Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 3 Liga
Na więcej emocji liczyliśmy w meczu Ternovitsii ze Szmulkami Warszawa. Gospodarze wygrali dwa ostatnie spotkania, dlatego o ich formę byliśmy spokojni. Goście remisem z Husarią pokazali, że potrafią grać na wysokim poziomie i liczyliśmy że w meczu z niedzielnym rywalem ten trend podtrzymają. Jednak szybko okazało się, iż tego dnia ekipa z Pragi ma po prostu słabszy dzień. Pierwsze szybko strzelone bramki dla Ternovitsii ustawiły to spotkanie. Szmulki były bezradne w ataku, gdzie kompletnie nic nie wychodziło temu zespołowi. W defensywie było jeszcze gorzej, bo rywale często wychodzili z kontrami a zawodnicy z Pragi nie zawsze skutecznie wracali do obrony. Do przerwy wynik spotkania brzmiał 7:2, choć gdyby gospodarze byli skuteczniejsi, to mógłby być zdecydowanie wyższy. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Mimo mobilizacji w szerach gości nic tak naprawdę w ich grze się nie poprawiło. Dużo było indywidualnych akcji, które przeciwnicy skutecznie neutralizowali. Rozpędzeni gracze z Ukrainy podreperowali sobie statystyki bramek i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 15:4. Choć obie ekipy szans na utrzymanie nie mają, to na pewno w ostatnich kolejkach będą chciały pozytywnie zakończyć sezon. Więcej do poprawy mają gracze Szmulek i liczymy, że kolejny mecz będzie dużo lepszy w ich wykonaniu.
W niedzielę o godzinie 15:00 faworyt spotkania, FC Zoria Streptiv, zmierzyła się z ekipą Fuszerki. Spotkanie to miało od początku do końca jednostronny przebieg, ukraińscy piłkarze byli stroną dominującą i przeważającą. Strzelanie zaczęła drużyna znajdującą się na najniższym szczeblu podium, a konkretnie uczynił to Zurabi Saginagze. Był to pierwszy i ostatni gol, jakiego mieliśmy okazję zobaczyć w tej części spotkania. Druga połowa rozpoczęła się od festiwalu bramek w wykonaniu najbardziej wysuniętego piłkarza Zorii, Saginagze. Rywale nie mieli żadnej recepty na jego strzały, był on autorem aż 5 goli, czym tak naprawdę ustalił, kto w tym meczu zgarnie całą pulę. Gdy wynik był tak naprawdę przesądzony, do głosu doszli gospodarze za sprawą trafienia Macieja Chrzanowskiego. Był on najjaśniejszym punktem swojej drużyny, ponieważ brał udział przy wszystkich bramkach, które jego zespół zdobył w tym meczu, co zostało zauważone przez przeciwników i tym samym zgarnął on MVP swojej drużyny. Było to jednak zdecydowanie za mało, aby w większym stopniu zagrozić faworytowi, który wygrał spotkanie i umocnił swoją pozycję na podium 3 ligi na dwie kolejki do końca rozgrywek.
To spotkanie stało pod wielkim znakiem zapytania odnośnie przebiegu, bowiem oba zespoły prezentują futbol na równie dobrym poziomie, przez co ciężko było wskazać faworyta. Lepiej w mecz weszła drużyna Smoczej Furiozy, obejmując dwubramkowe prowadzenie. Zespół gospodarzy pokazał jednak, że łatwo się nie podda. Trafienie dające “kontakt” zanotował Bartosz Kubik. Ekipy szły cios za cios, przez co pierwsza część zakończyła się remisem 4:4, co zapowiadało jeszcze większe emocje w drugiej połowie. Wynik ciągle nie był rozstrzygnięty z uwagi na równą grę obu ekip. W Młodzieżowcach wyróżniali się Tomasz Krzyżański oraz Bartosz Stankiewicz, zaś w Furiozie Aleksander Janiszewski oraz Konrad Adamczyk. Spotkanie przebiegało w dość spokojnej atmosferze aż do 42 minuty. O ile umiejętności boiskowych możemy pozazdrościć Konradowi Adamczykowi, który rozgrywał dobre zawody, tak co do jego zachowania można mieć wiele “ale”. Skandaliczne odzywki do sędziego prowadzącego to spotkanie miały tylko jeden słuszny finał - czerwona kartka dla zawodnika gości. Osłabił on tym samym swoją drużynę, która musiała grać jednego zawodnika mniej do końca meczu, co miało ogromny wpływ na wynik. Jego zespół przegrał z rywalem 8:5, a sam Adamczyk przyćmił swój znakomity występ przez swoje niedopuszczalne zachowanie i brak samokontroli.
