Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Zespół Alpan po dwóch pierwszych wygranych, w dwóch kolejnych meczach schodził z boiska jako pokonany i szansy na przełamanie upatrywał w pojedynku z młodym zespołem Ognia Bielany. Ich rywale tylko raz stracili do tej pory punkty, ale z racji braku tego dnia Kacpra Cetlina wynik niedzielnego starcia był sprawą otwartą. Pomimo braku swojego najskuteczniejszego zawodnika, gracze z Bielan od początku przejęli inicjatywę. Pierwsza groźna akcja zakończyła się na strzale w słupek, ale chwilę później wynik został już otwarty. Minutę później goście zrobili to ponownie i doskoczyli rywalom na dwie bramki. Uczciwie trzeba przyznać, że w pierwszej połowie istniała na boisku tylko jedna drużyna, dlatego nikogo nie powinien dziwić wynik do przerwy – skończyło się na 4:0. Pod koniec pierwszej części spotkania dojechał do gospodarzy Rafał Radomski, który znacznie ożywił grę ofensywną swojej drużyny. Efekt przyszedł już w początkowych minutach drugiej połowy, kiedy to jego ekipa zdobyła pierwszą bramkę. Jednak to było za mało, żeby przeciwstawić się świetnie grającym przeciwnikom, którzy z biegiem czasu powiększali swoją przewagę. Zawodnicy Alpana jeszcze dwukrotnie pokonali golkipera rywali, ale ostatecznie przegrali spotkanie aż 3:10. Była to dla nich trzecia kolejna porażka, która oddal ich od podium w ligowej tabeli. Drużyna Ognia Bielany pewnie pokonała swoich przeciwników i warto zauważyć, że poza bramkarzem, każdy ich zawodnik z pola zakończył mecz z co najmniej jedną zdobyczą bramkową.
Pisaliśmy w zapowiedziach, że w meczach Tura z EXC Mobile Ochota zawsze jest emocjonująco i nie inaczej było w ten weekend, gdzie obie ekipy mierzyły się na arenie AWFu. W zespole gospodarzy mobilizacja i choć brakowało kilku ważnych zawodników, to skład wydawał się na tyle dobry, by myśleć o punktach. Pojawił się choćby Piotr Branicki, który po wizycie we Włoszech ponownie przywdział koszulkę Tura. Goście na mecz przyszli zaledwie w sześciu i choć jakości nie można było tej szóstce odmówić, to wiemy dobrze, że na tym poziomie trzeba mieć w zanadrzu zmiany, bo nigdy nie wiadomo co w meczu się może wydarzyć. Samo spotkanie zaczęło się od bramki dla Tura, który potrafił cierpliwie budować swoje ataki. Szybko jednak gracze EXC odpowiedzieli, a dużo wiatru jak zawsze robił Janek Grzybowski i Karol Bienias. Jeszcze gospodarze nie otrząsnęli się z bramki na remis, a rywale zdołali wyprowadzić kolejny cios i było 1:2. Paweł Wysocki był wściekły, że defensywa dała tak łatwo dojść do pozycji strzeleckim napastnika przeciwnika. Tur jednak nie rezygnował i dość szybko wyrównał. Co więcej przejął inicjatywę i to on po 25 minutach prowadził 4:2. Po zmianie stron EXC musiało zaatakować. Jako pierwszy zrobił to Krzysiek Jabłoński, który przez nikogo nieatakowany strzelił bramkę na 4:3. Po chwili gospodarze odpowiedzieli kolejnym trafieniem i ponownie mieli dwubramkową przewagę. Następne sytuacje nie zwiastowały emocji, jakie miały mieć miejsce w kolejnych minutach. Przy stanie 5:3 piłkę do siatki wpakował Dawid Brewczyński. Sędzia uznał gola, ale była to spora kontrowersja, która rozgrzała głowy zawodników. Tur twierdził, że gracz EXC zagrał piłkę ręką, ale powstawało pytanie czy wcześniej nie był faulowany. Gra jednak toczyła się dalej. Gospodarze jeszcze w emocjach stracili momentalnie bramkę na remis i zrobiło się nerwowo. Przy stanie 5:5 kapitalnie odpowiedział Konrad Wojtkielewicz, który lobem pokonał golkipera rywali. Po chwili skutecznie wyegzekwowany karny dla Tura i sytuacja gości była już niemal beznadziejna. Tym bardziej, że że Karol Bienias doznał kontuzji, a EXC nie miało zmian. Końcówkę gracze Sebastiana Dąbrowskiego grali z jednym zawodnikiem mniej i ostatecznie nie zdołali wywalczyć nawet punktu.
