Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 1 Liga
Zawodnicy Ukrainian Vikings zdecydowanie nie mogli uznać startu sezonu za udany. Na trzy serie gier zdobyli bowiem zaledwie cztery punkty. Szansy na poprawę swojego bilansu zapewne upatrywali w zeszłotygodniowym starciu z BM-em, który zanotował aż trzy porażki na starcie sezonu. Mecz rozpoczął się jednakże od szybko objętego prowadzenia przez gości, którzy za sprawą trafienia Mushnina otworzyli worek z bramkami. Niestety dla nich przeciwnicy bardzo szybko wyrównali. Mimo tego zawodnicy BM-u nie poddali się i w szybkim tempie odrobili straty z nawiązką. Bardzo pewna gra w defensywie okazała się być kluczem do sukcesu. Dzięki temu na przerwę schodzili z dwubramkowym prowadzeniem, przy wyniku 3:5. W drugiej odsłonie tego widowiska gospodarze dwoili się i troili, aby zbliżyć się do swoich przeciwników, chociażby na odległość bramki kontaktowej. Sztuka ta niestety nie udała im się do samego końca... Wszystko spowodowane było niezwykle poukładaną grą w wykonaniu gości. Dodatkowo piłkarskim geniuszem błysnął tego dnia Treventino Onwaeze, który zaliczył trzy bramki oraz dwukrotnie asystował. Biorąc pod uwagę początkową dysproporcję w szansach (widoczną w pozycjach zajmowanych przez obydwie drużyny w tabeli) wysoka wygrana BM-u musi być rozpatrywana w kategorii niemałego zaskoczenia. Pomimo, że Smoliar i spółka przyzwyczaili nas do kapitalnych występów, to właśnie w tak ciężkich okresach dla drużyny, poznaje się jej prawdziwy potencjał. Z naszej strony należą im się szczere gratulacje za zwycięstwo w stosunku 9:7.
Na sektorze A o godzinie 20:00 doszło do starcia dwóch znanych marek w świecie szóstek, czyli Contry i FC Kebavity. Zespół gości przystąpił do meczu bez zmian, zaś gospodarze dysponowali dwoma zmiennikami. Obie drużyny długi czas nie potrafiły znaleźć drogi do siatki. Sytuacji nie było zbyt wiele, a gdy już się nadarzyła, to strzał był niecelny. W końcu drużyna w czerwonych koszulkach wychodzi w odstępie krótkiego czasu na dwubramkowe prowadzenie. Mimo że Contra odpowiada, to po pięknej akcji sfinalizowanej główką Czarka Petasza piłka ląduje w siatce i mamy wynik 1:3. To była ostatnia bramka w pierwszej połowie. W drugiej części spotkania zespół grający w niebieskich strojach strzela dwie bramki z rzędu i mecz rozpoczyna się praktycznie od początku. W dalszej części spotkania to Kebavita przejęła stery, strzelając większość goli z kontry. Bardzo ładnym trafieniem z dystansu popisał się Kamil Majorek. Przy wyniku 3:6 znów Contra zaczęła odrabiać straty, głównie dzięki świetnym strzałom Tomasza Zagórskiego. Na końcówkę meczu na boisko wszedł kapitan Kebavity, chcąc dać odpocząć swoim zawodnikom. Ostatnie 10 minut spotkania to grad goli i piękne piłkarskie widowisko. Gdy gospodarze zbliżyli się na 6:7, rywale znów podkręcili tempo. Kebavita dobrze rozegrała finałowe minuty i ostatecznie wygrała w stosunku 7:10.
