Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 3 Liga
W spotkaniu 3 ligi Sante podejmowało Perłę WWA. Gospodarze po dwóch zwycięskich bataliach w poprzedniej kolejce musieli przełknąć gorycz porażki. Perła rozpoczęła ten sezon słabo i zaledwie z trzema punktami zajmowała miejsce w dole tabeli. Spotkanie zapowiadało się ciekawie, gdyż oba zespoły w swoich szeregach miały naprawdę bardzo dobrych piłkarzy. Pierwsze fragmenty należały do gospodarzy, którzy od razu ruszyli do ataku i w 6 minucie po samobójczej bramce objęli prowadzenie. Kilka minut później mieliśmy już 2:0, gdy swoją pierwszą bramkę w meczu strzelił Michał Aleksandrowicz. Rozkręcający się goście powoli zaczęli doskakiwać swojego oponenta, aby chwilę później zanotować trafienie kontaktowe. W 14 minucie meczu mielimy już remis, kiedy to swoją szansę wykorzystał Mateusz Socha. W kolejnych minutach oba zespoły zdobyły jeszcze po bramce i przy wyniku 3:3, gdy już zbliżaliśmy się do końca pierwszej połowy, jeszcze jeden cios wyprowadziła doświadczona ekipa Sante. Świetne podanie Aleksandrowicza wykorzystał Tomasz Cacko. Różnica tylko jednej bramki i zażarta gra zapowiadały emocjonującą drugą część. W tę fazę spotkania zdecydowanie lepiej weszli goście, którzy szybko wyrównali a po chwili nawet wyszli na prowadzenie, a wszystko dzięki znakomitej postawie wspomnianego już Mateusza Sochy. Sante zupełnie się pogubiło, niewidoczny na boisku był ich lider Michał Aleksandrowicz, który bardzo dobrze kryty często miał problemy, by w pojedynkę sforsować obronę gości. Taki obraz gry, kiedy to gospodarze za wszelką cenę starali się odrobić straty, mieliśmy praktycznie do ostatnich sekund. Goście starali się odgryzać kontrami, ale wynik na styku również im plątał nogi i nikt nie odważył się podjąć ryzyka, by nieco bardziej się otworzyć i zamknąć mecz. Kiedy wszyscy zgromadzeni na arenie AWF sądzili, że wynikiem 4:5 zakończy się to spotkanie, ostatnią próbę podjął Aleksandrowicz. Pewnym i silnym strzałem pokonał interweniującego bramkarza i ustalił wynik na remis. Podział punktów sprawił, że tak naprawdę w tym meczu mamy dwóch rannych. Obu ekipom zależało na 3 punktach, a zamiast tego musiał się zadowolić jednym.
Znajdująca się w strefie spadkowej Warszawska Ferajna podejmowała przy ulicy Grenady Ternovitsię, która po dwóch porażkach z rzędu na pewno chciała wrócić na zwycięską ścieżkę. O ile jeszcze przed meczem można było przypuszczać, że mecz będzie stał na wysokim poziomie, to informacja o braku kapitana Ferajny Kacpra Domańskiego, chyba podcięła skrzydła gospodarzom i już od początku to Ternovitsia zdobyła wyraźną przewagę. W pierwszej połowie Warszawska Ferajna niemal nie zbliżała się do bramki strzeżonej przez Vasyla Borysa, natomiast goście regularnie groźnie atakowali i strzelali kolejne bramki. Ternovitsia w pierwszych 25 minutach osiągnęła pewne, pięciobramkowe prowadzenie i było jasne, że nie da sobie wyrwać trzech punktów. Druga połowa wyglądała bliźniaczo podobnie do pierwszej, kolejne bramki Volodymera Hrabovskiego czy Oleksandra Horbeia powiększały przewagę ukraińskiej ekipy. Dopiero w końcówce meczu, gdy Warszawska Ferajna przegrywała już 0:9 padły pierwsze bramki dla gospodarzy. Najpierw Daniel Mikołajczyk wykorzystał zagranie Patryka Stefaniaka, a w końcówce meczu swoje trafienie dołożył Patryk Nowicki. Po takim meczu Kacper Domański będzie miał spory ból głowy jak zmobilizować swoich zawodników do kolejnego starcia, bo gra Ferajny nie wyglądała zbyt dobrze, natomiast Ternovitsia w pełni wykorzystała słabość rywala, nie pozostawiając mu żadnych złudzeń.
Zarówno Deluxe Barbershop jak i Laga Warszawa słabo rozpoczęły jesienne zmagania w Lidze fanów. Gospodarze zgromadzili do tej pory tylko trzy punkty, natomiast ich rywale we wszystkich spotkaniach nieznacznie ulegali rywalom. Od początku inicjatywę przejęli Barberzy, których ataki były bardziej skuteczne i w 6 minucie otworzyli wynik. W kolejnych minutach najpierw gospodarze trafili piłką w poprzeczkę, na co chwilę później odpowiedzieli rywale trafiając w słupek. Ostatnie minuty pierwszej połowy to duża przewaga zawodników Deluxe, którzy strzelając dwie bramki ustalili wynik pierwszej połowy na 3:0. Drugą połowę lepiej rozpoczęli goście. W ciągu pierwszych dziesięciu minut odrobili dwie bramki a w 42 minucie doprowadzili do wyrównania. Straty bramek zadziałały bardzo mobilizującą na Barberów, którzy już 60 sekund później wyszli na prowadzenie. Ostanie pięć minut to koncertowa gra prowadzących, którzy aż trzykrotnie pokonali golkipera rywali. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem zespołu Deluxe Barbershop 7:3, ale wielkie słowa uznania należą się ich przeciwnikom, którzy przez większość spotkania byli blisko faworytów. Niestety dla nich tego dnia przeciwnik okazał się za mocny i to on zgarnął pełną pulę. Na uwagę zasługuje bardzo dobra dyspozycja Raula Mammadova, który zdobył dwie bramki i zaliczył dwie asysty.
