Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 9 Liga
W meczu pomiędzy ekipami Interu Varsovia a Legionu można było spodziewać się równego widowiska, ponieważ obie drużyny zaczęły sezon w ten sam, nie za dobry dla siebie sposób. Pomimo wcześniejszych oczekiwań, to gracze Interu Varsovii odnieśli dość pewne zwycięstwo - wygrali 7:3. Bez dwóch zdań na taki stan rzeczy miała fenomenalna postawa, naszym zdaniem głównego bohatera całego zamieszania, a mowa tu o Michale Mazurze. Co on w tym meczu wyczyniał, to pytań nie ma. Był prawdziwym utrapieniem dla rywali, którzy nie byli w stanie go tego dnia zatrzymać. Zdobył aż 4 gole, co jest niesamowitym dorobkiem, przecież tak solidnemu rywalowi. Jednakże nie można zapominać o innych graczach Interu, którzy również prezentowali konkretny poziom boiskowy. Dzięki temu cennemu, bo pierwszemu zwycięstwu, zajmują oni aktualnie pozycję tuż nad strefą spadkową.
Spotkanie FC Polska Górom - Dziki z Lasu II to kolejne starcie, jakie mogliśmy oglądać w 9. lidze w ten niedzielny, deszczowy dzień. Co by nie mówić, spotkanie lidera ligi z drużyną z dołu tabeli już przed spotkaniem zapowiadało się jednostronnie. Niestety (dla widowiska) tak się stało. Drużyna gości zdominowała to spotkanie, czego wynik jest dobrym odzwierciedleniem. Wynik 1:6 mówi wszystko, z czego bramka dla gospodarzy została zdobyta pod sam koniec. Tak naprawdę był to najniższy wymiar kary, jaki zasądzili zwycięzcy. Mieli oni bowiem więcej sytuacji, lepiej czuli tego dnia piłkę i oddali znacznie więcej strzałów na bramkę rywala. Na wyróżnienie zasługuje na pewno Michał Ossowski, autor hat-tricka, który był najbardziej skuteczny w drużynie Dzików z Lasu. Słówko trzeba też szepnąć o bramkarzu gości Macieju Bilińskim, który był naprawdę blisko, aby zakończyć mecz z czystym kontem, co w szóstkach jest dużym wyczynem i zdarza się bardzo rzadko. Ostatecznie się nie udało, ale i tak może on zaliczyć ten mecz do udanych. Jeśli chodzi o gospodarzy, ich gra nie była zła, trafili po prostu na ekipę, która była tego dnia piłkarsko półkę wyżej od nich, ale życzymy im powodzenia w następnych startach i liczymy, że punkty na ich konto przyjdą wkrótce.
Blokersi w zeszłą niedzielę, dzięki swojemu premierowemu zwycięstwu zdobyli wreszcie 3 punkty. Teraz mierzyli swoje umiejętności piłkarskie z zespołem z góry ligowej tabeli – Mistrzami Chaosu. Niepokonani goście mający aspirację o najwyższy stopień podium, od pierwszych minut meczu narzucili swoje tempo gry, które nie pasowało gospodarzom. Blokersi sporadycznie mieli okazję do oddania strzału i zostali zmuszeni do rozgrywania piłki długim podaniem. Mistrzowie Chaosu dominując pierwszą połowę regularnie zatrudniali do interwencji stojącego w bramce Mateusza Wąsowskiego, który aż sześciokrotnie wyjmował piłkę z siatki. Wydawało się, że druga połowa to tylko czysta formalność w drodze do zwycięstwa faworytów. Jednak mowa motywacyjna i ustalenie nowej taktyki w przerwie przez Blokersów sprawiły, że szansa na odmianę losów meczu wydawała się realna. Tym razem to gospodarze przystąpili do ofensywy i po upływie 6 minut mieli na swoim koncie dwa strzelone gole. Goście lekko zaskoczeni takim obrotem spraw szybko odpowiedzieli, strzelając jednego gola, a sam mecz nabrał na tempie. Wyrównana gra trwała jeszcze parę minut. Blokersi w tym czasie strzelili swojego trzeciego gola, lecz momentalna odpowiedź rywala jakby podcięła im skrzydła. Mimo wyrównanej końcówki i paru dogodnych okazji, ostatnia bramka została strzelona 10 minut przed końcowym gwizdkiem, a jej autorem był Tomek Faltynowski, który ustalił wynik spotkania. Wciąż niepokonani Mistrzowie Chaosu z kompletem punktów umocnili się na drugim stopniu podium. Blokersi natomiast wrócili do strefy spadkowej.
