reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

W przedostatniej kolejce 2. Ligi zmierzyły się dwa zespoły, które już wcześniej pożegnały się z szansami na utrzymanie – Orzeły Stolicy oraz FC Niko UA. Choć obie ekipy znały swój los, nie zabrakło zaangażowania, walki i piłkarskich emocji. Spotkanie okazało się wyjątkowo wyrównanym widowiskiem, w którym żadna ze stron nie zamierzała łatwo oddać pola rywalowi.

Pierwsza połowa toczyła się głównie w środku pola – sporo było walki, a oba zespoły grały ostrożnie w defensywie. Mimo to każda z drużyn zdołała raz trafić do siatki – do przerwy było 1:1, co dobrze oddawało przebieg tej części meczu. Dla Orłów trafił Jan Wnorowski, który od samego początku był liderem swojej drużyny.

Po zmianie stron gra się otworzyła. Zawodnicy zaczęli grać odważniej, było więcej przestrzeni, a co za tym idzie – także więcej sytuacji podbramkowych. Jan Wnorowski kontynuował świetny występ – zdobył wszystkie trzy gole dla Orłów, imponując nie tylko skutecznością, ale też walecznością i zaangażowaniem.

FC Niko UA jednak nie odpuszczało – do siatki trafiali Dmytro Kuźmin, Nikita Zagura i Vitalii Diiev, odpowiadając na każde uderzenie gospodarzy. Ostatecznie spotkanie zakończyło się sprawiedliwym remisem 3:3, który najlepiej oddaje charakter tego zaciętego meczu.

Choć obie drużyny pożegnały się z ligą, pozostawiły po sobie dobre wrażenie i udowodniły, że potrafią walczyć bez względu na okoliczności.

2
16:00

W meczu 2. ligi pomiędzy Korsarzami a Zorią Streptiv zmierzyły się zespoły zajmujące odpowiednio 4. i 6. miejsce w tabeli. Choć żadna z drużyn nie miała już szans na podium, stawka meczu była wysoka – obie ekipy walczyły o miejsce premiowane awansem do Pucharu Ligi Fanów.

Lepiej w mecz weszli goście. Zoria od początku prezentowała się bardziej przekonująco, grając z większym zaangażowaniem i lepszą organizacją. To oni jako pierwsi objęli prowadzenie, choć gospodarze zdołali odpowiedzieć na 1:1. Wydawało się, że spotkanie będzie wyrównane, ale Korsarze zaczęli popełniać zbyt wiele błędów w defensywie, co Zoria bezlitośnie wykorzystywała. Kontry gości siały spustoszenie w szeregach gospodarzy, a wynik do przerwy – 2:5 – mówił sam za siebie.

Po przerwie obraz gry nie uległ większej zmianie. Zoria wciąż dominowała, kontrolując przebieg wydarzeń na boisku i skutecznie punktując rywala. Kapitalne zawody rozegrali Yaroslav Zmiivskyi oraz Artur Prokop. Zmiivskyi zapisał na swoim koncie trzy asysty i dwa gole, natomiast Prokop dołożył dwie bramki i tyle samo ostatnich podań. Ich współpraca była kluczowa dla końcowego sukcesu gości.

Po tym spotkaniu Zoria awansowała na 5. miejsce w tabeli i jest już niemal pewna udziału w turnieju Pucharu Ligi Fanów. Korsarze również mogą się cieszyć – ich bezpośredni rywale w walce o awans, Dziki Młochów, oddali mecz walkowerem, za co został im odjęty punkt. Tym sposobem Korsarze także zakwalifikowali się do turnieju wieńczącego sezon 2024/25.

4
18:00

Mecz pomiędzy Husarią a Siriusem miał ogromne znaczenie dla obu drużyn. Zespół Tomasza Hubnera mógł zbliżyć się do przepustki na turniej Pucharu Ligi Fanów, natomiast Sirius walczył o przypieczętowanie mistrzostwa. Choć faworytem byli goście, to gospodarze jako pierwsi otworzyli wynik – po raz kolejny błysnął Vladyslav Voronov, który rozgrywa zdecydowanie swój najlepszy sezon.

