Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 3 Liga
Ternovitsia, zajmująca 3. miejsce, podejmowała Deluxe Barbershop. Gospodarze byli faworytami, ale goście potrzebowali zwycięstwa, by zbliżyć się do podium. Niestety konfrontacja zespołów z Ukrainy i Azerbejdżanu, mimo że była ciekawa pod kątem piłkarskim, przyniosła nam również sceny rodem z innych dyscyplin.
Spotkanie rozpoczęło się od szybkiego gola Pavla Paduka, który dał Ternovitsii prowadzenie. Deluxe Barbershop odpowiedziało w 8. minucie, jednak to był ich ostatni moment radości. Potem na boisku rządził Volodymyr Hrydovyi – w zaledwie pięć minut skompletował hat-tricka i dorzucił dwie asysty, sprawiając, że jego drużyna schodziła na przerwę z prowadzeniem 6:1.
Druga połowa początkowo toczyła się pod kontrolą gospodarzy, ale napięcie rosło. W pewnym momencie spotkanie przestało przypominać futbol – po ostrym faulu gracza Ternovitsii doszło do przepychanek, w których główne role odegrali nie zawodnicy, a menadżer i kibic drużyny gości. Rozumiemy, że istnieją różne fuzje sportów, np. szachoboks, ale w naszej lidze gramy tylko w piłkę nożną i tego się trzymajmy. Wszelkie przejawy agresji są surowo zabronione i z pewnością nie pozostaną bez konsekwencji.
Po krótkiej przerwie na "MMA" sytuacja została opanowana, a zawodnicy wrócili do gry. Ternovitsia pewnie dowiozła zwycięstwo, kończąc mecz wynikiem 10:3. Gospodarze umocnili się na podium, a Deluxe Barbershop nie tylko przegrał, ale tak jak ich przeciwnik może mieć spore problemy w następnych kolejkach – zawieszenia po tym gorącym starciu wydają się bowiem niemal pewne.
BM, lider trzeciej ligi, chciał dobrze rozpocząć rundę rewanżową. Perła WWA, znajdująca się w strefie spadkowej, musiała szukać punktów nawet w starciu z tak wymagającym rywalem. Ich sytuacja przed meczem nie wyglądała jednak optymistycznie – udało im się skompletować jedynie szóstkę zawodników, co już na starcie stawiało ich w trudnym położeniu.
Mimo osłabienia, Perła podjęła walkę, a początek meczu nie wskazywał na dużą przewagę gospodarzy. Jednak z biegiem czasu BM zaczęło dominować, co przełożyło się na trzy zdobyte bramki. Przy stanie 3:0 ekipa z Ukrainy mogła poczuć się zbyt pewnie, co skutkowało chwilowym rozprężeniem w obronie. Perła skrzętnie to wykorzystała, strzelając gola po rzucie wolnym, a chwilę później zdobywając kolejną bramkę, zmniejszając stratę do 3:2.
To podrażniło gospodarzy, którzy szybko wrócili do skutecznej gry i jeszcze przed przerwą dołożyli cztery trafienia, ustalając wynik na 7:2. Po zmianie stron do Perły dołączył kolejny zawodnik, co dało oddech zmęczonym graczom. Druga połowa przebiegła już pod pełną kontrolą BM. Perła próbowała atakować, ale udało jej się zdobyć tylko jednego gola. Tymczasem gospodarze dołożyli jeszcze cztery trafienia, choć okazji mieli znacznie więcej.
Ostateczny wynik 11:3 jasno pokazał, kto był tego dnia lepszym zespołem.
Elite Team rozpoczął swoją przygodę w lidze z dużym impetem, zastępując ekipę GGS. Już przed pierwszym gwizdkiem można było spodziewać się jakości w ich grze, widząc w składzie takie nazwiska jak Rafał Polakowski czy kapitan drużyny, Grzegorz Och. Pojawiały się jednak pytania, czy nowa drużyna od razu wskoczy na wysoki poziom. Ten mecz miał dać pierwszą odpowiedź.
Elite od samego początku prezentował poukładaną grę i skutecznie konstruował akcje. Widać było ich futsalowe doświadczenie, które przekładało się na kontrolę nad tempem meczu. Strzelanie rozpoczęli dosyć szybko – dwie bramki zdobył Adam Stankowski, a chwilę później do siatki trafił Dmytro Hrynov, dzięki czemu już w 10. minucie prowadzili 3:0. Gospodarze nie zwalniali tempa i kontynuowali koncert ofensywny, podczas gdy Laga Warszawa miała trudności z odpowiedzią. Dopiero minutę przed końcem pierwszej połowy udało im się pokonać bramkarza rywali, gdy Jakub Dmitruk umieścił piłkę w siatce. Było to jednak tylko chwilowe pocieszenie, ponieważ do przerwy przegrywali 1:6 i nie zanosiło się na poprawę.