Ogień Bielany tydzień wcześniej przegrał z Fair Partner i zdawał sobie sprawę, że kolejna porażka może mieć bardzo poważne konsekwencje w kontekście walki o złoto. W związku z tym należało wygrać z FC Impuls, co jawiło się jako zadanie dość przyjemne, bo rywal nie tylko miał w dorobku zaledwie dwa punkty, ale przyjechał też mocno osłabiony. Brakowało przede wszystkim pierwszej armaty tego zespołu, czyli Vladyslava Budza. Z kolei przeciwnicy mieli bardzo solidne zestawienie, a jeszcze dopisali sobie Igora Rucińskiego, którego znamy z Kryształu Targówek. Ciężko było sobie wyobrazić, że taka kapela, może mieć jakiekolwiek kłopoty, natomiast Impuls zaskoczył, bo już w pierwszej akcji gola zdobył Roman Sołtys. No ale potem kierownicę w swoje ręce przejęli gracze Ognia, którzy systematycznie wciskali rywali we własne pole karne i na efekty nie musieliśmy długo czekać. Wyrównał Karol Gozdalik, a potem po złym podaniu bramkarza Impulsu, prowadzenie ekipie z Bielan dał Andrzej Skorupa. Do przerwy było już 1:3, a mogło być zdecydowanie wyżej, gdyby nie świetne interwencje Mykoli Osichnyia. Golkiper Impulsu fantastycznie spisywał się też w drugiej połowie, potrafił wyjść obronną ręką chociażby z sytuacji sam na sam z Kacprem Cetlinem, no ale to na niewiele się zdawało. Ogień i tak zdołał podwyższyć swoje prowadzenie do stanu 5:1. Potem było też 6:2 i myśleliśmy, że sprawa trzech punktów jest rozstrzygnięta. Być może podopieczni Janka Napiórkowskiego też tak myśleli i wrzucili zdecydowanie niższy bieg. A Impuls rozpoczął pościg. I tak trochę po cichutku zaczął zdobywać kolejne trafienia. 6:3, 6:4, aż wreszcie na 6:5 trafienie zanotował Igor Petlyak. W obozie Ognia zaczęło się robić – nomen omen – gorąco, ale w końcowym rozrachunku udało się dowieźć skromne zwycięstwo do ostatniego gwizdka. Abstrahując od tej końcówki, to triumfatorzy byli zespołem lepszym i ich triumf nie podlegał dyskusji. Jednak to co wydarzyło się w finałowych 10 minut, powinno im dać do myślenia. Brawa należą się z kolei Impulsowi, który nie poddawał się, nie stracił wiary i niewiele zabrakło, by urwał tutaj remis. Ale jak na fakt, że i tak był tutaj na straconej pozycji, to zaprezentował się więcej niż przyzwoicie.
W elicie Ligi Letniej nie ma już zespołów niepokonanych, dzięki czemu liga robi się coraz ciekawsza. W niedzielny wieczór Korsarze podejmowali bardzo dobrze zorganizowany Fair Partner. W roli faworyta większość obserwatorów naszej ligi upatrywało gości. Wieczorne zawody rozpoczęły się od huraganowych ataków graczy z Ukrainy, którzy już po kilku minutach prowadzili 0-2. Spotkanie rozgrywane było na bardzo dużej częstotliwości, oba zespoły sporo biegały, dzięki czemu zawodnicy często zmieniali swoje nominalne pozycje. W tej odsłonie Korsarze nie mieli wiele do powiedzenia, starali się atakować, jednak każde ich ofensywne zapędy były szybko rozbijane przez dobrze funkcjonująca obronę ekipy Fair Partner. Gościom jeszcze przed przerwą udało się zdobyć kolejną bramkę, dzięki czemu na pauzę schodziliśmy przy wyniku 0-3. Druga połowa miała podobny przebieg co pierwsza. Swoje warunki błyskawicznie narzucili gracze z Ukrainy i już po kilku minutach było 0-4, a potem 0-5. Goście prezentowali bardzo widowiskową piłkę, byliśmy świadkami wielu taktycznych rozwiązań oraz pojedynków jeden na jeden, z których faworyci często wychodzili zwycięsko. Gospodarze przebudzili się tylko na chwilkę, kiedy to piłkę z rzutu wolnego prosto do bramki skierował Beniamin Chrapowicki. Taki obrót spraw jeszcze bardziej zmotywował gości, którzy zaczęli seryjnie zdobywać bramki. Przy wyniku 1-9, kiedy sędzia miał już kończyć to spotkanie, Korsarze strzelili jeszcze jedną bramkę i mecz zakończył się rezultatem 2-9. Trzeba przyznać, że jest to zdecydowanie zasłużone zwycięstwo ekipy Fair Partner. Wygrana w pięknym stylu z mocnym rywalem smakuje podwójnie i pokazuje, że goście są poważnym kandydatem do końcowego triumfu.







)
)
)
)
)
)
)