reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00

Starcie Husarii Mokotów z Dzikami Młochów zapowiadało się na wyrównany pojedynek – i początek meczu faktycznie to potwierdził. Już w pierwszej minucie Przemysław Skrzydlewski dał prowadzenie Dzikom, sygnalizując, że goście nie zamierzają ograniczyć się do roli statystów. Odpowiedź gospodarzy była jednak błyskawiczna – Vladyslav Voronov najpierw wyrównał, a chwilę później wyprowadził swój zespół na prowadzenie 2:1.

Od tego momentu worek z bramkami dla Husarii otworzył się na dobre. Ekipa Tomka Hubnera całkowicie przejęła kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, prezentując ofensywną, dynamiczną i skuteczną grę. Głównym aktorem tego widowiska był bez wątpienia Voronov, który nie tylko seryjnie trafiał do siatki, ale robił to w imponującym stylu – pierwszą połowę zakończył kapitalną przewrotką, która wywołała owacje, nawet u własnego ojca kibicującego mu z ławki. Do przerwy Husaria prowadziła aż 8:2 i trudno było przypuszczać, by Dziki były jeszcze w stanie wrócić do gry.

Po zmianie stron goście jednak nie zamierzali się poddawać. Pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Kacper Wójtowicz, trafiając idealnie w okienko, a Skrzydlewski dołożył drugie trafienie na swoje konto. Dziki zdobyły w tej połowie więcej goli niż w pierwszej, ale wynikało to w dużej mierze z większego luzu w szeregach Husarii, która przy wysokim prowadzeniu pozwoliła sobie na nieco więcej swobody. Mimo ofensywnych prób rywali, show do końca należało do Vladyslava Voronova, który zakończył mecz z imponującym dorobkiem pięciu bramek i w pełni zasłużenie trafił do szóstki kolejki. Co ciekawe, nie zanotował żadnej asysty – więc z lekkim przymrużeniem oka sugerujemy: Vlad, czasem warto się też podzielić piłką!

Husaria Mokotów wygrała efektownie, a swoim występem przypieczętowała nie tylko trzy punkty, ale i status jednej z najciekawszych ekip tej rundy. No i, jak sami mówią – "sponsor tytularny We Love Life" nie zawodzi!

2
14:00

W niedzielne popołudnie mieliśmy okazję obejrzeć niezwykle wyrównane starcie pomiędzy Niko a Kryształem Targówek. Choć emocji na boisku nie brakowało, wynik był wyjątkowo niski jak na standardy Ligi Fanów – mecz zakończył się remisem 1:1.

Od pierwszego gwizdka stroną dominującą było Niko. Gospodarze niemal przez całe spotkanie prowadzili grę, częściej utrzymywali się przy piłce i konsekwentnie szukali drogi do siatki. Problem w tym, że na ich drodze stał absolutnie fenomenalny Kacper Romanowski – bramkarz Kryształu, który rozegrał jedno z najlepszych spotkań w sezonie. Zanotował kilkanaście interwencji, często ratując swój zespół w sytuacjach bez wyjścia, a jego efektowne parady robiły wrażenie.

Mimo jego starań, Niko zdołało w końcu dopiąć swego. Świetnie dysponowany Dmytro Kuźmin posłał potężny strzał, który był zbyt precyzyjny nawet dla Romanowskiego – gospodarze objęli prowadzenie i utrzymali je do przerwy.

Po zmianie stron Kryształ musiał zaryzykować i przejąć inicjatywę. Przełomowym momentem było wejście na boisko Nikodema Łęczyckiego, który wniósł nową energię do gry gości. Jego niesamowity rajd przez pół boiska zakończył się mocnym, płaskim strzałem przy słupku – tzw. „szczurem”, który zaskoczył bramkarza Niko i dał wyrównanie.

W końcówce obie drużyny szukały jeszcze decydującego ciosu, ale wynik nie uległ już zmianie. Remis 1:1 to rezultat, który z pewnością nie satysfakcjonuje w pełni żadnej ze stron, ale trzeba przyznać, że był to pojedynek bramkarzy i obron, a nie napastników.

3
17:00

Jedno z największych zaskoczeń minionej kolejki miało miejsce w 2. lidze, gdzie skazywana na porażkę FC Zoria Streptiv zmierzyła się z niepokonanym dotąd liderem – drużyną Sirius. Dotychczasowy bilans 14–0–0 robił ogromne wrażenie i stawiał Sirius w roli murowanego faworyta. Ale czy ta seria zwycięstw nie uśpiła czujności i motywacji zawodników lidera?

Od pierwszych minut to Zoria przejęła inicjatywę, grając z ogromnym zaangażowaniem i wiarą w sukces. Pierwsza połowa była całkowicie jednostronna – i to nie ze strony faworytów. Zoria nacierała z pasją i przede wszystkim skutecznie – do przerwy prowadziła aż 4:1, a dwa gole zdobył rewelacyjny Vladyslav Burda.

