Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Explo Team w tym sezonie koniecznie chce się utrzymać w Ekstraklasie. Na razie nie jest to pewne i kalendarz jaki ma przed sobą team Łukasza Dziewickiego nie jest prosty. Jednak ta ekipa zawsze potrafi postawić wysokie wymagania nawet zespołom ze ścisłej czołówki. Z nadziejami na punkty gospodarze podejmowali aspirujących do mistrzostwa Otamanów. Ekipa z Ukrainy by myśleć o walce o złote medale, musiała koniecznie wygrać. Porażka mogłaby ograniczyć ich szanse do minimum, dlatego nic dziwnego, że w niedzielny poranek na AWFie zobaczyliśmy niemal optymalne zestawienie gości. Początek był jednak znakomity w wykonaniu Explo. To oni dzięki kapitalnej dyspozycji w bramce Michała Łuczyka potrafili przetrwać napór rywali, a sami po jednej z kontr wyszli na prowadzenie. Ekipa Olega Bortnyka konsekwentnie jednak grała swoje. Gdy nie było pomysłu na sforsowanie defensywy gospodarzy, to sprawy w swoje ręce wziął Borys Ostapenko. To jego dwie znakomite akcje dały najpierw wyrównanie, a po chwili już goście mogli się cieszyć z prowadzenia. W składzie gospodarzy zobaczyliśmy w ten weekend Adriana Brzuchacza i Konrada Szkopińskiego, którzy mieli kreować akcje ofensywne, lecz nie mogli zaskoczyć dobrej defensywy przeciwnika. Do przerwy mieliśmy wynik 1:2. Po zmianie stron Otamany szybko podwyższyły wynik. Ponownie geniuszem w swoich akcjach wykazał się Borys Ostapenko, dając przewagę swojemu zespołowi. W 40 minucie mieliśmy być może kluczowy moment spotkania. Przy stanie 1:4 Explo dysponowało rzutem karnym, lecz Adrian Brzuchacz strzelił zbyt lekko i Oleg Bortnyk sparował piłkę na rzut rożny. Goście pokrzepieni dobrą grą w końcówce dorzucili dwa trafienia. Gospodarze honorowo zmniejszyli wynik po bramce Łukasza Dziewickiego i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 2:6. Explo nadal musi walczyć, by się utrzyma , a Otamany po zwycięstwie przedłużają swoje nadzieje na inny kolor medali niż brąz w tym sezonie.
To był bardzo ważny mecz dla końcowego układu tabeli. Gospodarze w ostatniej kolejce zgarnęli komplet punktów i tym samym przerwali swoją serię spotkań bez wygranej. Goście natomiast idą od zwycięstwa do zwycięstwa i są głównym kandydatem do końcowego triumfu na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Początek spotkania obi drużyny zaczęły bardzo spokojnie i pierwsze trafienie zanotowaliśmy dopiero w 10 minucie. Chwilę później kolejna składna akcja i mieliśmy już 2:0. W kolejnych fragmentach przewagę osiągnęli zawodnicy z Ochoty, efektem tego była strzelona bramka kontaktowa. Stracony gol wyraźnie podrażnił zawodników Michała Dryńskiego, którzy w krótkim czasie dwukrotnie wpisali się na listę strzelców. Ostatnie słowo w pierwszej części należało do zawodników gospodarzy, którzy ustalili wynik na 2:4. Druga część meczu rozpoczęła się od kolejnej bramki zawodników Tura. Przez kolejne minuty mimo kilku dobrych sytuacji strzeleckich wynik nie ulegał zmianie, ale prawdziwe popisy zawodników ofensywnych zanotowaliśmy w ostatnim kwadransie meczu. Bardziej skuteczni byli zawodnicy gości, a w szczególności duet Jóźwiak-Januszewski, którzy strzelili sześć bramek i zanotowali pięć kluczowych podań. M.in. dzięki tym liczbom zawodnicy Gladiatorów wygrali 11:6 i zdobyli kolejne trzy punkty. Gracze Tura długimi fragmentami grali jak równy z równym, ale ostatecznie mecz kończą bez zdobyczy punktowej.
