Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 2 Liga
Mimo że Orzeły Stolicy okupowały przed meczem miejsce spadkowe, dotychczas trzy razy minimalnie przegrywały, co pokazywało, że Dziki Młochów nie miały przed sobą łatwej przeprawy. Pierwsze minuty spotkania to sporo gry kombinacyjnej. Goście lepiej weszli w mecz, byli bardziej skupieni, co przerodziło się w przechwyt i strzeloną bramkę, a chwilę później podwyższyli wynik. Dużo było tzw. podszczypywań – to nie były faule na żółte kartki, ale wybiły z rytmu gospodarzy.
Podopieczni Jana Wnorowskiego szybko się podnieśli i jeszcze przed przerwą potrafili strzelić dwie kolejne bramki. Dziki Młochów jednak świetnie przechwytywali piłkę i mimo stuprocentowych sytuacji nie potrafili ich wykorzystać. W tym meczu działo się naprawdę dużo, a w ostatniej minucie Wnorowski strzelił bramkę, utrzymując kontakt – 3:4 do przerwy.
Po zmianie stron było dużo przechwytów, strzałów w obramowanie bramki, brak kalkulacji, a także brak chłodnej głowy przy grze w przewadze. Mimo tego nie brakowało ambicji. Gra Orzełów nie kleiła się, mimo utrzymywania piłki, a Dziki Młochów potrafili to wykorzystać. Warto wyróżnić grę zespołową gości, ponieważ aż siedmiu zawodników było zaangażowanych w zdobycie bramek.
W drużynie triumfatorów bardzo dobrze zaprezentował się zawodnik Kacper Wójtowicz, który zanotował hat-trick i wypracował rzut karny w samej końcówce spotkania, choć nie potrafił go wykorzystać. To było bardzo ciekawe i wyrównane spotkanie, a wynik był sprawiedliwy. Ostatecznie Orzeły Stolicy przegrały 5:8.
To w futbolu, zarówno tym jedenastoosobowym, jak i sześcioosobowym, lubimy najbardziej! Nigdy nie wiesz, jak potoczą się losy danego meczu. Mogłoby się zdawać, że fenomenalna ekipa z Ursynowa, napędzana młodzieńczą fantazją, nie ma prawa zgubić punktów z ogonem ligowej tabeli. I choć – uprzedzając fakty – zgubić nie zgubiła, to była ku temu ekstremalnie blisko. Jeszcze na kilka minut przed końcem spotkania mieliśmy wynik dający wygraną Zorii 5:4! Byłaby to nie lada sensacja. Zespół z Ursynowa losy spotkania odwrócił jednak w ostatnich kilku minutach, dwa razy dzięki stałemu fragmentowi gry (rzut wolny x2). Tym samym cały wysiłek ukraińskiej Zorii poszedł się kochać, a podczas końcówki spotkania lekko styki zaczęły się przegrzewać: widać było, że obie strony włożyły w ten mecz mnóstwo energii. Emocji mieliśmy więc pod dostatkiem. Ten mecz był popisem dwóch indywidualności, które niemal nigdy nie zawodzą swoich kolegów. Po stronie Zorii Zurabi Saginadze: trzy gole, asysta oraz MVP, zaś po ursynowskiej stronie Adam Goleń: tak samo, trzy gole, asysta oraz MVP.
Rundę rewanżową drużyna FC Niko UA rozpoczęła od meczu przeciwko Husarii Mokotów. Poprzednia runda nie była zbyt udana dla obu zespołów, które znajdowały się w dolnej połowie tabeli.
Od pierwszych minut spotkania lepiej na boisku prezentowali się zawodnicy gości, którzy kreowali sobie dogodne sytuacje do objęcia prowadzenia. Jednak bramkarz FC Niko UA doskonale wywiązywał się ze swoich obowiązków. Dopiero w 17. minucie Tomek Kruczyński zdołał pokonać golkipera gospodarzy, wykorzystując podanie od swojego imiennika i kapitana, Hubnera. Niko próbowało odpowiedzieć swojemu rywalowi, lecz nie mogło znaleźć skutecznego sposobu. Jednobramkowe prowadzenie Husarii do przerwy zapowiadało ekscytującą drugą połowę.
W finałowej części meczu nie musieliśmy długo czekać na gola. Goście już w 29. minucie powiększyli swój dorobek bramkowy. Wyrównana gra i parady bramkarzy towarzyszyły nam niemal do samego końca. Minutę przed gwizdkiem kończącym spotkanie gospodarze strzelili swojego pierwszego gola. Pomimo starań, zabrakło im czasu, aby odwrócić losy meczu i podzielić się punktami.
Husaria Mokotów rozpoczęła wiosnę od skromnego zwycięstwa i przybliżyła się do opuszczenia strefy spadkowej.
