Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 9 Liga
To spotkanie to istny zwrot akcji jak w filmie o Jamesie Bondzie. Legion, dla którego wiosenna runda nie była zbyt łaskawa oraz Gastro Sparta, która znajduje się w strefie spadkowej. Drużyny dzieliło 11 punktów i sąsiadowały ze sobą w tabeli. Zarówno goście jak i gospodarze przegrali swoje 4 ostatnie spotkania. W meczu strzelanie rozpoczął Bartłomiej Opiński z rzutu wolnego. Gastro Sparta nabrała wiatru w żagle i płynęła niesiona przez wiślaną bryzę. Tuż po chwili strzelił Karol Rodak, a Gastronomicy prowadzili już 0:2. W drużynie panowała spokój i harmonia, a gracze z uśmiechem na twarzach robili kolejne zmiany przy linii boiska. Za moment na 1:2 trafił Oleh Vaskiv, ale nie uśpiło to czujności Gastro Sparty. Jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę po raz kolejny do bramki trafił Rodak przy asyście Olbryckiego. Gastro Sparta znalazła się w komfortowej sytuacji, z przewagą dwóch goli nad rywalami. Nic nie wskazywała jeszcze na to, aby w drugiej połowie mogło być inaczej. Humory jednak przestały dopisywać, kiedy drużyna Michała Opińskiego traciła kolejne gole. W drugiej połowie nie strzelili już goście, a swoją serię zaczęli gospodarze. Trafili Stasenko, Rospodniuk i Kozak, a spotkanie zakończyło się wynikiem 5:3. Po tym spotkaniu obie drużyny pozostają na tych samych miejscach w tabeli.
Mecz ostatnich w tabeli NieDzielnych z piątymi SHOT DJ dostarczył nam wielu piłkarskich emocji. Gospodarze postawili twarde warunki drużynie ze środka tabeli 9 ligi. Duża w tym zasługa Artura Jaszczaka, który zdobył w tym meczu 5 bramek i były to wszystkie bramki jego drużyny. Spotkanie od początku obfitowało w wiele ładnych akcji. NieDzielni dosyć mocno naciskali zdziwionych chyba trochę DJ-ów i już w 10 minucie objęli prowadzenie. Sprytnie rozegrany rzut wolny i gospodarz mógł się cieszyć pierwszą bramką w meczu. Dosłownie minutę później Pan Piłkarz Artur Jaszczak podwyższył na 2-0 . Didżeje zaskoczeni jak bokser po dwóch mocnych prawych zaczęli się podnosić i bardzo chcieli przynajmniej wyrównać. Tak też się stało i w 13 minucie zdobyli bramkę kontaktową na 1-2. Jednak Artur Jaszczak i spółka nie zamierzali rezygnować z wygranej i po kilku minutach strzelili na 3-1. Po sprytnie i co ważne szybko wyrzuconym aucie Artur Jaszczak ponownie strzelił gola pięknym strzałem w krótki róg bramki gości. Shot DJ bardzo podrażnieni takim obrotem spraw naciskali coraz mocniej i udało im się jeszcze w pierwszej połowie zdobyć bramkę kontaktową na 2-3. Takim wynikiem właśnie zakończyła się pierwsza połowa tego interesującego spotkania. Druga połowa przez 10 minut to ciągłe konstruowanie akcji przez jedną i drugą ekipę, szukanie słabego punktu przeciwnika i próby kilku strzałów. Jednak do niczego takie działania nie prowadziły, na tablicy wyników ciągle widniał ten sam rezultat. Prawdziwe „meczycho” zaczęło się od 32 minuty. Pierwszy oczywiście zaczął Artur Jaszczak i ładnym strzałem po długim rogu zdobył bramkę na 4-2. Kilka minut później Didżeje zdobyli bramkę i to oni mogli się cieszyć ponownie z gola kontaktowego. Ostatnie 10 minut to popis dwóch Panów Piłkarzy. Najpierw Artur Jaszczak zdobył swojego 5 gola w tym meczu, jednak Shot DJ mieli w swojej ekipie Hugo Ferrera. W końcówce meczu strzelił 2 gole dając ekipie Didżejów remis na ciężkim terenie wyjazdowym. Shot DJ mają nadal szansę na występ w Pucharze Ligi Fanów, a NieDzielni udowadniają, że końcówka sezonu jest dużo lepsza w ich wykonaniu.
W czasie trwania kapitalnej serii siedmiu meczów bez porażki, zawodnikom Mikstury przyszło się zmierzyć z Mareckimi Wygami. Niezwykle trudne i przede wszystkim wymagające starcie, było ponadto istotne w kontekście walki o trzecie miejsce w ligowej tabeli, a co za tym idzie, awans do ósmej ligi. Dla drużyny broniącej miejsca premiowanego promocją wszystko zaczęło się wprost wyśmienicie. Już na samym początku do bramki trafił powracający po kontuzji, Kamil Sygitowicz, którego kapitalnym podaniem odnalazł Patryk Zych. Niestety dla nich, od tego momentu było już tylko gorzej. Do głosu doszli gospodarze, którzy niesieni postawą swojego nowego nabytku, Włocha Filippo de Felice, zdołali doprowadzić do remisu. Niestety dla nich, tuż przed końcem pierwszej połowy, gracze Mikstury po raz kolejny objęli prowadzenie, przejmując inicjatywę. Druga część tego widowiska, rozpoczęła się natomiast od wymiany ciosów. To właśnie w tym szalonym pościgu, „mareckie Ferrari” miało swój kluczowy udział. Cztery bramki oraz jedna asysta walnie przyczyniły się do finalnego sukcesu. Ekipa gości nie zamierzała składać broni, mimo tego mogą mieć natomiast powody do żalu, spowodowane porażką 8:6. Mecz oprócz wyniku na styku obfitował w wiele niepotrzebnych fauli. To właśnie w wyniku jednego z niefortunnych zderzeń ucierpiał Sygitowicz, który najprawdopodobniej odnowił uraz barku. Jeżeli dodamy do tego dwie żółte, a co za tym idzie, w konsekwencji czerwoną kartkę Barchwica, maluje nam się dość pechowy obraz tego spotkania.