Od pierwszych minut było widać ogromne zaangażowanie – oba zespoły „gryzły murawę” i nie odpuszczały ani centymetra przestrzeni. Niebawem Sirius doprowadził do wyrównania, ale to znów Voronov dał o sobie znać, kompletując hat-tricka. Jedna z jego bramek to popis indywidualnych umiejętności – minął kilku rywali i z zimną krwią wykończył akcję. Przez chwilę pachniało niespodzianką – Husaria była nieugięta, grała odważnie i z determinacją. Ale piłka nożna ma to do siebie, że chwila nieuwagi może zmienić bieg spotkania. Gdy Sirius zdobył bramkę kontaktową, wszystko zaczęło się odwracać. Chwilę później niefortunna interwencja Franka Lisa zakończyła się golem samobójczym, a jeszcze przed przerwą goście wyszli na prowadzenie.

Po zmianie stron Husaria musiała gonić wynik, co przeciwko tak dobrze zorganizowanemu zespołowi jak Sirius było niezwykle trudnym zadaniem. Goście utrzymywali dwubramkowe prowadzenie, a nawet gdy gospodarze zbliżali się na jedno trafienie, Sirius natychmiast odpowiadał kolejnym golem. Voronov nie przestawał imponować – dwukrotnie trafił z rzutów wolnych, co tylko potwierdziło jego świetną formę. Na wyróżnienie zasłużył również Konrad Piskorz, który wielokrotnie ratował Husarię przed wyższą porażką.

W barwach Siriusa nie było jednego bohatera – cała drużyna zagrała na bardzo wysokim poziomie. Było dużo walki, ostrych starć, nie brakowało emocji i kontrowersji, a tempo meczu przez całe 50 minut było naprawdę zabójcze. Ostateczny wynik pokazuje, ile zaangażowania włożyły w ten mecz oba zespoły i jak bardzo zależało im na zwycięstwie.

5
22:00

Spodziewaliśmy się wyrównanego widowiska, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała te oczekiwania. Kryształ Targówek nie stawił się w optymalnym składzie, co – niestety – nie pierwszy raz w tym sezonie miało znaczący wpływ na przebieg meczu. UEFA Mafia Ursynów od samego początku przejęła kontrolę i już po kilku minutach prowadziła 3:0 – bramki zdobyli kolejno Krzysztof Bartkiewicz, Michał Piłatkowski i Kuba Komendołowicz.

Choć goście rozpoczęli mecz w słabym stylu, nie poddali się – postawili na dobrą zabawę i grę bez presji. Mimo kolejnych trafień Ursynowa, Kryształ również potrafił odpowiedzieć. Mateusz Jasztal i Karol Sułkowski wpisali się na listę strzelców, a pierwsza połowa zakończyła się wysokim wynikiem 8:3 dla gospodarzy.

Po przerwie mecz był już nieco bardziej wyrównany – głównie dlatego, że UEFA Mafia nie forsowała tempa, a Kryształ, choć zaledwie z jednym rezerwowym, walczył jak równy z równym. Prawdziwą ozdobą meczu był występ Mateusza Zalegi. Jego zjawiskowy rajd przez całe boisko, zakończony golem, oraz szybkie powroty do obrony potwierdziły, jak cennym jest zawodnikiem w zespole Kacpra Romanowskiego. W ofensywie Kryształu pozytywnie zaprezentowali się również Bazyli Grabiec i Karol Sułkowski – to oni napędzali ataki i stwarzali kolejne okazje. Mimo to, przewaga jakościowa i szerokość kadry UEFA Mafii były zbyt duże, by można było mówić o niespodziance. Drużyna z Ursynowa zagrała pewnie i potraktowała to spotkanie jako okazję do podreperowania bilansu bramkowego.

Ostatecznie był to bardziej mecz towarzyski niż zacięta walka o punkty, ale mimo jednostronnego wyniku, obie ekipy zasłużyły na uznanie – UEFA za skuteczność i profesjonalizm, Kryształ za walkę i sportową postawę mimo trudnych okoliczności.

Reklama