Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 12 Liga
To był mecz drużyn, które realnie walczą o miejsce na podium na koniec rundy jesiennej, czyli AC Choszczówka i FC Razem. Zarówno jedni, jak i drudzy przyszli niemal najmocniejszym zestawieniami, co zwiastowało nam niemałe emocje. FC Razem wyszło na prowadzenia po uderzeniu z rzutu wolnego przez Kiryla Tutskiego. Cała pierwsza połowa stała jednak pod znakiem walki w środku boiska, taktycznego rozgrywania swoich oponentów. Sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo, a bramka gości była jedyną, jaką oglądaliśmy podczas premierowych 25 minut. Druga połowa - na szczęście dla widowiska - diametralnie różniła się od pierwszej. Głównie dzięki dużo lepszej postawie Choszczówki. Bramkę wyrównującą zdobył najlepszy nie tylko w tym meczu, ale też wybrany na MVP 8 kolejki, Michał Jończyk. Gospodarze szukali kolejnych trafień i osiągali swoje cele. Na prowadzenie wyprowadził ich Olek Śpiewak. Kolejne bramki były już kwestią czasu i AC Choszczówka zrobiła to najlepiej jak się dało, do końca meczu trzykrotnie pokonując bramkarza oponentów i wygrywając mecz 5:1. Zwycięstwo gospodarzy pozwoliło im powiększyć przewagę nad kolejnymi zespołami w tabeli, natomiast FC Razem po tej porażce, żeby myśleć o awansie do 11 ligi, na wiosnę będą musieli poprawić swoją grę i regularniej punktować.
Za nami niezwykle wyrównane spotkanie, które zaskoczyło wysokim poziomem, biorąc pod uwagę fakt, że obie drużyny rywalizują w 12. lidze. Faworyzowane Piwo Po Meczu musiało się solidnie napracować, aby odnieść zwycięstwo, ponieważ BRD Young Warriors zaprezentowali się znakomicie, mimo trudnej sytuacji w tabeli. Goście otworzyli wynik w 15. minucie po efektownym rozegraniu, które wykończył Maciej Karczewski. Była to akcja, jakiej nie powstydziłyby się wyższe ligi, co dowodzi, że BRD ma potencjał, który nie znajduje odzwierciedlenia w ich dorobku punktowym. Niestety, tuż przed przerwą drużyna sama sobie skomplikowała sytuację, gdy po błędzie bramkarza gospodarze doprowadzili do remisu. Bramka "do szatni" wyraźnie podcięła skrzydła Młodym Wojownikom, ponieważ już minutę po wznowieniu gry rywale wyszli na prowadzenie, dzięki trafieniu Jakuba Królika. Piwo Po Meczu grało bardziej zdecydowanie i skutecznie, co pozwoliło im podwyższyć wynik na 3:1 w 10. minucie drugiej połowy. Jednak BRD pokazało charakter – po chwili bramki Makowskiego i Miszkurki przywróciły remis. Na pięć minut przed końcem obie drużyny znów znalazły się w punkcie wyjścia, ale tylko wygrana mogła satysfakcjonować którąkolwiek ze stron. Decydujący okazał się kontratak gospodarzy, który przesądził o wyniku. Piwo Po Meczu zdobyło kluczową bramkę, zapisując na swoim koncie kolejne trzy punkty. Mimo porażki, BRD Young Warriors zasługują na pochwały za dobrą grę. Wciąż jednak czekają na swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie, a ich niedosyt jest w pełni uzasadniony. Miejmy nadzieję, że na wiosnę los się do nich uśmiechnie i zaczną zbierać punkty, na które ewidentnie zasługują.
W spotkaniu 12 ligi FC Cały Czas Bomba podejmowała Dynamo Wołomin. Oba zespoły w odmiennych nastrojach podchodziły do tej rywalizacji. Gospodarze po serii dwóch wygranych liczyli na kolejne punkty, goście natomiast w dwóch ostatnich pojedynkach musieli uznać wyższość rywali. Niedzielne spotkanie rozpoczęło się od ataków z obu stron, jednak to ekipa w czerwonych strojach wydawała się bardziej dokładna i pewna w swoich zagraniach, co szybko przerodziło się w bramkowe okazje i prowadzenie. Bramkę na 1:0 strzelił Szymon Endzel. Z każdą kolejną minutą rysowała się coraz większa przewaga gospodarzy, którzy pewnie rozgrywali piłkę od obrony. Chwilę nerwowości wprowadził Bruno Worotyński, który w dość niezrozumiały sposób skierował piłkę do własnej bramki. Utrata gola nie wpłynęła negatywnie na postawę gospodarzy. Wręcz przeciwnie - chłopaki zaczęli grać jeszcze lepiej i z większym spokojem. To szybko przyniosło pozytywne skutki i już po kilku minutach było 2:1. Do końca pierwszej odsłony gospodarze powiększali swoją przewagę. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 5:1 i patrząc na grę oraz rezultat, chyba tylko najwięksi optymiści liczyli jeszcze na jakieś emocje w tym spotkaniu. Druga połowa, ku zdumieniu wszystkich, rozpoczęła się pod dyktando gości, którzy po mocnych słowach w przerwie zaczęli grać odważniej. Zawodnicy z Wołomina szybko strzelili bramkę i mając praktycznie całą drugą połowę przed sobą, liczyli na odrobienie strat. Niestety świetnie dysponowani zawodnicy gospodarzy zweryfikowali ich plany i raptem po 7 minutach ponownie odskoczyli na kilka bramek. W drużynie Bomby świetnie spisywał się duet Endzel – Chimczuk, który z każdą kolejną minutą powiększał przewagę. Dynamo próbowało atakować, dwoił się i troił Michał Matyja, jednak w pojedynkę niewiele mógł zrobić. Strzelił nawet bramkę, jednak jak się później okazało, było to ostatnie trafienie gości w tym meczu. W końcowej fazie gospodarze dołożyli jeszcze kilka trafień i spotkanie ostatecznie zakończyło się wynikiem 12:3. Dzięki wygranej FC Cały Czas Bomba inkasuje komplet punktów i wydostaje się ze strefy spadkowej, spychając tam swoich niedzielnych oponentów.
