Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Otamany po porażce przed tygodniem, aby jeszcze utrzymać iluzoryczne szanse na mistrzostwo musieli pokonać Alpan. Goście przed tygodniem wygrali ważne spotkanie z Turem i liczyli na przełamanie w potyczkach z ekipami z TOP 3. Początek spotkania obiecujący w wykonaniu Kamila Melchera i spółki, ale nie wiadomo dlaczego w odstępie zaledwie kilku minut stracili szybko trzy bramki i to po własnych błędach. Od stanu 3:0 trochę opanowali sytuację na boisku. Efektem tego były dwie bramki, które dawały nadzieję, że uda się nawiązać walkę z wyżej notowanym rywalem. Jeszcze przed przerwą ekipa z Ukrainy potrafiła odskoczyć z wynikiem, lecz nie była to przewaga nie do odrobienia. Po 25 minutach mieliśmy wynik 5:2. Po zmianie stron gospodarze odskoczyli ponownie na kilka goli, a szczególnie aktywny i dobrze dysponowany był Yegor Boiko. W Alpanie dobre zawody grał Kamil Melcher, a akcje ofensywne starał się kreować Łukasz Flak. Od stanu 7:3 mieliśmy bramki z jednej i z drugiej strony. W pewnym momencie wydawało się, że już nic ciekawego nie wydarzy się na boisku. Otamany zadowolone z prowadzenia 10:5 oddały trochę inicjatywę i w końcówce goście zmniejszyli rozmiary porażki. Ostatecznie team Olega Bortnyka zasłużenie wygrywa 10:7 i musi liczyć, że główni rywale do mistrzostwa nagle stracą punkty w swoich spotkaniach. Alpan mimo porażki będzie walczył o miejsce w pierwszej piątce i czas pokaże, czy uda się temu zadaniu sprostać.
Zespół FC Kebavita nie spisuje się w tym sezonie na miarę swoich umiejętności. Problemy kadrowe sprawiły, że drużyna ta znalazła się w strefie spadkowej. Zawodnicy Tura po bardzo dobrej rundzie jesiennej złapali małą zadyszkę i od kilku spotkań nie potrafią zdobyć kompletu punktów. Pierwsze minuty spotkania drużyny poświęciły na rozpoznanie przeciwnika i aż do 10 minuty na boisku nie działo się za wiele. Aż wreszcie błąd bramkarza Tura wykorzystali gospodarze i wyszli na prowadzenie. W kolejnych minutach popularny Cypis pokazał swój kunszt oraz nieprzeciętnie umiejętności i kilka razy w groźnych sytuacjach zrehabilitował się za popełniony wcześniej błąd. Pięć minut przed gwizdkiem oznajmiającym koniec pierwszej połowy dał się pokonać po raz drugi, ale riposta zawodników z Ochoty była natychmiastowa i ponownie drużyna gospodarzy prowadziła jedną bramką. Ostatnie słowo w tej części meczu należało do podopiecznych Buraka Cana, którzy strzelając bramkę na 3:1 ustalili wynik tej części meczu. Początek drugiej połowy należał do duetu zawodników Tura Piotra Branickiego i Bartosza Salomona, którzy w ciągu pięciu minut zdobyli trzy bramki dla swojej drużyny. I śmiało można powiedzieć, że były to kluczowe minuty dla losów pojedynku. Faworyci do końca meczu nie oddali już prowadzenia wygrywając spotkanie 8:6. Tym samym Tur Ochota ponownie inkasuje komplet punktów i robi doskonały prezent urodzinowy dla legend tego zespołu, braci Kotusów – Tomka i Jarka, którzy w tym dniu obchodzili swoje urodziny. Kebavita rozegrała z kolei bardzo dobry mecz, ale mimo walki i zaangażowania znów nie nie powiększyła swojego dorobku.
