Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 13 Liga
Pierwszy gwizdek na Arenie AWF w 3. kolejce usłyszeliśmy w starciu zespołów Lisy Bez Polisy i Nieuchwytni. Gospodarze przystępowali do meczu z nadzieją na pierwsze punkty w sezonie, natomiast ich rywale mieli już na koncie zwycięstwo i remis, licząc na kontynuację dobrej passy.
Początek był wyrównany – obie drużyny często próbowały uderzeń z dystansu, choć brakowało im precyzji. W 7. minucie bliski otwarcia wyniku był Patryk Pawłowski, który po szybkim kontrataku stanął oko w oko z bramkarzem Lisów, lecz przegrał ten pojedynek. Chwilę później jednak zrehabilitował się, skutecznie finalizując kolejną akcję. Nieuchwytni poszli za ciosem i po kilku minutach prowadzili już dwoma bramkami – po rzucie wolnym obronionym przez golkipera Lisów, dobitką popisał się Łukasz Wiśniewski. Nieuchwytni grali wysoko i agresywnie, zmuszając rywali do błędów przy wyprowadzaniu piłki. Lisy szukały szczęścia w kontratakach, a efekt przyniósł dopiero strzał z dystansu Konrada Prządki, który wolejem zdobył gola kontaktowego tuż przed przerwą.
Druga połowa rozpoczęła się od szybkiego trafienia Nieuchwytnych, ale Lisy nie zamierzały się poddać. Po błędzie rywali zmniejszyli straty na 2:3, a następnie doprowadzili do remisu po uderzeniu Damiana Borkowskiego, który wykorzystał niefortunną interwencję bramkarza. W końcówce gospodarze grali jak natchnieni – wyszli na prowadzenie, a wynik na 5:3 ustalił w ostatniej minucie Miłosz Tabaka.
Pierwsze zwycięstwo Lisów Bez Polisy w tym sezonie stało się faktem. Nieuchwytni natomiast, mimo dobrego początku, muszą wyciągnąć wnioski z błędów, które kosztowały ich komplet punktów.
Borowiki, które były nominalnym gospodarzem tego starcia, pewnie pokonały zespół White Foxes aż 10:2. Już do przerwy gospodarze prowadzili 5:1, co jasno pokazywało różnicę w poziomie organizacji gry i skuteczności między obiema drużynami.
Borowiki zaprezentowały ofensywny futbol, oparty na szybkim rozegraniu i świetnym zrozumieniu między zawodnikami. White Foxes próbowali odpowiadać kontrami, ale ich ataki były zbyt chaotyczne, a defensywa miała ogromne problemy z powstrzymaniem gospodarzy. Po zmianie stron przewaga Borowików jeszcze wzrosła – grali z pełnym spokojem, wymieniając podania i konsekwentnie szukając kolejnych okazji do zdobycia bramki.
Bez wątpienia bohaterem meczu był Piotr Jankowski, który rozegrał spotkanie niemal idealne. Cztery zdobyte bramki i trzy asysty mówią same za siebie, ale jeszcze bardziej imponujący był jego wpływ na tempo gry i organizację ataku. Był wszędzie – rozgrywał, kończył akcje, wspierał kolegów i nie odpuszczał w żadnej sytuacji. Jego występ to prawdziwy pokaz piłkarskiej klasy i zaangażowania.
Dzięki temu zwycięstwu Borowiki umacniają swoją pozycję w tabeli i pokazują, że w tej lidze mogą być jednym z głównych faworytów do awansu. White Foxes natomiast muszą szybko wyciągnąć wnioski z tej porażki, by w kolejnych meczach zaprezentować się znacznie lepiej.
Miał być hit 13. ligi, a wyszedł... no właśnie – nie chcemy napisać kit, ale faktem jest, że rywalizacja Boiskowego Folkloru z Kresowią była mocno jednostronna. Po wcześniejszych występach obu drużyn można się było spodziewać znacznie bardziej wyrównanego widowiska, jednak rzeczywistość na boisku szybko zweryfikowała te przewidywania.
Gospodarze od pierwszych minut ruszyli do ataku i mocno przycisnęli rywali. Potrzeba było jednak kilku chwil, zanim Ariel Kucharski odpowiednio wyregulował celownik – lecz gdy już to zrobił, był właściwie nie do zatrzymania. Worek z bramkami otworzył się w 8. minucie, a już po sześciu kolejnych minutach Boiskowy Folklor prowadził aż 6:0! W zasadzie w 15. minucie wszystko było już rozstrzygnięte i można się było tylko zastanawiać, jak wysoki będzie końcowy wynik.