Lider 2. ligi – zespół Sirius – swój pierwszy mecz w rundzie rewanżowej rozgrywał z Korsarzami, którzy plasują się w środku tabeli. Goście na pierwszą połowę przyszli w zaledwie sześcioosobowym składzie, co miało wpływ na przebieg spotkania.
Gospodarze od pierwszych minut grali ofensywnie, dzięki czemu szybko objęli dwubramkowe prowadzenie. Niezrażeni tym faktem goście rozsądnie rozkładali siły, a ich próby zdobycia gola były bardziej przemyślane. W 10. minucie Korsarze zdołali odrobić jedną bramkę straty. Sirius, chcąc zachować kontrolę nad meczem, zepchnął rywala na jego połowę. Pomimo upływającego czasu i narastającego zmęczenia goście wciąż pozostawali w grze o punkty, odpierając wysoko grającego przeciwnika. Dwie minuty przed przerwą doprowadzili nawet do wyrównania, ale to Sirius schodził do szatni z jednobramkową przewagą.
Początek drugiej połowy rozpoczął się optymistycznie dla Korsarzy – do zespołu dołączył kolejny zawodnik, co dawało nadzieję na złapanie oddechu, a przede wszystkim szybko zdobyty gol na 4:4. Gospodarze, mimo przewagi, długo nie mogli skutecznie zepchnąć rywala do głębokiej defensywy, a gra toczyła się od jednej bramki do drugiej. Dopiero w 36. minucie gracze Siriusa przełamali impas strzelecki, zdobywając dwa gole w ciągu 60 sekund i wychodząc na dwubramkowe prowadzenie.
Jedenaście minut przed końcem Mateusz Marcinkiewicz zmniejszył stratę, zamieniając rzut karny na cennego gola. Odpowiedź gospodarzy była jednak błyskawiczna, a ich trafienie na 7:5 było ostatnim, jakie zobaczyliśmy w tym meczu. Do końcowego gwizdka oba zespoły starały się jeszcze o powiększenie swojego dorobku, dzięki czemu nie brakowało emocji.
Sirius pozostaje jedyną niepokonaną drużyną na swoim poziomie rozgrywkowym, choć gdyby Korsarze mieli więcej zmian, sensacja mogła zawisnąć w powietrzu. Mimo porażki goście utrzymali piątą pozycję premiowaną grą w Pucharze Ligi Fanów, lecz muszą uważać, bo ich przewaga nad strefą spadkową jest minimalna.
Kryształ Targówek podejmujący Agape Team w drugiej lidze na naszym kochanym obiekcie AWF – czy to nie przepis na genialne starcie? Owszem! I dokładnie takie ono było. Pierwsza połowa tego meczu to zdecydowana przewaga gospodarzy. Ich bardzo dużym plusem było to, że bez względu na to, kto akurat był przy piłce, zdołał stworzyć zagrożenie. Z tego powodu w pierwszej połowie aż 6 różnych osób wpisało się na listę strzelców Kryształu.
Zdecydowaną przewagę, którą mieli po pierwszej połowie, trzeba było tylko utrzymać. Niestety dla gospodarzy, tu zaczyna się problem. Z 3 zmian, jakie mieli w tym spotkaniu, nagle zrobiła się tylko jedna. Jeden zawodnik poczuł się na tyle pewnie, że postanowił opuścić swoich kolegów, wierząc, że jego drużyna utrzyma zdobytą przewagę. Dodatkowo druga gwiazda drużyny, Karol Sulkowski, doznał urazu i nie mógł dalej brać udziału w meczu.
W drugiej połowie zaczęło się psuć, co bezwzględnie wykorzystali goście. Niesamowity Filip Woźnica, autor hat-tricka w tym spotkaniu, rządził i dzielił w drużynie Agape. Poczuli oni krew i z minuty na minutę coraz wyraźniej zaznaczali swoją przewagę na boisku. Czasu im co prawda nie starczyło, ale udało im się odrobić straty, zmieniając wynik z 7-3 na 8-8. Wspaniały mecz, pełen emocji i goli!
Drużyna Kryształu, po świetnej pierwszej połowie, oddała rywalom drugą odsłonę spotkania, a tylko postawa Romanowskiego w bramce gospodarzy pozwoliła im utrzymać przynajmniej punkt. To już czwarty wynik nierozstrzygnięty Kryształu w tym sezonie Ligi Fanów, co daje im pierwsze miejsce wraz z drużyną Choszczówki w 12. Lidze pod względem liczby remisów. Może to nie jest powód do zadowolenia, bo na pewno woleliby zamienić te remisy na zwycięstwa, ale znamy chłopaków – na pewno obiorą tę sytuację w żart i, mając powody do radości, będą walczyć o kolejny remis, by samodzielnie dzierżyć miano lidera pod tym względem w całej Lidze Fanów.
Gratulujemy obu drużynom świetnego widowiska i życzymy kompletu punktów w kolejnych spotkaniach!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)