Po zmianie stron Sirius próbował wrócić do gry, ale Zoria mądrze się broniła, nie pozwalając rywalom rozwinąć skrzydeł. Druga połowa zakończyła się remisem, a cały mecz sensacyjnym zwycięstwem Zorii, która tym samym przerwała nieskazitelną serię lidera i… dała sobie jeszcze nadzieję na utrzymanie!

Sirius, choć wciąż zdecydowanie prowadzi w tabeli, musi porzucić marzenia o perfekcyjnym sezonie. Taka porażka może być jednak potrzebnym zimnym prysznicem przed końcówką sezonu. Zoria z kolei pokazała charakter i serce do gry – i choć ich sytuacja w tabeli wciąż jest trudna, po takim występie wszystko wydaje się możliwe.

4
18:00

W niedzielne popołudnie na obiektach AWF zmierzyły się drużyny z dwóch zupełnie różnych biegunów tabeli. Ostatnie w klasyfikacji Orzeły Stolicy podejmowały UEFA Mafię Ursynów – drugą siłę 2. ligi, która wciąż walczy o mistrzostwo. Choć na papierze faworyt był oczywisty, jesienny pojedynek obu ekip był zaskakująco wyrównany – i jak się okazało, tym razem nie było inaczej.

To właśnie Orzeły zaskoczyły jako pierwsze, otwierając wynik meczu i udowadniając, że nie zamierzają tylko się bronić. UEFA, choć dobrze wyglądała w ataku i potrafiła konstruować ciekawe akcje, znów miała problem z wykończeniem. Dopiero duet braci Goleń dał sygnał do ataku – dwa szybkie trafienia pozwoliły gościom odzyskać inicjatywę.

Wraz z kolejnymi minutami zespół z Ursynowa złapał właściwy rytm i zaczął regularnie zamieniać sytuacje na gole. Orzeły nie spuszczały głów i dzielnie walczyły do samego końca – Krzysztof Niedziółka był ich motorem napędowym, zdobywając dwa gole i stale nękając defensywę rywala. Jednak kiedy UEFA weszła na swoje obroty, stała się dla gospodarzy ekipą nie do zatrzymania.

Druga połowa to wyrównany fragment gry, z bramkami po obu stronach, ale końcowy rezultat znów zapisuje się na konto Ursynowa. UEFA Mafia umacnia się na pozycji wicelidera, a Orzeły Stolicy definitywnie straciły szansę na utrzymanie. Przed nimi trzy ostatnie kolejki, które w teorii nie będą miały wielkiego znaczenia, jednak jesteśmy przekonani, że honor nie pozwoli im odpuścić końcówki sezonu.

5
20:00

W 15. kolejce 2. ligi Korsarze zmierzyli się z AGAPE Team – drużyną, która od dłuższego czasu prezentuje równą, skuteczną formę i nie ukrywa medalowych ambicji. Dla gospodarzy był to mecz o być albo nie być w walce o coś więcej niż środek tabeli – starcie miało ogromne znaczenie, bo gra toczyła się de facto o sześć punktów.

Od samego początku było widać, że AGAPE przyjechało po swoje. Już w pierwszych minutach Zalewski znakomicie interweniował, ratując gospodarzy przed utratą gola, ale to był tylko zwiastun nadciągającej fali. Goście narzucili swój styl gry, grali wysoko, agresywnie i bardzo konsekwentnie. Spychając Korsarzy do defensywy, kontrolowali przebieg meczu praktycznie przez całe pierwsze 25 minut. Choć nie brakowało fizycznych starć, mecz toczył się w sportowej atmosferze.

Presja AGAPE przyniosła efekty – do przerwy prowadzili już 3:0. Dłużej utrzymywali się przy piłce, lepiej operowali nią na połowie rywala i regularnie dochodzili do klarownych sytuacji. Korsarze zdołali na moment przejąć inicjatywę tuż przed końcem pierwszej połowy, ale nie przełożyło się to na bramki.

Po zmianie stron gospodarze wrócili na murawę z większą determinacją, rzucając się do ataków. Jednak otwarcie się było wodą na młyn dla AGAPE. Goście bezlitośnie wykorzystywali luki w defensywie, a centralną postacią drugiej połowy był Patryk Żuber, który zanotował aż pięć asyst! Jego podania z chirurgiczną precyzją wykorzystywali m.in. Bartek Sobczyk i Maciej Frąckiewicz.

W ekipie Korsarzy błyszczał Sebastian Dziki – inicjował większość ofensywnych akcji swojego zespołu i miał udział przy obu trafieniach. Mimo to, zabrakło im chłodnej głowy i lepszego zarządzania przestrzenią, by móc realnie powalczyć o korzystny wynik.

Spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem AGAPE 2:9. Korsarze muszą pogodzić się z tym, że końcówka sezonu najpewniej upłynie im pod znakiem walki o bezpieczną pozycję w środku tabeli. Z kolei goście wyraźnie sygnalizują: walka o awans trwa i są na najlepszej drodze, by już w najbliższej kolejce przyklepać sobie 3 miejsce.

Reklama