Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Gdyby ten mecz rozgrywał się np. dwa sezony temu, to murowanym faworytem byłaby Kebavita, jednak team Buraka Cana ma w tej rundzie wyraźnie problemy kadrowe i tak było i tym razem. Explo mogło w tym upatrywać swojej szansy i poniekąd tak się stało, bo już w 2 minucie meczu gospodarze wyszli na prowadzenie. Obrona gości nieco zaspała, precyzyjne podanie Piotra Dumy trafiło do Pawła Rybaka, a ten spokojnie zapakował piłkę do siatki. Po tym golu goście rozpoczęli oblężenie bramki Rafała Pomaskiego, ale dopiero w 13 minucie Baris Kazkondu wypracował sytuację, po której niekryty Kamil Majorek zdobył trafienie wyrównujące. Kebavita grała swój standardowy schemat z wysuniętym bramkarzem i w 18 minucie nieco się to zemściło, bo niedokładne podanie przejął Daniel Ludynia i pięknym lobem przez pół boiska zdobył gola na 2:1. Dla Kebavity był do tylko wypadek przy pracy i po chwili precyzyjnym strzałem z dystansu popisał się Baris Kazkondu. Explo momentami kompletnie zepchnięte do defensywy odgryzało się kontratakami, ale w samej końcówce dostało prezent w postaci rzutu rożnego, który trochę na raty, ale za to bardzo skutecznie na gola zamienił Daniel Ludynia. Druga połowa za to zaczęła się od trafienia po stronie Kebavity, a strzelcem został... golkiper gości Bartek Gwóźdź. Explo momentalnie odpowiedziało golem Mateusza Włudarskiego, by po chwili wyjść nawet na dwubramkowe prowadzenie po skutecznej akcji Pawła Rybaka, ale wściekły takim obrotem spraw Maciej Banasek uderzył z dystansu i zrobiło się 5:4. Kebavita goniła wynik, ale w 42 minucie było 6:4 dla Explo i wydawało się, że gospodarze zatriumfują. Stało się coś zupełnie innego i w kilka chwil goście kompletnie odwrócili losy meczu. Zaczęło się od kapitalnego strzału z dystansu w wykonaniu Bartka Gwoździa. Chwilę później gola wyrównującego zdobył Kamil Majorek, a w dosłownie kolejnej akcji meczu nowy nabytek Kebavity Azab Abdelrahman wypracował sytuację, po której Moatasem Aziz wyprowadził gości na prowadzenie. Przysłowiowym gwoździem do trumny Explo była sytuacja w końcówce meczu, kiedy Azab popisał się precyzyjnym strzałem przez całe boisko do pustej bramki. W cztery minuty Kebavita kompletnie rozmontowała Explo Team i rzutem na taśmę zgarnęła trzy punkty.
Mecz Tura z Gladiatorami na koniec rundy jesiennej miał być hitem tej kolejki i z pewnością nie zawiódł tych, którzy przybyli w niedzielny wieczór na boisko AWFu. Patrząc na składy obie ekipy zebrały naprawdę mocne zestawienia i jeżeli mielibyśmy wymienić absencje, to w obozie gospodarzy brakowało Konrada Wojtkielewicza i Marcina Konopki. W składzie gości na placu nie zameldował się Tomasz Pietrzak i Mikołaj Wysocki, a Michał Dryński tym razem bardziej zajmował się organizacją drużyny i jego również brakowało na boisku. Od początku widać było, że to nie będzie mecz z wieloma bramkami, bo obie strony znakomicie broniły, a bramkarze popisywali się skutecznymi paradami. Tur miał swoje okazje, a szczególnie groźne były strzały Rafała Grzelaka, który kilka razy próbował zaskoczyć Adriana Mańka. Z drugiej strony w ofensywie próbował zaskoczyć rywali Patryk Zych i Michał Kielak, ale dobrze w defensywie radził sobie Bartek Osoliński, który kasował groźne sytuacje przeciwników. Gdy wydawało się, że już nic nie zmieni się w pierwszej połowie na tablicy wyników po dobrej kombinacyjnej akcji Jakub Sosnowski strzelił gola i to Tur na przerwę schodził ze skromnym prowadzeniem. Druga połowa zaczęła się od dobrych sytuacji dla gospodarzy. Jednak brakowało wykończenia i trochę szczęścia. Gladiatorzy Eternis też mieli swoje szanse i praktycznie pierwszą z nich wykorzystał Kuba Jóźwiak. Po chwili było już 1:2. Damian Stolarczyk z rzutu rożnego obsłużył znakomitym dograniem Damiana Górkę i goście wyszli na prowadzenie. Tur dążył do wyrównania i miał sporo szans, lecz gdzieś zabrakło skuteczności, która w takim meczu bywa kluczowa. W końcówce ekipa z Ochoty zaryzykowała grę z lotnym bramkarzem, ale nie dało to efektu a goście po kontrze ustalili wynik tej konfrontacji na 1:3. Zdecydowanie było to jedno z najlepszych starć w Ekstraklasie w tej rundzie i jak na razie to ekipa Michała Dryńskiego ma lepszą sytuację przed rewanżem, dysponując trzema punkty przewagi na Turem. Jeśli jednak zespół z Ochoty utrzyma obecny skład, to wiosną walka o mistrzostwo będzie trwała do samego końca.
