Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 14 Liga
W niedzielne przedpołudnie w ranach 13 kolejki Ligi Fanów drużyna Boiskowy Folklor podejmowała Partyzant Włochy. Gospodarze przyzwyczaili już nas, że na ligowe spotkanie zbierają się w bardzo skromnym zestawieniu osobowym. Ekipa Olka Markowskiego i spółki zebrała z kolei solidną ławkę rezerwowych i z optymizmem przystępowała do rywalizacji. Początek spotkania to zdecydowana przewaga Partyzanta, który starał się prowadzić szybką i dokładną grę na połowie rywala. Niestety już po upływie kilku minut, goście dostali ziemny prysznic. Dwie szybko wyprowadzone akcje i to dość niespodziewanie Boiskowy Folklor prowadził 2-0. Partyzant Włochy nie zamierzał składać broni, zawodnicy gości szybko wzięli się do odrabiania strat. Sygnał do ataku dał kapitan Olek Markowski, który podaniem po ziemi przez niemal całe boisko uruchomił swojego kolegę z ataku, który wychodząc sam na sam z bramkarzem umieścił piłkę w bramce. Goście poszli za ciosem i po upływie kilku kolejnych minut najpierw doprowadzili do remisu, a po chwili wyszli na jednobramkowe prowadzenie. Partyzant mógł prowadzić wyżej, ale świetnie między słupkami spisywał się bramkarz rywali Jakub Korzeniecki, który szczyt swoich umiejętności pokazał broniąc strzał z rzutu karnego. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie. Po zmianie stron to ponownie Partyzant narzucił swoje warunki gry. Zzawodnicy z dzielnicy Włochy mieli swoje okazje, jednak często brakowało dokładności i wykończenia. A jak mówi stare piłkarskie powiedzenie „niewykorzystane sytuacje się mszczą” i tak też było tym razem. Do remisu płaskim strzałem z zrzutu wolnego doprowadził Damian Wójcik i ponownie mieliśmy remis. Z upływem kolejnych minut wyraźnie dało się zauważyć, że pomimo większej liczby zawodników, to Partyzant jest bardziej zmęczony. Co prawda goście wyszli jeszcze na prowadzenie, jednak niektórzy zawodnicy słaniali się na nogach, nie mając już sił wracać do obrony. Gospodarze również zauważyli braki kondycyjne w obozie przeciwnym i zdecydowanie bardziej przycisnęli swojego rywala. To przyniosło zamierzony efekt, bo chwilę później na tablicy wyników było już 4-4. Końcówka drugiej połowy to zdecydowana przewagę gospodarzy. Zmęczeni rywale popełniali szkolne błędy, dzięki czemu najpierw Damian Wójcik wyprowadził swój zespół na prowadzenie, by po chwili dwie zdobyte bramki autorstwa Bartosza Michalskiego ustawiły wynik spotkania. Partyzant Włochy strzelił jeszcze gola na 7:5, jednak było to trafienie na pocieszenie, bo ostatecznie goście po słabej drugiej połowie przegrywają to spotkanie. Dzięki zwycięstwu Boiskowy Folklor notuje trzeci kolejny mecz z wygraną, goście natomiast muszą dalej czekać na premierowe punkty w 14.lidze.
O godzinie 14 na boisko AWFu wybiegły drużyny LeoDream i FFK Oldboys II. Zespoły te w tabeli dzieli prawdziwa przepaść, gospodarze gromią każdego kto stanie na ich drodze i tego samego spodziewaliśmy się minionej niedzieli. Przed upływem 10 minuty LeoDream miał już trzybramkową przewagę i nasze przeczucia przedmeczowe sprawdzały się w każdym z możliwych aspektów. Zespół gości będący mieszanką doświadczenia i młodej krwi w pierwszej połowie zdobył bramkę za sprawą Ksawerego Błaszczyka. Niestety dla FFK Oldboys od tego momentu gole strzelali tylko przeciwnicy. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 6:1. Po wznowieniu gry przebieg meczu wyglądał niemal identycznie. Bramkę za bramką strzelali na zmianę Hierman Rutkowski oraz Maksim Khikhol, chociaż niemal każdy gracz faworytów miał udział przy bramce dla swojego zespołu. FFK Oldboys II też miał kilka sytuacji, ale jak to często bywa w spotkaniach młodych gniewnych, z bardziej doświadczonymi zawodnikami brakowało więcej cwaniactwa oraz odrobiny sprytu. FFK Oldboys przegrał ten mecz wysoko, ale należą się słowa uznania dla tej drużyny, bo mimo strat kolejnych bramek walczyli o poprawę wyniku, a takie mecze na pewno zaprocentują w przyszłości. Co do LeoDream, to nie możemy się doczekać, aż zobaczymy ich w walce na wyższym poziomie rozgrywkowym, z o wiele bardziej wymagającymi przeciwnikami.
FC Cały Czas Bomba oraz Santiago Remberteu przystąpili do tego spotkania w bardzo licznie zgromadzonych składach. Gospodarze zajmują drugie miejsce w jednorundowej 14 lidze, goście natomiast z trzema punktami okupują przedostatnie miejsce w ligowej tabeli. W roli faworyta do tego spotkania przystępowali zawodnicy Kacpra Chimczuka. Od początku meczu zdecydowaną przewagę na boisku mieli zawodnicy gospodarzy, którzy byli bardziej wybiegani, grali z większą swobodą i kontrolą piłki. Goście na pewno nie spodziewali się takiego obrotu spraw. Cały Czas Bomba często rozgrywali szybką piłkę grając z kontrataku, co w konsekwencji przyniosło im pierwsze trafienie Jakuba Dzieciątko. W kolejnych minutach gra toczyła się głównie w środku pola, w której zdecydowaną przewagę mieli gospodarze. Drugiego gola przyniosła dwójkowa akcja Chimczuk – Urban i drużyna Cały Czas Bomba prowadziła już 2-0. Faworyci oprócz solidnej gry w ofensywie perfekcyjnie bronili dostępu do swojej bramki, co w konsekwencji przyniosło im prowadzenie po pierwszych 25 minutach w stosunku 2-0. Po zmianie stron byliśmy świadkami sporej rotacji w obu ekipach, a ponownie swoje warunki gry narzucili gospodarze, którzy już po kilku minutach prowadzili 6-0. W kolejnych fragmentach dominowała siłowa gra, widzieliśmy sporo fauli i niepotrzebnego gadania na boisku. Oliwy do ognia dolewali kibice i zawodnicy gospodarzy, którzy zamiast skupić się na graniu, dodatkowo podgrzewali atmosferę na boisku. Gdy wreszcie sytuacja trochę się uspokoiła zaczęły pojawiać się pierwsze dogodne sytuacje dla ekipy z Rembertowa. Nie mając już nic do stracenia, goście rzucili się do odrabiania strat. W końcówce zaczęli seryjnie zdobywać bramki i nawet zbliżyli się do rywala na dwa trafienia, jednak końcowe minuty meczu prowadzący rozegrali pod swoje dyktando i wygrali 7:5. Po dość przeciętnym piłkarskim widowisku z dużą dawką negatywnych emocji gracze gospodarzy zasłużenie zgarniają całą pulę i dopisują sobie kolejne 3 oczka.







)
)
)
)
)
)