Walczący o utrzymanie Warsaw Bandziors podejmowali mającą podobny cel Kebavitę. Gospodarze mimo że praktycznie ich los w tym sezonie jest przesądzony, to w każdym meczu starają się pokazać dobry futbol i na pewno w kolejnych sezonach będą grać na jeszcze wyższym poziomie. Goście muszą z kolei przetrwać ten sezon, by w kolejnym zebrać kadrę, która przywróci ich do walki o najwyższe cele. Od początku to goście lepiej weszli w mecz i dość szybko udokumentowali to bramkami. W ofensywie różnicę na boisku robił Moatasen Aziz wspierany przez Chrisa Namaniego Kamila Majorka i Vladyslava Budza. Gospodarze pierwszą połowę nie potrafili się odnaleźć na boisku i popełniali proste błędy w defensywie, z czego skrzętnie korzystali przeciwnicy. Do przerwy mieliśmy wynik 0:6 i wydawało się, że jest po meczu. Niejednokrotnie widzieliśmy jednak przypadki, że drugie połowy potrafią być przewrotne i tak też było w tym przypadku. Goście jakby zadowoleni z wyniku grali ospale, a do tego popełniali sporo błędów w kryciu, z czego skorzystali Bandziory. Duet Maciej Cichocki i Michał Bogusz w ofensywie współpracował wzorowo, czego efektem były kolejne bramki. W obozie Kebavity niepokój i coraz większa nerwowość, że mecz wymknął się spod kontroli. Burak Can w końcówce mógł jednak odetchnąć z ulgą, gdy jego team dorzucił dwa trafienia i ostatecznie wygrał to spotkanie 5:8. Bandziorów czekają cztery ostatnie mecze w Ekstraklasie, gdzie będą chcieli godnie pożegnać się z elitą. Goście nadal muszą walczyć o utrzymanie, lecz ich pozycja po tej kolejce jest dużo lepsza i to daje nadzieję na pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Niestety bez większych emocji obyło się w starciu Alpana z borykającą się ze stabilnością składu ekipą In Plus & Pojemna Halina. Bardzo szybko kontrolę nad meczem zdobyli gospodarze, którzy swoją systematycznością i bardzo dobrą pozycyjną grą wypracowywali sobie kolejne okazje bramkowe. Strzelanie rozpoczął Rafał Radomski, który po obrocie ładnie złożył się w polu karnym i mocnym strzałem nie dał szans golkiperowi przeciwników. Szczególnej urody była z kolei bramka na 2:0 autorstwa Remigiusza Muszyńskiego, który po podaniu Kamila Kłopotowskiego pięknym strzałem w samo okienko bramki podwyższył prowadzenie swojej ekipy. Jeszcze przed przerwą na listę strzelców wpisywali się Rafał Radomski oraz Patryk Skrajny, a wynik 4:0 niestety odzwierciedlał przebieg wydarzeń na murawie. W drugiej połowie mecz był nieco bardziej wyrównany, gdyż gościom dwukrotnie udało się pokonać Piotrka Kozę, a na listę strzelców wpisywali się Janek Skotnicki oraz jego brat Kuba. Jednakże inicjatywa nadal pozostawała po stronie gospodarzy, którzy zagrzewani gorącym dopingiem zza linii Michała Wytrykusa pewnie szli po komplet punktów. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 8:2, a zawodnikiem meczu został Rafał Radomski, który do hattricka dorzucił jedną asystę.
Meczycho - tak trzeba określić starcie walczącego o utrzymanie Esportivo z aspirującym do mistrzostwa EXC Mobile Ochota. Gospodarze mający w swoim składzie kilku przedstawicieli Browarka, który przecież jest jedną z topowych ekip w Warszawie, prezentuje się solidnie w tej rundzie. Widać że kilku zawodników ma olbrzymi potencjał do gry na wysokim poziomie, ale trochę brakuje jeszcze zgrania, które jest niezbędne w rywalizacji w Ekstraklasie. W ten weekend Esportivo podejmowało jedną z najlepszych ekip na Mazowszu, a może i w Polsce - EXC Mobile Ochota. Skład na to spotkanie goście mieli chyba najlepszy w historii. Widać że poprzednia kolejka i mecz z Haliną dał im do myślenia, bo wystawili wszystkie swoje największe armaty. Spotkanie przyjemnie się oglądało i chyba nie będzie przesadą jeżeli stwierdzimy, że było to jedno z najlepszych starć w tym sezonie w Lidze Fanó. Od początku akcja przenosiła się z jednej bramki pod drugą w zawrotnym tempie. Esportivo odrobiło lekcję z meczu z Gladiatorami i zagrało o wiele lepiej w defensywie, co przekładało się na długo utrzymujący się bezbramkowy remis. Pierwsza bramka padła po znakomitej akcji Michała Kępki i Damiana Patoki. Ten drugi głową skierował piłkę do siatki i Michał Sobieralski, który mimo iż cały mecz bronił znakomicie, nie miał nic do powiedzenia w tej sytuacji. Gospodarze grając konsekwentnie dążyli do wyrównania i ten cel osiągnęli. Szybka wymiana piłki na jeden kontakt dała dobrą sytuację, którą napastnik Esportivo wykorzystał i do przerwy mieliśmy remis 1:1. Po zmianie stron EXC było jeszcze bardziej zdeterminowane, by to spotkanie wygrać. Obronę trzymał Dawid Brewczyński, a w przodzie skrzydła w postaci młodych Karola Bieniasa i Michała Grzybowskiego starały się rozciągać defensywę rywali. Goście grali cierpliwie i swój cel osiągnęli. Wyszli na prowadzenie i gdy mieli już dwubramkową przewagę starali się kontrolować sytuację na boisku. Esportivo nie dawało za wygraną i w końcówce zdjęło bramkarza wprowadzając lotnego zawodnika. Nie dało to jednak efektu w postaci punktów, bo ekipa EXC Mobile wygrała ostatecznie ten mecz 3:5. Jedyna kontrowersja to rzut wolny dla gości, po której Karol Bienias strzelił bramkę. Gospodarze twierdzili, że faulu nie było, jednak arbiter pozostał przy swojej decyzji. A czy była ona trafna to zweryfikujemy przy pomocy nagrania z Veo, chociaż w tym przypadku nic już to nie zmieni. Esportivo nadal musi walczyć o utrzymanie, a EXC Mobile Ochota zrobiło swoje i jeśli kadra na mecze będzie taka jak w tę niedzielę, to szansa na realizację marzeń czyli mistrzostwo Ligi Fanów jest naprawdę spora.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)