Drużyna Warsaw Bandziors na pewno nie tak wyobrażała sobie debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej LF, ponieważ w dotychczasowych spotkaniach tylko raz schodziła z boiska ze zdobyczą punktową. Ich rywale, FC Otamany spisują się rewelacyjnie, jednak wpadka w ostatniej kolejce sprawiła, że drużyna ta straciła pozycję lidera. Początek meczu był bardzo wyrównany, z lekką przewagą drużyny gości, ale najlepsza ich sytuacja strzelecka zakończyła się na słupku bramki rywali. W kolejnych minutach bardzo dobrze sprawowały się defensywy obydwu drużyn i dopiero po upływie kwadransa gry byliśmy świadkami pierwszego trafienia. Było ono autorstwa Bandziorów, którzy z prowadzenia cieszyli się tylko minutę. Chwilę po straconej bramce do wyrównania doprowadzili goście i spotkanie rozpoczęło się od nowa. Ostatnie minuty to napór Otamanów, którzy dzięki piorunującej końcówce zdobyli dwie bramki i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 3:1 dla gości. Druga połowa rozpoczęła się od obustronnej wymiany ciosów, czego efektem były dwie bramki - po jednej dla każdej ze stron. Chwilę później gospodarze zmniejszyli straty do jednego gola, ale drużyna przeciwna szybko ponowie odskoczyła. Zawodnikom Warsaw Bandziors jeszcze raz udało się zbliżyć do swoich rywali, ale tym razem przeciwnik odpowiedział na to trafienie dwa razy i mecz zakończył się zwycięstwem gości 7:4. FC Otamany po bardzo ciekawym spotkaniu dopisują kolejne punkty i nadal liczą się w walce o pierwsze miejsce na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Warsaw Bandziors mimo bardzo dobrego meczu kolejny raz z boiska schodzą jako ekipa pokonana i strata do bezpiecznego miejsca gwarantującego pozostanie w elicie, robi się coraz większa...
Po zeszłotygodniowym, zaskakującym zwycięstwie nad Otamanami oczy wszystkich obserwatorów były zwrócone na Esportivo. Team Eryka Zielińskiego w końcu pokazał potencjał i spodziewaliśmy się, że starcie z eXc będzie ostatecznym sprawdzianem przed końcem rundy jesiennej. Niestety gospodarze nie przyszaleli z frekwencją, stawiając się na boisku w zaledwie sześciu, ale goście nie forsowali tempa i choć praktycznie non-stop oblegali bramkę Michała Sobieralskiego, to pierwszy gol padł dopiero po 10 minutach gry, a strzałem z dobitki popisał się Krystian Nowakowski. Co ciekawe Esportivo dość szybko zripostowało trafieniem Roberta Dębskiego, ale równie błyskawicznie eXc wróciło na prowadzenie – najpierw z rzutu rożnego dośrodkował Sebastian Dąbrowski, a podanie na gola zamienił Krystian Nowakowski, a trzy minuty później było już 1:4 po strzale Michała Kępki i akrobatycznym trafieniu Patryka Paszko. Gola do szatni zapakował Adam Niemyjski i po pierwszej połowie eXc wprawdzie prowadziło 2:4, jednak wydawało się, że przewaga bramkowa powinna być zdecydowanie większa. Po zmianie stron pierwsze zapunktowało Esportivo i Adam Niemyjski zmniejszył prowadzenie przeciwnika do zaledwie jednego oczka. Wydawało się, iż comeback Esportivo jest możliwy, szczególnie że zawodnikom Eryka Zielińskiego nie brakowało sił, jednak goście pokazali najważniejszy atrybut tego sezonu – solidność. Trafienia Patryka Paszko i Bartka Goździewskiego spowodowały, że eXc wróciło na zwycięską ścieżkę i choć Adam Niemyjski zdobył gola na 4:6, to przewaga drużyny z Ochoty była coraz bardziej widoczna. Esportivo próbowało kąsać skutecznymi kontratakami, ale goście trzymali bezpieczną przewagę, a w końcówce rozwinęli skrzydła, zapakowali kilka goli i przy stanie 6:10 sędzia odgwizdał koniec spotkania.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)