Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: Ekstraklasa
W Ekstraklasie najciekawszy pojedynek kolejki rozegrały Ogień Bielany i Otamany – stawka była konkretna: bezpośredni bój o medale. Gospodarze musieli wygrać, by zagwarantować sobie co najmniej brąz, ale i goście przyjechali po pełną pulę, więc z góry było wiadomo, że będzie ogień – dosłownie i w przenośni.
Już na początku mocny cios wyprowadziła ekipa z Ukrainy – Borys Ostapenko otworzył wynik, a chwilę później gospodarze grali w przewadze po żółtej kartce dla Yegora Boiko. Sytuacje były, determinacja też – ale piłka uparcie nie chciała wpaść. Dwa razy gospodarzy zatrzymał słupek, a gdy w końcu Ogień się „wyszumiał”, Ostapenko znów uderzył – tym razem z dystansu, bez szans dla Świercza. Do przerwy 0:2 i było jasne, że druga połowa zapowiada się emocjonująco.
Bielany rzuciły się do odrabiania strat, ale seryjnie marnowały swoje okazje. Dopiero samobój Vitalii Yakovenki tchnął nadzieję w zespół Janka Napiórkowskiego. Chwilę później... znów cios od Otamanów – dwie kapitalne akcje i znów przewaga rosła. Przy stanie 1:4 Ogień jeszcze raz się podniósł – dwie szybkie bramki i zrobiło się 3:4. Emocje były ogromne, a temperatura meczu rosła z każdą minutą. Przy 4:5 Otamany wrzuciły wyższy bieg i nie dały się już dogonić. Kolejne gole przypieczętowały ich zwycięstwo 4:7. Tym samym to ekipa z Ukrainy za tydzień zagra z Gladiatorami o mistrzostwo.
Ogień natomiast wciąż nie może być pewny miejsca na podium – by utrzymać medal, muszą wygrać z Browarkiem. Chyba że EXC Mobile Ochota zaliczy niespodziewaną wpadkę z Contrą… ale to raczej mało prawdopodobne.
Spotkanie 17. kolejki Ekstraklasy pomiędzy Explo Team a Gladiatorami Eternis miało dwa zupełnie różne oblicza. Pierwsza połowa to ogromne emocje i niespodziewana dramaturgia, druga – pokaz siły i bezlitosnej skuteczności ze strony faworytów.
Explo, walczące o utrzymanie, zaczęło bardzo odpowiedzialnie – szczególnie w defensywie. Najwięcej emocji przyniosła sytuacja z ich bramkarzem, który po desperackiej interwencji wślizgiem poza polem karnym dostał żółtą kartkę. Zespół musiał przez trzy minuty grać w osłabieniu, co jeszcze bardziej podkręciło tempo i atmosferę. Mimo wszystko gospodarze wytrzymali presję i schodzili do szatni z bezbramkowym remisem – co już samo w sobie było zaskoczeniem i zostawiało cień nadziei.
Po przerwie jednak Gladiatorzy pokazali, dlaczego są tak wysoko w tabeli. Włączyli drugi bieg i w zasadzie nie patrzyli już za siebie. Trzy gole strzelił Mariusz Zalewski, który był nie do zatrzymania, a świetnie wspierał go Adrian Giżyński – 2 trafienia i asysta, klasa sama w sobie. Przegrywający zdołali odpowiedzieć dwoma bramkami, ale nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonych Gladiatorów. Wynik 2:8 to zimny prysznic dla Explo, ale też logiczna konsekwencja tego, co działo się po zmianie stron.
Gladiatorzy są o krok od tytułu – w ostatniej kolejce wystarczy im remis z Otamanami. Dla Explo Team ten wynik prawdopodobnie oznacza koniec marzeń o utrzymaniu.
W Ekstraklasie takie spotkania zawsze niosą ze sobą ogromne emocje, a mecz Browarka z Alpanem zapowiadał się na trudną przeprawę dla obu drużyn. Oba zespoły dzieliły zaledwie dwa punkty w tabeli, a ich dotychczasowa forma była daleka od oczekiwań. Na dwie kolejki przed końcem sezonu zarówno Browarek, jak i Alpan wciąż musiały walczyć o utrzymanie.
Obie ekipy bardzo poważnie podeszły do tego pojedynku. Choć gospodarze zebrali tylko siedmiu zawodników, Browarek zaskakująco dobrze rozpoczął mecz. To oni jako pierwsi objęli prowadzenie, a chwilę później podwyższyli wynik na 2:0. Alpan szybko musiał zabrać się do pracy i odpowiedzieć. Dzięki dwójce Matejak–Izbicki goście błyskawicznie doprowadzili do remisu. Kolejne minuty to wyrównana walka i wymiana ciosów. Więcej emocji pojawiło się w końcówce pierwszej połowy – przy stanie 4:4 jeden z graczy Browarka ostro sfaulował rywala i najpierw został ukarany żółtą kartką, a po chwili – bezpośrednią czerwoną. Gospodarze musieli przez 10 minut grać w osłabieniu. Jeszcze przed przerwą Alpan wyszedł na prowadzenie i miał przed sobą blisko osiem minut gry w przewadze po zmianie stron.