Walcząca o pozostanie na premiowanej pozycji pierwszej „piątki” dającej możliwość grania w naszym Pucharze drużyna Old Boys Derby II mierzyła się z „jedynką” swojej ligi - Phinance.SA. W całym meczu mimo walki na boisku o jakże cenne trzy punkty panowała bardzo miła, wręcz koleżeńska atmosfera. Drużyna gości w skromniejszej obsadzie meczowej nie pozwalała „poszaleć” jak na lidera przystało szerokiej kadrze gospodarzy. Spokojna i rozważna gra gości zaowocowała dość szybko zdobytą pierwszą bramką. Ekipa gospodarzy starała się jak mogła, aby zdobyć bramkę. Po mimo jej wysiłków ta sztuka się nie powiodła, przez dobrze funkcjonująca obronę „Finansistów”, którzy dołożyli jeszcze trzy trafienia i na przerwę schodziliśmy z wynikiem 0:4. W dalszej części spotkania na dobre rozszalała się prawa strona gości, a dokładniej Olivier Aleksander, który swoją grą napędzał drużynę, a każda posiadana przez niego piłka była zagrożeniem dla bramki gospodarzy. Nieustępliwa postawa Old Boys-ów w końcu zaowocowała zdobytą bramką, która pchnęła nową siłę i ogień w ich starania w dążeniu do urwania, choćby punktu. Jednakże goście nie oddali kontroli nad przebiegiem meczu pozwalając zbliżyć się tylko na trzy bramki różnicy. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:7, który zadowala Phinance.SA zapewniając miejsce na podium w pierwszej dwójce, za to gospodarze muszą jeszcze trochę powalczyć o powrót na premiowane miejsca w tabeli.
Czego mogliśmy się spodziewać w starciu walczących już tylko o dobre imię Moralnych Zwycięzców, z będącymi jednym z dwóch kandydatów do mistrzostwa 9-tej Ligi Fanów graczami Bartolini Pasta ? Na papierze, pewne zwycięstwo gości. Praktyka pokazała jednak zupełnie inny obraz spotkania, czego dużą zasługą było stawienie się gospodarzy w bardzo solidnym składzie. To właśnie słaba i nieregularna przez większość sezonu frekwencja ekipy Sebastiana Bartosika sprawiła, że szanse na utrzymanie przepadły. Spotkanie w pierwszych minutach bardzo ostrożne z obu stron, szczelna obrona i raczej bezpieczne ataki. Dużo lepiej w pierwszej odsłonie prezentowali się gracze Moralnych Zwycięzców, którzy w zadziwiający sposób kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku. Bardzo długo nie potrafili tego przekuć na bramkę, jednak ciężka praca, mądre ataki i odpowiedzialność w rozgrywaniu piłki dały efekty w postaci jedynego gola w premierowej odsłonie. Bramkę na 1:0, po bardzo zgrabnej akcji dwóch Sebastianów: Bartosika i Falickiego, strzelił drugi z wymienionych. Zawodnicy Bartolini Pasta nie wyglądali tak, jak tego oczekiwaliśmy i zabrakło w pierwszej połowie pazura, którym się przez cały sezon charakteryzowali. W przerwie musieli chyba sobie poważnie porozmawiać, gdyż po zmianie stron oglądaliśmy odmieniony zespół, który sobie przypomniał, że komplet punktów w tym meczu to ich obowiązek. W pierwszych kilku minutach co prawda ich ataki skutecznie zatrzymywali obrońcy Moralnych Zwycięzców oraz dobrze dysponowany między słupkami Adrian Witaszczyk, jednak gdy przyszło przełamanie, to z przytupem. W ciągu kilkudziesięciu sekund Mateusz Pęczek oraz Piotrek Winek przypomnieli o swoich walorach ofensywnych, aplikując rywalom odpowiednio bramki na 1:1 i 1:2. Te dwa szybkie ciosy zdecydowanie podcięły gospodarzom skrzydła, chociaż nadal było widać w ich poczynaniach chęć walki o punkty. Ten zapał jednak został ostatecznie zgaszony bramką Patryka Konstantyna, który nie zmarnował dobrego podania od Piotra Winka i ustalił wynik spotkania na 1:3. Po tym zwycięstwie goście nadal zostają na pozycji wicelidera ze stratą dwóch punktów do pierwszej ekipy. Moralni Zwycięzcy tym razem udowodnili, że ich nazwa nie wzięła się znikąd, gdyż pokazali kawał charakteru i naprawdę solidną grę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)