Potyczka BM z Graczami Gorszego Sortu miała szansę, by zostać hitem 4.kolejki. Obydwie ekipy były niepokonane i zapowiadało się, że będą w stanie stworzyć dobre widowisko. Czy takie otrzymaliśmy? Nie da się ukryć, że liczyliśmy na coś więcej. Ten mecz nie miał wysokiego tempa, aczkolwiek może to ze względu na obustronny szacunek. W każdym razie na pierwszą bramkę przyszło nam czekać do 11 minuty, gdy wynik otworzył Damian Filipek. Domyślamy się, że celem podopiecznych Adriana Kanigowskiego, było utrzymanie tej minimalnej przewagi do przerwy, zwłaszcza że oponenci robili się coraz groźniejsi. GGS kłopotów narobił sobie jednak sam, gdy Damian Filipek stracił piłkę na rzecz Faizena Rahmatshoeva, ten dograł do Oleksandra Smoliara, który dość szczęśliwie pokonał Eryka Saniewskiego. Nie minęło 120 sekund, a za chwilę było już 2:1 dla BM. Dima Olejnik dostał piłkę w polu karnym, a że warunki fizyczne ma świetne, to łatwo odwrócił się z piłką i z bliskiej odległości nie dał szans golkiperowi oponentów. Tym samym to, na co Gracze Gorszego Sortu tak ciężko pracowali, stracili praktycznie na sam koniec premierowej odsłony. A jeszcze gorzej zaczęła się dla nich druga część. Dwukrotnie dali się bowiem zaskoczyć i Yeuhen Mushnin podwyższył prowadzenie ekipy Oleksandra Maksymova z 2:1 na 4:1. GGS wiedział, że potrzebuje cudu, by coś tutaj jeszcze zdziałać, ale w drugiej odsłonie nie wyglądał na zespół, który może dokonać niemożliwego. Jakiekolwiek nadzieje uleciały, gdy karnego nie wykorzystał Damian Filipek i tutaj trzeba pochwalić Danylo Artemenkę, który kolejny raz w tym sezonie obronił strzał z wapna. Mogło być 4:2, a za chwilę zrobiło się 6:1 i wszystko było jasne. W końcówce jedni i drudzy dołożyli jeszcze po kilka trafień i w ten sposób BM wygrał 7:3, umacniając się na pozycji lidera, gdzie nad peletonem ma już pięć punktów przewagi. W tej goniącej stawce są Gracze Gorszego Sortu, którzy być może w pełnym składzie, byliby tutaj w stanie zdziałać coś więcej. A tak trzeba się już skupić na kolejnej potyczce, tyle że patrząc w terminarz, wcale nie zapowiada się, że będzie łatwiej.
Czwarta kolejka trzeciej ligi dostarczyła nam niezwykle emocjonujący pojedynek pomiędzy Husarią Mokotów II, dowodzoną przez Tomka Hubnera, a Dzikami z Lasu, w których kluczową rolę odegrał wszystkim dobrze znany Karol Bienias. Jak można było przewidzieć po zapowiedzi, mecz obfitował w zaciętą walkę, a wynik pozostawał niepewny aż do samego końca. Już na początku spotkania strzelanie rozpoczął Kamil Kwiatkowski, który po świetnym podaniu Patryka Makarskiego trafił do siatki. Odpowiedź Dzików nadeszła szybko, gdy Patryk Wielgosz wyrównał po asyście Aleksandra Janiszewskiego. Dalsze minuty były wymianą sił, a obie drużyny miały spore problemy ze skutecznością. Janiszewski wyróżniał się w ekipie Dzików, natomiast w drużynie Husarii błyszczał Krzysztof Mamla, jednak najbardziej wyczekiwaną postacią był Karol Bienias. Pod koniec pierwszej połowy, to właśnie on wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Husaria jednak nie dała za wygraną – Mamla ponownie wyrównał tuż przed przerwą, i obie drużyny schodziły do szatni z wynikiem 2:2. Druga część również była pełna zwrotów akcji. Husaria jako pierwsza zdobyła bramkę, lecz goście odpowiedzieli dwoma golami, obejmując prowadzenie. Wydawało się, że ekipa Hubnera przegra to spotkanie, jednak kapitan Husarii w ostatnich minutach meczu zdobył bramkę, ratując swojej drużynie cenny punkt. Było to pełne emocji starcie, które z pewnością zapadnie w pamięć fanom obu ekip.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)