Po przerwie ekipa z Duczek przejęła inicjatywę, choć Browarek mimo gry w osłabieniu dzielnie się bronił - tę fazę przegrał jedynie dwoma bramkami. Kiedy siły się wyrównały, zespół Krystiana Chrobaka próbował gonić wynik. Niestety, brak zawodników na zmianę i upalna pogoda dawały się we znaki. Gospodarze wyraźnie opadli z sił, a Alpan to bezlitośnie wykorzystał, odskakując na 4:9. W końcówce obie drużyny bardziej skupiły się na atakach niż na defensywie – padło jeszcze kilka goli, ale wynik nie pozostawiał złudzeń. Alpan wygrywa 6:10 i zapewnia sobie utrzymanie w Ekstraklasie.
Dla Browarka to kolejna bolesna porażka, która powinna negatywnie odbić się na morale zespołu. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę lepszy bilans bezpośrednich meczów z Explo Team, oni również mogą być spokojni, że w kolejnej edycji będą rywalizowali w najwyższej klasie rozgrywek.
W przedostatniej kolejce sezonu Ligi Fanów stawka dla Tura Ochota była jasna – tylko zwycięstwo nad Esportivo Varsovia gwarantowało utrzymanie. Legendarny, najbardziej utytułowany klub w historii rozgrywek znalazł się pod ścianą, ale jak na wielką markę przystało, pokazał klasę i stanął na wysokości zadania.
Od pierwszego gwizdka Tur narzucił wysokie tempo i całkowicie zdominował boiskowe wydarzenia. Już do przerwy prowadził pewnie 3:0, grając ofensywnie, ale jednocześnie niezwykle zdyscyplinowanie. Esportivo próbowało odpowiedzieć, jednak defensywa Tura spisywała się bez zarzutu, a bramkarz zachowywał pełną czujność.
Po zmianie stron oglądaliśmy prawdziwy pokaz siły ekipy z Ochoty. Kolejne składne akcje przynosiły bramki, a wynik rósł w ekspresowym tempie. Ostatecznie Tur Ochota rozgromił przeciwnika 11:3, przypominając wszystkim, dlaczego przez lata był synonimem zwycięstwa i mistrzowskiego DNA. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Karol Boniecki – jego dynamiczne rajdy i skuteczny drybling siały spustoszenie w defensywie rywali. Świetny występ zaliczył też Filip Chmiel, autor trzech trafień, który był jednym z motorów napędowych ofensywy.
Dzięki temu przekonującemu zwycięstwu Tur Ochota zapewnił sobie ligowy byt i znowu może patrzeć w przyszłość z podniesioną głową. Mimo trudnego sezonu legenda pozostaje w grze – i raz jeszcze udowadnia, że nigdy nie wolno jej skreślać!
W 17. kolejce Ekstraklasy doszło do ciekawego starcia - Contra zmierzyła się z EXC Mobile Ochota. Choć końcowy wynik 4:9 może sugerować łatwą przeprawę gości, to pierwsza połowa z taką narracją nie miała wiele wspólnego.
EXC Mobile ruszyło z wysokiego C – trzy szybkie trafienia i było 0:3. Wydawało się, że mecz rozstrzygnie się w ekspresowym tempie. Ale Contra nie zamierzała tanio sprzedać skóry. Gospodarze złapali rytm i jeszcze przed przerwą doprowadzili do remisu 3:3, czym kompletnie zaskoczyli rywali.
Po zmianie stron już tak kolorowo dla nich nie było. Goście z Ochoty wrzucili wyższy bieg i pokazali, co potrafią ofensywnie. Damian Patoka i Daniel Jakubik – duet, który zrobił różnicę. Patoka zakończył mecz z dwoma bramkami i asystą, Jakubik dołożył identyczny dorobek, a ich gra w ofensywie była po prostu koncertowa.
Druga połowa to już pełna dominacja faworytow. Contra, mimo że ambitna i waleczna, nie była w stanie ponownie złapać kontaktu. Zabrakło sił, precyzji i może trochę chłodnej głowy. Goście dołożyli aż sześć trafień i nie zostawili złudzeń, kto był lepszy. Zwycięstwo 9:4 daje Ochocie realne szanse na podium, a gra duetu Patoka – Jakubik była zdecydowanie największym wydarzeniem tego meczu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)