Po zmianie stron drużyna Grzegorza Ocha nieco się rozluźniła. Nadal kontrolowali grę, ale pozwolili przeciwnikom na więcej swobody, co Laga skrzętnie wykorzystała. W drugiej połowie obie drużyny zdobyły po cztery gole, co oznaczało, że gdyby liczyć tylko drugą część meczu, mielibyśmy remis. Choć wynik końcowy nie był zagrożony, można było dostrzec pewną frustrację zawodników gospodarzy, którzy nie byli zadowoleni z liczby straconych bramek.
Ten debiut pokazał, że Elite Team to zespół, który mógłby rywalizować na wyższym poziomie. Jednak na ostateczną ocenę ich potencjału trzeba jeszcze poczekać – szczególnie na starcia z bardziej wymagającymi rywalami. Mimo porażki, Laga zaprezentowała się solidnie i jeśli utrzymają taką postawę, mogą liczyć na lepszy wynik punktowy w tej rundzie niż w poprzedniej.
Pomarańczowe Rogale trafiły niemal najgorzej, jak tylko mogli. Mokotowska drużyna ma to do siebie, że jak poczuje krew (w tym przypadku szanse na gole), to zawsze pazernie po nie pójdzie. Mając tyle wybornych strzelb w swym arsenale, RCD napatoczyli się pod zły adres. Trio Hübner (10 goli i 6 asyst), Borowski (6 goli i 5 asyst) oraz Kędzierski (6 goli i 1 asysta) urządzili sobie wręcz trening strzelecki, łącznie zdobywając 22 gole, a biedny bramkarz Los Rogalos średnio co dwie minuty musiał wyjmować piłkę z siatki. Sprawę komplikował fakt, iż bramki drugiego zespołu Husarii strzegł będący w świetnej dyspozycji bramkarz Kamil Ostapiński, który został wybrany MVP meczu. Pomarańczowi, pomimo niesprzyjających okoliczności, nieustannie i zadziornie wierzyli, że zdobędą honorową bramkę. Przez 45 minut ta sztuka się im nie udawała, a wynik brzmiał 0:23. Wtem, w końcu nadeszła długo oczekiwana chwila! Premierowy gol dla Rogalików – eksplozja uśmiechów, rąk w górze w geście triumfu, a radość po nim była bezcenna. Myśmy jedynie mogli z lekkim uśmiechem oglądać tę niepohamowaną radość. Czasem niektóre ekipy celebrują tak mistrzostwa, czasem niektóre zwycięstwa, a jeszcze inne gole. I to jest w futbolu przepiękne!
Na zakończenie dnia w III lidze zmierzyły się Warszawska Ferajna i Dziki z Lasu. Wszystko wskazywało na to, że faworytami będą gospodarze – liderzy tabeli, grający na własnym terenie. A żeby dodać smaczku temu spotkaniu, na mecz przybyły… prawdziwe dziki! Trzy zwierzęta ryły ziemię tuż za ogrodzeniem boiska, jakby przyszły kibicować Karolowi Bieniasowi i spółce. Takich fanów jeszcze nie widzieliśmy!
Mimo tych wszystkich sprzyjających znaków to Ferajna jako pierwsza objęła prowadzenie – w 10. minucie do siatki trafił Franciszek Pogłód. Na tym jednak skończyło się strzelanie w pierwszej połowie, która, mówiąc wprost, nie należała do najbardziej widowiskowych. Mimo to „dzicza” publika nie opuściła gospodarzy i pozostała na drugą połowę, która – zgodnie z zapowiedzią menedżera Kazika – zawsze wychodzi jego drużynie lepiej.
I faktycznie, ledwie dwie minuty po wznowieniu gry Karol Bienias doprowadził do wyrównania, a chwilę później Szymon Bednarski wyprowadził Dziki na prowadzenie. Wydawało się, że goście złapali już swój rytm i zostawią Ferajnę w tyle, ale ta nie zamierzała się poddać – po 10 minutach drugiej połowy ponownie był remis.
To jednak był ostatni zryw gospodarzy. Od tego momentu Dziki przejęły pełną kontrolę nad spotkaniem. Piotr Jamróz ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie, potem Konrad Adamczyk dołożył kolejne trafienie, a dzieło zwieńczył pięknym strzałem Antoni Herman. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 8:3 dla liderów tabeli, a ich tytułowi fani – te prawdziwe dziki – mogli być z nich naprawdę dumni.







)
)
)
)
)
)
)
)
)