Od początku sezonu EXC Mobile Ochota spisuje się bardzo dobrze, tracąc punkty tylko w dwóch meczach. Ich przeciwnik – In Plus & Pojemna Halina w ostatnich trzech spotkaniach zdobył 7 oczek i dzięki temu wyszedł ze strefy spadkowej. Początek meczu zaczął się obiecująco dla gospodarzy, którzy grając w przewadze jednego zawodnika otworzyli wynik. Tuż po powrocie zawodnika odbywającego karę, In-Plus stracił drugą bramkę, ale chwilę później zdołał pokonać golkipera rywali i zmniejszyć straty. W kolejnych fragmentach mimo kilku dobrych sytuacji bramkowych wynik nie ulegał zmianie. Po upływie kwadransa zawodnicy z Ochoty zainkasowali kolejne dwie bramki i do przerwy było 4:1. Druga część rozpoczęła się od mocnego uderzenia gości, którzy chwilę po wznowieniu zdobyli bramkę dającą nadzieję na pozytywny rezultat. Na kolejne trafienie musieliśmy czekać do 40 minuty i ponownie była ona autorstwa zawodników gości, dzięki czemu ostatnie minuty zapowiadały się interesująco. Stykowy wynik sprawił, że reprezentanci In Plusu postawili wszystko na jedną kartę i zamiast bramkarza wprowadzili zawodnika z pola. To ryzyko im się opłaciło, ponieważ w 48 minucie zdołali strzelić bramkę na wagę remisu. Zawodnicy EXC Mobile Ochota mogą czuć spory niedosyt, bo po pierwszej połowie mieli trzy bramki zapasu, a mimo to nie potrafili dowieźć przewagi do ostatniego gwizdka. Pochwały należą się za to In-Plusowi, że mimo średniego dla nich wyniku po 25 minutach nie załamali się i zdołali zgarnąć tutaj bardzo cenny punkt.
Mecz o życie - tak możemy określić pojedynek między Warsaw Bandziors z Explo Team. Zawodnicy gospodarzy z czterema zdobytymi punktami zamykają ligową tabelę i starcie z bezpośrednim przeciwnikiem w walce o utrzymanie miało ogromne znaczenie. Gracze Explo Team po kilku dobrych meczach wyszli ze strefy spadkowej i kolejne trzy punkty mogły im dać spokój w batalii o ligowy byt. I ten właśnie wspomniany spokój był kluczowy w pierwszych minutach spotkania. Mający problemy kadrowe gracze Bandziorów nie byli w stanie zatrzymać dobrze grających rywali i po upływie 6 minut dwukrotnie wyjmowali piłkę z własnej bramki. W kolejnych fragmentach goście stwarzali sobie kolejne dobre sytuacje bramkowe, czego efektem były dwa trafienia i na pięć minut przed końcem pierwszej połowy wynik brzmiał 0:6. Podopieczni Szymona Kołosowskiego jako ostatni zanotowali trafienie w tej odsłonie i na kolejne bramki musieliśmy poczekać po przerwie. Druga część spotkania rozpoczęła się od wykorzystanego rzutu karnego gospodarzy, ale mimo straconej bramki ich rywale w pełni kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń. Wysokie prowadzenie sprawiło, że mecz się znacznie otworzył, drużyny miały więcej miejsca na boisku co owocowało kolejnymi trafieniami. Ostatecznie zawodnicy Explo Team wygrali 9:4 i dzięki temu powiększyli swoją przewagę nad strefą spadkową. Porażka Warsaw Bandziors sprawia z kolei, że ich sytuacja robi się bardzo nieciekawa i tylko seria zwycięstw pozwoli na pozostanie na najwyższym poziomie rozgrywkowym.
Gladiatorzy do spotkania z Esportivo przystępowali zmotywowani informacją o remisie lidera. Zwycięstwo dawałoby im pierwsze miejsce, więc nic dziwnego, że od początku ekipa Michała Dryńskiego ruszyła do ataku. Team Eryka Zielińskiego skompletował całkiem solidne zestawienie na to starcie, dlatego miał nadzieję na walkę o ligowe punkty. Już na starcie obie ekipy strzeliły po bramce. Od tego momentu zaznaczała się jednak przewaga gospodarzy i drugie trafienie dał Gladiatorom względny spokój. Po chwili kiks bramkarza gości dał im trzecie trafienie i przy okazji podciął trochę skrzydła Esportivo. Zwłaszcza, że po przeciwnej stronie znakomite zawody rozegrał Adrian Mańk, który kilka razy kapitalnie interweniował. Wynikiem 3:1 zakończyła się pierwsza połowa. W przerwie Esportivo mobilizowało się do odrabiania strat, jednak szczelna obrona Gladiatorów nie dawała zbyt wielu okazji strzeleckich a kontry w wykonaniu teamu Michała Dryńskiego były zabójcze. Gospodarze szybko odskoczyli z wynikiem i było wiadomo, że w tym meczu żadnej niespodzianki nie będzie. Tym razem do duetu Zych & Jóźwiak dołączył Robert Guma. To nazwisko trzeba zapamiętać na dłużej, bo to istny brylant, który nie raz będzie jeszcze błyszczeć na naszych boiskach. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 13:4. Esportivo w ofensywie wygląda nieźle, ale trzeba poprawić grę w defensywie, która kuleje jak na razie w tej rundzie. Gladiatorzy nareszcie wskakują na fotel lidera, lecz przed sobą mają jeszcze ciężkie mecze. I muszą w nich dać z siebie wszystko, by utrzymać miejsce, w którym właśnie się znaleźli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)