Mecz 9. ligi pomiędzy Skrą Warszawa a Heavyweight Heroes zakończył się wynikiem 9:6. Choć Skra ostatecznie triumfowała, to Heavyweight Heroes byli bardzo blisko zdobycia pierwszych punktów w sezonie. Dla HH był to rekordowy mecz pod względem liczby zdobytych bramek, a do przerwy dość niespodziewanie prowadzili 5:3. To oni lepiej weszli w spotkanie, szybko obejmując prowadzenie. Chrzanowski, po strzale między nogami bramkarza, otworzył wynik, a chwilę później, po jego asyście, Wereda podwyższył na 2:0. Skra odpowiedziała golami Dzikowskiego i Grzymały, wyrównując na 2:2. Jednak HH nie odpuszczało – Jakub Półchłopek ponownie wyprowadził ich na prowadzenie. Następnie byliśmy świadkami pięknego gola autorstwa Paplińskiego (Skra Warszawa) i równie widowiskowej asysty Ulbrycha zewnętrzną częścią stopy. Na 3:5 trafił Chrzanowski, który na listę strzelców wpisał się po dobitce swojego nieudanego rzutu karnego. HH schodzili na przerwę z przewagą i nadzieją na pierwsze punkty. Druga połowa należała jednak do Skry Warszawa, głównie dzięki fantastycznej formie Jana Paplińskiego. Najpierw dobił głową swój strzał z bliskiej odległości, a później wykorzystał podanie od Marcinkowskiego, wyrównując na 5:5. Dzikowski wyprowadził Skrę na prowadzenie 6:5 po efektownym dryblingu, a mimo nacisków HH, Papliński trafił po raz czwarty, dobijając na 7:5. HH odpowiedzieli bramką Piekarniczka, ale Skra szybko odzyskała przewagę – Dzikowski i Pawłowski ustalili wynik na 9:6. Mimo porażki, Heavyweight Heroes pokazali się dotychczas z najlepszej strony, choć nadal czekają na swoje pierwsze punkty, pozostając na ostatnim miejscu w tabeli.
Na sektorach AWF-u, w niedzielny wieczór, na dziewiątym szczeblu rozgrywkowym, miało miejsce spotkanie pomiędzy Czasoumilaczami a FC Warsaw Wilanów. Aura tego meczu a mówiąc prościej, pogoda, nie sprzyjała, lecz nic nie zapowiadało takiego przebiegu spotkania, o jakim zaraz przeczytacie. Mecz rozpoczął się pod dyktando gości. Dwa gole po precyzyjnych strzałach Kaczmarskiego oraz samobój gospodarzy zwiastował jednostronne widowisko. Wtedy pod koniec pierwszej połowy gospodarze przebudzili się. Momentem, który okazał się prawdziwym otrzeźwieniem było niesamowitej urody dzieło Pawła Lubiaka. Dołożywszy później bramkę na 2:3, gospodarze dali sobie realne szanse na powrót do tego spotkania. W drugiej połowie co prawda dali się raz zaskoczyć, ponownie Jankowi Kaczmarskiemu, lecz oprócz tego momentu, spotkanie było pod całkowitą dominacją gospodarzy, którzy odwrócili losy meczu. Nie stracili już bowiem żadnej bramki a dwa gole Dimy Rumezhaka, trafienie Grzeli oraz druga bramka w tym meczu Cieślaka, dały im wymarzone trzy punkty. Czasoumilacze tym samym zepchnęli swoich rywali z trzeciego miejsca, zajmując ich lokatę i z optymizmem patrzą w przyszłość. Natomiast drużyna gości może sobie tylko pluć w brodę, bo miała doskonałą okazję, aby tutaj wygrać, lecz błędy i dezorganizacja w obronie skutecznie im to uniemożliwiły.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)