Do przerwy rezultat nie uległ zmianie – gospodarze nie forsowali już takiego tempa, a ich liderzy, Kucharski i Kacper Miriuk, dostali chwilę odpoczynku, by zachować siły na drugą połowę. Po zmianie stron Folklor dorzucił kolejne trafienia i prowadził już 8:0, po czym w ich grze pojawiło się lekkie rozluźnienie. Wykorzystała to Kresowia, zdobywając dwa gole honorowe, lecz na cud nie było tego dnia szans – gospodarze byli po prostu zbyt mocni.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 11:3, co i tak można uznać za najniższy wymiar kary dla gości. Można się zastanawiać, czy to Boiskowy Folklor był tak silny, czy może Kresowia miała słabszy dzień, ale patrząc na dominację gospodarzy w każdym aspekcie gry, odpowiedź wydaje się oczywista – to raczej pierwsza opcja. To kolejny mecz, w którym Boiskowy Folklor w imponującym stylu zdominował swojego przeciwnika.
Spotkanie rozpoczęło się dla Elitarnych Gocław bardzo obiecująco – już w 4. minucie objęli prowadzenie po dwóch szybkich strzałach, dając wyraźny sygnał, że przyjechali z ambicjami i chęcią zwycięstwa. Wczesne prowadzenie dodało im pewności siebie i pozwoliło zbudować solidne fundamenty pod dalszą część meczu. Przez długi czas grali odpowiedzialnie w obronie, skutecznie zamykając przestrzenie i kontrolując środek pola.
Cockpit jednak nie zamierzał się poddawać. Z każdą minutą zaczęli coraz odważniej przejmować inicjatywę – dłuższe utrzymanie przy piłce, więcej akcji skrzydłami i odważniejsze wejścia w pole karne rywala. Przełomowy moment nadszedł po pięknym uderzeniu z rzutu wolnego w wykonaniu Aleksandra Sitka, które zapoczątkowało prawdziwy zwrot akcji. Ten gol tchnął w gospodarzy nową energię i wiarę – ruszyli z impetem, a kolejne trafienia były tylko kwestią czasu.
W ostatnich 15 minutach Cockpit dokonał pełnego powrotu – z wyniku 0:2 zrobiło się 4:2. To właśnie wtedy było widać, jak bardzo drużyna uwierzyła w sukces – każde podanie, każdy pressing, każda walka o piłkę miały sens i cel. Bohaterem meczu został Stasiek Gorzeliński, który najpierw doprowadził do remisu, a następnie wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Jego spokój, wyczucie momentu i skuteczność w kluczowych sytuacjach przesądziły o losach spotkania.
Elitarni Gocław przez większą część meczu prezentowali się bardzo dobrze – ich defensywa grała z zaangażowaniem i odpowiedzialnością, a zespół starał się kontrolować tempo i utrzymywać strukturę. Jednak w końcówce zabrakło im sił, by utrzymać intensywność i skutecznie powstrzymać rozpędzonych rywali. Mimo porażki, ich postawa zasługuje na uznanie.
Ostateczny wynik 4:2 to w pełni zasłużone zwycięstwo Cockpitu, który imponował wytrwałością i determinacją w dążeniu do celu. To także przypomnienie, że Elitarni potrafią wejść w mecz mocno i prowadzić grę, ale by sięgać po punkty – potrzebna jest konsekwencja przez pełne 50 minut.
W niedzielnym meczu mieliśmy przyjemność oglądać starcie dwóch ekip — Joga Bonito oraz Zaruby United. Zdecydowanym faworytem byli gospodarze, którzy przed tym spotkaniem mogli pochwalić się kompletem punktów. Po ostatniej niedzieli wciąż pozostają niepokonani, bowiem pokonali Zaruby aż 7:1.
Początek meczu nie ułożył się jednak po ich myśli — pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Kornel Tłaczała, dając gościom prowadzenie. Z biegiem czasu sytuacja na boisku zaczęła się jednak coraz bardziej komplikować dla Zarub. Joga Bonito szybko obudziła się z letargu i zabrała się do pracy, udowadniając, że stracony gol to jedynie „wypadek przy pracy”.
Gospodarze byli zdecydowanie lepszą drużyną pod każdym względem — organizacja gry w obronie i ataku, zgranie oraz umiejętności indywidualne przemawiały na ich korzyść. Trudno wskazać jednego wyróżniającego się zawodnika w zespole Jogi Bonito, ponieważ chłopaki pokazali kawał prawdziwego, zespołowego futbolu.
W pełni zasłużenie odnieśli swoje trzecie zwycięstwo w rundzie jesiennej i mkną jak burza po dobry wynik w tym sezonie. Z kolei Zaruby United musieli uznać wyższość rywala i wciąż czekają na pierwsze punkty — jednak znamy ich doskonale i wiemy, że jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)