Sante jeszcze kilka kolejek temu miało szansę na załapanie się na podium, ale słabsza frekwencja, a co za tym idzie, gorsze wyniki sprawiły, że spadli do środka tabeli i jedyne o co mogli w tym sezonie jeszcze powalczyć, to Puchar Ligi Fanów. Na pojedynek z Kryształem stawili się jednak w bardzo mocnym i co ważne, szerokim składem, co zapowiadało ciekawe starcie, biorąc pod uwagę fakt, że Sante jako jedyna drużyna w lidze potrafiła do tej pory odebrać punkty liderowi. Goście z kolei pewnie kroczą po tytuł i w przypadku swojego zwycięstwa oraz porażki Husarii mogli zapewnić sobie mistrzostwo. Mecz zaczął się jednak po myśli Sante, które dość szybko objęło prowadzenie po składnej zespołowej akcji, którą wykończył Karol Kopeć. Kolejne minuty to bardzo wyrównane starcie, gdzie jedni i drudzy szukali swoich okazji do zdobycia gola. W końcu udało się to ponownie gospodarzom – z najbliższej odległości piłkę do siatki skierował Mikołaj Tokaj i mieliśmy już 2:0, a gdy na 3:0 podwyższył Michał Aleksandrowicz coraz bardziej stawało się realne to, że gospodarze będą w stanie wygrać to spotkanie. Sante chciało utrzymać wynik do przerwy, ale w samej końcówce Kryształ zdobył gola i można było się zastanawiać, jak ta bramka do szatni zadziała na obie ekipy. Po zmianie stron goście ruszyli do odrabiania strat. Jak zawsze aktywny był Igor Ruciński, który wygrywał wiele pojedynków biegowych, ale brakowało skuteczności przy wykończeniu. Sante mocno zagęściło środek pola, wypychając rywali na skrzydła, gdzie ci co prawda wygrywali szybkością, ale gdy już oddawali strzał, to zazwyczaj piłka mijała bramkę rywala. Gospodarze nie ograniczali się do defensywy, również budowali swoje ataki, często wykorzystując do rozgrywania swojego bramkarza. Co więcej, udało im się podwyższyć prowadzenie do stanu 4:1. Kryształ znów zbliżył się na dwa gole, ale to był max, jaki ten zespół osiągnął tego wieczoru. W końcówce obie ekipy zdobyły po jednym golu i finalnie Kryształ przegrał pierwszy mecz w sezonie. To pokazuje, że Sante naprawdę ma potencjał do walki z zespołami z topu, ale wtedy, gdy dysponuje wszystkimi najlepszymi zawodnikami. Dzięki determinacji i konsekwencji w grze udało im się zdobyć cenne punkty, sprawiając przy tym niemałą niespodziankę.
Mecz pomiędzy Perłą a Husarią zapowiadał wielkie emocje oraz pokaz wybitnych umiejętności piłkarskich obu ekip. Ku zaskoczeniu wszystkich, spotkanie okazało się jednostronne na korzyść graczy w zielonych koszulkach. Byli oni stroną stwarzającą więcej okazji oraz kreującą lepsze sytuacje bramkowe. Dobitnie pokazuje to wynik pierwszej połowy, który wynosił 4:0 dla Perły, co pokazuje świetną dyspozycję gospodarzy zarówno w szykach ofensywnych, jak i defensywnych. Przebieg drugiej połowy niewiele różnił się od tego, co mieliśmy okazję zobaczyć w pierwszej odsłonie starcia. Pełna kontrola drużyny walczącej o podium. Postacią wyróżniającą się był Matheus Franco, który zdobył aż 5 bramek oraz zaliczył 2 kluczowe podania do swoich kolegów z zespołu, co zostało docenione przez przeciwników, którzy zdecydowali, że zasłużył on na miano MVP. Mimo wszystko za ten mecz należy się pochwała całej ekipie graczy w zielonych trykotach, ponieważ pokazali kawał dobrego futbolu, przez co zasłużenie wygrali to spotkanie, tym samym przybliżając się do upragnionego podium oraz komplikując plany Husarii, która zaciekle goni lidera tabeli, ekipę Kryształu Targówek. Ostatnie dwie kolejki zapowiadają się naprawdę interesująco, bowiem Perła ma zaledwie 1 punkt straty do wyżej notowanej Zorii Streptiv, co daje im realne szanse na zajęcie wyższej lokaty w tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)