reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 1 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
18:00

Pojedynek między Kebavitą a Korsarzami miał dwa oblicza - boiskowe i niestety pozaboiskowe. Nad drugim za bardzo nie ma się co rozpisywać. Liczymy, że wszystko zostało wyjaśnione na miejscu i więcej do takich sytuacji nie dojdzie. Ciekawiej za to prezentowały się wydarzenia stricte meczowe. Znana ze swojego narzucania stylu gry, wykorzystująca dobrze grającego nogami bramkarza Kebavita została genialnie rozpracowana przez Korsarzy, którzy sprezentowali drugą niespodziankę w trzecim meczu tych rozgrywek. W pierwszej połowie sytuacja zmieniała się sinusoidalnie. Popełniająca dużo błędów w rozegraniu ekipa gości trzykrotnie nadziała się na sprytne kontry gospodarzy. Wynik 3:0 to zasługa dwukrotnie Marcela Winiarskiego i raz Janka Jabłońskiego. Podopieczni Buraka Cana ani myśleli się poddać i za sprawą Bartka Gwoździa złapali kontakt, a potem wyrównali. Jeszcze przed przerwą jednak Korsarzom udało się wyjść na prowadzenie i drużyny schodziły na odpoczynek z wynikiem 4:3. W drugiej części gry obraz gry wyglądał względnie podobnie - Kebavita rozgrywa, a Korsarze kontrują. Niestety w szeregi czerwonych koszulek wkradało się coraz więcej błędów, które gospodarze umiejętnie wykorzystywali. Nie pomagały słupki i poprzeczki, ewidentnie sprzyjające tego dnia Korsarzom. Wraz z biegiem czasu przewaga stopniowo rosła, jedynie dwoma trafieniami Kamila Majorka udawało się ją chwilowo minimalizować. Na koniec Kebavita kompletnie się poddała i jedynie przyglądała się, jak kolejni gracze Korsarzy przemierzali połowę boiska do pustej bramki. Wynik końcowy to 12:5, co sprawia, że w górze tabeli 1.ligi robi się wyjątkowo tłoczno.

2
19:00

W poprzednim starciu tych ekip padł dość sensacyjny wynik 14:0 dla Impulsu i dla Vikings letnia potyczka była wyśmienitą okazją do rewanżu. I zaczęło się bardzo dobrze, bo po 12 minutach gry goście prowadzili już... 0:3! Najpierw dalekie podanie Eduarda Vakhidova na gola zamienił Denys Kozerod, po chwili podwyższył Maks Konovalon, a wisienką na torcie było kapitalne uderzenie z dystansu golkipera Wikingów i goście wypracowali sobie solidną przewagę. W dalszej części pierwszej połowy team Victora Yaremiiego nieco odpuścił inicjatywę, ale kapitalne zawody po raz kolejny rozgrywał Eduard Vakhidov, a jego bardzo pewne interwencje wprowadzały sporo spokoju do gry całej drużyny. Impuls zabrał się do odrabiania strat tuż po rozpoczęciu drugiej części gry. Igor Petlyak najpierw przedarł się prawym skrzydłem i wyłożył piłkę niekrytemu Daniilowi Kuznetsovowi, a po chwili znalazł się na drugim skrzydle i uderzył z praktycznie niemożliwego kąta, ale bramkarz Vikings był bez szans. Goście błyskawicznie zripostowali golem Andriia Dutchaka, ale już chwilę później po raz pierwszy na liście strzelców zameldował się Vladyslav Budz. Zawodnicy Impulsu rozkręcili tempo meczu na maksa, a przeciwnicy mieli wyraźny problem, żeby za nim nadążyć i inicjatywa była praktycznie non-stop po stronie gospodarzy. Bramka wisiała w powietrzu i w końcu w 37 minucie zamieszanie pod bramką wykorzystał Vladyslav Budz i doprowadził do remisu. Chwilę później żółty kartonik obejrzał Roman Soltys i Wikingowie mieli trzy minuty gry w przewadze. Inicjatywa wyraźnie wróciła na stronę gości, ale Impuls popisał się genialną grą defensywną, a kilka fenomenalnych interwencji zaliczył Mykola Osichnyi i przewaga liczebna na nic się nie zdała. Po wyrównaniu składów gospodarze znów byli wyraźnie bardziej aktywnym zespołem. I choć walka o piłkę trwała do samego końca, nikomu nie udało się strzelić gola i mecz zakończył się podziałem punktów przy wyniku 4:4.