W niedzielny wieczór spotkały się drużyny, które nie zdobyły w obecnym sezonie jeszcze ani jednego punktu. Z jednej strony MKS Piaseczno, które od pierwszej kolejki boryka się z dużymi problemami kadrowymi, z drugiej ekipa Contry, która na własnej skórze doświadczyła, jak duży jest przeskok z ligi niżej. Tym razem gospodarze stawili się w mocnym składzie – zarówno liczebnie, jak i jakościowo i od pierwszych minut narzucili swój styl gry. Efektem tego były szybko strzelone dwie bramki, na które chwilę później raz odpowiedzieli rywale. Po upływie dziesięciu minut gry kolejne dwa trafienie dołożyli zawodnicy MKSu i wydawało się, że pewnie zmierzają do zdobycia premierowych punktów w tym sezonie. Ostatnie minuty w pierwszej części meczu należały jednak do gości, którzy m.in. wykorzystując grę w przewadze zdołali wyrównać i do przerwy wynik brzmiał 4:4. Druga połowa ponownie zaczęła się od ataków zespołu z Piaseczna, którzy aż czterokrotnie znaleźli sposób na golkipera gości. Tej przewagi już nie roztrwonili i pewnie kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń. Najbardziej aktywny w ich szeregach był Artur Prokop, który aż ośmiokrotnie zdołał wpisać się do protokołu meczowego, jako strzelec bramki. Mecz zakończył się hokejowym wynikiem 12:8 i MKS Piaseczno otworzył swój dorobek. Dla Contry to już piąta porażka w tym sezonie.
Rozpędzona machina KS Browarek kontynuuje swoją serię zwycięstw, pokazując, że nie zamierza się zatrzymywać. Po dwóch ostatnich wygranych, zespół Michała Sobieralskiego ponownie sięgnął po trzy punkty, tym razem w spektakularny sposób, deklasując Explo Team. Choć to goście jako pierwsi otworzyli wynik spotkania, odpowiedź Browarka nadeszła szybko, a gdy już złapali rytm, przejęli pełną kontrolę nad meczem. Do przerwy prowadzili już 5:2, a w drugiej połowie kompletnie zdominowali rywali, nie tracąc ani jednej bramki i dołożyli jeszcze pięć trafień, kończąc mecz wynikiem 10:2. Mimo wysokiej porażki, drużyna Explo grała do końca, zachowując klasę i starając się walczyć do ostatniego gwizdka. Jednego z goli dla drużyny gości zdobył Łukasz Malczewski, pewnie wykonując rzut karny, ale to było ich ostatnie trafienie w tym meczu. Choć Explo miało kilka prób w pierwszej połowie, to ich ofensywa nie była w stanie zagrozić solidnie grającemu bramkarzowi Mikołajowi Pietrzakowi. Zespół Browarka, mimo rozluźnienia w drugiej połowie, w której zawodnicy zmarnowali kilka dogodnych sytuacji, nadal kontrolował przebieg gry i nie pozwolił rywalom na zbliżenie się do wyniku. W kolejnych spotkaniach muszą być jednak bardziej skoncentrowani, ponieważ takie coś lubi się mścić. Michał Koszela zanotował świetny występ, zdobywając aż pięć punktów w klasyfikacji kanadyjskiej, a Adrian Gomoła zachwycał swoimi podaniami i kreowaniem sytuacji od pierwszych minut. Choć KS Browarek pokazał świetną formę, muszą unikać nonszalancji, bo w innych meczach może ich to kosztować punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)