Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 13 Liga
Starcie White Foxes z Cockpit Country miało być wyrównane — i dokładnie takie było. Obie drużyny zaprezentowały zbliżony poziom, a mecz obfitował w emocje, bramki i zwroty akcji. To był typowy pojedynek dwóch ekip ze środka tabeli 13. ligi, które może nie zawsze grają równo, ale potrafią stworzyć naprawdę ciekawe widowisko.
Spotkanie lepiej zaczęli goście, choć ich prowadzenie było w dużej mierze dziełem przypadku. Już na początku meczu Jeremi Wojton niefortunnie skierował piłkę do własnej siatki, dając Cockpitowi prowadzenie 1:0. Mimo że w dalszej części pierwszej połowy White Foxes mieli znacznie więcej sytuacji podbramkowych, brakowało im skuteczności. Jak to często w piłce bywa, niewykorzystane okazje szybko się zemściły – tuż przed przerwą Antoni Gorzeliński wykorzystał kontratak i podwyższył wynik na 0:2.
W finałowej odsłonie gospodarze w końcu się przebudzili. W 27. minucie Adrian Iwanik skutecznie zamknął wrzutkę po rzucie rożnym, a chwilę później Wiktor Polak precyzyjnym strzałem po ziemi doprowadził do wyrównania. Kiedy wydawało się, że Foxes pójdą za ciosem, sami sprokurowali kolejnego gola – nieudane podanie bramkarza trafiło wprost pod nogi rywala i zrobiło się 2:3. Końcówka była prawdziwym rollercoasterem. Obie drużyny miały swoje momenty, ale to gospodarze częściej zagrażali bramce przeciwnika. Znów jednak zabrakło zimnej krwi w wykończeniu. Cockpit z kolei miał sporo szczęścia, a w kilku sytuacjach z opresji ratował ich bramkarz.
Ostatecznie mecz zakończył się sprawiedliwym remisem 4:4, choć patrząc na liczbę okazji, White Foxes mogą czuć spory niedosyt.
Zdecydowanym faworytem starcia Nieuchwytnych z Boiskowym Folklorem byli nominalni goście. I trudno było się temu dziwić, bo zespół Damiana Wójcika – nie licząc pierwszego meczu – świetnie rozpoczął sezon. Wysokie wygrane nad Kresowią i Cockpit Country robiły wrażenie, więc ekipa Marka Szklennika musiała przygotować się na niezwykle wymagający pojedynek.
Spotkanie rozpoczęło się po myśli Boiskowego Folkloru – nie minęła jeszcze minuta, a już Ariel Kucharski otworzył wynik rywalizacji. W 3. minucie odpowiedzieli gospodarze – świetną akcję przeprowadził Oleksii Kyselov, wyrównując rezultat meczu. Ku zaskoczeniu wielu, Nieuchwytni nie dali się zdominować przeciwnikowi i długimi fragmentami grali z nim jak równy z równym. Potrafili utrzymać się przy piłce, ale brakowało im albo dokładniejszego ostatniego podania, albo większej skuteczności pod bramką rywala. Takiego problemu nie mieli nominalni goście – Kacper Miriuk wraz z Arielem Kucharskim wyprowadzili swój zespół na prowadzenie 1:4. Bramka Dariusza Pliszki pod koniec pierwszej części dawała jeszcze Nieuchwytnym nadzieję na korzystny rezultat. Niestety, te nadzieje okazały się płonne.
Po zmianie stron wynik szybko podwyższył Damian Wójcik, na co odpowiedział jeszcze trafieniem Oleksii Kyselov, ale była to już ostatnia bramka dla Nieuchwytnych w tym spotkaniu. Swoje trafienia dołożyli jeszcze Aleks Miriuk oraz Ariel Kucharski, i Boiskowy Folklor zasłużenie wygrał to spotkanie 3:7.
Spodziewaliśmy się bardziej jednostronnego widowiska, ale Nieuchwytni zaprezentowali się z całkiem niezłej strony. Na pewno muszą popracować nad skutecznością pod bramką rywala i większym wsparciem dla Kyselova, bo w tym meczu Boiskowy Folklor miał znacznie więcej jakości w ofensywie – i to przełożyło się na końcowy rezultat.
W starciu zespołów Borowików z Lisami Bez Polisy faworytem byli gospodarze, jednak goście, którzy w ostatniej kolejce zdobyli swoje pierwsze punkty, liczyli na kolejny dobry wynik. Początek spotkania to głównie walka w środku pola – obie ekipy starały się narzucić swój styl gry i przejąć kontrolę nad wydarzeniami na boisku.
Pierwsi na prowadzenie wyszli goście. Damian Borkowski kapitalnie wykorzystał podanie od kolegi z drużyny i dał Lisom prowadzenie 1:0. Borowiki próbowały odpowiedzieć i stworzyły sobie kilka dogodnych sytuacji, ale znakomicie między słupkami spisywał się Krystian Załucki. Premierowa połowa obfitowała w akcje z obu stron, jednak skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Dopiero w ostatniej akcji tej części gry oglądaliśmy drugą bramkę – Kacper Tabaka dograł piłkę do Miłosza Tabaki, który podwyższył wynik na 2:0 dla Lisów.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił – to Borowiki częściej atakowały, ale bramki strzelały Lisy. Gdy padł gol na 3:0, wydawało się, że gospodarze będą mieli ogromny problem, by powalczyć jeszcze o punkty. Nadzieja pojawiła się, gdy sędzia podyktował rzut karny dla Borowików. Niestety Marcin Stachacz strzelił zbyt lekko i bramkarz Lisów obronił jego uderzenie. Od tego momentu goście nabrali jeszcze większej pewności siebie i skutecznie wykorzystywali kolejne okazje. W pewnym momencie prowadzili już 6:0, pokazując pełną dominację. W końcówce gospodarze zdołali zdobyć honorową bramkę – autorem trafienia był Adam Kolanowski.
Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:6. Lisy Bez Polisy w dobrych humorach czekają na kolejny mecz, natomiast Borowiki muszą jak najszybciej wprowadzić zmiany w swojej grze, jeśli chcą wrócić na zwycięską ścieżkę.
Od pierwszych minut to gospodarze przejęli inicjatywę — Kresowia Warszawa II zdominowała środek pola i narzuciła własne tempo gry. Choć Zaruby United próbowali odpowiadać długimi piłkami i strzałami z dystansu, często kończyło się to stratą, ponieważ defensywa Kresowii była czujna, agresywna w odbiorach, a strzałom z daleka brakowało precyzji.
Pierwsza połowa przebiegała pod wyraźne dyktando gospodarzy. Ich przewaga była widoczna nie tylko w posiadaniu piłki, ale również w sposobie organizacji gry – szerokie ustawienie, szybkie wymiany podań i cierpliwe budowanie ataków pozycyjnych. Problemem była jednak skuteczność. Choć sytuacji nie brakowało, Kresowia długo nie potrafiła zamienić ich na gole. Dopiero w końcówce pierwszej połowy udało się udokumentować przewagę dwoma trafieniami, które dały spokój i potwierdziły dominację.
Druga część meczu wyglądała podobnie – gospodarze wciąż kontrolowali przebieg wydarzeń, ale im bliżej końca, tym bardziej doskwierało im zmęczenie i brak skutecznego wykończenia. Właśnie wtedy Zaruby United wykorzystali moment nieuwagi i w 44. minucie zdobyli bramkę kontaktową po efektownym uderzeniu z dystansu. Strzał był mocny, precyzyjny i dał gościom nadzieję na wyrównanie. Zaruby ruszyli do przodu, próbowali jeszcze zaatakować, mimo że grali niemal bez zmian i wyraźnie odczuwali trudy meczu. Kresowia jednak nie pozwoliła sobie na nerwową końcówkę. W 48. minucie, po szybkim wznowieniu z autu i błyskawicznej akcji, wykończenie znalazł Oleg Tsetsema, który ustalił wynik na 3:1. To trafienie zamknęło mecz – goście, wyczerpani intensywnością spotkania, nie byli już w stanie odpowiedzieć.
Ostatecznie Kresowia Warszawa II zasłużenie wygrała 3:1. Gospodarze dominowali przez większość meczu, imponowali spokojem w rozegraniu i pewnością w defensywie. Jedynym mankamentem była skuteczność, która mogła być wyższa. Zaruby United natomiast mogą być dumni z charakteru – mimo trudnych warunków i krótkiej ławki walczyli do samego końca, pozostawiając po sobie dobre wrażenie.
W czwartej kolejce na przeciw siebie stanęły drużyny Elitarnych Gocław oraz Joga Bonito. Goście przystępowali do tego spotkania jako niepokonany lider z kompletem punktów po trzech kolejkach, natomiast Elitarni – po zwycięstwie w pierwszym meczu – szukali przełamania i powrotu na zwycięską ścieżkę.
Początek meczu był wymarzony dla Joga Bonito. Już w 3. minucie Mateusz Hnatio wznowił grę z autu, posyłając piłkę idealnie na głowę Sebastiana Jarego, który otworzył wynik spotkania. Zaledwie minutę później Hnatio ponownie popisał się świetnym podaniem – tym razem asystował przy trafieniu Kamila Pietrzykowskiego, i zrobiło się 0:2. Joga Bonito grała z ogromną pewnością siebie, utrzymując wysokie tempo i dominując w środku pola. W 16. minucie padła trzecia bramka – tym razem po indywidualnym rajdzie Krzysztofa Nowaka, który precyzyjnym strzałem podwyższył prowadzenie. Elitarni Gocław mimo niekorzystnego wyniku nie składali broni. Stwarzali groźne sytuacje, oddawali strzały z dystansu i kilkukrotnie trafiali w słupek oraz poprzeczkę, ale piłka jak zaczarowana nie chciała wpaść do bramki. Do przerwy Joga Bonito prowadziła 3:0.
Po zmianie stron Elitarni w końcu dopięli swego – w 33. minucie Jacek Wójtowicz zdobył gola. Niestety dla gospodarzy, był to jedyny moment radości w tym meczu. Joga Bonito dalej utrzymywała kontrolę nad spotkaniem i dołożyła kolejne dwa trafienia, ustalając wynik na 5:1.
Zespół Joga Bonito po raz kolejny potwierdził swoją wysoką dyspozycję, pokazując, że nie bez powodu zajmuje fotel lidera. Elitarni Gocław natomiast muszą jak najszybciej odzyskać formę i wrócić na zwycięskie tory, jeśli nie chcą przekreślić swoich szans w tym sezonie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)