Bardzo, ale to bardzo ciężkie zadanie czekało w niedzielny wieczór na ekipę Na Wariackich Papierach. Nie dość, że ich forma trochę ostatnio uleciała, to jeszcze musieli mierzyć się z liderem tabeli, gdzie ich skład był bardzo daleki od optymalnego. Brakowało wielu kluczowych graczy, na ławce rezerwowych tylko jedna osoba i to wszystko stanowiło wodę na młyn dla faworytów. No i prawdę mówiąc, wystarczyło kilka chwil, by było po meczu. Nominalni gospodarze szybko objęli kilkubramkowe prowadzenie i mogli ze spokojem oczekiwać co będzie dalej. Rywale za nimi nie nadążali, ale nic dziwnego, bo właśnie w formacji defensywnej przegrywający mieli tego dnia największe braki. Do przerwy było aż 7:1, aczkolwiek na starcie drugiej połowy zdarzyło się coś, czego się nie spodziewaliśmy. Papiery zdobyły dwie bramki i być może pomyślały, że nie wszystko jeszcze stracone. Ta nadzieja została jednak błyskawicznie stłamszona i za chwilę wszystko wróciło do normy. Patetikos mieli pełną kontrolę nad potyczką i gdyby nie fakt, że nie wykorzystali wielu okazji, to wynik mógł być jeszcze wyższy. A tak skończyło się „tylko” na 13:5. Możemy jedynie żałować, że Papiery nie mogły wystawić lepszego zestawienia, bo wówczas była szansa na fajne, efektowne widowisko, bo obie ekipy lubią i potrafią grać ofensywnie. Zamiast tego obejrzeliśmy rzeź niewiniątek, co przegrani skwitowali zresztą stwierdzeniem, że jak na zaistniałe okoliczności, to i tak nie przegrali zbyt wysoko. Mimo wszystko tym, którzy w ich drużynie przyjechali na mecz, należą się brawa, bo wiedzieli że to będzie pogrom, a mimo to nie odpuścili. Dlatego mimo dużej różnicy goli, spokojnie możemy to nazwać honorową porażką.
W meczu 8. kolejki 6. ligi Union Latina zmierzył się z Wystrzelonymi w pojedynku drużyn walczących o odbicie się od dna tabeli. Starcie to od początku zapowiadało się jako wyrównana batalia, w której trudno było wskazać faworyta. Wystrzeleni rozpoczęli mecz odważnie, z wyraźną chęcią zdominowania rywali. Już na początku objęli prowadzenie po trafieniu Michała Opińskiego, który wykorzystał błąd defensywy gospodarzy i trafił do siatki z dobitki. Kolejną bramkę zdobył Tadeusz Bellaby, popisując się spektakularnym strzałem zza pola karnego w samo okienko. Wystrzeleni prowadzili 2:0 i wydawało się, że są na dobrej drodze do odniesienia zwycięstwa. Union Latina nie zamierzał jednak odpuszczać. Dzięki coraz lepiej funkcjonującej grze w środku pola, zaczęli przejmować inicjatywę. Najpierw Juan Garzon po świetnym podaniu Brandona Quero zdobył gola kontaktowego, a następnie Franklin Arango, celnym strzałem pod poprzeczkę, doprowadził do remisu. Gra stała się bardziej wyrównana, a obie drużyny starały się przechylić szalę na swoją korzyść. Jeszcze przed przerwą Franklin Arango zdobył drugą bramkę, wyprowadzając Union Latinę na prowadzenie, co dało gospodarzom nadzieję na triumf. Po zmianie stron gospodarze kontynuowali dobrą grę. Franklin Arango skompletował hat-tricka, finalizując efektowne zagranie piętką od Luisa Alfredo Moreno, podwyższając wynik na 4:2. Union Latina wydawał się kontrolować sytuację, ale Wystrzeleni szybko odpowiedzieli. Adam Szczygielski zdobył bramkę kontaktową po zamieszaniu w polu karnym. Niedługo potem Michał Opiński po raz drugi wpisał się na listę strzelców, wyrównując wynik. To nie był jednak koniec popisów Opińskiego – napastnik Wystrzelonych nie tylko uzupełnił hat-tricka, ale także zapewnił swojej drużynie prowadzenie 5:4. Końcówka meczu była niezwykle emocjonująca. Union Latina próbował rzucić wszystko na jedną szalę, ale ataki nie przyniosły rezultatu. Wystrzeleni zdołali utrzymać wynik, odnosząc niezwykle cenne zwycięstwo, które pozwoliło im awansować o dwa oczka w tabeli. Mecz zakończył się wynikiem 5:4 dla Wystrzelonych, a na szczególne wyróżnienie zasługuje Michał Opiński, który strzelił trzy bramki i był kluczowym graczem swojej drużyny. Po stronie Union Latiny świetnie zaprezentował się Franklin Arango, autor hat-tricka, jednak jego wysiłki okazały się niewystarczające. To spotkanie pokazało, że w 6. lidze walka o punkty jest zacięta i pełna niespodzianek.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)