3
21:00

Dotychczasowe mecze Fair Partner były widowiskami najwyższej klasy, a starcie z Ogniem Bielany również okazało się kapitalnym spotkaniem. Właściwie już od pierwszego gwizdka obie ekipy narzuciły sobie mordercze tempo i szybko dało się zauważyć, że mają podobny potencjał piłkarski i o ostatecznym zwycięstwie mogą zdecydować detale. Jednym z takich detali był na pewno brak kontuzjowanego Kacpra Cetlina, co okazało się dla gości sporym osłabieniem. Mimo to podopieczni Jana Napiórkowskiego zdecydowanie lepiej weszli w to spotkanie – już w 4 minucie błąd rozegrania wykorzystał Karol Gozdalik i z dystansu trafił do pustej bramki. Dwie minuty później było 0:2, a po kapitalnym galopie lewym skrzydle gola zdobył Andrzej Skorupa. Gospodarze nie pozostawali bierni i już w 9 minucie gola kontaktowego trafił Andrii Bubentsov, a w 16 minucie był remis po strzale Yevhena Nazarova. Chwilę później ten sam zawodnik obejrzał żółty kartonik, ale Ogień nie był w stanie przewagi przekuć na gola i wynik nie uległ zmianie do końca pierwszej połowy. Druga odsłona zaczęła się od wymiany ciosów – w 27 minucie kapitalnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Antoni Sidor, ale już w kolejnej akcji równie imponującego gola strzelił... golkiper gospodarzy Vladyslav Burda, choć tym razem był to strzał z akcji. W kolejnych minutach goście wyraźnie przygaśli. Przede wszystkim zawodnicy Fair Partner postawili bardzo twarde warunki gry i siedli na gościach w takim stopniu, że team z Bielan miał wyraźne problemy z rozegraniem piłki. Twarda gra, często na granicy faulu, błyskawiczny powrót całej drużyny do ciasnej obrony i groźne strzały z dystansu stały się zmorą gości, a większość ataków rozbijała się gdzieś w środku boiska. Jednak najskuteczniejszy okazał się ciągły pressing, który spowodował, że zawodnicy Ognia Bielany popełniali coraz więcej błędów przy rozegraniu, które skończyły się stratą dwóch goli. Można powiedzieć, że swoją taktyką Fair Partner praktycznie zadusił oponentów, nie dając się im rozpędzić i cierpliwie czekał na każde, nawet najdrobniejsze potknięcie. Ekipie Jana Napiórkowskiego wyraźnie zabrakło przebłysku, a przede wszystkim Kacpra Cetlina, który mógłby odwrócić losy tego meczu. Gospodarze zdominowali końcówkę tego spotkania, ostatecznie wygrywając 6:3 i zgarniając kolejne trzy punkty.

4
21:00
( 2 : 2 )
5 : 4
Raport

Mecz między drużynami Contra a BM był niezwykle zacięty i pełen emocji, kończąc się wynikiem 5:4 na korzyść Contry. Spotkanie dostarczyło wielu zwrotów akcji i ukazało wyrównany poziom obu drużyn. Contra, choć nie miała pełnej kontroli nad meczem, pokazała swoją determinację i skuteczność w kluczowych momentach. Filip Woźnica był kluczowym zawodnikiem, zdobywając dwie bramki, w tym decydującego gola z rzutu karnego na 5:4. Mateusz Tumulec i Karol Kubicki również przyczynili się do sukcesu swojego zespołu, strzelając po jednej bramce. BM natomiast walczył dzielnie i także miał swoje chwile triumfu. Mushnin był szczególnie wyróżniającą się postacią, zdobywając dwie bramki oraz zaliczając asystę. Smoliar i Onwaeze także dołożyli swoje gole, co utrzymało drużynę BM w grze aż do ostatnich chwil. Pechowy samobój Aleksandra Maksymova dodatkowo skomplikował sytuację BM, ale mimo tego drużyna starała się nawiązać walkę. Mecz zakończył się minimalną przewagą Contry, która dzięki precyzyjnym strzałom i skutecznej grze w decydujących momentach, ostatecznie zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Spotkanie było doskonałym przykładem zaciętej rywalizacji, w której każdy zespół dał z siebie wszystko.

Reklama