Ostatecznie skończyło się wynikiem 3:15. Jak zawsze w ofensywie błyszczeli Aleks Miriuk i Ariel Kucharski, ale w tym meczu wyróżnił się również Bartłomiej Trębacz, który bardzo pewnie trzymał defensywę Boiskowego Folkloru w ryzach.

4
09:00

W spotkaniu 7. kolejki 13. Ligi Fanów naprzeciw siebie stanęły zespoły Borowików i Kresowii Warszawa II. Nudy nie było, bo już w pierwszych minutach meczu wynik otworzył Piotr Jankowski, wyprowadzając Borowiki na prowadzenie. Choć bramkarz Kresowii obronił pierwszy strzał, przy dobitce nie miał już żadnych szans. Kilkanaście minut później ponownie błysnął Jankowski, który podwyższył prowadzenie na 2:0.

Reakcja Kresowii była jednak natychmiastowa. Artem Janczylik najpierw zmniejszył straty, a kilka minut później doprowadził do wyrównania. Do przerwy mieliśmy więc wynik 2:2, zapowiadający emocjonującą drugą część spotkania.

Po zmianie stron lepiej zaprezentowali się goście. Kresowia II zaczęła dominować, a ich skuteczność zrobiła różnicę. Najpierw na prowadzenie wyprowadził ich Kerim Memedov, a następnie oglądaliśmy dwie niemal bliźniacze akcje – Danil Mikulich dwukrotnie zaliczył asystę, a jego podania na gole zamienił niezawodny tego dnia Artem Janczylik.

Borowiki zdołali jeszcze odpowiedzieć jednym trafieniem, jednak ostatnie słowo należało do gości. Na kilka minut przed końcem ponownie na listę strzelców wpisał się Kerim Memedov, ustalając wynik meczu na 6:3 dla Kresowii Warszawa II. Po bardzo dobrej drugiej połowie goście zasłużenie zgarnęli komplet punktów, natomiast Borowikom pozostaje szukać przełamania w kolejnych spotkaniach.

5
09:00

Cockpit Country przystępował do spotkania z Lisami, znając już wynik swoich sąsiadów z tabeli. Gospodarze wiedzieli więc, że tylko zwycięstwo pozwoli im uniknąć wylądowania w strefie spadkowej. Czasem jednak łatwiej coś zaplanować niż zrealizować.

Początek wyglądał obiecująco. Świetnymi interwencjami popisywał się Artur Trela, kilkukrotnie zatrzymując groźne strzały zawodników Lisów. W 8. minucie prowadzenie gospodarzom dał aktywny tego dnia Olek Gorzkowski. Niestety, na tym dobra gra Cockpitu się skończyła. Gospodarze szukali swoich szans, oddawali strzały i próbowali narzucić tempo, ale to Lisy grały mądrzej i skuteczniej. Trela robił, co mógł między słupkami, lecz był bezradny wobec trafień Dominika Cieśli, Pawła Sałaty i – najlepszego na boisku – Marcina Docha. Wynik 1:3 do przerwy wydawał się całkowicie sprawiedliwy.

Druga odsłona meczu miała podobny przebieg. Cockpit Country walczył i dwukrotnie znalazł drogę do bramki Krystiana Załuckiego, jednak to Lisy w pełni kontrolowały przebieg gry. Swoje drugie trafienie – tym razem z rzutu karnego – zaliczył Marcin Doch, a na listę strzelców po raz drugi wpisał się również Marek Gumiela, zdobywając bramkę wyjątkowej urody. Po długim zagraniu bramkarza Załuckiego Gumiela, stojąc tyłem do bramki, zdołał głową skierować piłkę obok bezradnego Treli.

Kiedy bramkarz sześć razy wyciąga piłkę z siatki, trudno go chwalić, ale w tym przypadku słowa uznania należą się Arturowi Treli. Gdyby nie kilka jego kapitalnych interwencji, zwycięstwo Lisów mogłoby być zdecydowanie bardziej okazałe.

Reklama